Tylko Chłód
- Автор: Спиндлер Эрика
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Tylko Chłód». Краткое содержание книги:
Dwadzieścia trzy lata temu Harlow Grail porwał psychopata. By zmusić rodziców dziewczynki do zapłacenia okupu, obciął jej palec, jednak okaleczona i przerażona Harlow zdołała umknąć swemu prześladowcy. Kiedy dorosła, zmieniła imię, nazwisko oraz adres zamieszkania. Jako Anna North zaczęła robić karierę literacką.
Jednak najgorsze było dopiero przed nią…
Wokół Anny zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Mała wielbicielka przesyła niepokojące listy, w tajemniczych okolicznościach znika jej przyjaciółka, nieuchwytny morderca zabija rudowłose, tak jak Anna, kobiety. Kiedy pisarka w swojej lodówce znajduje ucięty palec, nie ma już wątpliwości: dawny prześladowca odnalazł ją i postanowił wyrównać rachunki. Policja jest bezradna; nawet detektyw Quentin Malone. który w trakcie śledztwa zakochał się w Annie i za wszelką cenę pragnie ją ocalić, zaczyna przegrywać wyścig ze śmiercią…
– Bardzo mi przykro, Anno. Masz do czynienia z hienami. To naprawdę obrzydliwe.
– Jest gorzej, niż myślisz. Jeśli na to nie pójdę, to w ogóle zrezygnują ze współpracy. Moje książki przynoszą zbyt małe zyski.
– Czyli wszystko albo nic.
– Na to wygląda. – Zaczęła liczyć pieniądze z kolejnego woreczka, zadowolona, że ma co zrobić z rękami. – Mój agent oczywiście namawia mnie, żebym się zgodziła. Nie rozumie, czemu się waham. Jego zdaniem większość autorów zrobiłaby wszystko, żeby się wypromować, a poza tym i tak już wiadomo, kim jestem, i świat się nie skończył.
– Jak widać, to twój prawdziwy przyjaciel i doskonale cię rozumie – rzucił szyderczo.
– Myślałam, że jest po mojej stronie, ale teraz widzę, że po tej, gdzie jest więcej forsy.
Dalton poklepał ją współczująco po plecach.
– Co chcesz zrobić?
– Sama nie wiem, ale chyba się jednak zgodzę. Tyle się napracowałam, żeby cokolwiek wydać. Pamiętasz, jak było. – Spuściła głowę, żeby nie pokazywać łez, które nagle pojawiły się w jej oczach. – Ale nie wyobrażam sobie, jak mogłabym opowiadać w radiu i telewizji o tym… o tym, co się zdarzyło. Nie chcę odsłaniać się przed obcymi. Przecież wiem, co to za ludzie! – Zacisnęła dłonie. – Nie będę im opowiadać o najgorszych doświadczeniach mojego życia.
– Ale jeśli tego nie zrobisz… – zawiesił głos.
– Wiem, stracę wszystko. – Z trudem przełknęła ślinę, czując, że gardło ściska jej się jeszcze bardziej. – To niesprawiedliwe.
Pocałował ją w policzek.
– Powiedz tylko, jeśli stary Dalton będzie mógł ci w czymś pomóc.
– Dzięki. – Przytuliła się do niego na chwilę. – Sam nie wiesz, ile to dla mnie znaczy.
Usłyszeli dzwonek przy drzwiach i do środka wszedł Bill. W dwurzędowym garniturze i śnieżnobiałej koszuli wyglądał jak bankier.
– Złapałem was na gorącym uczynku – zaśmiał się. – I pomyśleć, że tak wam ufałem.
Anna odsunęła się trochę od Daltona i uśmiechnęła do przyjaciela.
– Chętnie bym ci go odbiła. Ale wiem, że niestety nie mam szans.
Bill skrzywił się komicznie.
– A ja, głupi, cały czas myślałem, że zależy ci właśnie na mnie.
Roześmiali się we trójkę, a następnie Anna spojrzała z zaciekawieniem na Billa.
– Co tutaj robisz tak wcześnie? Wyglądasz naprawdę…
– Nudno? – dokończył, przyglądając się z niechęcią swemu ubraniu. – Jestem umówiony w parku z grupą biznesmenów, sponsorujących nowe „Spotkania ze sztuką“. Ci ludzie z jakichś powodów chętniej dają pieniądze facetom w garniturach niż bez. – Bill podszedł do lady. – Przekazałeś jej ten list? – zwrócił się do Daltona.
Anna zerknęła przez ramię i zauważyła, że Dalton daje gwałtowne znaki, żeby przyjaciel trzymał język za zębami.
– Jaki list? – Obróciła się do Daltona.
– Tylko się nie złość – zaczął obronnym tonem. – Przyszedł wczoraj, kiedy byłaś na lunchu.
– Od twojej małej wielbicielki – dorzucił Bill, zacierając ręce. – A więc jest ciąg dalszy.
Zirytowany tymi słowami Dalton wyjął kopertę z kieszeni fartucha i podał go Annie.
– Wiem, że te listy bardzo cię niepokoją, a wczoraj byłaś w takim nastroju, że wolałem… nie pogarszać sytuacji.
– Nie ma o czym mówić – westchnęła, otwierając kopertę.
