Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Intruz». Краткое содержание книги:

Przyszłość. Nasz świat opanował niewidzialny wróg. Najeźdźcy przejęli ludzkie ciała oraz umysły i wiodą w nich na pozór niezmienione życie. W ciele Melanie jednej z ostatnich dzikich istot ludzkich zostaje umieszczona dusza o imieniu Wagabunda. Wertuje ona myśli Melanie w poszukiwaniu śladów prowadzących do reszty rebeliantów. Tymczasem Melanie podsuwa jej coraz to nowe wspomnienia ukochanego mężczyzny, Jareda, który ukrywa się na pustyni. Wagabunda nie potrafi oddzielić swoich uczuć od pragnień ciała i zaczyna tęsknić za mężczyzną, którego miała pomóc schwytać. Wkrótce Wagabunda i Melanie stają się mimowolnymi sojuszniczkami i wyruszają na poszukiwanie człowieka, bez którego nie mogą żyć.
1 ... 138 139 140 141 142 143 144 145 146 ... 151
Перейти на страницу:

Melanie będzie musiała go ode mnie pożegnać. Nie potrafiłam się na to zdobyć sama, nie z Jamiem. Byłam tchórzem, ale nic mnie to nie obchodziło. Wiedziałam, że tego nie zrobię i już.

Tylko jedna niebieska lampa, tylko jeden blady krąg światła na kamiennej podłodze. Siedzieliśmy wszyscy na jego skraju – ja sama, pozostała czwórka naprzeciw mnie. Jeb przyniósł nawet strzelbę – jak gdyby była czymś w rodzaju sędziowskiego młotka i przydawała obradom należytej powagi.

Woń siarki przypomniała mi bolesne dni żałoby – z pewnymi wspomnieniami nie będzie żal mi się rozstawać.

– Jak się czuje? – zapytałam niecierpliwie Doktora, gdy tylko usiedli, zanim jeszcze ktokolwiek zdążył się odezwać. Z mojego punktu widzenia ten sąd był stratą cennego czasu. Chodziły mi teraz po głowie ważniejsze rzeczy.

– Kto? – zapytał zmęczonym głosem.

Patrzyłam mu w twarz przez kilka sekund, po czym otworzyłam szeroko oczy.

– Sunny już nie ma? Tak szybko?

– Kyle stwierdził, że to by było okrutne kazać jej dłużej cierpieć. Była… nieszczęśliwa.

– Szkoda, że nie zdążyłam się pożegnać – wymamrotałam do siebie. – I życzyć jej powodzenia. Co z Jodi?

– Na razie się nie obudziła.

– A jak ciało Uzdrowicielki?

– Trudy ją zabrała. Poszły chyba coś zjeść. Szukają dla niej jakiegoś tymczasowego imienia, żebyśmy nie musieli na nią mówić „ciało“. – Uśmiechnął się krzywo.

– Dojdzie do siebie, jestem pewna – powiedziałam. Bardzo chciałam w to wierzyć. – I Jodi też. Wszystko się na pewno ułoży.

Nikt nie zaprzeczył. Wiedzieli, że kłamię sama dla siebie.

Doktor westchnął.

– Nie chcę zostawiać Jodi zbyt długo. Może mnie potrzebować.

– Racja – przytaknęłam. – Miejmy to za sobą. – Im szybciej, tym lepiej. Ta dyskusja i tak nie miała żadnego znaczenia. Doktor przystał na moje warunki. A mimo to jakaś niemądra część mnie łudziła się… łudziła się, że istnieje idealne rozwiązanie, które pogodzi wszystkie racje i pozwoli mi zostać z Ianem, Mel i Jaredem, nie narażając jednocześnie nikogo na cierpienie. Lepiej od razu pozbyć się złudnych nadziei.

– Dobra – odezwał się Jeb. – Wando, jak ty to widzisz?

– Oddaję wam Melanie. – Krótko, stanowczo, bez zbędnych słów, do których ktoś mógłby się przyczepić.

– Ian?

– Wanda jest nam potrzebna.

Krótko, stanowczo – poszedł w moje ślady.

Jeb kiwnął głową.

– Twardy orzech. Wando, dlaczego uważasz, że powinienem się z tobą zgodzić?

– Gdybyś to był ty, chciałbyś odzyskać ciało. Nie możesz tego odmówić Melanie.

– Ian?

– Musimy brać pod uwagę nasze wspólne dobro. Wanda zapewniła nam zdrowie i bezpieczeństwo, o jakich wcześniej mogliśmy tylko pomarzyć. Jest kluczem do przetrwania naszej wspólnoty – i całej ludzkości. Nie może tu rozstrzygać los jednej osoby.

Ma rację.

Nikł cię nie pytał o zdanie.

– Wando, a co na to Mel? – odezwał się Jared.

Ha.

Popatrzyłam Jaredowi w oczy i stało się coś przedziwnego. Wszystko, co kilkanaście minut wcześniej wydarzyło się między mną a Ianem, zostało w jednej chwili zepchnięte na bok, w najmniejszy zakamarek mojego ciała, ciasny kąt wypełniony moją fizyczną obecnością. Cała reszta mnie lgnęła do Jareda – rozpaczliwie, szaleńczo zgłodniała, zupełnie jak wtedy, gdy ujrzałam go w jaskiniach po raz pierwszy. To ciało w zasadzie nie należało ani do mnie, ani do Mel, lecz właśnie do niego.

Nie było w nim miejsca dla nas obu.

