Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Odważny - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Odważny

Электронная книга - «Odważny». Краткое содержание книги:

Beznadziejna wojna pomiędzy Sojuszem a Światami Syndykatu trwa już od stu lat. Losy tego konfliktu odmienić miało odnalezienie kapitana Johna „Black Jacka” Geary’ego. Czy legendarny dowódca, wybudzony po dziesięcioleciach hibernacji, zdoła ocalić flotę Sojuszu przed bezlitosnym wrogiem? Po serii krwawych starć Sojusz utracił większość zapasów i znaczną część sprawności bojowej. Geary, pomimo dręczących go niepokojów, musi zatrzymać się w systemie Baldura, aby zdobyć potrzebne surowce w tamtejszych kopalniach. Jaki będzie jego następny ruch? Syndycy zaczynają rozgryzać strategię komodora i uciekająca flota z każdym skokiem traci przewagę nad wrogiem. W miarę zagłębiania się w raporty wywiadu Geary odkrywa kolejną prawdę: w tej wojnie nie chodzi tylko o starcie dwóch systemów wartości. Na planszy znajduje się także trzeci — kto wie — czy nie znacznie niebezpieczniejszy gracz, którego celem jest unicestwienie rodzaju ludzkiego…
1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 86
Перейти на страницу:

Wyglądało jednak na to, że korekty nie będą potrzebne. Wprawdzie nie pozostawił sobie zbyt szerokiego marginesu błędu, ale jeśli ruchome instalacje wydobywcze wykonają swoje zadania zgodnie z planem, nie będzie potrzeby zużywania kolejnych dawek paliwa na manewr wyhamowywania.

Geary usiadł wygodniej. Kapitan Desjani popatrywała na niego, z trudem powstrzymując swoją ciekawość.

— Syndycy pozostawili w kopalni działające maszyny — wyjaśnił.

— Sukinsyny! — krótko a dosadnie skwitowała tę informację. — Wiedzieli, że uznamy, iż nafaszerowali je wirusami i minami pułapkami.

— Tak. Ale na Tytanie było kilka takich samobieżnych maszyn górniczych, które wysłaliśmy na powierzchnię, żeby wykonały całą robotę z przejęciem surowców. — Geary odwrócił się, aby włączyć Rione do rozmowy. — Komandosi wyłączają syndyckie linie wydobywcze.

— Syndycy nie mieli czasu, żeby zainstalować skomplikowane pułapki — Wiktoria pokręciła głową — ale rozumiem, że nie mieliśmy wyboru i musieliśmy działać tak, jakby zdołali to zrobić.

— Za każdym razem gdy mieliśmy do czynienia z Syndykami, były jakieś pułapki. — Geary spoglądał na transportowce z Tytana, zbliżające się łagodnym łukiem do powierzchni księżyca. Marzył o tym, by wróg nie był aż tak przebiegły, a sytuacja jego własnej floty aż tak beznadziejna.

W odpowiedzi starszego mata nadzorującego pracę SaKW z Tytana pobrzmiewało zaskoczenie i wielki szacunek.

— Sir. To wielki zaszczyt móc rozmawiać z panem, sir.

Geary siłą musiał się powstrzymywać, by nie okazać marynarzowi niezadowolenia. Nie cierpiał, gdy wtłaczano go w rolę legendarnego bohatera. Zwykli marynarze we flocie znacznie bardziej niż oficerowie wierzyli w to, że John Black Jack Geary został im zesłany przez żywe światło gwiazd, aby ocalić Sojusz, a tę flotę w szczególności. Pokładali całą swoją nadzieję w bohaterskim kapitanie z przeszłości. Jakąś częścią siebie był im wdzięczny za to bezgraniczne zaufanie, aczkolwiek stawał na głowie, żeby przypadkiem samemu nie zacząć wierzyć w swe nadprzyrodzone moce.

— Macie chwilkę, szefie? Możemy porozmawiać o waszym sprzęcie? — Wprawdzie operacja przebiegała bez zakłóceń, ale Geary uznał, że nie zejdzie z mostka aż do jej zakończenia. Poza tym zainteresowały go te samobieżne kombajny.

Widok z kamery czołowej starszego mata pokazywał część syndyckiej instalacji wydobywczej. Wielkie wrota, za którymi spoczywały hałdy posegregowanego wstępnie urobku, zostały wysadzone przez komandosów z tym większą radością, że była to pierwsza rzecz, jaką pozwolono im zniszczyć. Gargantuiczne maszyny górnicze przeszły po powierzchni księżyca, miażdżąc wszystko, co napotkały na swojej drodze, i przystanęły dopiero przed wejściem na składowisko.

— Tak jest, sir! — odparł natychmiast starszy mat. — Załogi obu SaKW zajmują się swoimi malcami, ja tu siedzę tylko na wszelki wypadek.

SaKWy. Ciekawy nick jak na tak wielką maszynerię, zwaną oficjalnie skrótem SKW.

