Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Przejście - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Przejście

Электронная книга - «Przejście». Краткое содержание книги:

Jedna z rzadkich, niezapomnianych powieści, zarówno dramatycznych, jak i głęboko refleksyjnych oraz pełnych napięcia. Zdumiewająca mieszanka suspensu i nauki. Joanna Lander jest psychologiem prowadzącym badania nad śmiercią. Kiedy decyduje się na udział w projekcie polegającym na symulowaniu śmierci klinicznej, okazuje się, iż może rozwiązać największą tajemnicę życia, albo też stać się ofiarą nauki. Poddaje się jednak eksperymentowi młodego, błyskotliwego neurologa, zainteresowanego symulowaniem śmierci klinicznej za pomocą psychoaktywnego leku…
1 ... 191 192 193 194 195 196 197 198 199 ... 225
Перейти на страницу:

Kiedy usłyszał dzwonek windy, chwycił fartuch z identyfikatorem, wziął pod pachę oficjalnie wyglądającą teczkę i wyruszył na oddział intensywnej opieki kardiologicznej. Poszedł schodami na szóste piętro i pokonał łącznik, myśląc, że opłacało się poświęcić tyle godzin na sporządzenie planu szpitala. Teraz mógł w pięć minut dotrzeć do każdego miejsca w budynku.

Zbiegł schodami na piąte piętro, a potem korytarzem na oddział. Przy drzwiach stał strażnik, który zerknął na identyfikator Richarda i uśmiechnął się ze zrozumieniem. Richard prędko minął hol i dotarł do pokoju Maisie. Pielęgniarka siedząca za biurkiem przed drzwiami wstała na jego widok.

— Czym mogę służyć? — spytała, stając na progu.

— Nazywam się Wright. Przyszedłem porozmawiać z Maisie Nellis.

— Ach, tak, pani Nellis wspomniała, że pan się zjawi. — Odsunęła się od drzwi. Maisie leżała na poduszkach i oglądała telewizję. — Doktor Wright chciałby zamienić z tobą kilka słów — zwróciła się do niej pielęgniarka, następnie podeszła do kroplówki i wcisnęła przycisk na stojaku.

— Dzień dobry — przywitała się apatycznie Maisie i ponownie zajęła się oglądaniem filmu. Richard się zaniepokoił. Może się mylę i ona nie ma dla mnie żadnej wiadomości? Uważnie przyjrzał się dziewczynce. A jeśli wszystko sobie wymyśliłem?

Pielęgniarka poprawiła przewód kroplówki, ponownie wcisnęła przycisk i wyszła, zostawiając drzwi lekko uchylone.

— Najwyższy czas — oznajmiła Maisie, siadając na łóżku. — Dlaczego tak długo pan nie przychodził?

Rozdział 51

„Bliżej Ciebie, Panie”.

Ostatnie słowa prezydenta Stanów Zjednoczonych Williama McKinleya, wypowiedziane po postrzeleniu go przez zamachowca

Joanna wpatrywała się w jasne włosy radiotelegrafisty i w jego młodą, szczerą twarz. Pamiętała ją, roześmianą, z fotografii w bibliotece pana Briarleya.

— Jesteś narzeczonym Kit — zdumiała się.

— Znasz Kit? — Kevin ściągnął słuchawki. — Nie ma jej tutaj, prawda? — Wstał i złapał Joannę za ramiona. — Nie mów mi, że ona tu jest.

— Nie, skąd — pośpiesznie wyjaśniła Joanna. — Nic się jej nie stało. Ona… — Jednak Kevin jej nie słuchał, usiadł i znowu nadawał.

— Muszę jej przekazać wiadomość — oznajmił, wystukując kolejne znaki. — Chcę ją przeprosić. To moja wina. Nie spojrzałem, dokąd idę.

— To tak jak ja — dodała Joanna.

— Chciałbym, aby wiedziała, że ją kocham. — Niezmordowanie wystukiwał litery. — Nie powiedziałem jej tego. Nawet się nie pożegnałem. — Podniósł słuchawki i przyłożył jeden głośnik do ucha. — Nikt nie odpowiada. Jest za daleko.

— Nieprawda. — Joanna uklękła obok i położyła rękę na jego ramieniu. — Wiadomość dotarła. Ona wie, że ją kochałeś, i rozumie, dlaczego nie mogłeś się pożegnać.

— Nic jej nie będzie? — zaniepokoił się. — Zostawiłem ją zupełnie samą.

— Nie jest sama. Ma Vielle, Richarda.

— Richarda? — powtórzył, a jego twarz przeszył bolesny skurcz. — Bałem się, że będzie samotna — wyjaśnił przygnębiony. — Sądziłem, że jest zbyt daleko, aby odebrać wiadomość. — Odłożył słuchawki na stole.

— Była wystarczająco blisko. — Joanna wciąż klęczała. — Wciąż jest. Ja też muszę przekazać wiadomość. To ważne. Proszę.

