Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Góra trzech szkieletów
Góra trzech szkieletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Góra trzech szkieletów

Электронная книга - «Góra trzech szkieletów». Краткое содержание книги:

Wielbiciele Raymonda Chandlera i Alistaira MacLeana – czas zrpbić miejsce na półce: nadchodzi Artur Baniewicz!
Góra Trzech Szkieletów to zaskakująca do ostatniej strony, trzymająca w napięciu historia polsko-bałkańskich przygód detektywa Małkosza, nawiązująca do najlepszych tradycji kryminału i powieści sensacyjnej. Dynamiczna, filmowa wręcz akcja, wyraziste postaci, pełne humoru dialogi, brawura i… miłość – fascynująca powieść Artura Baniewicza to dobitny dowód na to, że… Polak potrafi!
Marcin Małkosz jest człowiekiem o bujnej przeszłości, saperem i byłym oficerem Wojska Polskiego, wyrzuconym z armii za to, że dopuścił do śmierci trzech podwładnych podczas wojny na Bałkanach.
Kiedy postanawia spróbować swych sił jako prywatny detektyw, nie podejrzewa, że już pierwsze zlecenie będzie dla niego początkiem prawdziwych kłopotów, a także burzliwego romansu.
Jego klientką jest Jovanka, cierpiąca na amnezję młoda Bośniaczka, która usiłuje odnaleźć ojca swej chorej na białaczkę córki. Poszukiwania prowadzą Małkosza na tereny byłej Jugosławii, trafia też na ślad wielkiej afery, w którą wplątani są jego dawni zwierzchnicy, prominentni polscy politycy, a nawet piękna Jovanka.
Historia skomplikowanego śledztwa, obfitująca w liczne niespodzianki i zaskakujące zwroty akcji, odwołuje się do najlepszych wzorów powieści sensacyjnej.
Ironiczny, chandlerowski, styl narracji, wyraziste sylwetki bohaterów i wierność realiom czynią z Góry trzech szkieletów pasjonującą lekturę.
1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 84
Перейти на страницу:

– Dolata, słucham.

– To ja. – Dopiero jego głos sprowadził mnie na ziemię.

– O, dobrze, że dzwonisz. Właśnie rozmawiałem z patologiem. Wyobraź sobie, że ten twój Kurowski nie żył już od paru ładnych godzin, gdy go podpalili. Zdaniem lekarza zginął między piątą a dziewiątą rano. Na tym, co zostało z ciała, nie ma śladów wskazujących na zabójstwo. Biorą się teraz do chemii, ale jeśli mieliśmy rację z tą głową i ktoś mu ją zwyczajnie rozbił, to mogą niczego nie wskórać.

– Policja już o tym wie?

– Policja? – Chyba się trochę zdziwił. – No… raczej nie. Oficjalny raport jeszcze w lesie, a rzeźnicy nie lubią… Mnie się udało, bo miasto ciśnie, by odblokować ulicę, a póki nie wiemy, co się stało, nie można zwinąć majdanu.

– A co u ciebie? Znalazłeś zapalnik?

– Szukamy. Szansa… no, pół na pół. Ale już teraz chyba da się wykazać, że to nie wypadek. Myślałem sporo o tej brakującej głowie. Nawet zaczęliśmy się rozglądać za resztkami czaszki. Wiesz: kostka trotylu w usta… Ale to nie trotyl.

– A co?

– Obejrzałem miejsce, gdzie powinny leżeć zwłoki, nim gaz eksplodował. I wiesz, co znalazłem? Pięknie wypalony beton. Na kilka centymetrów w głąb.

Nie musiałem długo myśleć.

– Termit? – zapytałem z niedowierzaniem.

– Bingo, jak mawiają Amerykanie. Cholernie wysoka temperatura spalania i praktycznie nic nie zostaje. Nie zdziwiłbym się, gdyby poza głową ofiary był tam też zapalnik. Trudno o lepszy sposób pozbycia się jego resztek. To draństwo spala wszystko na popiół.

– I jest dostępne – powiedziałem na poły do siebie.

– No, jeśli ktoś wie, jak się zabrać do rzeczy…

– Ten facet wie – zapewniłem. – No nic, dzięki.

Lało już porządnie, więc po powrocie zacząłem od zmiany koszuli. Dziwnie się czułem, stojąc w niekompletnym stroju przy szafie, w której ocierają się o siebie nasze ubrania.

– Nie powiedziałam ci jeszcze, co miałbyś zrobić.

– A ja nie mówiłem o finansach – uśmiechnąłem się.

– Pieniądze – westchnęła. – Ponoć nie jesteś drogi?

– To też było w artykule? – Skinęła głową. – Będę go musiał przeczytać. A mówiłaś, że brak mu szczegółów.

– Zależy, czego kto szuka. Jak na „Politykę”, jest dość obszerny. I trochę nietypowy.

– Mówisz jak znawca.

– Dużo czytam – pochwaliła się. – Z czegoś się trzeba uczyć polskiego i Polski. – Uśmiechnęła się nieco przekornie. – Te twoje pisma – wskazała szafę – też czytuję.

– Wszystkie? – Byłem zmieszany, ale i rozbawiony. – Te paskudne też?

– Mówisz o „Nie”? Żaden typ czasopisma nie jest mi obcy. Zamknąłem szafę. Widok spoufalających się ubrań wyraźnie nam nie służył.

– Ile możesz zapłacić? – Złagodziłem pytanie życzliwym uśmiechem, ale i tak natychmiast spoważniała.

