Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tytan [Titan - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tytan [Titan - pl]

Электронная книга - «Tytan [Titan - pl]». Краткое содержание книги:

Habitat Goddard — kosmiczna arka z dziesięciotysieczną załogą na pokładzie — wchodzi na orbitę Saturna. Naukowcy wysyłają sondę na Tytana, ale zaraz po wylądowaniu przestaje ona wysyłać sygnały. Jednocześnie doktor Wunderly robi wszystko, żeby doszło do jeszcze jednego lotu przez pierścienie planety; podejrzewa, że żyją w nich mikroorganizmy.
1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 106
Перейти на страницу:

Timoshenko, w jednoczęściowym kombinezonie, w jakich chodzili ludzie jego profesji, próbował przejść obok niej, prychając:

— Byłem umówiony.

— Ale i tak muszę pana zaanonsować — upierała się kobieta, gdy próbował się obok niej przepchnąć. Wszyscy inni zamarli; nikt się nie ruszył, żeby go zatrzymać.

— Nie może pan…

Timoshenko stuknął raz w drzwi Eberly’ego i otworzył je na oścież. Eberly, siedzący za biurkiem, miał zaskoczoną minę, ale szybko przywołał na twarz wymuszony uśmiech.

— W samą porę — rzekł. — Proszę wejść.

Timoshenko podszedł do stojących przed biurkiem krzeseł z chromowanej stali i skóry, i zasiadł na jednym z nich. Usłyszał, jak drzwi zamknęły się za nim. Nie wiedział, czy zamknął je ktoś z trutni, czy też zrobił to zdalnie Eberly, i ani trochę go to nie obchodziło.

— Chciał się pan ze mną widzieć — rzekł, — No to jestem. Eberly wyszczerzył zęby w uśmiechu.

— Jest pan bardzo punktualny.

— Jestem inżynierem. W mojej profesji precyzja jest ważna.

— Tak, rozumiem.

— A więc?

— Właśnie dlatego, że jest pan inżynierem, chciałem się z panem zobaczyć. O ile wiem, w centrum nawigacji nie ma już zbyt wiele pracy.

Timoshenko prychnął.

— Dlatego właśnie zgłosiłem się na ochotnika, żeby pomóc ludziom Urbaina. Ale wygląda na to, że tam też nie ma za wiele do roboty, poza zastanawianiem się, co się stało z sondą.

— Więc nie robi pan tam niczego szczególnie użytecznego.

— Nie ma za wiele do roboty.

— A może wypełnia pan sobie czas planując następną kampanię wyborczą?

Timoshenko poczuł autentyczne zaskoczenie.

— Następne wybory? O, nie, raz wystarczy. Pan wygrał, ja przegrałem. To koniec mojej kariery politycznej.

Eberly zaplótł palce uniósłszy dłonie, i przez długą chwilę przyglądał się twarzy Timoshenki, jakby próbując zbadać, czy ten mówi prawdę.

— I nie było panu przykro, że pan przegrał?

— Szczerze mówiąc, czułem ulgę. Nie jestem typem szefa i nie chcę nim być.

— Ale jest pan bardzo utalentowanym inżynierem i nie wykorzystuje pan w pełni swoich możliwości.

Chyba zaraz wreszcie powie, czego tak naprawdę ode mnie chce, pomyślał Timoshenko.

— Chciałby pan zostać szefem działu konserwacji? — spytał Eberly, znów przywołując na twarz uśmiech…

— Szefem cieci?

— Bez przesady, wie pan, że dział konserwacji jest odpowiedzialny za integralność operacyjną całego habitatu. To ważne stanowisko, ważniejsze, niż obsadzanie jednej z konsol u Urbaina.

Timoshenko skinął nieśmiało głową i niechętnie się zgodził.

— Konserwacja jest ważna, ma pan rację.

— Teraz, kiedy już jesteśmy na orbicie wokół Saturna — rzekł Eberly — dział konserwacji jest odpowiedzialny za utrzymywanie zewnętrznego pancerza habitatu w dobrym stanie.

— Tarcie spowodowane przez materiał pierścieni — mruknął Timoshenko.

— Ach! Więc pan wie, o co chodzi.

— To nie jest jakiś wielki problem. Tempo ścierania mieści się doskonale w granicach, w których zostało wyliczone jeszcze na Ziemi.

— Fakt, ale wymaga nieustannego nadzoru. I napraw, jeśli to konieczne.

— Martwi się pan osłoną antyradiacyjną.

Eberly przez sekundę nie zareagował, po czym pokiwał energicznie głową.

— Otóż to. Jeśli osłona nadprzewodząca zawiedzie, wszyscy będziemy narażeni na niebezpieczny poziom promieniowania, prawda?

— Niebezpieczny? — Timoshenko prawie się uśmiechnął. — Raczej śmiertelny.