– Melanie chce mieć swoje ciało z powrotem. Chce mieć z powrotem swoje życie.

Łgarz. Powiedz im prawdę.

Nie.

– Kłamiesz – stwierdził Ian. – Widzę, że się z nią kłócisz. Jestem pewien, że się ze mną zgadza. To dobra osoba. Wie, jak bardzo jesteś nam potrzebna.

– Mel wie wszystko to, co ja. Będzie umiała wam pomóc. Poza tym macie byłą Uzdrowicielkę. Wie rzeczy, o których ja nie mam żadnego pojęcia. Radziliście sobie świetnie, zanim do was przyszłam. Poradzicie sobie znowu.

Jeb wydmuchnął powietrze z ust, marszcząc brwi.

– No nie wiem, Wando. Ian ma trochę racji.

Popatrzyłam groźnie na starca i spostrzegłam, że Jared robi to samo. Odwróciłam wzrok od tej niemej potyczki i posłałam surowe spojrzenie Doktorowi.

Ten popatrzył mi w oczy i wykrzywił boleśnie twarz. Rozumiał, o co mi chodzi. Obiecał. Decyzja sądu niczego nie zmieniała.

Ian nie zauważył naszej wymiany spojrzeń – spoglądał na Jareda.

– Jeb – protestował Jared. – Decyzja może być tylko jedna. Dobrze o tym wiesz.

– Czyżby, chłopcze? Ja bym powiedział, że jest ich bez liku.

– To ciało Melanie!

– I Wandy.

Jared miał już coś odpowiedzieć, ale głos wiązł mu w gardle i musiał zacząć od nowa.

– Nie wolno ci trzymać Mel w zamknięciu – to prawie jak morderstwo, Jeb.

Ian pochylił się ku światłu. Nagle twarz znów płonęła mu wściekłością.

– A jak nazwiesz to, co chcesz zrobić z Wandą, Jared? Z nami wszystkimi, na dobrą sprawę, skoro chcesz nam ją odebrać?

– Nie udawaj, że przejmujesz się wszystkimi! Chcesz tylko zatrzymać Wandę kosztem Melanie – nic innego się dla ciebie nie liczy.

– A ty chcesz mieć Melanie kosztem Wandy – nic innego dla c i e b i e się nie liczy! A skoro tak, skoro nasze racje nawzajem się znoszą, to zadecydować powinno dobro ogółu.

– Nie! Zdecydować powinna Melanie! To jej ciało!

Obaj teraz kucali, gotowi w każdej chwili wstać, dłonie mieli zaciśnięte w pięści, a twarze wykrzywione szałem.

– Spokój, chłopcy! Przywołuję was do porządku – zarządził Jeb. – Nie zapominajcie, że to sąd. Panujemy nad sobą i nie tracimy głowy. Musimy to rozważyć ze wszystkich stron.

– Jeb… – zaczął Jared.

– Zamknij się. – Jeb zagryzł na chwilę wargę. – Dobra, oto jak ja to widzę. Wanda ma rację…

Ian zerwał się na równe nogi.

– Spokój! Siadaj i daj mi skończyć.

Ian stał nad nami zesztywniały, na napiętej szyi rysowały mu się ścięgna. Jeb czekał cierpliwie, aż usiądzie z powrotem na ziemi.

– Wanda ma rację – powtórzył, gdy jego polecenie zostało wykonane. – Mel musi odzyskać ciało. Ale – dodał szybko, widząc, że Ian znów się zżyma – ale nie zgadzam się z resztą, Wando. Uważam, że diablo cię potrzebujemy, drogie dziecko. Polują na nas Łowcy, a ty nie musisz się przed nimi chować. Nikt inny nie może z nimi rozmawiać. Ratujesz ludziom życie. Muszę się troszczyć o swój dom i jego mieszkańców.

– To oczywiste – powiedział Jared przez zęby. – Znajdźmy jej inne ciało.

Doktor podniósł zafrasowaną twarz. Gąsienicowate brwi Jeba prawie dotknęły białych włosów. Ian otworzył szeroko oczy i zacisnął usta. Spoglądał na mnie w zamyśleniu…

– Nie! Nie! – Potrząsnęłam energicznie głową.

– Dlaczego nie? – zapytał Jeb. – To chyba wcale niegłupi pomysł.

Przełknęłam ślinę i wzięłam głęboki oddech, żeby mój głos nie zabrzmiał histerycznie.

– Jeb. Posłuchaj mnie uważnie. Mam dość bycia pasożytem. Rozumiesz? Myślisz, że mam ochotę wejść w inne ciało i zaczynać to samo od nowa? Już zawsze mam się czuć winna tego, że kradnę komuś życie? Zawsze ktoś ma mnie nienawidzić? Już prawie przestałam być duszą – za bardzo pokochałam was, okrutnych ludzi. Czuję się nie na miejscu i fatalnie mi z tym.

Ponownie nabrałam powietrza i ciągnęłam dalej, już przez łzy.

– Zresztą, co jeśli coś się zmieni? Jeżeli wsadzicie mnie w jakieś inne ciało, ukradniecie czyjeś życie, i nagle wszystko wymknie się spod kontroli? Co, jeśli to ciało zaciągnie mnie z powrotem do świata dusz w poszukiwaniu innej miłości? Co, jeśli nie będziecie mi już mogli zaufać? Co, jeśli was zdradzę? Nie chcę was skrzywdzić!

1 ... 138 139 140 141 142 143 144 145 146 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)