Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Śpiąca Laleczka
Śpiąca Laleczka - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Śpiąca Laleczka

Электронная книга - «Śpiąca Laleczka». Краткое содержание книги:

Z kalifornijskiego więzienia ucieka Daniel Pell, skazany na dożywocie za wymordowanie rodziny zamożnego biznesmena. Zbieg przystępuje do realizacji swojego planu, zabijając kolejne ofiary i manipulując ludźmi, z których czyni posłuszne sobie marionetki. Na czele pościgu staje Kathryn Dance, agentka Biura Śledczego Kalifornii. Aby odkryć zamiary psychopatycznego mordercy, zwraca się o pomoc do kobiet należących niegdyś do założonej przez Pella grupy fanatycznie oddanych mu wyznawców. Odpowiedź może także znać Śpiąca Laleczka, dziewczynka, która jako jedyna przeżyła zbrodnię popełnioną przez Pella przed siedmiu laty. Żeby wygrać pojedynek z bezwzględnym zbrodniarzem, Kathryn Dance musi przedrzeć się przez labirynt kłamstw i przemilczeń i dotrzeć do prawdy o przeszłości
1 ... 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142
Перейти на страницу:

Stojąc przy klombie, Dance ujrzała Lindę Whitfield wyjeżdżającą ze szpitala na wózku pchanym przez jej brata. Roger był szczupłym i milczącym mężczyzną, który równie dobrze mógł mieć trzydzieści pięć jak i pięćdziesiąt pięć lat. Wyglądał dokładnie tak, jak Dance go sobie wyobrażała – poważny, ubrany konwencjonalnie w wyprasowane dżinsy, sztywno wykrochmaloną koszulę i krawat w paski ze spinką ozdobioną krzyżykiem. Roger przywitał się z Dance bardzo mocnym uściskiem dłoni, któremu nie towarzyszył nawet cień uśmiechu.

– Pójdę po samochód. Przepraszam panią.

– Czujesz się na siłach jechać? – spytała Lindę Dance, gdy jej brat odszedł.

– Zobaczymy. Mamy znajomych w Mendocino, którzy kiedyś byli w naszym kościele. Roger do nich dzwonił. Może u nich przenocujemy.

Linda spoglądała przed siebie szklanym wzrokiem, od czasu do czasu śmiejąc się bez konkretnej przyczyny; Dance doszła do wniosku, że podano jej bardzo dobry środek przeciwbólowy.

– Będzie lepiej, jeżeli się zatrzymacie. Oszczędzaj się. Powinnaś sobie dogadzać.

– Dogadzać. – Rozbawiło ją to słowo. – Jak się czuje Rebecca? W ogóle o nią nie pytałam.

– Ciągle jest na OlOM-ie. – Ruchem głowy wskazała budynek. – Pewnie leżała gdzieś blisko ciebie.

– Wyjdzie z tego?

– Tak im się wydaje.

– Będę się za nią modlić. – Znów parsknęła nieprzytomnym śmiechem, który przypominał Dance charakterystyczny chichot Mortona Walkera.

Agentka kucnęła obok wózka.

– Nie wiem, jak ci dziękować za to, co zrobiłaś. Wiem, że to nie było łatwe. I bardzo mi przykro, że zostałaś ranna. Ale bez ciebie nie mogli byśmy go powstrzymać.

– Bóg czyni Swoją wolę, życie toczy się dalej. Wszystko wychodzi na dobre.

Dance nie zrozumiała; uwaga była podobna do sentencji wygłaszanych bez związku przez Charlesa Overby’ego. Linda zamrugała oczami.

– Gdzie Daniel zostanie pochowany?

– Dzwoniliśmy do jego ciotki w Bakersfield, ale ona nie wie nawet, jak się nazywa. Jego brata, Richarda, w ogóle to nie interesuje. Po sekcji Daniel zostanie pochowany tutaj. W okręgu Monterey biednych pod daje się kremacji. Mamy cmentarz publiczny.

– Poświęcony?

– Nie wiem. Przypuszczam, że tak.

– Jeżeli nie, mogłabyś znaleźć dla niego godne miejsce? Zapłacę.

Dla człowieka, który próbował ją zabić?

– Zajmę się tym.

– Dziękuję.

