Tajemnica Gadającej Czaszki
- Автор: Hitchcock Alfred
- Язык: польский
- Жанр: Детское действие
Электронная книга - «Tajemnica Gadającej Czaszki». Краткое содержание книги:
Szpital Więzienia Stanowego, 17 lipca
Drogi Guliwerze,
Tylko kilka słów od twojego starego kumpla i towarzysza z celi więziennej, Spike'a Neely'ego. Jestem w szpitalu i wygląda na to, że moje dni są policzone.
Mam ich przed sobą może pięć, może trzy tygodnie, a może nawet dwa miesiące. Lekarze nie są pewni. W każdym razie nadeszła pora pożegnania.
Jeśli będziesz kiedyś w Chicago, zajrzyj do mojego kuzyna Danny'ego Streeta. Pozdrów go ode mnie. Chciałbym ci jeszcze wiele powiedzieć, ale nie mogę.
Twój przyjaciel
Spike
– Jeśli jest tu ukryta jakaś wskazówka, to ja, niestety, jej nie widzę – mruknął Jupiter. – Ciekawe, czy… czekajcie! Znalazłem coś! Spójrzcie!
Podał Bobowi list wraz z kopertą.
– Widzisz, czego nie zauważyliśmy?
– Czego nie zauważyliśmy? – powtórzył Bob zdumiony. – Ja nie widzę niczego specjalnego, Jupe.
– Znaczki na kopercie! – powiedział Jupiter. – W poszukiwaniu ukrytej wiadomości nie zajrzeliśmy pod znaczki!
Bob przyjrzał się uważniej znaczkom: pierwszy za dwa centy, a drugi za cztery. Ten za cztery centy miał ucięty jeden róg. Bob przesunął po nich palcami i mina całkiem mu się zmieniła.
– Jupe! – krzyknął. – Masz rację! Pod jednym znaczkiem coś jest. Ten za cztery centy z uciętym rogiem wydaje się grubszy niż ten za dwa.
Pete też przesunął palcem po znaczkach i skinął głową. Znaczek za cztery centy był odrobinę grubszy. Nie było tego widać na oko, chyba że patrzyło się z bardzo bliska.
– Chodźmy do Kwatery Głównej, Odkleimy znaczki i zobaczymy, co tam jest! – krzyknął Bob.
Znów przeczołgali się tunelem i w parę minut zagotowali wodę w małym czajniku. Jupiter przytrzymał kopertę nad parą, aż znaczki same odpadły. I wtedy aż krzyknął z wrażenia.
– Patrzcie! Pod spodem jest jeszcze jeden znaczek – zielony, jednocentowy!
– To dziwne – zmarszczył czoło Bob. – Co to ma oznaczać, Jupe?
– Ja ci powiem, co to ma oznaczać – wtrącił się Pete. – Nie ma w tym nic tajemniczego. Nie pamiętasz, że w czasie, kiedy ten list został nadany, cena znaczków wzrosła o jednego centa? Spike Neely prawdopodobnie przykleił najpierw znaczek za centa, potem uświadomił sobie, że to za mało, i dokleił jeszcze jeden za dwa centy. A na jednocentowy przykleił ten za cztery.
– O rany! To by się zgadzało – przyznał Bob. – Jupe, Pete chyba trafił w dziesiątkę.
– Nie byłbym taki pewien.
Jupiter z posępną miną wpatrywał się w zielony znaczek. Potem delikatnie odkleił go od koperty.
– Pod spodem może być coś napisane – powiedział.
– Nic – stwierdził Bob, kiedy odwrócili znaczek. – Na żadnym znaczku nic nie ma. I co teraz, Jupe?
– To zbyt niezwykłe, aby było przypadkowe – odparł Jupiter, marszcząc brwi. – To musi coś oznaczać.
– Ale co? – zapytał Pete.
