Przejście
- Автор: Уиллис Конни
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: Zysk i S-ka
- ISBN: 83-7298-253-8
- Переводчик: Piotr Budkiewicz
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Przejście». Краткое содержание книги:
Znowu przewinęła, tym razem za daleko, nagranie się skończyło. Cofnęła. Jest. Powoli zanikające mruczenie Carla Śpiączki. Odtworzyła całość, jednocześnie zapisując nuty na kartce. Liniami oznaczyła ich głośność, a strzałkami wysokość — długa, długa, obydwie opadające, krótka, długa. Joanna żałowała, że nie zna nut. Czy w melodii Bliżej Ciebie, Panie ton opadał czy rósł?
Zamruczała początkowe takty, starając się dostosować ich długość do tempa Carla Śpiączki, lecz to nic nie dało. To mogła być zupełnie dowolna melodia. Pomyślała, że musi odtworzyć nagranie w szybszym tempie. Cofnęła taśmę do początku i wcisnęła jednocześnie odtwarzanie i przewijanie do przodu, lecz usłyszała wyłącznie pisk. Na swoim maleńkim magnetofonie nie miała możliwości kontrolowania szybkości przewijania.
Pomyślała, że potrzebuje bardziej wymyślnego sprzętu i zastanowiła się, u kogo mogłaby go znaleźć. U Kit? Gdyby tak było, mogłaby odsłuchać taśmę i jednocześnie odebrać książkę, lecz w bibliotece pana Briarleya nie przypominała sobie żadnej wieży ani nawet zwykłego gramofonu. Niewykluczone jednak, że Kit miała coś takiego u siebie w pokoju. Joanna wykręciła jej numer, lecz linia była zajęta.
No dobrze, a może ktoś na miejscu, w szpitalu? Magnetofon Maisie to różowa plastikowa zabawka, pewnie jeszcze gorsza niż dyktafon. Vielle? Skąd, w pokoju lekarskim na swoim oddziale miała tylko odtwarzacz ośmiościeżkowy, „bo od 1974 roku nikt nie został u nas na tyle długo, aby posłuchać muzyki”, skarżyła się którejś nerwowej nocy.
Joanna zerknęła na dyktafon, usiłując sobie przypomnieć, gdzie widziała magnetofon. W jednym z biur, gdzie słuchano muzyki podczas pracy. Rachunkowość lub kadry. Archiwum, zadecydowała. Wyciągnęła taśmę, wcisnęła ją do kieszeni i zbiegła do archiwum.
Pamięć jej nie zawiodła. Naprzeciwko drzwi, nad wnękami, stał rząd drogo wyglądającego sprzętu. Joanna musiała tylko przełamać opór kobiety przy pierwszym biurku. Wyglądała na osobę nieprzejednaną i gorliwie przestrzegającą przepisów. Zanim Joanna się przywitała, kobieta obróciła się twarzą do kilku rzędów półek z zadrukowanymi formularzami i wyciągnęła rękę, aby od razu wziąć właściwy.
— Myślę, że nie znajdzie pani dla mnie odpowiedniego formularza, pani Zaneto — oświadczyła Joanna, odczytując imię z tabliczki na biurku. — Potrzebuję magnetofonu mogącego odgrywać taśmy z różną prędkością. — Zaneta ponownie odwróciła się do niej.
— Jest pani w archiwum. Sprzęt znajduje się w następnym pomieszczeniu.
— Nie, nie chcę składać zamówienia na magnetofon. Potrzebuję pani sprzętu na kilka minut, żeby przesłuchać taśmę — wyjaśniła i wyciągnęła z kieszeni kasetę, aby dowieść prawdziwości swoich słów. — Mój magnetofon nie ma opcji kontroli prędkości przewijania, a ja chcę…
— Pracuje pani tutaj? — spytała Zaneta.
— Tak, nazywam się Joanna Lander. Pracuję z doktorem Wrightem przy badaniach naukowych. — Zaneta obróciła się w stronę monitora komputera. — Chciałabym tylko…
— Lander? — spytała Zaneta, wystukując litery na klawiaturze. — L-a-n-d-e-r?
— Tak — potwierdziła Joanna. — Muszę spisać tekst z tej taśmy, ale jej fragmentu trzeba wysłuchać ze zwiększoną prędkością, więc zastanawiałam się, czy…
Pager Joanny zapiszczał. Nie, pomyślała i sięgnęła do kieszeni, żeby go wyłączyć, lecz Zaneta już popychała telefon w jej stronę.
— Ktoś chce się z panią skontaktować — oświadczyła surowo.
Joanna dała za wygraną. Byle tylko to nie był pan Mandrake, pomyślała i zadzwoniła do centrali.
— Proszę niezwłocznie zadzwonić do pokoju pielęgniarek na trzecim piętrze. Wewnętrzny trzysta dwadzieścia osiem.
Trzecie piętro. Carl Śpiączka, uznała i uświadomiła sobie, że spodziewała się tej wiadomości.
Zaneta podsunęła jej notatnik i ołówek. Joanna zignorowała ją i wystukała wewnętrzny. Słuchawkę podniosła Guadalupe.
— Co się stało? — spytała Joanna. — Chodzi o Carla Śpiączkę?
— Tak, od pewnego czasu usiłuję się z panią porozumieć. Nie wie pani, gdzie jest pani Aspinall, prawda? Nigdzie nie możemy jej znaleźć. — Wstrząśnięty i poruszony głos pielęgniarki powiedział Joannie wszystko.
— Kiedy zmarł? — spytała, mając go przed oczyma, jak samotnie wiosłuje w łodzi i mruczy.
— Zmarł? — zdumiała się Guadalupe. — Ależ skąd. Obudził się.
Rozdział 38
„(…) Morse (…) Indianin (…)”