Na podjazd wjechała granatowa acura, brawurowo pokonując wiraż, i z piskiem opon zatrzymała się obok nich. Samochód pojawił się tak nieoczekiwanie, że Dance instynktownie skuliła się, kładąc dłoń na pistolecie.

Ale natychmiast się uspokoiła, widząc wysiadającą z samochodu Samanthę McCoy. Kobieta podeszła do nich i spytała Lindę:

– Jak się czujesz?

– Na razie jestem na prochach. Jutro pewnie będzie mnie bolało. Al bo raczej przez cały miesiąc.

– Wyjeżdżasz bez pożegnania.

– Rety, dlaczego tak myślisz? Chciałam zadzwonić.

Dance bez trudu zauważyła fałsz. Samantha prawdopodobnie także.

– Dobrze wyglądasz.

Odpowiedział jej bełkotliwy śmiech.

Cisza. Głęboka cisza; mgła tłumiła każdy dźwięk otoczenia. Samantha spojrzała na Lindę, trzymając ręce na biodrach.

– Przeżyłyśmy parę dziwnych dni, hm?

Śmiech: półprzytomny i nieufny.

– Linda, chcę do ciebie zadzwonić. Mogłybyśmy się spotkać.

– Po co? Żebyś mi fundowała psychoanalizę? Żebyś wyrwała mnie ze szponów Kościoła? – Jej słowa ociekały goryczą.

– Chcę się po prostu z tobą zobaczyć. O nic innego mi nie chodzi.

Z trudem zbierając myśli, Linda odrzekła:

– Sam, osiem, dziewięć lat temu byłyśmy zupełnie różne. Teraz jesz cze bardziej się różnimy. Nie mamy ze sobą nic wspólnego.

– Nic wspólnego? To nieprawda. Razem przeżyłyśmy piekło.

– No tak. I Bóg pomógł nam z niego wyjść, a potem wysłał nas w różne strony.

Samantha kucnęła i ostrożnie wzięła ją za rękę, uważając na ranę. Znalazła się w bliskiej strefie osobistej Lindy.

– Posłuchaj mnie. Słuchasz?

– O co chodzi? – spytała zniecierpliwiona.

– Był sobie kiedyś pewien człowiek.

– Jaki człowiek?

– Posłuchaj. Ten człowiek był w swoim domu, kiedy nadeszła wielka powódź, naprawdę ogromna. Kiedy rzeka zalała parter domu, przypłynęła łódź, żeby go uratować, ale powiedział: „Nie, zostawcie mnie. Bóg mnie ocali”. Wbiegł na piętro, ale woda wkrótce tam dotarła. Zjawiła się druga łódź, ale człowiek powiedział: „Nie, zostawcie mnie. Bóg mnie ocali”. Rzeka podnosiła się coraz bardziej i człowiek wspiął się na dach. Przyleciał helikopter, ale on powiedział: „Nie, zostawcie mnie. Bóg mnie ocali”. I helikopter odleciał.

Głosem bełkotliwym od leków Linda spytała:

– Co ty wygadujesz?

Niezrażona Sam ciągnęła:

– W końcu woda zmyła go z dachu i utonął. A kiedy poszedł do nie ba i zobaczył Boga, spytał: „Boże, dlaczego mnie nie ocaliłeś?”. Bóg po kręcił głową i odrzekł: „Dziwne, nie rozumiem, jak to się stało. Przecież wysłałem po ciebie dwie łodzie i helikopter”.

Dance zachichotała. Słysząc puentę, Linda zrobiła zdziwioną minę i chyba chciała się uśmiechnąć, ale się powstrzymała.

– Daj spokój, Linda. Jesteśmy swoimi helikopterami.

Nie odpowiedziała.

Sam wcisnęła jej do ręki wizytówkę.

– Tu masz mój numer.

Linda przez dłuższą chwilę milczała, oglądając wizytówkę.

– Sarah Starkey? Tak się nazywasz?

Samantha uśmiechnęła się.

– Tego nie mogę już zmienić. Ale zamierzam powiedzieć mężowi O wszystkim. Właśnie tu jedzie z naszym synem. Chcemy spędzić na półwyspie kilka dni. Taką przynajmniej mam nadzieję. Ale kiedy mu powiem, być może wsiądzie do samochodu i wróci do domu.

1 ... 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)