Tajemnica Jęczącej Jaskini
- Автор: Hitchcock Alfred
- Язык: польский
- Жанр: Детское действие
Электронная книга - «Tajemnica Jęczącej Jaskini». Краткое содержание книги:
Pochylony dał nura w gęste zarośla porastające zbocze poniżej drogi. Szedł szybko wśród nich, równolegle do drogi, ale w sporej od niej odległości. Musi jak najszybciej wrócić do domu i powiedzieć Daltonom, co robią Jupe i Pete. Jeśli stary Ben rzeczywiście znalazł kopalnię diamentów, chłopcy mogą być w poważnym niebezpieczeństwie!
Przedzierając się przez zarośla i walcząc z bólem w skręconej nodze, uszedł kilkaset metrów, gdy dobiegł go delikatny odgłos. Bitą drogą, powyżej, jechał wolno samochód – bez świateł! Bob przykucnął w krzakach i w tym samym momencie samochód zatrzymał się. Ktoś wysiadł, zszedł do doliny i skierował się ku Diabelskiej Górze. Był ubrany na czarno, niemal niewidoczny, jak cień w mroku późnego wieczoru. Doszedł do góry i znikł.
Bob podkradł się do zaparkowanego samochodu. Wóz miał tablicę rejestracyjną Newady.
W głębi jaskini Pete i Jupe tropili nadal jękliwy dźwięk. Po przejściu pierwszego korytarza znaleźli się w następnej grocie i ponownie posłużyli się świecami, by odnaleźć dalszą drogę. W trzeciej grocie, mniejszej od innych, znaleźli trzy otwory tuneli i we wszystkich był silny prąd powietrza. Zdecydowali nie rozdzielać się i razem przeszukiwać każdy korytarz po kolei.
Pierwszy tunel biegł spory kawałek prosto, po czym załamywał się pod kątem prostym.
– Prowadzi w stronę oceanu, Jupe – stwierdził Pete.
– To nie może być właściwy kierunek – powiedział Jupiter po zastanowieniu. – Jęk dobiega raczej od strony doliny. Zgodnie z moim kompasem powinniśmy więc iść na wschód albo północny wschód.
– Ten tunel biegnie na południowy zachód – powiedział Pete spoglądając na kompas Jupe'a.
Zawrócili i weszli w następny tunel, ale i ten skręcił na południowy zachód. Cofnęli się ponownie do małej groty. Pete zaczął się niecierpliwić.
– Jak babcię kocham, Jupe, możemy tak łazić w kółko w nieskończoność.
– Mam pewność, że jesteśmy na właściwym tropie. Ilekroć przesuwamy się na wschód, dźwięk staje się silniejszy.
Pete wszedł niechętnie za Jupiterem w trzeci tunel. Prąd powietrza był tu silniejszy, a jęk brzmiał o wiele głośniej. Tunel prowadził wprost na wschód! Jupiter parł do przodu, jak mógł najszybciej, w słabym świetle latarki. Nagle zatrzymali się obaj.
W ścianie po lewej stronie ział otwór. Boczny pasaż łączył się w tym miejscu z tunelem, w którym się znajdowali.
– Coś takiego! – powiedział Pete. – To pierwszy boczny tunel, jaki tu spotkałem.
– Tak – odparł Jupiter, badając odgałęzienie w świetle latarki. – Został wykuty przez człowieka. Stary szyb, którego nie zablokowano. Pete, patrz!
Płomień świecy Jupe'a odginał się silnie.
– Co to oznacza, Jupe?
– To oznacza, że gdzieś tam dalej jest wyjście na zewnątrz. Prawdopodobnie jedno ze starych wejść do kopalni zostało otworzone potajemnie.
– Dlaczego więc szeryf go nie znalazł, ani pan Dalton?
– Tego jeszcze nie wiem, ale… – Jupiter urwał i zaczął nasłuchiwać.