— Więc sam pan widzi, jaka to ważna praca.

— Zaraz, czy szefem działu nie jest przypadkiem Aaronson? Chyba dobrze sobie z tym radzi.

— To dla niego zbyt poważne zadanie — wyjaśnił Eberly.

— Dostaję skargi na temat przerw w dostawie prądu, awarii maszyn, różnych rzeczy, które nie powinny się wydarzyć, a jednak tak się dzieje. Niby nic poważnego, a jednak drażni. Wszystko powinno tu działać bardziej sprawnie.

— Przecież dział konserwacji właśnie po to jest, żeby się zajmował takimi rzeczami.

— Tak wiem, ale odpowiedzialność za konserwację wewnętrzną i zewnętrzną to za dużo dla jednej osoby — mówił dalej Eberly. — Podjąłem decyzję o podzieleniu działu konserwacji na dwie grupy, wewnętrzną i zewnętrzną. Chciałbym, żeby zajął się pan grupą zewnętrzną.

Timoshenko opadł z powrotem na fotel. Po co on to robi, zastanawiał się, o co mu chodzi? To cwaniak i nie robi niczego z dobroci serca. Ani dla dobra habitatu, jeśli już o tym mówimy.

To odpowiedzialne stanowisko, zaoponował jakiś głos w jego głowie. Odłamki lodu i skał przez cały czas uderzają w pancerz. Musimy być w stanie naprawić wszystkie wyrządzone przez nie szkody.

— To lepsze niż siedzieć i nic nie robić — podsunął Eberly — To prawda — mruknął Timoshenko.

— To bardzo ważne stanowisko. Dużo obowiązków. Sądzi pan, że sobie z tym poradzi?

Timoshenko poczuł ukłucie złości. Szybko jednak się opanował i odparł:

— Tak, poradzę sobie.

— A więc przyjmie pan to stanowisko?

Czując, że jest w coś wmanewrowany, ale nie wie, dlaczego i w co, ani jak z tego wybrnąć, Timoshenko wzruszył ciężko ramionami i rzekł:

— Tak, zajmę się tym.

— Doskonale — Eberly poderwał się na równe nogi i wyciągnął rękę nad biurkiem. Timoshenko odwzajemnił uścisk swoimi grubymi palcami, uważając, żeby nie zrobić tego za mocno.

— Powiem o tym Aaronsonowi — rzekł Eberly, uśmiechając się radośnie. — Na pewno się ucieszy.

Kolejny truteń, pomyślał Timoshenko, opuszczając gabinet Eberlyego.

Gdy tylko drzwi zamknęły się za inżynierem, Eberly pomyślał z ulgą: teraz mam go z głowy. W dziale konserwacji zewnętrznej będzie zbyt zajęty, żeby sprawiać kłopoty, a stanowisko nie jest na tyle ważne ani nie wiąże się z takim splendorem, żeby ktoś zwrócił na niego uwagę. Aaronson zajmie się tymi drobnymi skargami i wszystko będzie działało bardziej sprawnie i tak dotrwamy do wyborów. Doskonale!

Wychodząc z budynku administracji, prosto w poranne słońce, Timoshenko pomyślał: a może on po prostu chce się mnie pozbyć. Może ma nadzieję, że zginę gdzieś na zewnątrz. Może się tak zdarzyć.

Holly usłyszała lekkie kroki w korytarzu za rogiem. To pewnie Manny, pomyślała. I nagle kroki ucichły. Wkraczając do głównego korytarza dostrzegła Gaetę przyglądającego się ściennej mapie, z palcem przytkniętym do ekranu.

— Manny, tu jesteśmy — zawołała. Gaeta podszedł do nich.

— Zgubiłem się — przyznał zmieszany.

— Też bym się zgubiła — rzekła Wunderly — gdyby nie fotograficzna pamięć Holly.

— Przynajmniej pamiętam kombinację — rzekł Manny, stukając w klawiaturę zamka.

Drzwi odskoczyły lekko i Gaeta otworzył je na oścież. W małym pomieszczeniu automatycznie zapaliło się światło. Przed nimi stał skafander, którego Gaeta używał w swojej pracy Górował na nimi jak potwór Frankensteina, jak wyłączony robot, potężny, onieśmielający.

— Hej, amigo — rzekł cicho Gaeta, podchodząc do skafandra i dotykając jednego z pokrytych wgłębieniami cermeto-wych rękawów. — Dużo razem przeszliśmy, ten skafander i ja — mruknął. — Diabelnie dużo.

— Wspinaliście się na Olympus Mons na Marsie — rzekła Wunderly.

— Żeglowaliście w chmurach Jowisza — dodała Holly. — I nurkowaliście w atmosferze Wenus.

1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 106
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)