Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Księżniczka
Księżniczka - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Księżniczka

Электронная книга - «Księżniczka». Краткое содержание книги:

Wampir wytwarza wokół siebie specyficzną atmosferę. Coś subtelniejszego niż zapach, co łowca wampirów wyczuwa szóstym zmysłem, zmysłem polowania. Ten zmysł sprowadził do Krakowa aż dwóch łowców.

Monika polubiła szkołę. Wśród koleżanek wzbudza sympatię, ale szepczą, nazywają ją Księżniczką; jest taka od nich różna. Widać, że ze Stanisławą i Katarzyną łączy ją jakieś porozumienie.

Czy można otrzymać złoto innym sposobem niż przez alchemię, naukę doskonałych? Można. Cena jest jednak wysoka. Mistrz Sędziwój ją zna, zna tajemnicę Bractwa Drugiej Drogi. Czy będzie musiał rozstać się z ukochanym miastem?

A inspektor policji ma trudny orzech do zgryzienia. Martwy człowiek, przyszpilony do podłogi szpadą, ślady trucizn, rękawica… Jakby tego było mało, co i raz pojawiają się kolejne trupy, odcięte dłonie, połamane japońskie miecze ze sklepu z pamiątkami… I praktykant – mądrala, wymiotujący nawet na widok mumii.

Zadanie inspektora: jak połączyć to wszystko w sensowną historię?
1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 45
Перейти на страницу:

– A kto to wszystko potem zmywał? – zdumiała się Sylwia.

– Kobiety lub niewolnicy. – Księżniczka uśmiechnęła się do swoich myśli.

– Toż to kompletna głupota i strata czasu – obruszyła się Gosia. – Strugali wyrafinowanych, zamiast sobie zwyczajnie wypić… Kretynizm…

– To część naszej kultury – zauważyła z naganą w głosie Stanisława. – Cywilizacji białego człowieka nie zbudowano od razu, najpierw trzeba było wyeliminować przeżytki barbarzyństwa, wymyślić coś, co odróżnia człowieka kulturalnego od dzikusa. Rytuały picia wina czy japońskie zaparzania herbaty, dziś wydawać nam się mogą anachronizmem, ale kiedyś były pewnym wyznacznikiem pozwalającym identyfikować przedstawicieli cywilizacji.

– Moim zdaniem mogli to wszystko zostawić i skupić się na rozwiązywaniu problemów technicznych. – Brunetka zmarszczyła nos. – Poezja, garnki do wina i oliwa do namaszczania ciała nie są niezbędne do szczęścia. – Spojrzała wyzywająco.

– Nigdy nie ufajcie technice – powiedziała nauczycielka, poważniejąc. – To, co nas otacza, kolorowe pisemka i seriale w telewizji, istnieją tylko tak długo, dopóki nie zabraknie prądu w gniazdkach. A może go zabraknąć w każdej chwili. Nagłe zachwianie cywilizacji technicznej, nagły rozkład instytucji państwa będzie próbą naszej kultury. I od naszego ucywilizowania zależało będzie, czy przetrwamy…

– Cywilizacja jest niezniszczalna – protestuje nieśmiało uczennica.

Stanisława milczy. Tyle razy na jej oczach walił się w gruzy odwieczny porządek… Rozbiory, powstania, wojny, grabieże… Widziała to dziesiątki, jeśli nie setki razy. Dwie ostatnie wojny uzmysłowiły, jak cienka jest otoczka, kryjąca miliony lat zezwierzęcenia i barbarzyństwa. Gosia… Niby ma szesnaście lat, ale to dziecko. Jeszcze nigdy w życiu nie sparzyła się poważnie.

– Rosjanie mogą być tu za sześć godzin. Tyle czasu zajmie ich czołgom dojechanie do Warszawy spod Smoleńska i Kaliningradu. Głowice atomowe mogą dolecieć szybciej…

– Jesteśmy w NATO.

Stanisława znowu milczy. Pamięta, jak w 1939 roku w Etiopii dowiedziała się o wybuchu wojny… Wtedy też byli sojusznicy. Zawsze są jacyś sojusznicy. I zawsze jakoś za daleko.

Uczennica uśmiecha się niepewnie. Sądzi, że wygrała to starcie. Demonstracyjnie przechodzi dalej, by obejrzeć zawartość kolejnej gablotki.

