Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Róża Yorku». Краткое содержание книги:

Jesień 1922 roku. Tajemniczy kolekcjoner z Warszawy - Szymon Aronow zwany Kulawym - powierza księciu Morosiniemu, znawcy starych klejnotów, niebezpieczną misję odszukania czterech kamieni szlachetnych skradzionych niegdyś ze Świątyni Jerozolimskiej. Po odnalezieniu szafiru zwanego Błękitną Gwiazdą książę wyrusza do Anglii, gdzie ma się znajdować bezcenny diament - Róża Yorku. Zaczyna się szalona przygoda pełna niebezpieczeństw i emocji, bowiem ów kamień jest obiektem pożądania wielu osób, które zrobiłyby wszystko, aby go zdobyć. Jaką rolę odgrywa w tej sprawie młodziutka Polka - Anielka Solmańska, która pragnąc miłości i pomocy Morosiniego, zarazem zdaje się prowadzić własną, podwójną grę?
1 ... 12 13 14 15 16 17 18 19 20 ... 75
Перейти на страницу:

Teraz nie wiedział, co powinien zrobić.

Przypomniał sobie zdanie Chateaubrianda, które jego nauczyciel, Hieronim Buteau, kładł mu łopatą do głowy za każdym razem, gdy Aldo miał problem z podjęciem jakiejś decyzji: „Idź do przodu, jeśli się nie boisz i nie chcesz przymykać oczu!". Przymykać? Nie mogło być o tym mowy, tym bardziej że czuł się niemal jak ślepiec. Iść do przodu? Lecz w którą stronę?

Nagle poczuł niemal fizyczny ból; ból, jaki odczuwa mężczyzna ogarnięty wątpliwościami, czy pokochał kobietę, która jest tego godna. Miał ochotę krzyczeć, więc musiał się zatrzymać i oprzeć o latarnię. Nigdy wcześniej nie dotknęło go takie uczucie beznadziejności i bezsilności. Nawet w chwili rozstania z Dianorą, kilka lat wcześniej. Gwałtownym ruchem zerwał z głowy kapelusz. Stał z zamkniętymi oczami i pozwalał, aby krople zimnego deszczu spadały mu na włosy i twarz. Mieszały się ze łzami, których nie potrafił powstrzymać.

Kobiecy głos tuż obok spowodował, że szybko otworzył oczy.

- Czy potrzebuje pan pomocy?

Nieznajoma była młoda, raczej ładna, a jej jasną głowę nakrytą aksamitnym toczkiem chronił przed deszczem duży parasol.

- Dziękuję pani. To minie... Stara rana wojenna, która czasem daje o sobie znać.

Ani jedno, ani drugie nie zdążyło powiedzieć nic więcej. Z ciemnozielonej limuzyny, która zatrzymała się tuż obok, wysiadł szofer w czarnej liberii i ujął Morosiniego pod ramię z taką pewnością siebie, że zaskoczony Aldo nie był w stanie zaprotestować.

- Książę nie powinien wychodzić w taką pogodę! Mówiłem to setki razy, ale pan mnie nie słucha. Na szczęście pana zauważyłem... - służący o mongolskim typie urody nie przestawał mówić.

Wydał się Morosiniemu znajomy.

Ledwo Aldo zdążył podziękować litościwej mieszkance Londynu, a już prowadzono go w stronę samochodu, gdzie ręka wysunięta z głębi auta, chwyciła go, wciągnęła do wozu i usadowiła na welurowych poduszkach obok jakiegoś mężczyzny. Jego twarz była ukryta do połowy pod eleganckim kapeluszem, ciemnymi okularami i podniesionym kołnierzem pelisy podbitej astrachanem*.

* Bardzo cenne futro owiec rasy karakułowej. 

Ale wzrok Aida przyciągnęła przede wszystkim hebanowa laska ze złotą gałką, którą bawiła się dłoń w rękawiczce. Był tak zaskoczony, że chwilowo zapomniał o swoich strapieniach.

- Pan tutaj? - spytał z niedowierzaniem. - Cóż za nieoczekiwane spotkanie! Nie wierzę własnym oczom!

- Rzeczywiście. Przyjechałem z pańskiego powodu; śledzimy pana od samego hotelu.

- Ale... dlaczego?

- Dowiedziawszy się o śmierci Ferralsa, zacząłem się obawiać, że miłość do córki Solmańskiego stopniowo pana wyniszczy i jeżeli nie pospieszymy z pomocą, doprowadzi swoje niszczące dzieło do końca.

- Czy pan trochę nie przesadza? - zaprotestował Morosini. - Dlaczego miałaby mnie wyniszczyć?

- Jeśli tak się jeszcze nie stało, nastąpi to wkrótce. Niech pan sobie przypomni, że w ciągu kilku godzin z najszczęśliwszego człowieka pod słońcem stał się pan osobnikiem cierpiącym i wątpiącym. Bo pan cierpi. Jest to wypisane na pańskiej twarzy.

