Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Intruz». Краткое содержание книги:

Przyszłość. Nasz świat opanował niewidzialny wróg. Najeźdźcy przejęli ludzkie ciała oraz umysły i wiodą w nich na pozór niezmienione życie. W ciele Melanie jednej z ostatnich dzikich istot ludzkich zostaje umieszczona dusza o imieniu Wagabunda. Wertuje ona myśli Melanie w poszukiwaniu śladów prowadzących do reszty rebeliantów. Tymczasem Melanie podsuwa jej coraz to nowe wspomnienia ukochanego mężczyzny, Jareda, który ukrywa się na pustyni. Wagabunda nie potrafi oddzielić swoich uczuć od pragnień ciała i zaczyna tęsknić za mężczyzną, którego miała pomóc schwytać. Wkrótce Wagabunda i Melanie stają się mimowolnymi sojuszniczkami i wyruszają na poszukiwanie człowieka, bez którego nie mogą żyć.
1 ... 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151
Перейти на страницу:

Dookoła rozbrzmiewał echem jakiś dźwięk, cichy głos.

– Wando. Wróć. Nie pozwolimy ci odejść. Brzmiał znajomo i zarazem obco. Jak… mój?

Gdzie jest Płatek w Księżycową Noc? Nie mogłam jej znaleźć. Widziałam jedynie tysiąc pustych wspomnień. Dom pełen obrazów, lecz bez mieszkańców.

– Użyj Przebudzenia – powiedział inny, nieznajomy głos.

Coś leciutkiego jak mgła musnęło mi twarz. Znałam ten zapach. Była to woń grejpfruta.

Wzięłam głębszy oddech i nagłe umysł mi się rozjaśnił.

Poczułam, że leżę… ale i to uczucie było dziwne. Jak gdyby… było mnie za mało. Czułam się skurczona.

Dłonie miałam cieplejsze niż reszta ciała, a to dlatego, że ktoś mnie za nie trzymał. Ktoś o dużo większych dłoniach, w których moje mieściły się całe.

W powietrzu unosił się dziwny zapach – duszny i nieco stęchły. Pamiętałam go… ale też byłam pewna, że nigdy w życiu go nie czułam.

Widziałam jedynie bladą czerwień zamkniętych powiek. Zapragnęłam je otworzyć i zaczęłam szukać odpowiednich mięśni.

– Wagabundo? Czekamy na ciebie, skarbie. Otwórz oczy.

Ten głos, ten ciepły oddech na moim uchu, wydał mi się jeszcze bardziej znajomy. Na jego dźwięk poczułam w żyłach dziwne łaskotanie. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie zaznałam. Palce mi zadrżały, zaparło mi dech w piersi.

Chciałam zobaczyć twarz, do której ten głos należał.

Umysł wypełnił mi jeden kolor – jakby wołanie z przeszłego życia – jasny, roziskrzony błękit. Cały świat był jaskrawym błękitem…

I wreszcie przypomniałam sobie moje imię. Tak, wszystko się zgadzało. Wagabunda. Albo Wanda.

Poczułam lekki dotyk na twarzy – coś ciepłego na ustach, na powiekach. A więc tu są. Teraz, gdy już je odnalazłam, mogłam nimi zamrugać.

– Budzi się! – powiedział ktoś cienkim, podnieconym głosem. Jamie. Jamie. Serce znowu delikatnie mi zatrzepotało. Potrzebowałam chwili, żeby wyostrzyć wzrok. Uderzyło mnie w oczy niebieskie światło, ale jakieś dziwne – zbyt blade, wyprane. Nie takiego się spodziewałam.

Czyjaś ręka dotknęła mojej twarzy.

– Wagabundo?

Spojrzałam w kierunku dźwięku. Musiałam ruszyć głową – kolejne dziwne uczucie. Całkiem nowe i zarazem dobrze znane.

Dopiero teraz natrafiłam wzrokiem na błękit, którego szukałam. Szafir, śnieżna biel i czarna noc.

– Ian? Ian, gdzie jestem? – Przestraszyło mnie brzmienie głosu wydobywającego mi się z gardła. Był bardzo wysoki i szczebiotliwy. Znajomy, ale nie mój. – Kim ja jestem?

– Jesteś sobą – odparł Ian. – I jesteś tam, gdzie twoje miejsce.

Uwolniłam dłoń z uścisku olbrzymiej ręki. Już miałam dotknąć swojej twarzy, gdy ujrzałam wyciągniętą w moją stronę dłoń i zamarłam. Wyciągnięta dłoń również zastygła w bezruchu.

Ruszyłam znowu ręką, żeby się zasłonić, lecz wtedy wisząca nade mną dłoń ponownie się poruszyła. Zaczęłam się trząść, a wtedy i ona zadrżała.

Ach.

Otworzyłam ją i zamknęłam, uważnie jej się przypatrując.

A więc to m o j a dłoń? Taka mała? Była to ręka dziecka, nie licząc długich, różowobiałych paznokci o idealnie gładkich, zaokrąglonych krawędziach. Skórę miałam jasną, o dziwnie srebrzystym odcieniu, nakrapianą, o dziwo, złotymi piegami.

Dopiero ta dziwna kombinacja srebra i złota ożywiła w mej pamięci znajomy obraz twarzy odbitej w lustrze.