Księżniczka taksuje koleżankę uważnym spojrzeniem. Tak. Gosia nadawałaby się na niewolnicę. Należałoby tylko wysmagać jej krągły zadek jedwabną plecionką, by wbić do głowy trochę dobrych manier. Wzdycha. Kiedyś wszystko było o wiele prostsze.

Przeszły do sali po drugiej stronie holu. Tu kryje się plon wykopalisk profesora Michałowskiego – średniowieczne nubijskie freski z katedry w Faras. Twarze świętych, biskupów i królów starożytnej Nobadii, wydarte piaskom pustyni, ocalone przed zalaniem przez wody jeziora Nasera…

– Nawet nie wiedziałam, że w tamtych czasach na terenie Sudanu żyli chrześcijanie… – zdumiała się Magda.

– Jeśli chcesz sobie doczytać, to mogę ci pożyczyć książkę na ten temat. – Stanisława popatrzyła na zegarek.

Czas ucieka, a przecież trzeba jeszcze choć rzucić okiem na obrazy wiszące na piętrze. Wdrapały się po schodach na górę. Kilka sal, piękna kolekcja malarstwa niderlandzkiego, zbiory polskie… Zaprowadziła dziewczęta do Bitwy pod Grunwaldem. Jest tu jedno niebezpieczne miejsce, Alchemiczka odruchowo przyspieszyła kroku.

Księżniczka Monika została z tyłu. Zatrzymała się przed portretem wiszącym na ścianie. Oczy Stanisławy, cztery wieki temu namalowane na płótnie, patrzą tak samo spokojnie i przenikliwie jak dziś. To dobry obraz, podobieństwo uchwycono z fotograficzną wręcz dokładnością…

* * *

Alchemik wszedł do sklepu ze stalą. Przebiegł wzrokiem długi rząd próbek.

– Znajdą się pręty z tej listy? – Podał sprzedawcy długi wykaz.

– Oj, to bardzo rzadkie rzeczy – mruknął zafrasowany staruszek. – Ale zaraz zobaczymy na zapleczu.

Pręty nie różnią się praktycznie niczym, może minimalnie kolorem, ale aby zidentyfikować je po barwie, potrzebny jest naprawdę świetny wzrok. Na szczęście na końcach wybito oznaczenia. Trzy gatunki… Nie brak też stali węglowej, prawie czarnej, po zahartowaniu twardej i rozpaczliwie kruchej.

Alchemik podniósł paczkę i aż jęknął w duchu. Ciężkie draństwo. Dokąd teraz? Na Bieżanów. Dwadzieścia minut później zatrzymał samochód przed sporym budynkiem, mieszczącym narzędziownię zakładów remontowych taboru kolejowego. Naprawa wagonów podupadła, podobnie jak cała kolej. Przykre. Ale dzięki temu będzie mógł przeprowadzić to, co sobie zamierzył.

Budynek zamknięty był na głucho. Mistrz nie zraził się tym specjalnie. Załomotał w metalową bramę. Po kilku minutach, w chwili, gdy prawie już zdecydował użyć jednego z prętów jako łomu, wrota się otwarły. Stanął w nich stary cięć, ubrany w spłowiały drelich.

– Czego? – warknął.

– Potrzebuję dostępu do prasy, zwijarki i palnika acetylenowego – wyjaśnił Michał.

– Coś pan…

Alchemik wyjął z kieszeni stuzłotowy banknot i powachlował się nim.

– E, dla pana inżyniera wszyściutko zaraz uruchomię. – Cięć nagle przestał być ponury. – Zapraszam gościnnie.

Wkroczyli do starych, zakurzonych hal remontowych. Na końcu drzemała potężna prasa.

– Dość archaiczny model – zauważył gość. – Ale moc ma odpowiednią… Jak to działa?

– Zaraz, tylko załączę zasilanie…

Przekręcił ebonitowy przełącznik. Zapaliły się kontrolki, a ogromna masa stali wolno pojechała do góry.

– Detal kładzie się tu, zamyka klapę, wciska jedną ręką guzik zielony, drugą czerwony i łup – wyjaśnił cieć. – Ja, jak robiłem na akord, to sobie usprawniłem. W zielony wcisnąłem zapałkę, jedną ręką czerwony wduszałem, a drugą zmieniałem blachy. I na rękę mi zleciało.

