Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
W 20 lat później - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

W 20 lat później

Электронная книга - «W 20 lat później». Краткое содержание книги:

Od ostatniego spotkania słynnych czterech muszkieterów — d’Artagnana, Atosa, Portosa i Aramisa — minęło prawie dwadzieścia lat. Nie żyją już kardynał Richelieu i król Ludwik XIII, a rządy we Francji sprawuje w imieniu swojego nieletniego syna Anna Austryjaczka, pozostająca pod wpływem ambitnego i bezwzględnego następcy Richelieu — Mazariniego. Dwór huczy od intryg, a mieszczanie paryscy wylegają zbrojnie na ulice miasta.
1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 113
Перейти на страницу:

W takim to stanie umysłu d’Artagnan, dosyć zadowolony z siebie i z przypadku, dotarł do katedry Notre-Dame. Wszedł po schodach do podcienia, a następnie do kościoła. Tu zwrócił się do zakrystiana zamiatającego kaplicę i zapytał go, czy nie zna pana Gryzipiórka.

— Pan Gryzipiórek, kościelny?

— Ten sam.

— Właśnie służy do mszy, tam, w kaplicy Panny Marii. D’Artagnan zadrżał z radości, gdyż wydawało mu się, że mimo tego, co mu powiedział Wiórek, nigdy nie odnajdzie Gryzipiórka. Obecnie jednak mając w ręku jeden koniec nici, był pewny, że dotrze do drugiego.

Uklęknął na wprost kaplicy, by nie stracić z oczu poszukiwanego człowieka. Na szczęście była to cicha msza i miała się niebawem skończyć. D’Artagnan, który zapomniał modlitw, a zaniedbał wziąć książkę do nabożeństwa, poświęcił wolny czas na uważne obejrzenie Gryzipiórka.

Gryzipiórek nosił swój strój, można by powiedzieć, z równą dozą majestatu co i niebiańskiej rozkoszy. Było jasne, że doszedł prawie do szczytu swych ambicji i że zdobna w srebro laska kościelnego, którą dzierżył w dłoni, wydawała mu się czymś równie zaszczytnym jak buława głównodowodzącego, którą książę de Conde rzucił czy też nie rzucił w szeregi nieprzyjaciół w bitwie pod Fryburgiem. (audio 03 b) Powierzchowność jego uległa zmianie, jeśli się tak można wyrazić, równie doskonałej jak i strój. Cała jego figura zaokrągliła się i jakby upodobniła do figury kanonika. Co się tyczy twarzy, to jej części wystające jak gdyby się zatarły. Miał jeszcze nos, lecz policzki, zaokrąglając się, wchłonęły każdy jedną część nosa, broda uciekła pod gardło; oczy więzły już nie w tłuszczu, ale w jakiejś obrzmiałości; co się tyczy czoła, to włosy, przycięte prostokątnie i świątobliwie, przykrywały je aż do linii brwi. Pośpieszmy wyjaśnić, że czoło Gryzipiórka nie było nigdy wyższe niż półtora cala, nawet w okresie, kiedy było najbardziej odsłonięte.

Wikariusz skończył mszę w tym samym czasie co d’Artagnan swoje obserwacje. Wymówił sakramentalne słowa i oddalił się rozdając błogosławieństwa, które ku wielkiemu zdziwieniu d’Artagnana przyjmowano na klęczkach. Ale zdziwienie d’Artagnana ustąpiło, kiedy rozpoznał w osobie księdza odprawiającego mszę samego koadiutora, to znaczy sławnego Jana Franciszka de Gondy, który w tym okresie, w przeczuciu roli, jaką miał odegrać, rozpoczął zabiegać o dużą popularność za pomocą jałmużny. W tym właśnie celu odprawiał od czasu do czasu wczesną mszę poranną, w której zazwyczaj uczestniczy tylko lud.

D’Artagnan podobnie jak inni ukląkł, otrzymał swoją część błogosławieństwa, przeżegnał się, lecz w chwili gdy Gryzipiórek mijał go z oczyma wzniesionymi ku niebu, krocząc pokornie na końcu, d’Artagnan pociągnął go za połę. Gryzipiórek spuścił oczy i uskoczył w tył, jakby dostrzegł węża.

— Pan d’Artagnan! — wykrzyknął. — Vade retro, satanas...[18]

— Ach, więc to tak, drogi Gryzipiórku — powiedział śmiejąc się oficer — tak przyjmujesz starego przyjaciela!

— Panie — odparł Gryzipiórek — prawdziwymi przyjaciółmi chrześcijanina są ci, którzy pomagają mu osiągnąć zbawienie, a nie ci, którzy go od tego odwodzą.

— Nie rozumiem cię, Gryzipiórku — rzekł d’Artagnan. — Nie widzę, dlaczego miałbym być zawadą w twoim zbawieniu.

