Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Odważny - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Odważny

Электронная книга - «Odważny». Краткое содержание книги:

Beznadziejna wojna pomiędzy Sojuszem a Światami Syndykatu trwa już od stu lat. Losy tego konfliktu odmienić miało odnalezienie kapitana Johna „Black Jacka” Geary’ego. Czy legendarny dowódca, wybudzony po dziesięcioleciach hibernacji, zdoła ocalić flotę Sojuszu przed bezlitosnym wrogiem? Po serii krwawych starć Sojusz utracił większość zapasów i znaczną część sprawności bojowej. Geary, pomimo dręczących go niepokojów, musi zatrzymać się w systemie Baldura, aby zdobyć potrzebne surowce w tamtejszych kopalniach. Jaki będzie jego następny ruch? Syndycy zaczynają rozgryzać strategię komodora i uciekająca flota z każdym skokiem traci przewagę nad wrogiem. W miarę zagłębiania się w raporty wywiadu Geary odkrywa kolejną prawdę: w tej wojnie nie chodzi tylko o starcie dwóch systemów wartości. Na planszy znajduje się także trzeci — kto wie — czy nie znacznie niebezpieczniejszy gracz, którego celem jest unicestwienie rodzaju ludzkiego…
1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 86
Перейти на страницу:

— Nie, sir. Na razie daliśmy robalom czas na przeprowadzenie dokładnej inspekcji składowiska, krety wyślemy, jak będą wyniki.

— Krety?

— Tak jest, sir. Krety przekopują się do zidentyfikowanego złoża, gromadzą w swoim wnętrzu urobek i wracają z nim do SaKWy. W SaKWach mamy krety duże i małe, zależy, co chcemy wydobywać i w jakiej ilości. Jak trzeba, to możemy nawet ściągnąć z Tytana kreta giganta, ale mamy tylko jeden egzemplarz, więc uważamy na niego. Taki gigant przegryza się prosto do żyły i dostarcza urobek pasem transmisyjnym, który mu sterczy z zadka. — Szef zamilkł na moment zakłopotany. — Wybaczy mi pan kapitan, urobek jest transportowany rufowym portalem transmisyjnym.

— Załapałem, o co chodzi, szefie. — Geary przerwał, żeby przetrawić otrzymane informacje, w tym czasie ze SaKW wyłoniło się kilka przysadzistych kształtów, które kolejno znikały w syndyckim składzie. Każdy połączony był z kombajnem grubym kablem. — Mówicie zatem, że nie macie żadnych problemów z pracą?

— Tak jest. Wysłaliśmy duże i małe krety, żeby szybciej ładować urobek do SaKW, bo mamy ponoć szybko się stąd zbierać.

— To prawda. Dziękuję, szefie, za wszystkie wyjaśnienia. — Geary przerwał połączenie i przeniósł wzrok na wyświetlacz przedstawiający rozmieszczenie floty.

Jak na razie obywa się bez problemów — pomyślał Geary i naraz naszła go refleksja: — Ileż to czasu upłynęło od momentu, gdy po raz ostatni wypowiadałem takie słowa?

— Przepraszam, sir. — Desjani przeprosiła za ziewnięcie.

— Ja też jestem już zmęczony. Ale przynajmniej dowiedziałem się co nieco o SaKWach.

— SaKWach? — Desjani spojrzała na Geary’ego podejrzliwie.

— Tak, a także o robalach i kretach.

— Jest pan pewien, że nie rozmawiał pan z kucharzami na temat tego, co podadzą na śniadanie? — uśmiechnęła się.

Jedzenie. Od jak dawna siedział na mostku? Właśnie poczuł burczenie w żołądku. Desjani raz jeszcze się uśmiechnęła, przeszukała kieszenie i podała mu batona z żelaznych racji.

— Zawsze mam parę przy sobie.

— Dziękuję. Proszę mi przypomnieć, żebym wspomniał przy okazji następnych ocen wpisywanych do akt osobowych, że posiada pani niezwykle rzadki dar przewidywania przyszłości. — Geary sięgnął po baton, zastanawiając się, czy przeczytać, jaki ma smak, czy po prostu rozerwać opakowanie i dać się zaskoczyć. Po namyśle zdecydował, że woli nie wiedzieć. To jedno nie zmieniło się w ciągu minionego stulecia. Chybiona próba dogodzenia wielu indywidualnym gustom i odzwierciedlenia niezwykłej różnorodności światów Sojuszu i ich kuchni zaowocowała stworzeniem kilku uniwersalnych balonów żywieniowych przygotowywanych na podstawie mieszanki najlepszych przepisów z wielu planet i regionów. Efektem była masa, która potralila odrzucić każdego bez względu na to, skąd pochodził.

Rozdarł opakowanie, ugryzł kawałek, wzdrygnął się i w końcu rzucił okiem na papierek.

— Forshukyen solos? Cóż to jest, u licha? — sprawdził napisy mniejszym drukiem. — „Ulubiony przysmak mieszkańców systemu gwiezdnego Hokaiden”. Akurat.

— Niech pan omija batony Danaka Yoruk — poradziła Desjani.

