Wielkie Polowanie
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #2
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karlowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:
Odpowiedziała mu Verin.
— To, co proponujesz, byłoby nawet możliwe, węszycielu, jednakże liczyć na znalezienie jakiegoś kamienia jest tym samym, co mieć nadzieję, że po ponownym otworzeniu bramy, nie będzie za nią czekał Machin Shin. Nic mi nie wiadomo o żadnym, który by stał gdzieś bliżej niż Pustkowie Aiel. Ale moglibyśmy powrócić do Sztyletu Zabójcy Rodu, gdyby któryś z was, ty, Rand albo Loial uważał, że potrafi raz jeszcze odnaleźć kamień.
Rand spojrzał na Mata. Podczas rozmowy o kamieniach przyjaciel podniósł z nadzieją głowę. Kilka tygodni, powiedziała Verin. Jeżeli pojadą zwyczajną drogą na zachód, wówczas Mat nie dożyje, by zobaczyć Głowę Tomana.
— Umiem go znaleźć — przyznał z niechęcią Rand. Było mu wstyd.
„Mat umiera, Sprzymierzeńcy Ciemności porwali Róg Valere, Fain będzie szkodził Polu Emonda, jeśli nie będziesz go ścigał, a ty się boisz przenosić Moc. Wejdziesz tam tylko raz i tylko raz stamtąd wrócisz. Dwa dodatkowe razy jeszcze nie doprowadzą cię do obłędu”.
Tak najbardziej jednak przestraszyła go ta ochota, która w nim wezbrała na myśl, że znowu będzie przenosił, że znowu wypełni go Moc, że znowu poczuje, że żyje naprawdę.
— Ja nic nie rozumiem — wolno powiedziała Alar. — Kamieni nie używano od czasu Wieku Legend. Moim zdaniem nie ma nikogo takiego, kto by dziś wiedział, jak się nimi posługiwać.
— Brązowe Ajah znają się na różnych rzeczach — sucho odparła Verin. — Ja wiem, jak się posługiwać kamieniem portalu.
Najstarsza przytaknęła.
— W Białej Wieży doprawdy dzieją się cuda, o jakich nam nawet się nie śniło. Jeśli jednak potrafisz posłużyć się kamieniem portalu, wówczas nie musicie jechać do Sztyletu Zabójcy Rodu. Nie opodal miejsca, w którym właśnie się znajdujemy, stoi taki kamień.
— Koło obraca się tak, jak chce, a wzór dostarcza tego, co niezbędne. — Roztargnienie całkowicie zniknęło z twarzy Verin. — Prowadź nas do niego — rzuciła ożywionym głosem. — Straciliśmy już więcej czasu, niźli nas było stać.
37
Co może być
Opuścili polanę wokół bramy, prowadzeni przez Alar, która szła pełnym dostojeństwa krokiem, w odróżnieniu od Juina, najwyraźniej z czymś więcej niż lękiem odwracającego się plecami do bramy. Przynajmniej Mat raźno patrzył na drogę, również Hurin wyglądał na jakby śmielszego, natomiast po Loialu widać było, że bardziej niż czegokolwiek boi się, że Alar zmieni zdanie odnośnie do jego wyjazdu. Rand prowadził Rudego za uzdę, bynajmniej się nie śpiesząc. Nie sądził, by Verin istotnie miała zamiar posłużyć się osobiście kamieniem portalu.
Kolumna z szarego kamienia stała obok brzozy o wysokości blisko stu stóp i pniu grubości czterech kroków, gdyby Rand przedtem nie widział Wielkich Drzew uznałby ją za duże drzewo. Nie było tam żadnego ostrzegawczego wieńca, jedynie kilka dzikich kwiatów przebijało się przez liściaste poszycie lasu. Powierzchnia kamienia była zwietrzała, jednakże wyryte w niej symbole wciąż dawały się odczytać.
Siedzący na koniach shienarańscy żołnierze rozsypali się w luźny krąg wokół kamienia portalu i tych, którzy stali przy nim.
— Wyprostowaliśmy ten kamień — powiedziała Alar — wiele lat temu, gdy został odnaleziony, ale nie mogliśmy przenieść go nigdzie. Wydawało się... że stawia opór, jeśli go próbować przestawić. — Podeszła do kamienia i przyłożyła do niego swą wielką dłoń. — Zawsze o nim myślałam jako o symbolu czegoś, co zostało utracone, zapomniane. W Wieku Legend można go było zbadać i co nieco zrozumieć. Dla nas to zwykły kamień.
