Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Детское действие » Tajemnica Nieznośnego Kolekcjonera
Tajemnica Nieznośnego Kolekcjonera - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tajemnica Nieznośnego Kolekcjonera

Электронная книга - «Tajemnica Nieznośnego Kolekcjonera». Краткое содержание книги:

Na przyjęciu zorganizowanym z okazji zaręczyn znika milioner(ojciec dziewczyny). Porywacz chce dostać za człowieka książkę biskupa. Jednak nikt nie wie co to za książka. Chłopcy znajdują ją dopiero na statku milionera. człowiek poszukujący książki zostaje złapany.
1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 25
Перейти на страницу:

– W każdym razie, na starość biskup żałował podobno swej bezwzględności i pracował nad poprawą bytu Indian. Niestety, ludzie pamiętają lepiej grzech niż pokutę. Dziś pamięta się go jako krwawego biskupa, a nie dobrotliwego reformatora.

Chłopcy milczeli, rozmyślając nad tą zamierzchłą historią i zadając sobie w duchu pytanie, w jaki sposób mogłaby ona wyjaśnić im motywy obecnego porwania pana Pilchera.

– Jeśli jest to istotnie zaginiony dziennik biskupa Jimineza, czy przedstawia dużą wartość? – zapytał wreszcie Jupe.

Doktor Gonzaga zdawał się mieć co do tego wątpliwości.

– Czy ma dużą wartość? To pojęcie względne. Dziennik wzbudzi zainteresowanie wśród badaczy i historyków, ale nie jest sławnym znaleziskiem, jak na przykład brulion Magna Carta lub list królowej Izabeli do Krzysztofa Kolumba. Nikt nie dałby za to fortuny. – Włożył książkę pod pachę. – Dla badacza jednak to tekst fascynujący! Nie mogę się doczekać, kiedy siądę nad tą książką i zacznę przekład…

– Och, nie! – wykrzyknął Bob.

– Nie ma na to czasu! – zawtórował mu Pete.

Uśmiech znikł z twarzy doktora Gonzagi.

– Nie rozumiem.

– Ostatni właściciel tej książki został porwany – wyjaśnił Jupe. – Jako okupu porywacz żąda wydania mu książki biskupa. Jeśli nie dostarczymy jej do jutra, nie wiadomo, co może zrobić ze swoim zakładnikiem.

– Ach, rozumiem. Czy… czy jest dość czasu na zrobienie fotokopii? Nie, oczywiście, że nie. Kopię tego rodzaju rzeczy należy wykonać w laboratorium. W zwykłej maszynie nie będzie to możliwe.

Doktor Gonzaga wyjął książkę spod pachy. Przez chwilę wpatrywał się w nią jak w bezcenny skarb. Wreszcie z westchnieniem oddał ją Jupiterowi.

– Mam nadzieję, że nie przepadnie znowu. Jeśli będziecie mieli jakąkolwiek szansę ją ocalić…

– Oczywiście – powiedział Jupe. – Natychmiast skontaktujemy się z panem.

Chłopcy wychodzili już, gdy nagle Jupe zawrócił od drzwi.

– Panie profesorze, czy wie pan coś o łzach bogów?

– Łzy bogów? – powtórzył doktor Gonzaga. – Tak nazywają kolumbijscy Indianie szmaragdy. Dlaczego pytasz? Czy to ma związek z tą książką?

– Możliwe! – powiedział Jupiter.

ROZDZIAŁ 13. Zastawianie pułapki

– Szmaragdy! – Bob odchylił się na oparcie krzesła i uśmiechnął szeroko do sufitu Kwatery Głównej. – Hiszpańscy zdobywcy, skradziony pamiętnik, sługa, który znika po śmierci biskupa! Co za sprawa! Chciałbym, żeby wreszcie pan Hitchcock o tym wszystkim usłyszał!

Zaprzyjaźniony z chłopcami znany reżyser, Alfred Hitchcock okazywał zawsze zainteresowanie ich tajemniczymi sprawami.

Jupe zachichotał z uciechy.

– Pan Hitchcock wolałby prawdopodobnie, żebyśmy jeszcze poczekali. Przynajmniej do czasu, póki nie poskładamy wszystkiego razem. – Spojrzał na leżący przed nim na biurku wydruk z komputera. – Łzy bogów. I wszystko dla Marilyn. Tylko gdzie te łzy się znajdują? I co ma z nimi wspólnego krwawy biskup?

– W Kolumbii jest dużo szmaragdów – powiedział Bob. – W książkach, które wziąłem z biblioteki, piszą, że Kolumbia jest największym producentem szmaragdów na świecie. Z wydruku wynika, że Marilyn musi pojechać do Sogamoso, żeby je znaleźć. Zastanawiam się, czy ten biskup miał także do czynienia z kopalniami szmaragdów.

– Jeśli Pilcher dał Marilyn kopalnię szmaragdów, będzie całkiem bogata – stwierdził Pete. Jupe spojrzał na zegarek.