— Nadal je robią? Kiedy je wypuszczono na rynek, sugerowaliśmy, aby eksportować je do Syndykatu, ale…

Ale baliśmy się, że Syndycy wypowiedzą nam wojnę, jeśli to zrobimy — dopowiedział w myślach. — Cholera, ten żart był o wiele śmieszniejszy, zanim Syndycy faktycznie wypowiedzieli nam wojnę.

Desjani miała na tyle taktu, że nie zapytała, dlaczego Geary tak nagle zamilkł.

— Sądzę, że już dawno zaprzestali produkcji tych batonów, ale wciąż upłynniają zapasy, których nikt inny nie chciał brać. — Roześmiała się, zmarszczki, których dorobiła się przez lata wojny, zniknęły na moment, przez co wyglądała teraz o wiele młodziej niż zwykle.

Geary odpowiedział jej uśmiechem, zadowolony, że osoba, która uważa go za bóstwo, dzieli z nim pogląd na wojskowe jedzenie. To pozwoliło mu poczuć się o wiele swobodniej, jakby w końcu nawiązał więź pomiędzy współczesnością a ludźmi i miejscami, które kiedyś znał.

Śladowe pierwiastki, których tak potrzebowali, płynęły szerokim strumieniem do SaKW z Tytana. Geary z uwagą obserwował ruchy swojej floty i niestety znów poczuł rodzący się ból głowy, gdy spostrzegł, jak blisko marginesu czasowego się znaleźli. Najmniejsze nawet opóźnienie groziło kolejnym hamowaniem i utratą sporej liczby ogniw paliwowych.

Jak na zawołanie na ekranie pojawiły się sygnały alarmowe informujące o problemach na powierzchni księżyca. Geary nie zdążył wczytać się w tekst, a już pojawiło się okienko łączności z pułkownik Carabali.

— Syndycy usiłują wydostać się z szybów. Doszło do wymiany ognia z oddziałami zabezpieczającymi wyloty tuneli.

Ostatnie, czego teraz potrzebowali, to walki na powierzchni. Widać jednak Syndycy to rozumieli i dlatego postanowili poświęcić część swoich ludzi, aby tylko opóźnić flotę. Geary wziął głęboki oddech i usiadł wygodniej, żeby dogłębnie przemyśleć tę sprawę. Nie spuszczał jednak oka z hologramu przedstawiającego pozycje floty w systemie. A niech mnie diabli — pomyślał. — Przecież to takie proste.

— Pułkowniku Carabali, proszę przygotować swoje oddziały do dyskretnego wycofania się w kierunku wahadłowców. Proszę dopilnować, żeby SaKWy z Tytana miały osłonę do momentu załadunku na transportowce i odlotu.

Pułkownik Carabali zmarszczyła brwi.

— SaKWy?

— SaKWy. — Czy oni naprawdę prowadzą ten idiotyczny dialog? — Samobieżne kombajny wydobywcze. — To nie zabrzmiało już tak zabawnie.

— Ach tak. Rozumiem, sir. Ale w chwili gdy moi chłopcy odpuszczą, Syndycy powyłażą ze swoich nor.

— Nie sądzę, pani pułkownik. Nie wyjdą, jeśli Wzorowy i Waleczny rozpoczną ostrzał ich pozycji. Jak wielka musi być strefa bezpieczeństwa, żeby nasze okręty nie spowodowały strat u pani ludzi?

Carabali zasępiła się jeszcze mocniej.

— Z całym szacunkiem, sir, ale wolelibyśmy znajdować się naprawdę daleko, kiedy flota rozpocznie ostrzał.

To było zrozumiałe, aczkolwiek ani trochę pomocne. Geary spojrzał w stronę Desjani.

— Jak dokładny może być ogień piekielnych lanc wystrzeliwanych z pokładów Walecznego i Wzorowego, jeśli wznowimy ostrzał powierzchni księżyca? Siły desantowe mają co do tego obawy.

— W sytuacji gdy mamy dwa okręty na tak niskiej orbicie i nieruchomy cel? — Desjani prychnęła. — W takich warunkach nie ma możliwości, żeby piekielna lanca nie trafiła, odchylenie nie może wynosić więcej niż kilka centymetrów. Nasi komandosi mogą znajdować się o dziesięć metrów od celu, a i tak nic im się nie stanie.

Geary pomyślał, że za nic nie miałby ochoty stać dziesięć metrów od celu, w który wymierzona jest głowica cząsteczkowa, ale nie powiedział tego na głos.

— Co pani powie na dwieście metrów strefy bezpieczeństwa pomiędzy pani ludźmi a polem ostrzału?

— A nie da się załatwić trzystu metrów, sir?

No tak, znowu to samo… Ale niech będzie, posłałem tych ludzi do kopalni, mimo że mogli trafić w pułapkę. Winien im jestem przysługę.

— W porządku, trzysta metrów. W momencie gdy ostatni z pani ludzi znajdzie się w odległości trzystu metrów od celu, Waleczny i Wzorowy rozpoczną ostrzał Syndyków, którzy spróbują wystawić nos z tuneli.

Twarz pułkownik rozjaśniła się.

1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)