Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Wojna Honor [War of Honor - pl]
Wojna Honor [War of Honor - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna Honor [War of Honor - pl]

Электронная книга - «Wojna Honor [War of Honor - pl]». Краткое содержание книги:

Nikt nie chciał tej wojny — ani Thomas Theisman, ani Królestwo Manticore, ani Imperium Andermańskie. A już na pewno nie Honor Harrington. Mimo to wybuchła, i to na kilku frontach równocześnie. Teraz zaś nie było już szans na ucieczkę w ciągnące się latami negocjacje pokojowe. Co gorsza, wszystko zaczęło wskazywać na to, że zwiększy się zarówno jej skala, jak i liczba uczestników. Tymczasem kolejna próba pozbycia się admirał Harrington spełzła na niczym za sprawą jej wiernych przyjaciół i nieprzeciętnych zdolności taktycznych.
1 ... 162 163 164 165 166 167 168 169 170 ... 224
Перейти на страницу:

— Wiem. Ale ciebie by nie okłamał. Choćby dlatego, że wie, co byś mu zrobiła potem.

Honor spojrzała na niego i ku swemu zaskoczeniu uśmiechnęła się.

— Może masz rację. Ale to, że wszystkie rozmowy prowadzi jego zastępca, nie wróży dobrze.

— Zaraz się dowiesz. Możemy wyjść.

Honor spojrzała na kontrolkę nad zewnętrznymi drzwiami śluzy — Nimitz miał rację, paliła się zielona. Wzięła go więc na ręce i wstała. Pozostali poszli za jej przykładem, gdy mechanik pokładowy uruchomił mechanizm otwierający drzwi. Odruchowo obejrzała się przez ramię — LaFollet i Spencer Hawke byli tuż za nią, a oprócz nich w pinasie znajdowali się: Mercedes Brigham, George Reynolds, Andrea Jaruwalski, Thimothy Meares, chirurg-kapitan Fritz Montoya… i pełen dwudziestoosobowy zespół medyczny.

Przez okno widać było, że druga pinasa z plutonem Marines na pokładzie kończyła właśnie cumowanie.

Wewnętrzne drzwi śluzy otwarły się i Honor ruszyła w ich kierunku.

* * *

Honor nie pierwszy raz widziała Thomasa Bachfisha poranionego, ale tym razem jego stan był gorszy. Znacznie gorszy. I mimo środków przeciwbólowych cierpiał, choć nie było tego po nim widać. Leżał w niewielkiej, acz dobrze wyposażonej izbie chorych Pirate’s Bane.

— Księżno, może pani zdoła go przekonać, żeby posłuchał doktora Montoyi? — spytał Jinchu Gruber. — I dał się ewakuować.

Pierwszy oficer stojący po drugiej stronie łóżka Bachfisha też nie wyglądał najlepiej — lewą rękę miał na temblaku, ledwie chodził, a lewa połowa jego twarzy przypominała worek treningowy początkującego, ale entuzjastycznego boksera.

— Przestań się tak o mnie martwić, Jinchu — głos Bachfisha był chrapliwy, ale zdołał się przelotnie uśmiechnąć. — I tak jestem w lepszym stanie od wielu innych.

W uśmiechu tym widać było ból. Dzięki Nimitzowi Honor wiedziała, że nie jest to ból fizyczny…

— A owszem! — prychnął Gruber, wyraźnie tracąc cierpliwość. — Więc niech się pan w końcu przestanie o to obwiniać, do cholery!

— Moja wina — Bachfish z uporem potrząsnął głową leżącą na poduszce.

— Jakoś nie widziałem, żeby pan kogoś zmuszał do czegokolwiek. Ani żeby ktoś zaciągnął się na pana statek pod groźbą użycia przez pana broni.

— Nie, ale…

— Przepraszam, ale byłbym zobowiązany, gdybyście pokłócili się nieco później — wtrącił uprzejmie Montoya, a widząc pytające spojrzenie Honor, wyjaśnił: — Już wysłałem na Werewolfa cięższe przypadki. Chciałbym też wysłać tam kapitana Bachfisha, o ile to możliwe jeszcze w tym tygodniu.

— Nie opuszczę statku — powtórzył Bachfish.

— Opuści pan — zapewnił go jasnowłosy chirurg z niewzruszonym spokojem, który Honor aż za dobrze znała z autopsji. — Możemy się najpierw o to posprzeczać, jeśli panu zależy, ale opuści pan.

Bachfish otworzył usta, ale nim zdążył się odezwać, zrobiła to Honor:

— Nie ma sensu się upierać, on i tak postawi na swoim — powiedziała, starając się nie patrzeć tam, gdzie powinny być nogi leżącego. — Postawiłby, nawet gdyby był sam, bo ma nieodparty argument w postaci środka nasennego. Ale nie jest sam, więc i tak nie masz szans.

Bachfish przyglądał się jej przez chwilę, a potem się uśmiechnął.

— Zawsze byłaś uparta… — przyznał niechętnie — no dobra, dam się ewakuować, ale skoro już tu wszyscy jesteście.