Morosini wzruszył ramionami.

- Takie rzeczy się zdarzają - westchnął. - W tej chwili wydaje mi się, że oszaleję. Nie wiem, komu wierzyć i co o tym wszystkim myśleć.

- A gdyby tak pomyślał pan o czymś zupełnie innym? Głęboki głos

Szymona Aronowa był pełen łagodności, jednak Aldo wyczuł w nim cień wyrzutu i poczuł się nieswojo.

- Daje mi pan do zrozumienia, że nie przyjechałem tutaj, aby zajmować się sprawami lady Ferrals, i muszę przyznać panu rację. Ale w międzyczasie coś się wydarzyło. Chyba słyszał pan o tym i przyzna, że śmierć Harrisona zmieniła wiele spraw. W sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, Vidal-Pellicorne i ja, sądziłem, że wystarczy, by Adalbert zaangażował się w tamte sprawy, a ja mogę zająć się tą...

- .. .dla której już raz ryzykował pan życie. Jest pan gotów to powtórzyć i nie mogę mieć o to pretensji; to taka ludzka reakcja... I do tego w pana stylu. Ale proszę, żeby pan się w tę sprawę nie angażował, przynajmniej przez jakiś czas. To jest zbyt niebezpieczne.

- Niebezpieczne? Niech pan nie przesadza. Do tej pory działałem w porozumieniu z komisarzem Warrenem, któremu zresztą obiecałem zdać sprawę z tego, czego się dowiedziałem. Gdzie upatruje pan niebezpieczeństwa?

- W hotelu Claridge! Solmański powrócił z Ameryki.

- Wiem. Widziałem wczoraj, jak przyjechał pod dom zięcia, a po chwili wybiegł stamtąd bardzo wzburzony.

- Zgodzi się pan ze mną, że ma powody: wrócił, aby uczestniczyć w aukcji diamentu, z pewnością zadowolony ze śmierci zięcia, która pozwalała mu na odzyskanie szafiru uważanego przez niego za oryginał i która wiązała się z otrzymaniem niezłej fortunki. A tu pech; uwięziono jego córkę, a Róża Yorku zniknęła. Ten człowiek zaś nienawidzi przeszkód, które stają mu na drodze.

- W to nie wątpię, ale nie rozumiem, dlaczego miałbym się znaleźć w niebezpieczeństwie, próbując trafić na ślad prawdziwego mordercy.

- Niech pan sobie przypomni, o czym mówiłem w Wenecji: jak tylko stanie pan Solmańskiemu na drodze, nie będzie pan bezpieczny. Proszę zrozumieć, że jego córka to dla niego najważniejszy element w grze i nigdy nie pozwoli, aby ktoś ich poróżnił!

- Chcę stanąć jedynie między nią a szubienicą. Przecież zdaje pan sobie sprawę, że Anielka będzie zgubiona, jeśli nikt jej nie pomoże.

- Zgoda, ale może pozwoliłby pan Scotland Yardowi wykonywać pracę, która do nich należy? Ci ludzie są bardzo sprytni i na pewno uda im się położyć łapę na polskim uciekinierze. Może być pan pewien, że Solmański nie dopuści do tego, by powieszono czy nawet skazano jego piękną córeczkę. Proszę się w to nie mieszać. Zresztą, czy nie mówił mi pan przed chwilą, że nie wie, komu wierzyć?

- To prawda, tak powiedziałem, ale pan tego nie zrozumie!

- Więc proszę mi wytłumaczyć - westchnął Szymon Aronow. - Co do mnie, nie spieszy mi się i Wong może zrobić jeszcze ze dwie lub trzy rundki wokół Hyde Parku. Spotkał się pan dzisiaj z trzema osobami. Może pomogę panu rozjaśnić umysł, jeśli zgodzi się pan opowiedzieć, co one panu wyznały.

- Może to rzeczywiście dobry pomysł.

Aldo starał się wszystko wyjaśnić, nie wchodząc w zbędne szczegóły. Udało mu się zrelacjonować trzy spotkania bez popadania w przygnębienie, które wcześniej nim zawładnęło.

- No więc - rzekł w końcu - co pan o tym sądzi? Czyja wersja jest wiarygodna? Kto mówi prawdę?

- Jak zwykle nikt i wszyscy po trosze. Każdy przedstawia swoją prawdę. Sekretarz spełnia się w roli mściciela do tego stopnia, że nie jest w stanie ukryć frustracji seksualnych, ale skąd w nim aż taka zawziętość... Wierna służąca wspomina z nostalgią młodzieńczą miłość swojej pani. Co zaś się tyczy lady Ferrals, pana niespodziewana wizyta musiała jej się skojarzyć z cudownym objawieniem rycerza z łabędziem*. 

* Rycerz łabędzia - starofrancuski poemat średniowieczny, którego bohaterem jest Lohengrin, syn Parsifala, rycerz Świętego Graala.

1 ... 12 13 14 15 16 17 18 19 20 ... 75
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)