Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Puchar Amrity - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Puchar Amrity

Электронная книга - «Puchar Amrity». Краткое содержание книги:

Ukraiński astrofizyk Mychajło Sahajdak, indyjski biolog Swami Rishideva, amerykański astronauta Harry Thawn... Oni zaprzyjaźnili się jeszcze w faszystowskim kacecie, skąd młodym żołnierzom wojsk związkowych poszczęściło się prawie cudem uciec.
Powojenne lata nie przyćmiły, nie zachwiali dawnej przyjaźni. Harry przygotowuje się do polotu na Księżyc, Mychajło odsłonia tajemnicy dalekich galaktyk, Swami studiuje złożoność psychiki ludzkiej. Lecz obok szczytów naukowych odkryć często działają przepaści rozpaczy i rozczarowania. Tylko w tytanicznej walce ducha i serca można odszukać jasną drogę do wiekopomnych wartości prawdy i miłości.
Powieść feeryczna „Puchar Amrity” Ołesia Berdnyka dotyka ważnych pytań etyki, tajemnic bytu.
1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 74
Перейти на страницу:

Rishideva w milczeniu podszedł do taczek i zatrzymał się. Kapo dał znak Sahajdakowi:

— Wrzucaj kamienie. Ale dużo!

Mychajło, ocierając dłonią krew z czoła, pośpiesznie wrzucił na taczki kilka kamieni. Hindus ujął uchwyt, chciał odwieźć ładunek.

— Stój — warknął kapo. — Mało! Wrzucaj jeszcze! Jeszcze! Słyszysz, co mówię?

— Przecież on nie da rady — powiedział Mychajło.

— Więcej! — wściekał się Niemiec. — Tak! Teraz wieź!

Rishideva z wysiłkiem ruszył taczki z miejsca, kołysały się na desce, zataczały się. Hindus napiął wszystkie mięśnie, twarz mu zszarzała. Łkanie wybuchło w piersi Mychajły. Chciał rzucić się na wroga, chwycić go za gardło i rwać na strzępy, gryźć, deptać nogami. Jeńcy, którzy pracowali w pobliżu, odwracali się, pochyleni, kruszyli szybko głazy. Kapo szedł obok Swamiego, rechotał wymachując pałką. Na wzniesieniu przed pagórkiem taczki przewróciły się z hałasem, kamienie rozsypały się. Kapo zaklął i uderzył Hindusa w plecy. Swami nie krzyknął, błyskawicznie skoczył w bok. Pałka podniosła się nagle do góry, lecz nie opadła. Rishideva patrzył na Niemca groźnym spojrzeniem. Niemiec cofnął się, twarz drgała mu nerwowo, oczy biegały.

— Zaraz — mamrotał — zaraz sprowadzę konwojentów. Ty u mnie zapłaczesz! Ty u mnie zapłaczesz, podły bydlaku!

Odwrócił się i rzucił biegiem do najbliższego posterunku. Swami, dysząc ciężko, zbliżył się do przyjaciół. Uśmiechnął się boleśnie. Skinął na Harry’ego. Dotknął palcami ręki Mychajły.

— Koniec. Przyszedł czas. Szukajcie pod tym głazem…

— Co? Co powiedziałeś? — zawołał Mychajło.

— Domyślicie się. Żegnajcie.

Hindus raptownie puścił się pędem w stronę urwiska. Jeńcy patrzyli za nim zdumieni, lecz milczeli. Amerykanin powiedział smutno, z gorzkim uśmiechem:

— Oszalał! Zabiją go…

Widać było, jak Hindus wspina się na występ skalny i zręcznie wchodzi na nieomal pionową ścianę. Jeńcy wstrzymali oddech. Nie słychać było nawet uderzeń młotków, tylko samochody warczały cicho. Nagle rozległo się wycie syreny. Huknęły wystrzały. Jeńcy upadli na ziemię.

— Padnij! — zawołał Harry, chowając się za skałę. — Zabiją!

Mychajło skrył się za głazem. Wzruszony patrzył na małą zieloną postać wdrapującą się po stromym zboczu. Dokoła niej wybuchały małe fontanny pyłu, wznoszone przez kule bijące w granit skał, lecz Swami nie zatrzymywał się.

Łzy zalewały Mychajle oczy, usta szeptały machinalnie:

— No, jeszcze trochę, jeszcze troszeczkę! No, Swami, pośpiesz się!..

