Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Róża Yorku». Краткое содержание книги:

Jesień 1922 roku. Tajemniczy kolekcjoner z Warszawy - Szymon Aronow zwany Kulawym - powierza księciu Morosiniemu, znawcy starych klejnotów, niebezpieczną misję odszukania czterech kamieni szlachetnych skradzionych niegdyś ze Świątyni Jerozolimskiej. Po odnalezieniu szafiru zwanego Błękitną Gwiazdą książę wyrusza do Anglii, gdzie ma się znajdować bezcenny diament - Róża Yorku. Zaczyna się szalona przygoda pełna niebezpieczeństw i emocji, bowiem ów kamień jest obiektem pożądania wielu osób, które zrobiłyby wszystko, aby go zdobyć. Jaką rolę odgrywa w tej sprawie młodziutka Polka - Anielka Solmańska, która pragnąc miłości i pomocy Morosiniego, zarazem zdaje się prowadzić własną, podwójną grę?
1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 75
Перейти на страницу:

- Nie boję się tych słów - powiedział, wykonując posłusznie jej polecenie. - Boję się tylko tego, co one oznaczają, i nie mogę w nie uwierzyć. Pani?

Morderczynią? Nie, to niemożliwe!

Uśmiechnęła się z lekką pogardą.

- Dlaczego nie? Wie pan doskonale, że go nie kochałam. A nawet, że go nienawidziłam. Moje dni z nim były usłane różami, lecz noce - przerażające.

- Ale chyba nie aż do tego stopnia, żeby go zabić. I to nie w taki głupi i oczywisty sposób: środek przeciwbólowy podany w obecności świadków, rozpuszczony w szklance whisky i to zaraz po kłótni. Jest pani na to zbyt inteligentna. Prędzej wyobraziłbym sobie panią z rewolwerem w ręku strzelającą do Eryka Ferralsa, niż podającą mu zatruty środek przeciwbólowy. To do pani nie pasuje.

- Dlaczego nie? U pana w Italii często serwowano gościowi truciznę, i to w dodatku z uśmiechem na ustach.

- To zwyczaj, którego nie praktykujemy już od dawna, a pani nie należy do rodziny Borgiów. Od momentu aresztowania nie przestaje pani mówić, że jest niewinna.

- Ale bez efektu, drogi książę. Zaczynam już być zmęczona tym powtarzaniem. Odpowiadają mi, nie bez racji, że strychnina sama nie znalazła się w szklance, a nie było jej ani w alkoholu, ani w wodzie... A przecież zbadano wszystkie pozostałe saszetki, które miałam u siebie w pokoju.

- Tylko ta jedna zawierała strychninę? Jak się domyślam, nie zbadano papierka, z którego była zrobiona saszetka.

- Poprosiłam o to, ale jej nie znaleziono. Eryk zmiął ją i zostawił na tacy, a potem ktoś spalił ją w kominku, w moim pokoju.

- Czy domyśla się pani, kto mógł to zrobić?

Z ust Anielki wydobył się dźwięk, którego Aldo się nie spodziewał: gwałtowny, lecz gorzki i pozbawiony radości śmiech.

- Może John Sutton, wspaniały i oddany sekretarz Eryka, który nie wahał się oskarżyć mnie o zbrodnię, gdy tylko zobaczył, że jego pan upadł na posadzkę.

On mnie nienawidzi.

- Z jakiego powodu? Co pani mu uczyniła?

- Spoliczkowałam go. Wydaje mi się, że jest to normalna reakcja uczciwej kobiety, kiedy mężczyzna maca jej piersi i całuje w szyję...

Aldo wiedział od dawna, że młoda Polka potrafi nazywać rzeczy po imieniu. Jednakże to wyznanie wywołało w nim niesmak. Wspomnienie sekretarza, zawsze tak układnego, nie odpowiadało temu opisowi, który przypominał raczej zachowanie satyra. Aldo wiedział jednak, że pod pozornym chłodem Brytyjczyków często skrywały się prawdziwe wulkany.

- Czy on jest w pani zakochany?

- Nie wiem, czy można to tak nazwać, ale wiem, że ma ochotę mnie zdobyć.

- Mówiła pani o tym mężowi?

- Tak, ale stwierdził, że jestem niespełna rozumu, i tylko się śmiał. Jego przywiązanie do tego... służącego przekraczało wszelkie granice. Sądzę, że prędzej dałby sobie odciąć rękę, niż się z nim rozstać. Myślę, że łączył ich jakiś trup ukryty głęboko w szafie...

- Jeśli chodzi o trupy, moja droga, to sir Eryk jako handlarz bronią miał ich zbyt wiele na sumieniu, aby przejmować się jakimś jednym, ukrytym w szafie. A może zechciałaby mi pani powiedzieć coś o tym polskim służącym, którego zatrudniła pani w domu?

Blada twarz młodej kobiety poczerwieniała.

- Skąd pan o tym wie?

Aldo uśmiechnął się uprzejmie.

- Widzę, że nie straciła pani tego dobrego zwyczaju odpowiadania pytaniem na pytanie. Po prostu wiem i już!