— Nie wiem nic o tych waszych maszynach, szefie. Co mi pan może o nich powiedzieć? — Geary próbował już wcześniej ściągnąć oficjalne informacje z baz danych Nieulękłego, ale został zasypany ogromną masą dokumentacji, która w dodatku nie zawierała prostych planów maszyny ani jasnego wyjaśnienia, jak ona działa. Dlatego zamiast przedzierać się przez kilometry danych technicznych, postanowił, że zasięgnie języka u samego źródła. Jak powiadają: starszego mata pytasz, wiedzy nachwytasz.

Niestety ten właśnie starszy mat nie potrafił uwierzyć, że Black Jack Geary może potrzebować jakichkolwiek wyjaśnień.

— Technologia wydobycia nie zmieniła się za bardzo od czasów… no… czasów…

— Od minionego stulecia? — podpowiedział lekko zirytowany Geary. — Wtedy też nie za bardzo się w tym orientowałem, szefie. W tamtych czasach miałem inne problemy na głowie.

— No tak, tak, sir. Cóż, jak już wspomniałem, to stara technologia. Prosta i toporna. Ale wszystko co przysyłano nam na zastępstwo, okazywało się zbyt skomplikowane, było za drogie i za często się psuło, no… wie pan kapitan, jak to jest.

— Wiem aż za dobrze, szefie — przyznał Geary, przypominając sobie o wielu „ulepszeniach” jednostek, które tak go wkurzały przed stu laty, sprawiając problemy tam, gdzie wszystko idealnie pracowało, zanim doinstalowano jakiś kawał cholernego złomu. — Cieszy mnie, że pozwolono wam zachować te znakomite maszyny. Co teraz robią wasze SaKWy? Czekacie na pozwolenie na wejście do koliami?

— Nie, sir! One nie muszą wchodzić dalej. SaKWy wysyłają robale, sir. A jak robale…

— Robale?

— Ano tak, sir. — Kamera na hełmie szefa zmieniła nieco ustawienie, teraz skierowana była na przednią część jednej z maszyn, i to na dużym zbliżeniu. Z dziobowej części maszyny wystawała cała wiązka przewodów znikających w głębi syndyckich składów.

— Widzi pan kapitan te smycze? Każda z nich podłączona jest do robala. Tak je nazywamy, bo nie są większe od przeciętnego robala i w sumie działają na tej samej zasadzie. Żrą brud, no i kamienie.

— Jak przedostają się przez skały? — zaciekawił się Geary.

— Mają w pyskach zamontowane niewielkie działka pulsacyjne. Analizują strukturę kamienia przed sobą i wysyłają sygnał odpowiedniej częstotliwości, akurat takiej, co go kruszy. Oczywiście tutaj mamy do czynienia z już wydobytym materiałem, więc przy tej okazji muszą się wgryzać w lity metal. Żrą więc opiłki i lezą dalej. A sensory molekularne w ich bebechach dokonują analizy. Co nie pasuje, jest wydalane. Mówiłem przecież, one są zupełnie jak robale.

— A po co te przewody?

— Sterowanie i zasilanie. Taki górniczy robal porusza się o wiele szybciej niż jego żywy pierwowzór, dlatego musimy dostarczać mu o wiele więcej energii niż innym obiektom tej samej wielkości. No i nie chcemy emitować zbyt wiele radiacji w kopalniach… wie pan kapitan, ze względu na gazy, detonatory i inne cholerstwa, dlatego cała komunikacja z robalem idzie tym kablem. — Obraz zakołysał się, kiedy mat zwrócił się w stronę wrót budynku. — W normalnych warunkach robale po wyjściu na zewnątrz zaczynają się wkopywać w grunt, żeby znaleźć żyły metalu albo innego surowca, który jest potrzebny. W naszym wypadku wiemy, gdzie leży urobek, dlatego robale przekopują się bezpośrednio przez niego, identyfikują i poszukują skażeń albo innego rodzaju nanoniespodzianek.

Nanoniespodzianek. O nich akurat Geary wiedział sporo. Mikroskopijne urządzenia umieszczane na sprzęcie, uaktywniające się pod wpływem temperatury albo ciśnienia.

— Wydawało mi się, że zakazano ich od czasu, gdy zaczęły wykazywać zbyt wielką samodzielność.

Obraz na ekranie zadrgał wskutek wzruszenia ramion szefa.

— Tak, sir. Ale na świecie znajdzie pan kapitan wiele rzeczy, które zostały zakazane. Wie pan doskonale, jak to działa, sir.

— Tak, szefie, wiem. — Zakaz rzadko oznacza, że czegoś nie wolno w ogóle używać. A już nigdy, jeśli w grę wchodzą Syndycy. Zresztą Sojusz też miał swoje za paznokciami w tym względzie, co Geary odkrył z niejakim przerażeniem. Jedno stulecie wystarczyło, żeby prawo i życie straciło wiele na znaczeniu. — Natrafiliście już na jakieś problemy?

1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)