Wiedział, że nie ma nadziei, wiedział, że dla Hindusa nie ma ratunku, lecz wkładał całe serce w milczącą modlitwę, w niewidzialną obronę, jaką dusza posyłała skazanemu na śmierć przyjacielowi.

Z posterunku rozległ się terkot następnego karabinu maszynowego i kilku automatów. Nad pionową ścianą, po której pełzł Hindus, skłębiły się chmury pyłu. Zdumieni więźniowie widzieli — Swami nie pada, zbliża się do wierzchołka pierwszego grzebienia. Jeszcze trochę* jeszcze chwila, a kule już nie dosięgną zbiega!

Hindus sięgnął rękami do zbawczego gzymsu, podciągnął się w górę, stanął na skale. I nagle upadł.

Mychajło krzyknął, odwrócił się, zapłakał z rozpaczy. Strzelanina ucichła. Koło Sahajdaka rozległy się kroki, głos Harry’ego:

— Wstawaj, Mychaj… Swamiego nie ma…

Sahajdak podniósł się, zmętniałym spojrzeniem ogarnął towarzysza, szepnął gorzko:

— Jakże tak, Harry? Jakże tak?

Z lękiem popatrzył na skałę. A może to nieprawda? Może zdawało im się tylko? Nie, między głazami widać było wyraźnie zawój, zieloną koszulę. Nad górami krążyły z krzykiem ptaki. Od strony posterunku kontrolnego nadchodził kapo. Zrównawszy się z Sahajdakiem i Harry’m, powiedział pogardliwie:

— Patrzcie i pamiętajcie! Taki los spotka każdego, który spróbuje uciekać!

Mychajło bez słowa ładował kamienie. Kiedy kapo odszedł, powiedział zwracając się do Harry’ego:

— To są mity… zmyślenia… Biedny Swami pocieszał sam siebie. Guru, joga — to wszystko są urojenia… My tak samo zginiemy. Nie ma wyjścia z tej przeklętej pułapki…

Zamyślony Harry patrzył gdzieś w bok. Potem rzekł cicho:

— Co on chciał powiedzieć? Czego mamy szukać pod głazem?

Mychajło obojętnie machnął ręką i potoczył taczki do samochodu. Ogarnęło go uczucie beznadziejności, pogrążył się w apatii. Zgasła ostatnia iskra nadziei…

Wieczorem przyszedł do niego starosta, odprowadził na bok i zapytał chmurnie:

— Za co go utłukli?

— Proponowali, żeby przystąpił do nich — niechętnie odpowiedział Mychajło. — Ale nie chciał…

— To był dzielny człowiek — westchnął Bojak. — Nieprzekupny. A wśród nas jest wielu takich, co z przyjemnością… byle im tylko zaproponowano…

— Słuchaj, rodaku — zapalił się raptem Sahajdak, rozglądając się ostrożnie na wszystkie strony. — Nie zapomniałeś o naszej rozmowie? Może masz przypadkiem znajomych… chłopców…

— Jakich chłopców? — starosta zmrużył chytrze oczy.

— Gorących… takich, co nie boją się niczego… można byłoby…

— Rozumiem — uśmiechnął się Bojak. — Ale z ciebie ziółko. Przypadkowo takiego nie mam. A nieprzypadkowo mam. Cyt! Ani słowa! A ty co myślałeś, że będziemy tu wegetować do śmierci? Twojemu sąsiadowi można zaufać?

— Jak sobie samemu — powiedział Mychajło, chwytając Bojaka za rękę. — Bojaku, bądź pewny! Tylko powiedz, kiedy…

— Dość! — skinął starosta. — Ani słowa więcej. Sam przyjdę, jak będzie trzeba…

Ruszył wzdłuż prycz, rozmawiając z jeńcami. Mychajło mrugnął do Harry’ego, proponując wyjście na dwór. Krążyli za barakiem, rozmawiając po cichutku.

— Masz jakieś nowiny? — zapytał ciekawie Harry.

Mychajło potwierdził kiwnięciem głowy. Niepostrzeżenie obejrzał się dokoła i rzekł cicho:

— Będzie dynamit!

— Kiedy? Prędko? — zawołał Amerykanin ściskając mocno rękę Mychajły.

1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 74
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)