– Będę teraz głośno myślał – zapowiedział Jupiter. – Spike wiedział, że list będzie ocenzurowany. Dedukuję więc, iż posłużył się znaczkami do przesłania wiadomości. Przykleił jeden znaczek na drugi tak starannie, żeby nikt się nie zorientował. Spodziewał się, iż Guliwer dokładnie zbada cały list i znajdzie dodatkowy znaczek. Dedukuję, że jego zielony kolor ma oznaczać kolor amerykańskich banknotów, a sam znaczek symbolizuje ukryte pięćdziesiąt tysięcy. Spike chciał w ten sposób powiedzieć… Przerwał i zamyślił się głęboko. W ciszy, która nastąpiła, rozległ się donośny okrzyk Boba:
– Mam! Znaczek jest kawałkiem papieru, zgadza się? Banknoty to też papier. Spike przykleił kawałek papieru na inny kawałek papieru. Chciał w ten sposób powiedzieć Guliwerowi, że pieniądze zostały schowane pod jakimś papierem.
Pani Miller powiedziała, że kiedy Spike ukrywał się w jej domu, wytapetował cały dół! I wtedy właśnie ukrył pięćdziesiąt tysięcy dolarów. Ułożył banknot obok banknotu i nakleił na nie tapetę!
– No, no! – odezwał się Pete z podziwem. – Trafiłeś, Bob. To musi być odpowiedź. Zgodzisz się, Jupe?
Jupiter skinął głową.
– Tak. Dedukcja godna podziwu. Przypomina mi to pewną historię, którą kiedyś czytałem. To opowieść sensacyjna niejakiego Roberta Barra. Jeden z jej bohaterów, Lord Chizelrigg, ukrywa duże ilości złota, przetapiając je na złotą folię, którą podkleja tapetę. Ta sama zasada. Tyle że Spike Neely używał papierowych pieniędzy, które o wiele łatwiej podkleić.
– Zaraz, chwileczkę! – przerwał mu Bob. – Pani Miller mówiła, że Spike Neely kończył jakąś robotę zaczętą przez jej męża. A może tam ukrył pieniądze?
– Nie sądzę – pokręcił głową Jupiter. – Najlepszym miejscem byłoby… aj! aj! aj!
– Co “aj! aj! aj!”? – zapytał Pete. – Co tak ajujesz, Jupe?
– Przecież Spike wszystko nam wyjaśnia! To znaczy, wyjaśnia Guliwerowi. W liście. Spójrzcie tylko! – Jupiter podał list Bobowi i Pete'owi.
– Widzicie, od czego zaczyna? “Może pięć dni lub trzy tygodnie, a może nawet dwa miesiące”. Napiszcie te cyfry obok siebie. Utworzą 532. Co wam mówi ta liczba?
– To numer domu pani Miller! – krzyknął Bob. – Danville Street 532.
– Zgadza się – potwierdził Jupiter. – A spójrzcie na to. Mówi Guliwerowi: “Jeśli będziesz kiedyś w Chicago, zajrzyj do mojego kuzyna Danny'ego Streeta”.
– Danny może oznaczać Danville! – krzyknął Pete.
– Racja! – zgodził się Jupe. – Ta część o kuzynie z Chicago jest tylko po to, by odwrócić uwagę od słów Danny Street. Już bardziej otwarcie nie odważył się napisać. Spike Neely przekazywał Guliwerowi wiadomość, że pieniądze są schowane na Danville Street 532.
– Pod tapetą! – krzyknął Bob. – Nie odważył się więcej przekazać, ale trzeba przyznać, że naklejenie jednego znaczka na drugi było bardzo pomysłowe!
– Rozwiązaliśmy tę łamigłówkę – podsumował Pete z promiennym uśmiechem. Potem zamyślił się. – No tak, ale w jaki sposób dostaniemy się do tych pieniędzy?
– Nie możemy tam wejść i powiedzieć: “Przepraszamy bardzo, ale właśnie chcielibyśmy zerwać państwa tapetę” – zauważył Bob
– Nie – zgodził się Jupiter. – To zadanie dla policji. Musimy powiedzieć o tym inspektorowi Reynoldsowi. Nie ma sensu rozmawiać z porucznikiem Carterem. Całkiem jasno dał do zrozumienia, że mamy mu nie przeszkadzać. Jutro lub w poniedziałek, kiedy inspektor wróci…
Przerwał mu dzwonek telefonu. Jupiter zaskoczony podniósł słuchawkę.
– Trzej Detektywi, Jupiter Jones przy telefonie.
– To dobrze! – rozległ się apodyktyczny głos. – Tu mówi George Grant.
– George Grant? – Jupiter zmarszczył czoło. Nazwisko nie było mu znane.
– Zgadza się. Inspektor Reynolds przekazał ci chyba, że będę się z tobą kontaktował?