— Mam nadzieję, że to coś więcej. — Głos Verin z każdą chwilą stawał się coraz żywszy. — Najstarsza, doprawdy dziękuję ci za pomoc. Wybacz, że opuszczamy cię bez należytego ceremoniału, jednakże nie na kobietę czeka Koło. W każdym razie dłużej nie będziemy zakłócać spokoju twojego stedding.
— Sprowadziliśmy z powrotem kamieniarzy z Cairhien — odparła Alar. — Nadal jednak dochodzą nas wieści o tym, co dzieje się w świecie, na zewnątrz. Fałszywe Smoki. Wielkie Polowanie na Róg. Wieści dochodzą nas i nikną w zapomnieniu. Nie sądzę, by Tarmon Gai’don nas ominęło, albo pozostawiło w spokoju. Żegnaj, Aes Sedai. Żegnajcie wszyscy i obyście znaleźli schronienie w dłoni Stwórcy. Juin.
Zatrzymała się jeszcze, by zerknąć przelotnie na Loiala i upomnieć Randa spojrzeniem. Po chwili para ogirów zniknęła wśród drzew.
Rozległo się trzeszczenie siodeł pod poruszającymi się żołnierzami. Ingtar obiegł wzrokiem utworzony przez nich krąg.
— Czy to konieczne, Verin Sedai? Nawet, jeśli to daje się zrobić... Nawet nie wiemy, czy Sprzymierzeńcy Ciemności wywieźli Róg na Głowę Tomana. Nadal uważam, że potrafię zmusić Barthanesa...
— Nie mamy żadnej pewności — przerwała mu łagodnym głosem Verin — a zatem Głowa Tomana jest miejscem równie dobrym do prowadzenia poszukiwań jak każde inne. Nieraz już słyszałam, że gdyby zaszła taka potrzeba, jesteś gotów pojechać do samego Shayol Ghul, by odzyskać Róg. Czy teraz się wycofujesz?
Wskazała gestem kamień portalu stojący obok gładkiego pnia brzozy.
Ingtarowi zesztywniały plecy.
— Z niczego się nie wycofuję. Zabierz nas na Głowę Tomana albo do Shayol Ghul. Jeśli na końcu drogi czeka Róg, wówczas pojadę za tobą.
— To dobrze, Ingtarze. Rand, ciebie kamień portalu przenosił nie tak dawno. Chodź.
Przywołany gestem Rand podszedł z Rudym do niej, stojącej tuż obok kamienia.
— Posługiwałaś się kamieniem portalu. — Obejrzał się przez ramię, chcąc się upewnić, że nikt nie stoi dostatecznie blisko, by ich słyszeć. — Więc nie chcesz, bym ja to zrobił. — Z ulgą wzruszył ramionami.
Verin spojrzała na niego z dobrotliwą ironią.
— Ja nigdy nie posługiwałam się kamieniem portalu, dlatego właśnie ty korzystałeś z niego nie tak dawno. Doskonale znam własne ograniczenia. Zginęłabym podczas próby przeniesienia dostatecznej ilości Mocy, by móc operować kamieniem. Trochę jednak się na nich znam. Dość, by ci w tym odrobinę pomóc.
— Kiedy ja nic nie wiem. — Powiódł konia dokoła kamienia portalu, mierząc go wzrokiem z góry na dół. — Jedyne, co pamiętam, to symbol naszego świata. Pokazała mi go Selene, tutaj jednak go nie widzę.
— Jasne że nie. Nie ma go na żadnym kamieniu portalu w naszym świecie, symbole służą do przenoszenia do innych światów. — Potrząsnęła głową. — Czego ja bym nie dała, by móc porozmawiać z tą twoją dziewczyną? Albo jeszcze lepiej, by móc położyć ręce na jej książce. Uważa się powszechnie, że ani jeden egzemplarz Zwierciadeł Kola nie zachował się w całości po Pęknięciu. Serafelle zawsze mi powtarza, że nie dałabym wiary, ile książek, które uważamy za stracone, czeka na odnalezienie. Cóż, nie ma się co przejmować tym, czego nie wiem. Wiem natomiast kilka innych rzeczy. Te symbole na górnej połowie kamienia oznaczają światy. Nie wszystkie Światy Które Mogą Być, rzecz jasna. Najwyraźniej nie każdy kamień łączy z każdym światem, a Aes Sedai w Wieku Legend uważały, że istnieją światy możliwe, z którymi kamienie w ogóle nie mają kontaktu. Nie widzisz tu nic, co by ci rozjaśniło pamięć?