Ponieważ milczała, szukając może ciętej riposty, Aldo kontynuował:

- Niech pani opowie mi coś o tym Stanisławie lub może raczej...

Władysławie?

Oczy młodej kobiety zaokrągliły się.

- Jest pan diabłem wcielonym - wyszeptała.

- Nie do końca albo może dobrym diabłem do pani usług. No, Anielko, niech pani mi w końcu zaufa i opowie, jak udało się pani wprowadzić dawnego ukochanego pod dach męża.

Odwróciła głowę, lecz w nikłym świetle tego posępnego miejsca dostrzegł, że po jej rzęsach spłynęła łza.

- Ukochanego? Zastanawiam się teraz, czy nim kiedykolwiek był. Obecnie bardzo w to wątpię. Jak również w wielką miłość, o której pan mnie tak gorliwie zapewniał.

- Nie mówmy o tym w tej chwili - przerwał jej łagodnie Morosini. - To nie ja zdecydowałem się w domu w Vesinet wpaść w ramiona Eryka.

- Uratował mnie i nie miałam wyboru. Tak jak nie miałam wyboru, kiedy spotkałam Władysława w Hyde Parku, gdzie zresztą na mnie czekał...

- Skąd mógł wiedzieć, że tam panią spotka? Wszyscy wiedzą, że ma pani wielkie upodobanie do parków, ale dlaczego właśnie ten? W Londynie jest ich wiele.

- Każdego ranka jeździłam tam konno.

- Sama?

- Oczywiście, że sama. Nie lubię towarzystwa. Miałam wrażenie, że jestem pilnowana. Oczywiście często spotykałam tam znajomych, ale udawało mi się ich pozbyć.

- Ale nie udało się to pani z Władysławem. Może efekt zaskoczenia zadziałał na jego korzyść?

- Chyba tak. Tym bardziej, że wyszedł z krzaków wprost pod kopyta mojej klaczy, tak że o mało nie wypadłam ze strzemion.

- Była pani zadowolona, że go widzi?

- Wtedy tak. Przywołał wspomnienie mojego drogiego kraju i pierwszej miłości. Takie rzeczy są bardzo ważne dla każdej kobiety.

- Dla mężczyzny również. Ale powiedziała pani: wtedy tak. Więc nie trwało to długo?

- Nie. Szybko zrozumiałam, że mam do czynienia z przeciwnikiem, by nie powiedzieć: z wrogiem. Och, na początku był bardzo miły. Oczywiście na swój sposób. Mówił, że przyjechał do Anglii, by mnie odnaleźć, bo rozstaliśmy się tak niefortunnie.

- Chciał odnowić dawne relacje?

- Nie do końca. Domagał się, a nastąpiło to bardzo prędko, bym wprowadziła go pod dach mego męża. Mówił, że jest oburzony, iż zostałam żoną handlarza bronią, ale liczył, że posłuży się tym w swojej sprawie, jak to nazywał. W rzeczywistości przysłali go jego koledzy anarchiści. Miał fałszywe papiery i jeden ceclass="underline" zdobyć pieniądze na potrzeby rewolucji. Myśl, że sfinansuje to handlarz bronią, wydawała im się bardzo zabawna. Potrzebowali także broni.

Aldo wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i zanim sam zapalił, zaproponował to Anielce.

- To jakaś szalona historia! Chciał, żeby pani ukradła i dała mu...

- Nie, tego nie powiedziałam. Jedyne, czego chciał, to zostać służącym w domu Eryka. Miał nadzieję, że sam znajdzie to, czego potrzebował.

- Dlaczego pani się zgodziła, zamiast odjechać co koń wyskoczy.

- Bardzo chciałam to zrobić. Ale nie było to możliwe. Jak się pan domyśla, Władysław miał coś w zanadrzu.

- Chodzi o szantaż?

- Oczywiście. Kiedy jest się młodym i kocha się po raz pierwszy, popełnia się różne nieostrożności. Tak było i ze mną. Pisałam do niego listy...

- Głupi zwyczaj, który często wiele was kosztuje, drogie panie! Co chciał zrobić z tymi listami? Pokazać je Ferralsowi? Przecież mąż pani nie był głupcem i musiał się domyślać, że była już pani wcześniej zakochana, a poza tym w takich liścikach młodych panien nie ma przecież nic złego...

- Ale moje listy nie były takie niewinne. Ufałam Władysławowi i zwierzyłam mu się z planów ojca dotyczących moich zaślubin z Erykiem.

- To mi się nie podoba - jęknął Morosini.

- Było jeszcze coś gorszego. W tamtym czasie bardzo się zaangażowałam w pomysły Władysława i jego grupy. Chciałam też, aby został moim kochankiem.

- I tak się stało? - wykrztusił Aldo. Jej spojrzenie było w tej chwili poematem naiwnej czystości.

- Mniej więcej... tak. A ponieważ chciałam go zatrzymać, co udowodniłam dwukrotnie w pana obecności, obiecałam, że pomogę mu... jak to mówił Władysław i jego przyjaciele? Aha, już sobie przypominam: oskubać tego tłustego kapitalistycznego gołębia. Wyobraża pan sobie, co by się stało, gdyby mój mąż przeczytał te listy?

1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 75
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)