– Robi się późno. Zeszło nam już właściwie całe popołudnie. Dajmy lepiej znać Marilyn, co wiemy.

Przysunął sobie telefon i nakręcił numer Pilchera. Marilyn odebrała już po drugim sygnale.

– To ja – powiedział Jupe. – Twój głos brzmi nerwowo. Czy porywacz znowu zadzwonił?

– Nie, ale stale oczekuję jego telefonu. Czego dowiedzieliście się od waszego przyjaciela w Ruxton?

– Możliwe, że ta książka to pamiętnik biskupa, żyjącego w Kolumbii parę wieków temu. Nazywano go krwawym biskupem ze względu na jego okrucieństwo wobec Indian pracujących w kopalni złota. Pamiętnik zaginął po jego śmierci. Nie jest pewne, czy jest to ten właśnie pamiętnik. Doktor Gonzaga, przyjaciel doktora Bamstera, musiałby go najpierw poddać przeanalizowaniu, ale nie chcieliśmy zostawiać u niego książki.

– No, myślę.

– Jeszcze jedno. Wiemy, co to są łzy bogów. Tak Indianie z Andów określają szmaragdy.

– Szmaragdy? – Marilyn milczała przez chwilę. – A więc szmaragdy! Zastanawiałam się, co tato chciał mi powiedzieć. Że zostawia mi garść szmaragdów? A co z tymi bredniami o starej kobiecie i letnim dniu? To brzmi jak odprawianie czarów. Wiesz, tak jak się każe pójść na rozstaje dróg przy świetle księżyca, żeby zakopać zajęczą łapę.

– Wszystkiego się dowiemy, kiedy wykupimy twojego ojca. Najważniejsze, że mamy książkę i możemy dać okup. Czy spędzisz noc u twego taty? Chcesz, żeby ktoś był z tobą?

– Mama obiecała tu przyjść, więc nie będę sama. Jak tylko usłyszę coś nowego, dam wam znać.

Odłożyła słuchawkę i niemal natychmiast zadzwonił telefon. Usłyszeli głos Harry'ego Burnside'a.

– Marilyn Pilcher wypłaciła mi należność za przyjęcie – powiedział. – Jak na razie jestem wypłacalny i bilansuję moje księgi. Czy możecie wpaść do mnie po wasze pieniądze?

– Oczywiście.

Jupe odłożył słuchawkę, zamknął pamiętnik biskupa w szafce i wszyscy przeszli przez Tunel Drugi do pracowni Jupe'a, gdzie zostawili rowery.

Zakład usługowy Burnside'a mieścił się przy bocznej ulicy w Rocky Beach. Nie zastali nikogo we frontowym biurze, przeszli więc do kuchni na zapleczu. Harry Burnside siedział przy stole rzeźniczym z piórem w ręce, a przed nim leżały księgi rachunkowe. Właśnie wychodziła jedna z dziewcząt, usługujących na przyjęciu Marilyn, i pomachała im dłonią na pożegnanie.

Burnside przywitał chłopców z uśmiechem.

– Cześć. Przygotowałem już dla was pieniądze. Zabierzcie je, póki są. Byłem wam winien za cztery i pół godziny po minimalnej stawce plus mały dodatek – wręczył każdemu z nich kopertę. – Muszę jeszcze tylko rozliczyć się z Ramonem. Zapłacę mu, jak wróci po załatwieniu dostawy.

– Ramon? – zapytał Jupe. – Ach, to ten pomywacz, którego pan najął na przyjęcie.

– Tak, od czasu do czasu mi pomaga.

Bob zajrzał do swej koperty.

– Pan mi dał za dużo!

– Minimalna stawka i trochę pieniędzy ekstra – powiedział Harry Burnside. – Nie potrafię poprzestać na minimum. Czuję się wtedy tak, jakbym pracował u Ebenezera Scrooge'a. Może macie ochotę na tort czekoladowy? Urządzałem przyjęcie dla dzieci dziś po południu i został duży kawał tortu. Ja nie odważę się tego jeść. Jeśli mi przybędzie choć gram, dziewczyna mnie rzuci.

Jupe uśmiechnął się.

– To zabawne. Ciocia Matylda powiedziała mi mniej więcej to samo dziś przy śniadaniu. Ale nie sądzę, żeby naprawdę tak myślała.

– Więc bierzcie się do tortu. Jest w spiżarni na półce za drzwiami.

Jupe wszedł do małego, kwadratowego pokoiku, przylegającego do kuchni. Od podłogi do sufitu biegły półki, a na nich stały pudełka czekolady, pojemniki z mąką, cukrem, puszki kawioru, słoiki oliwek. Żeby dostać się do tortu, Jupe musiał przymknąć drzwi. Sięgając po nóż, który Burnside zostawił na paterze, nadepnął na coś miękkiego.

1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 25
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)