– Dowiadywałam się o stawki… Poniżej stu złotych za dzień nikt nie chce rozmawiać. – Skinąłem głową. – Policzyłam to sobie. Do Bośni mielibyśmy jakieś osiemset pięćdziesiąt kilometrów. To dzień jazdy. Dwa dni w obie strony. Może trzy. Na miejscu… no, tego akurat nie wiem. Powiedzmy, że zajmie to tydzień. Zgodziłbyś się pojechać ze mną za siedemset złotych? Plus koszty – dodała pospiesznie. – Paliwo i takie tam… Na tyle mnie stać.

– Dobrze.

– Tak po prostu? – uniosła brwi. – Wydawało mi się… byłeś trochę wstrząśnięty tą Bośnią.

– Dobrze ci się wydawało. Ale w tym fachu człowiek musi się godzić ze wstrząsami. – Ze sterty śmieci w szafie wyłowiłem stary tornister wojskowy. – Klient nasz pan. Szukasz pierwszego męża na Bałkanach? W porządku, jedziemy na Bałkany. Mam paszport, samochód… bo jak rozumiem, jedziemy moim? – Kiwnęła głową. – Cóż, miejmy nadzieję, że nie rozkraczy się po drodze.

– To śpiwór? – zapytała po chwili. – To znaczy…?

– Stać cię na hotele? – Wyraz twarzy wystarczył za odpowiedź. – Umówmy się – zaproponowałem. – Mów, ile chcesz, jak nie chcesz, nie mów, ale kitu mi nie wstawiaj. I bez tego… Powiedz lepiej, skąd się tu wziął twój mąż.

– Przepraszam – mruknęła. – Pokazałam mu ten artykuł i powiedziałam, co chcę zrobić. Miałam nadzieję, że da mi trochę pieniędzy.

– Ale nie dał – domyśliłem się.

– To mi dał – dotknęła siniaka. – Nie przyszło mi do głowy, że może się tu zjawić.

– Myślisz, że to zazdrość?

Pociemniała na twarzy i wykonała skomplikowany ruch głową. Uznałem go za potwierdzenie z zastrzeżeniami.

– Co do szczerości… – przerwałem na chwilę przekładanie bielizny do torby turystycznej. – Sławek mówi, że Kurowskiego zabito wczoraj z samego rana. Może nawet o piątej. To znaczy, że znowu jestem podejrzany.

– Ale… ale o trzynastej byłeś tutaj! – Sprawiała wrażenie bardziej przejętej ode mnie. – Nie mogłeś go wysadzić…

– Za to o czternastej mnie tu nie było. Wystawiłaś mi fałszywe alibi. Nawiasem mówiąc, dziękuję. Tylko się boję, że Hydzik zacznie teraz dokładnie węszyć i znajdzie kogoś, kto mnie widział gdzie indziej. Co podważy twoją wiarygodność. Oczywiście pozostaje sąsiadka Kurowskiego i pan Trzynasta, ale nie da się udowodnić, że to był zabójca. Równie dobrze Kurowskiego mogła odwiedzić kochanka. Jakaś panienka spod lekkiego znaku, która na widok trupa zwyczajnie zwiała.

– Dlaczego akurat prostytutka?

– No… – zbiła mnie z tropu. – O rodzinie nikt nic nie…

– Kobiety dzielą się na żony i prostytutki? – Na szczęście nie oczekiwała odpowiedzi. – Ale masz rację. Ktoś bliski na pewno by nie uciekł.

– Krótko mówiąc – z ulgą wróciłem do głównego wątku – lepiej będzie, jeśli się stąd na jakiś czas wyniosę. Z dwojga złego wolę Bośnię od polskiego aresztu śledczego.

– Nie musiałeś mi tego mówić – popatrzyła mi w oczy.

– Pewnie nie – zgodziłem się i rzuciłem jej foliową reklamówkę. – Łap. Na rogu jest sklep. Kup jedzenia na parę dni. Hydzik może tu wpaść w każdej chwili.

– No to polską policję mamy z głowy – stwierdziłem parę kilometrów za przejściem w Chyżnem. Silnik malucha terkotał rytmicznie, zza chmur coraz częściej wyglądało słońce, w drodze nie było dziur. Wszystko szło dobrze i mogłem się zacząć martwić bardziej perspektywicznie. – A co z innymi?

– Mnie pytasz? – przestała podziwiać góry i uniosła brwi.

– Ola to wasze wspólne dziecko? To znaczy… z prawnego punktu widzenia? – dodałem lekko zmieszany.

– Chyba tak – odparła z westchnieniem. – Urodziła się, kiedy już byliśmy małżeństwem. Ale on jej… nie zależy mu na niej.

– Nie kocha? – Prowadzenie samochodu niekiedy ułatwia rozmowę. Kierowca może patrzeć przed siebie.

– Bardzo chciał mieć syna – odpowiedziała po chwili. – Taka chłopska mentalność. Jego rodzice mają szklarnie pod Tarnowem. Dziadek wymyślił, że przepisze wszystko na pierwszego wnuka, a ja nie mogłam zajść w ciążę. Cała wieś czekała, Roman czekał… W końcu chyba mnie za to znienawidził. Mam Olę, widać gołym okiem, które z nas ma problemy z płodnością. Nawiasem mówiąc, przy tej okazji wyszło na jaw, że nie jest jego. Badaliśmy się, no i…

– Nie musisz mi o tym…

– Detektyw jest jak lekarz – uśmiechnęła się. – Oczywiście mogę się zamknąć, jeśli cię to krępuje.

1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 84
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)