Teraz dopiero Alchemik spostrzegł, że starcowi brakuje prawej dłoni. No cóż, do roboty… Przy uderzeniu rzędu kilku ton na centymetr kwadratowy pręty ulegną spłaszczeniu na blaszki o grubości trzech milimetrów. Rzucił na próbę kawałek płaskownika, zgniótł, obejrzał. Do niczego, kucia tak nie zastąpi. Zrezygnował z prasy nie bez żalu.

Kawałek żelaza meteorytowego trzeba przepuścić przez wyciągarkę, zamienić w drut odpowiedniej średnicy…

– Macie tu kotlinkę kowalską?

– Jasne. Tylko sprawdzę, czy wentylator działa. Koks leży pod ścianą.

Bułat robiono na dwa sposoby. Mistrz oglądał sztylet księżniczki Moniki. W tamtym przypadku złożono klingę w harmonijkę i przekuto. Robota na dziesiątki godzin. Metoda, którą on chce zastosować, jest prostsza i szybsza, a uzyskana jakość zupełnie porównywalna. Wśród rozmaitych maszyn jest tu także urządzenie służące do skręcania. Końce stalowych prętów umocował w uchwycie imadła i dociągnął, posługując się dla zwiększenia siły stalową rurą. Drugie obejmą szczęki maszyny. Ustawił szybkość zwijania na jeden obrót co cztery minuty. Teraz wystarczy złożyć je razem, rozgrzać i skręcić. Potem skuć… Przenośne palenisko pozwala rozżarzyć detale do koloru jasnoczerwonego. Mistrz parał się kiedyś trochę płatnerstwem. Ocenia barwę na oko.

Nie można dać za niskiej temperatury, bo stal nie uzyska odpowiedniej plastyczności. Nie można zbyt wysokiej, bo zmieni się struktura metalu… Puścił silnik w ruch. Przyszła klinga musi być równomiernie rozgrzana na całej długości. Wystarczy, że w którymś miejscu temperatura zanadto wzrośnie i całą operację będzie można zaczynać od początku… Od wizyty w sklepie.

Pręty zwijały się pomalutku, przybierając stopniowo wygląd sprężyny, potem gęsto nagwintowanej śruby. Trzeba wiedzieć, kiedy skończyć całą zabawę, nim dalsze skręcanie przynosić zacznie więcej szkód niż pożytku…

Z torby wyjął młotek. Przyciągnął sobie bliżej potężne, stukilogramowe kowadło. Siedem godzin. Stróż skończył pracę i zostawił go pod opieką zmiennika. Temu też trzeba będzie dać banknocik. Ostatnie nagrzewanie. I ostatnie już uderzenie młotkiem. Teraz szlifierka, ale ostatnie polerowanie i tak trzeba wykonać ręcznie, aby wydobyć całą urodę struktury metalu.

Alchemik cierpliwie pracował nad ostrzem. Musi być jak brzytwa. Trzeba jeszcze wytrawić napis, pociągnąć literki amalgamatem, wyprażyć. Nikt już nie stosuje dawnej techniki złocenia w ogniu. Piętnasta godzina pracy. Ostatni etap – hartowanie. Kiedyś rozgrzaną klingę zanurzano we krwi pokonanych wrogów. Ale jemu bardziej przypadła do gustu metoda współczesna. Piec, olej hartowniczy…

Wreszcie posypał ostrożnie głownię diamentowym proszkiem. Warstewka musi być cieniutka i równa. Teraz przydałby się silny laser. Najbliższy jest jednak na Politechnice Śląskiej… Trochę daleko. W sumie laser nie jest nawet niezbędny. Można go zastąpić wyładowaniem elektrycznym. Musi tylko być odpowiednio silne. Tak z pół miliona wolt. To też przewidział. Kawałek grubego, stalowego pręta, kabel siłowy dający trzysta sześćdziesiąt wolt. Kondensator i powielacz napięcia.

Pstryknął przełącznikiem. Oślepiający błysk, piekielny huk. W całej remontowni wywaliło korki. Włosy Alchemika stanęły dęba. Cięć w dyżurce zakrztusił się kanapką. Nie spodziewał się aż takich atrakcji…

1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 45
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)