— Zapominacie, panie — odrzekł Gryzipiórek — że o mało nie zniweczyliście na zawsze zbawienia mego biednego pana i z waszej to przyczyny nie skazał się on na wieczne potępienie pozostając muszkieterem, kiedy powołanie pociągało go żarliwie w stronę Kościoła.

— Mój drogi Gryzipiórku — podjął d’Artagnan — powinieneś był spostrzec, biorąc pod uwagę miejsce, gdzie mnie spotykasz, że ja też bardzo się zmieniłem. Z wiekiem człowiek nabywa rozumu, a ponieważ nie wątpię, że twój pan znajduje się na drodze do zbawienia, przychodzę cię zapytać, gdzie on przebywa, aby swymi radami dopomógł i mnie uzyskać zbawienie.

— Lepiej powiedzcie, panie, że chcecie go uprowadzić ze sobą z powrotem do świata. Na szczęście — dorzucił Gryzipiórek — nie wiem, gdzie on się znajduje, a rozumiecie, że nie ośmieliłbym się kłamać, jako że jesteśmy w miejscu świętym.

— Co?! — wykrzyknął rozczarowany w najwyższym stopniu d’Artagnan — nie wiesz, gdzie jest Aramis?

— Przede wszystkim — rzekł Gryzipiórek — Aramis jest to jego imię potępione. Aramis kryje w sobie Simara, który jest imieniem demona, i na szczęście pan mój porzucił to imię na zawsze.

— Toteż — powiedział d’Artagnan, postanowiwszy być cierpliwym aż do końca — nie szukam wcale Aramisa, jeno księdza d’Herblay. A więc, drogi Gryzipiórku, powiedz mi, gdzie on jest.

— Czy nie słuchał pan, panie d’Artagnan, jak panu mówiłem, że nie wiem?

— Tak, bez wątpienia, ale na to odpowiadam ci ja, d’Artagnan, że to niemożliwe.

— A jednak to prawda, najczystsza prawda, boża prawda.

D’Artagnan widział doskonale, że nie wyciągnie od Gryzipiórka nic.

Było jasne, że Gryzipiórek kłamie, lecz kłamał tak żarliwie i tak stanowczo, iż łatwo było odgadnąć, że nie wycofa się z drogi kłamstwa.

— A więc dobrze, Gryzipiórku — ozwał się d’Artagnan — skoro nie wiesz, gdzie mieszka twój pan, nie mówmy o tym więcej. Rozstańmy się jako dobrzy przyjaciele i przyjmij pół pistola, żebyś mógł wypić za moje zdrowie.

— Nie piję, panie — wyrzekł Gryzipiórek, odtrącając majestatycznie rękę oficera — to dobre dla laików.

— Nieprzekupny! — zamruczał d’Artagnan. — Mam pecha. Kiedy zaś zajęty swymi myślami, wypuścił z rąk szatę Gryzipiórka, ów skorzystał z wolności, by wycofać się co żywo do zakrystii, gdzie nie czuł się bezpieczny tak długo, póki nie zoczył zamkniętych za sobą drzwi.

D’Artagnan pozostał w miejscu, zamyślony, z oczami utkwionymi w drzwi, które stanowiły zaporę między nim a Gryzipiórkiem, gdy nagle poczuł delikatne dotknięcie końcem palca w ramię.

Odwrócił się i wydał okrzyk zdziwienia. Tymczasem człowiek, który go był dotknął, położył teraz palec na wargach, dając znak, by milczał.

— Ty tutaj, mój drogi Rochefort? — wyrzekł oficer półgłosem.

— Cyt! — odpowiedział Rochefort. — Wiedziałeś, że jestem wolny?

— Wiedziałem o tym z pierwszej ręki.

— Od kogóż to?

— Od Wiórka.

— Jak to od Wiórka?

— Z całą pewnością, przecież to on ciebie ocalił.

— Wiórek!... W istocie, miałem nadzieję go spotkać. Świadczy to, mój drogi, że dobry uczynek nie idzie na marne.

— A co tu robisz?

— Przychodzę podziękować Bogu za szczęśliwe uwolnienie — powiedział Rochefort.

— I co jeszcze? Sądzę, że to nie wszystko.

— A poza tym po rozkazy do koadiutora, chcąc przekonać się, czy nie dałoby się choć trochę rozwścieczyć Mazariniego.

— Szalona głowo! Chcesz jeszcze raz wpakować się do Bastylii?

— Och, jeżeli chodzi o to, zapewniam cię, że będę czujny! Świeże powietrze to znakomita rzecz! Pragnę też — ciągnął Rochefort oddychając pełną piersią — przespacerować się na wieś, pojeździć po prowincjach.

вернуться

18

Vade retro, satanas! (łac.) — idź precz, szatanie! (słowa z Ewangelii).

1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)