Ostatnio sporo myślała o Minnie i teraz miała nadzieję dowiedzieć się o niej więcej. Doszła do wniosku, że dziewczynka jest ofiarą domowej przemocy, chociaż nie wiedziała, kto ją maltretuje. I czy rzeczywiście trzyma ją w zamknięciu. Była na tyle zaniepokojona, że skontaktowała się nawet z koleżanką z opieki społecznej. Obie raz jeszcze przeczytały listy. Koleżanka też była nimi zaniepokojona, ale żeby mogła coś zrobić, potrzebowała konkretów. A tych wciąż brakowało.
Anna spojrzała niepewnie na kartkę papieru. Miała nadzieję, że jej podejrzenia okażą się bezpodstawne, bo Minnie napisze coś, co wyjaśni całą sytuację.
– Przeczytasz go w końcu czy nie? – zniecierpliwił się Bill.
Skinęła głową i rozłożyła kartkę. List zaczynał się tak jak poprzednie. Parę słów o Tabicie, książkach Anny i kilku zdarzeniach z życia Minnie. Jednak zakończenie było więcej niż niepokojące:
On planuje coś złego. Nie wiem co, ale strasznie się boję. O Panią. I jeszcze jedną dziewczynę. Postaram się dowiedzieć więcej…
Anna przeczytała raz jeszcze tych parę linijek, czując, jak żołądek podchodzi jej do gardła.
– Dobry Boże! – Spojrzała na przyjaciół. – On chce zrobić to jeszcze raz.
Obaj mężczyźni wymienili spojrzenia.
– Ale co?
– Sama nie wiem. Prawdopodobnie zamknąć jeszcze jedną dziewczynkę.
Trzęsącą się ręką podała Daltonowi list. Bill stanął obok, żeby też go przeczytać. Kiedy doszedł do końca, aż gwizdnął ze zdziwienia.
– Wcale mi się to nie podoba.
– Ani mnie – dodał ponuro Dalton. – Co chcesz z tym zrobić?
Anna przez chwilę milczała, rozważając różne wyjścia. Było ich kilka. W końcu podjęła najlepszą, jak jej się wydawało, decyzję. Zdjęła fartuch i poszła na zaplecze po kurtkę. Dopiero kiedy ją włożyła, spojrzała na przyjaciół.
– Na razie będziecie musieli sobie radzić sami. Idę na policję.
Czterdzieści minut później uścisnęła dłoń śledczego Quentina Malone’a.
– Proszę usiąść. – Wskazał stojące przed biurkiem krzesło. – Przepraszam, że musiała pani czekać. Mamy dzisiaj braki personelu. Połowa funkcjonariuszy choruje na grypę.
Zawiesiła kurtkę na poręczy krzesła i usiadła.
– Już mi o tym mówiła oficer dyżurna. Podobno ma pan tylko przyjąć zgłoszenie, a sprawą zajmie się ktoś inny.
– Tak, na co dzień pracuję w Siódemce. – Usiadł za biurkiem i splótł dłonie. – Dzisiaj jestem tu tylko w zastępstwie.
– I trafił pan akurat na mnie.
– No właśnie, trafiłem na panią. – Spojrzał na nią, a potem wymownie się uśmiechnął. – Jak to się mówi, szczęście mi dopisało.
Anna nie odwzajemniła uśmiechu, chociaż mężczyzna był wysoki i przystojny. Musiał być też nie lada podrywaczem. Mogła się założyć, że wystarczyło, by błysnął tym swoim uśmiechem, a damski trup słał się gęsto.
Ona jednak nie myślała w tej chwili o seksie. Przykro mi, stary, rzekła w duchu. Nie teraz. Może w następnym stuleciu.
Anna nie znosiła zbyt pewnych siebie mężczyzn. Takich, którzy uważali, że kobiety tylko na nich czekają. Ponieważ wychowała się w Hollywood, często stykała się z takimi typami. Zwłaszcza aktorzy byli nie do zniesienia. To prawda, na ogół bardzo przystojni, ale przy tym jak diabli egoistyczni i zapatrzeni w siebie. Narcyz na narcyzie. Potrafili mówić tylko o swoich osiągnięciach, a jeśli patrzyli w oczy kochanki, to tylko po to, żeby zobaczyć w nich własne odbicie.
– Zważywszy na braki kadrowe, chyba dobrze, że nie chcę zgłosić morderstwa – rzuciła zjadliwie.
– Oczywiście. – Oficer skinął głową. – Im mniej morderstw, tym lepiej. Morderstwa są fe.
Zmarszczyła brwi i pochyliła się w jego stronę.
– Czy pan sobie kpi?!
– A pani? – Posłał jej jeszcze jeden uśmiech, taki, który mógł przyprawić większość kobiet o palpitację serca, a następnie wyjął z kieszeni na piersi mały notatnik. – Może nadszedł czas, byśmy przeszli do rzeczy? – zapytał retorycznie.
Skinęła głową. Zaczęła mu opowiadać o pierwszym liście od Minnie i dlaczego zdecydowała się jej odpisać, o swoim niepokoju i narastających podejrzeniach. W końcu wyjęła z torebki ostatni list. Policjant przeczytał go szybko.
– To dziecko jest w dziwnej sytuacji – dorzuciła. – Początkowo trochę się niepokoiłam, ale teraz naprawdę zaczęłam się bać.