Skinął głową i położył palec na kluczu.

— Co mam nadać?

Żegnaj, pomyślała. Przepraszam. Kocham cię. Zerknęła na iskrę. Drgała, coraz ciemniejsza.

— Przekaż Richardowi, że doświadczenia graniczne to sygnał alarmowy, wysyłany przez mózg do wszystkich układów ciała. Powtórz mu, że… — Nie dokończyła, bo ktoś gwałtownym szarpnięciem postawił ją na nogi.

— Nie znalazłem tam żadnych składanych łodzi — warknął Greg, ściskając jej ramiona. — Gdzie one są? — Potrząsnął nią.

— Gdzie one są?

— Nic nie rozumiesz. — Joanna spojrzała niespokojnie na Kevina. — Muszę wysłać…

Greg puścił ją i złapał Kevina za rękę.

— Radiotelegraf! — wykrzyknął. — Wysyłasz SOS! Statki już płyną, aby nas uratować, zgadza się? Płyną?

Kevin pokręcił głową.

— Carpathia się zbliża, ale jest pięćdziesiąt osiem mil stąd. Ona jest za daleko. Nie zjawi się tutaj na czas.

Joanna odetchnęła głęboko.

— Co to znaczy: nie zjawi się tutaj na czas? — wykrzyknął Greg, a Joanna wreszcie zrozumiała, co słyszała w jego głosie na oddziale nagłych wypadków — niedowierzanie i furię. — Pięćdziesiąt osiem? — Greg gwałtownym ruchem uniósł Kevina i obrócił go w swoją stronę. — Na pewno coś płynie bliżej. Z kim jeszcze masz kontakt?

— Z Virginian, Olympic, Mount Temple, ale żaden z nich nie jest wystarczająco blisko. Olympic płynie przeszło pięćset mil stąd.

— Więc skontaktuj się z kimś innym. — Greg wepchnął radiolelegrafistę z powrotem na krzesło. — Z kimś bliżej. Co z tym statkiem, którego światła wszyscy widzieli?

— Nie odpowiada.

— Musi. — Greg przycisnął rękę Kevina do klucza. — Nadawaj. SOS. SOS.

Kevin zerknął na Joannę, pochylił się i powrócił do wystukiwania wiadomości. Kropka, kropka, kropka. Kreska, kreska, kreska. Nad jego głową rozbłysła iskra, zamigotała, znikła i ponownie rozbłysła.

Gaśnie, pomyślała Joanna i wepchnęła się między mężczyzn.

— Nie! Za późno na wzywanie pomocy. Przekaż Richardowi, że to SOS, niech wie, że doświadczenia graniczne pani Troudtheim to klucz.

— Nadawaj SOS! — ryknął Greg, zaciskając dłoń na nadgarstku Joanny. — A ty mi pokażesz, gdzie są kamizelki ratunkowe.

— Musisz nadać wiadomość dla Richarda — zawołała do Kevina. — Niech wie, że to szyfr, a neuromediatory… — Nie dokończyła. Greg wypchnął ją z kabiny radiotelegrafisty na pokład.

— Gdzie kamizelki? — warknął. — Musimy zostać na powierzchni, dopóki nie dotrze tu jakiś statek. Gdzie je trzymali?

— Nie wiem — odparła bezradnie, odwracając wzrok ku drzwiom kabiny. Bił spoza nich blask, złoty i spokojny, a w jego świetle siedział Kevin, pochylając jasną głowę nad kluczem radiotelegraficznym. Wyżej rozbłyskiwała iskra przypominająca aureolę. Błagam, prześlij wiadomość, myślała Joanna.

— Gdzie je trzymali? — Palce Grega wbiły się boleśnie w jej nadgarstki.

— W schowku obok kwater oficerskich — wyjaśniła wreszcie. — Ale to nic nie da. Nikt nie płynie na ratunek… — Greg popchnął ją brutalnie w stronę dziobu. Przechył pokładu się pogłębiał. Joanna usłyszała z przodu ciche chlupanie, jakby wody albo krwi.

— Pokażesz mi, gdzie jest ten schowek… „Chcę widzieć, co robię!” — mówił rezydent, a Joanna odsunęła się od nożyczek, bojąc się, że to nóż, nóż! Vielle powiedziała: „ Wytrzymaj kotku. Zamknij oczy”. Światła zgasły, pomieszczenie nagle wypełniły ciemności, a potem gdzieś otworzyły się drzwi, zza których wylało się światło i śpiew „ Sto lat!”, świeczki na torcie płonęły jaskrawo. a jej ojciec powiedział: „Zdmuchnij je!”, pochyliła się, nadęła policzki, dmuchnęła, świeczki zamigotały czerwienią i zgasły, lampy na pokładzie ściemniały, rozjarzyły się na czerwono i znowu pojaśniały, lecz nie tak mocno, wcale nie tak mocno.

1 ... 191 192 193 194 195 196 197 198 199 ... 225
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)