Pete usłyszał także – ledwie uchwytny odgłos kopania.
– Chodź – szepnął Jupiter i skręcił w odgałęzienie tunelu. Pete właśnie zamierzał iść za nim, gdy nagle dobiegł go odgłos kroków w tunelu, którym przyszli.
– Jupe – jęknął słabo.
Tuż za nimi stał mały, szczupły mężczyzna, o płonących ciemnych oczach i dumnej twarzy. Twarzy nieomal chłopięcej. Nosił czarne sombrero, krótki czarny żakiet, koszulę o wysokim kołnierzyku, obcisłe czarne spodnie, rozszerzające się jak dzwony nad lśniącymi czarnymi butami. To był młody człowiek z portretu, którego zdjęcie pokazywał im profesor Walsh. El Diablo! W lewej ręce trzymał pistolet.
ROZDZIAŁ 12. Pojmani
– Rany boskie! – wrzasnął Pete.
El Diablo skierował na niego pistolet i drugą ręką wykonał ucinający gest.
– Chce, żebyśmy byli cicho – powiedział Jupiter lekko drżącym głosem.
El Diablo skinął potakująco głową. Jego chłopięca twarz nie miała żadnego wyrazu. Ruchem pistoletu dał im znak, że mają iść przed nim w kierunku, z którego właśnie przyszli. Usłuchali niechętnie. Wrócili do groty, tam El Diablo skierował ich do następnego tunelu, po prawej stronie.
Szli i szli przez pasaże i groty. Chociaż Pete sprawdził na zegarku, że minęło mniej niż pięć minut, zdawało mu się, że już całe godziny trwa ta mozolna wędrówka. Szedł za Jupiterem, a tuż za nim El Diablo ze swym pistoletem.
– Stać!
Komenda została rzucona w momencie, gdy weszli do kolejnej groty. Było to pierwsze słowo, które wypowiedział El Diablo. Jego głos był dziwnie stłumiony.
Chłopcy zatrzymali się. Grota była mniejsza od wszystkich, w których byli dotąd, i panowała w niej ponura atmosfera.
– Tam! – rzucił El Diablo, wskazując na wąski otwór w ścianie.
Jupiter i Pete rzucili sobie rozpaczliwe spojrzenia, ale nie mieli innego wyjścia. Wmaszerowali do wąskiego tunelu wraz z postępującym za nimi bandytą. Przeszli zaledwie dziesięć kroków, gdy wyrósł przed nimi kopiec kamieni kompletnie blokujący przejście. Ślepy tunel! Obrócili się przerażeni.
Twarz El Diablo pozostała kamienna. Ruchem pistoletu pokazał im, że mają stanąć pod ścianą po lewej stronie. Następnie pochylił się i szybko przetoczył na bok ogromny głaz, jeden ze sterty blokującej tunel.
– Wchodźcie! – rozkazał.
Chłopcy podeszli do wyrwy utworzonej w stercie kamieni. Pete zajrzał do środka. Nie mógł dostrzec nic poza czarną jamą. Nim zdążył oświetlić ją latarką, silne pchnięcie zwaliło go w głąb. Wylądował na kamiennej podłodze. Coś ciężkiego uderzyło go w żebra. Usłyszał, że głaz toczony jest z powrotem na miejsce. Leżał oszołomiony w kompletnych ciemnościach.
– Pete? – To był głos Jupe'a tuż obok.
– Jestem, jestem – odpowiedział – choć wolałbym, żeby mnie tu nie było.
– Obawiam się, że on nas zamurował – szept Jupitera dobiegał z ciemności.
– Obawiam się – parsknął Pete sarkastycznie. – Ja się po prostu potwornie boję.
Bob szedł spiesznie skrajem Jęczącej Doliny w kierunku Rancza Krzywe Y. Za nim, jakby dla zachęty, dolina zawodziła:
– Aaaaa-uuuuu-uuu-uu!