I spojrzał pytająco na Honor. Ta skinęła głową i wyjaśniła:

— Po rozmowie z komandorem Gruberem podejrzewałam, że będziesz chciał najpierw zdać relację, zabrałam więc ich ze sobą. A co się tyczy uporu, to przyganiał kocioł garnkowi, ale porieważ jestem gołębiego serca, nie będę rozwijała tematu. Może byś zaczął? Im prędzej skończysz, tym prędzej Fritz będzie mógł się tobą zająć.

— Litościwa niewiasta — burknął Bachfish, ale Honor wyczuła w jego glosie ślady autentycznego humoru.

— Żeby było szybciej, powiem, co wiemy od komandora Grubera — oświadczyła rzeczowo Honor. — Postanowiłeś śledzić niszczyciel Marynarki Republiki Hecate. Natomiast Gruber nie był nam w stanie powiedzieć, co cię natchnęło do tego kretyńskiego pomysłu i co, do diabła, wyobrażałeś sobie, że robisz?!

Bachfish uniósi brwi, a oficerowie ze sztabu Honor spojrzeli na nią zaskoczeni tym niespodziewanym i niespotykanym wybuchem. Honor zaś ani na moment nie spuściła wzroku z Bachfisha — chciała, by nie miał złudzeń, jeśli chodzi ojej opinie na temat jego pomysłu, który skończył się w tak opłakany sposób dla jego statku i niego samego.

— Wyobrażałem sobie, że spróbuję odkryć, co o rzut beretem od tego systemu robi spora flota Marynarki Republiki, młoda damo — oznajmił po chwili Bachfish. — I pragnę też przypomnieć, że od jakiegoś już czasu jestem wystarczająco stary, by samodzielnie podejmować decyzje. Choćby w zeszłym tygodniu wybrałem sobie koszulę zupełnie bez pomocy.

Przez moment oboje spoglądali sobie w oczy.

A potem Honor prawie wbrew sobie uśmiechnęła się.

— Dotarło — powiedziała. — Ale z drugiej strony naprawdę byłoby mi miło, gdybyś następnym razem nie próbował aż tak usilnie dać się zabić. Sądzisz, że możemy w tych kwestiach osiągnąć jakiś kompromis?

— Z pewnością. Jestem gotów się nad tym zastanowić.

— Dobre i to. Wracając do rzeczy: śledziłeś Hecate aż do momentu, gdy opuścił falę.

— Tak. A krótko wcześniej trafiliśmy na wyjątkowo parszywy kawałek. Gęstość cząsteczek była taka, że musiałem się zbliżyć, żeby nie stracić kontaktu. Potem się dowiedzieliśmy, że właśnie to zwróciło uwagę kapitana i oficera taktycznego. Wyszliśmy z fali w ślad za niszczycielem, a on na nas grzecznie czekał.

— I kazał ci wyłączyć napęd oraz przygotować się do przyjęcia abordażu?

— Zgadza się — skrzywił się Bachfish. — Naturalnie nie mogłem im na to pozwolić. Na środku kompletnego pustkowia wpuścić na pokład uzbrojoną bandę z Republiki Haven, która musiała odkryć, że śledzący ich frachtowiec jest uzbrojony lepiej od ich okrętu — to musiałoby się źle skończyć. A poza tym nie po to ich śledziłem, żeby dać się złapać i posiedzieć w zamknięciu diabli wiedzą ile czasu.

— Zakładając optymistycznie, że skończyłoby się tylko na tym — wtrącił cicho komandor porucznik Reynolds.

— Też mi to przyszło do głowy — Bachfish skrzywił się ponownie. — Wiem, że w Haven zmieniło się kierownictwo i ponoć jest tam teraz szalejąca demokracja, ale wolałem nie sprawdzać, jak to się ma do praktyki. Może jestem przewrażliwiony, ale najwyraźniej chcieli swoją obecność tutaj trzymać w tajemnicy, a w takiej sytuacji każdy świadek jest zbędnym świadkiem.

— Na twoim miejscu też bym tak uważała — przyznała Honor. — Ale podejrzewam, że obaj z George’em źle oceniliście oficera, który dowodzi tymi siłami. Nie wiem, kogo Theisman tu przysłał, ale ponieważ sam Thomas Theisman jest zdecydowanym przeciwnikiem takich metod, na pewno dał samodzielne dowództwo komuś o podobnychzapatrywaniach. I to akurat mówię, opierając się na własnym doświadczeniu.

— Być może, ale jak już powiedziałem, długotrwały areszt też nie był szczytem moich marzeń. Gdyby na miejscu Hecate był pirat, sprawy przybrałyby inny obrót: wyłączylibyśmy napęd, pozwolili podlecieć blisko pinasie z grupą abordażową, a potem rozstrzelali jednostkę piracką jedną salwą. Już tak robiliśmy, i to często. Ale to nie był pirat, a ja nigdy dotąd nie zabiłem nikogo, kogo nie musiałem. I przez te cholerne skrupuły popełniłem błąd. Odmówiłem wpuszczenia ich na pokład. Bachfish zamilkł na długą chwilę.

1 ... 162 163 164 165 166 167 168 169 170 ... 224
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)