Sceneria tego wspomnienia na chwilę mnie odrzuciła, gdyż nie byłam przyzwyczajona do cywilizacji – zarazem jednak niczego oprócz cywilizacji nie znałam. Miałam przed oczyma śliczną komodę, a na niej mnóstwo różnych zwiewnych, plisowanych ubrań. Bezlik eleganckich buteleczek z ukochanymi – przeze mnie? czy przez nią? – zapachami. Storczyk w doniczce. Zestaw srebrnych grzebyków.

Duże, okrągłe lustro oplatała metalowa rama w kształcie róż. Także odbita w nim twarz była bardziej okrągła niż owalna. Mała. Cera miała taki sam księżycowo srebrny ton jak ręka, a okolice grzbietu nosa również usiane były złotawymi piegami. Zza szerokich szarych oczu, spod poplątanych złotych rzęs, połyskiwało srebro duszy. Bladoróżowe usta, pełne i prawie okrągłe, przypominały buzię niemowlęcia. Za nimi widać było małe, równe, białe zęby. Dołek w podbródku. I wszędzie, wszędzie złote, faliste włosy, odstające od twarzy niczym aureola i opadające poza lustro.

Moja twarz czy jej twarz?

Była to idealna twarz dla Nocnego Kwiatu. Niczym dokładne tłumaczenie ze świata Kwiatów na świat ludzi.

– Gdzie ona jest? – zapytałam piskliwym głosem. – Gdzie jest Pet? – Jej nieobecność napawała mnie strachem. Nigdy nie widziałam bardziej bezbronnej istoty od tego prawie dziecka o twarzy jak księżyc i włosach jak słońce.

– Jest tutaj – zapewnił mnie Doktor. – Gotowa do drogi. Pomyśleliśmy, że może nam doradzisz, gdzie najlepiej ją wysłać.

Obróciłam głowę, ujrzałam stojącego w słońcu Doktora z kapsułą w rękach i zalała mnie fala wspomnień z poprzedniego życia.

– Doktorze! – wydyszałam cienkim, łamliwym głosem. – Doktorze, obiecałeś! Dałeś mi słowo, Eustazy! Dlaczego? Dlaczego nie dotrzymałeś słowa?

Umysł wypełniło mi niewyraźne wspomnienie cierpienia i rozpaczy. Moje nowe ciało nigdy wcześniej nie doświadczyło czegoś równie bolesnego. Skurczyło się panicznie.

– Nawet uczciwy człowiek ugina się czasem pod przymusem, Wando.

– Pod przymusem – zadrwił inny strasznie znajomy głos.

– Nóż przystawiony do gardła chyba się liczy, Jared.

– Przecież wiedziałeś, że tego nie zrobię.

– Byłeś bardzo przekonujący.

– Nóż? – Zadrżałam.

– Cii, już dobrze – odrzekł cicho Ian. Jego oddech rozwiał mi po twarzy kosmyki złotych włosów. Odgarnęłam je odruchowo. – Naprawdę myślałaś, że pozwolimy ci tak odejść? Wando! – Westchnął, lecz było to westchnienie radosne.

Ian był szczęśliwy. Uświadomiłam to sobie i zrobiło mi się nagle dużo lżej.

– Powiedziałam wam, że nie chcę być pasożytem – szepnęłam.

– Przepuśćcie mnie – odezwał się mój stary głos i po chwili ujrzałam moją twarz, silną, opaloną, o prostych czarnych brwiach i piwnych oczach w kształcie migdałów, o wysokich, ostrych policzkach… Ujrzałam ją obróconą, już nie jako lustrzane odbicie.

– Posłuchaj, Wando. Dobrze wiem, że nie chcesz. Ale jesteśmy ludźmi i myślimy o sobie, i nie zawsze postępujemy właściwie. Nie pozwolimy ci odejść. Musisz się z tym pogodzić.

Sposób, w jaki mówiła, nie sama barwa głosu, lecz jego rytm i ton, przypomniały mi nasze bezgłośne rozmowy, głos w mojej głowie, moją siostrę.

– Mel? Mel, żyjesz!

Uśmiechnęła się i nachyliła nade mną, żeby mnie uściskać. Była większa, niż pamiętałam.

– Oczywiście, że żyję. Przecież chyba po to było całe to zamieszanie. Ty też będziesz się dobrze czuć. Działaliśmy z głową. Nie wzięliśmy dla ciebie pierwszego lepszego ciała.

– Ja jej opowiem, ja! – Jamie wcisnął się obok Mel. Wokół łóżka robiło się ciasno. Zaczynało się kołysać.

Złapałam go za rękę i ścisnęłam. Moje dłonie były jednak bardzo słabe. Czy w ogóle coś poczuł?

– Jamie!

– Cześć, Wanda! Fajnie, co? Jesteś teraz mniejsza ode mnie! – Wyszczerzył triumfalnie zęby.

– Ale wciąż starsza. Mam już prawie… – Urwałam jednak i zaczęłam nowe zdanie. – Za dwa tygodnie mam urodziny.

Może i czułam się nadal nieco zdezorientowana, lecz nie byłam głupia. Doświadczenie Melanie nie poszło na marne, wyciągnęłam z niego naukę. Ian był równie honorowy jak Jared, a ja wcale nie miałam ochoty przeżywać tych samych frustracji co Mel.

1 ... 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)