Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Przejście - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Przejście

Электронная книга - «Przejście». Краткое содержание книги:

Jedna z rzadkich, niezapomnianych powieści, zarówno dramatycznych, jak i głęboko refleksyjnych oraz pełnych napięcia. Zdumiewająca mieszanka suspensu i nauki. Joanna Lander jest psychologiem prowadzącym badania nad śmiercią. Kiedy decyduje się na udział w projekcie polegającym na symulowaniu śmierci klinicznej, okazuje się, iż może rozwiązać największą tajemnicę życia, albo też stać się ofiarą nauki. Poddaje się jednak eksperymentowi młodego, błyskotliwego neurologa, zainteresowanego symulowaniem śmierci klinicznej za pomocą psychoaktywnego leku…
1 ... 133 134 135 136 137 138 139 140 141 ... 225
Перейти на страницу:

Urzędnik przełożył garść listów do jednej ręki, po czym rozpostarł papier. Odczytał wiadomość, skinął głową i wręczył panu Briarleyowi zalane przesyłki. Następnie sięgnął do kołnierza munduru i wyciągnął pęk żelaznych kluczy na łańcuszku. Zdjął je z szyi i przekazał panu Briarleyowi, odbierając od niego pocztę.

— Który to? — spytał pan Briarley, lecz urzędnik powrócił już do przekładania listów, wsuwając je do coraz wyższych przegródek.

Pan Briarley dobrnął z powrotem do drzwi, wyszedł z pomieszczenia i wrócił korytarzem do schodów.

— Dokąd teraz idziemy? — spytała Joanna, usiłując dotrzymać mu kroku.

— Oto jest pytanie — stwierdził pan Briarley. — Do Hadesu czy do nieba? A może do komnaty sądowej faraonów? — Dotarł na szczyt schodów skierował się z powrotem do Scotland Road, gdzie woda strumieniem płynęła przez środek wyłożonego terakotą korytarza. — I jaką łodzią? — ciągnął. — Promem Charona? — Poprowadził ją do stalowych schodów, minął je i zatrzymał się przy windzie z mosiężną kratą. — A może barką pogrzebową króla Arthura?

Jednym ruchem rozsunął kratę.

— Pani przodem. — Ukłonił się. Gdy Joanna weszła do środka, podążył za nią i zasunął kratę. — Frodo wszedł na pokład statku Elfów w Szarej Przystani. — Wcisnął przycisk z kości słoniowej z napisem „góra”. Winda ruszyła.

Winda raptownie się zatrzymała, a pan Briarley rozsunął kratę i wyszedł przed Joanną, kierując się w stronę drzwi prowadzących na pokład.

— No i oczywiście był jeszcze statek Starego Marynarza. „Był okręt — opowiada…”* [Samuel Taylor Coleridge, Pieśń o starym żeglarzu, op. cit.] — stwierdził i otworzył drzwi. Znaleźli się na pokładzie łodziowym. Widziała światła z pomieszczenia radiotelegrafisty i z mostku.

— Fakt, że był to pani ulubiony wiersz, doskonale pasuje do naszej obecnej sytuacji. — Pan Briarley mijał kolejne szalupy, zmierzając do kajuty radiotelegrafisty. — Pojawiły się w nim góry lodowe. „Jak maszt wysoka, szmaragdowa kra obok nas płynęła”*. [Ibid.]

— Czy na tym polega związek? — spytała Joanna. — Czy właśnie to czytał pan wtedy w klasie?

Nie odpowiedział. Zatrzymał się przed wejściem do pomieszczenia, przed stalową skrytką zamkniętą na kłódkę i zdjął z szyi łańcuszek z kluczami.

— Czy to jest właśnie ten związek? — Joanna szarpnęła go za rękaw.

Ukląkł przed szafką.

— Nie — odparł, po kolei wsuwając klucze do kłódki. — Chociaż wszystko by pasowało. W tym wierszu jest sporo mowy o statkach i wodzie. — Wsunął kolejny klucz. Nie pasował. Jeszcze jeden. — I o śmierci. „Czterykroć pięćdziesięciu ludzi, Koleją, stary, młody, Jeden za drugim, bez westchnienia walili się jak kłody”* [Ibid.]. — Zły. Następny. — Uniwersalność śmierci, czy właśnie tego symbolu pani poszukuje?

Ten klucz pasował. Pan Briarley otworzył skrytkę, wyciągnął ze środka drewniane pudełko i podszedł z nim do relingu.

— Z całą pewnością to był Titanic. Państwo Astor, irlandzcy emigranci, maklerzy i nauczyciele, ginący pospołu w lodowatej wodzie.

Otworzył pudełko, kucnął, wyciągnął ze środka kartonowy cylinder, oparł go o reling i wstał.

— Dzieci i dorastająca młodzież, zawodowi oszuści karciani, wszyscy jednakowo bezsilni, tak samo skazani na zagładę.

Poklepał kieszenie szarej kamizelki, jakby czegoś szukał.

— Chyba że ktoś podróżował w najniższej klasie. Wówczas jego szanse przetrwania były cokolwiek mniejsze. — Wyciągnął z jednej z nich pudełko zapałek. — W takim wypadku… proszę się cofnąć.

— Słucham?

— Proszę się cofnąć — powtórzył i wyciągnął rękę, aby odsunąć Joannę. Ukląkł, zapalił zapałkę i przyłożył ją do dolnej części cylindra.

W ułamku sekundy poprzedzającym zapłoniecie zapalnika Joanna pomyślała, że to rakiety. Pan Briarley wystrzeliwuje rakiety alarmowe! Spod cylindra wydobył się gwałtowny płomień i rakieta wystrzeliła, bryzgając strumieniem białych iskier. W tej chwili Joanna poczuła, że to ma ogromne znaczenie, że przybliżyła się do rozwiązania problemu.

— Czy mam pana zastąpić? — rozległ się męski głos. Joanna spojrzała w jego stronę i dostrzegła oficera w białym mundurze.

— Tak, dziękuję. — Nauczyciel przekazał mu zapałki i energicznie pomaszerował na schody.

Joanna natychmiast pobiegła za nim.

— Proszę pana! Niech pan zaczeka! — Dogoniła go na podeście. — W takim wypadku co?

— W takim wypadku — schodził pośpiesznie wyłożonymi dywanem schodami — Titanic nabiera politycznego znaczenia. Zło związane z podziałem klasowym społeczeństwa albo z plutokracją, albo z prześladowaniem kobiet.

— Nie chodzi o sprawy polityczne, tylko o coś ważnego.

— Ważnego — powtórzył, docierając do podnóża schodów. Przeszedł przez hol, zatrzymał się przy drzwiach i je otworzył. — Panie przodem. — Ukłonił się, a Joanna weszła do środka.

Zbyt późno spostrzegła, że znalazła się w przejściu, przez które trafiała na statek.

— Nie, proszę zaczekać, pan jeszcze… — krzyknęła i ocknęła się w laboratorium.

Za wcześnie. Już prawie wiedziałam. Coś związanego z rakietami, z panem Briarleyem…

— Joanna? — Gdzieś z góry dobiegł głos Richarda. — Joanna?

Otworzyła oczy. Tish odłączyła już kroplówkę i teraz sprawdzała objawy czynności życiowych.

— Znowu się ocknęłam za wcześnie?

— Nie. — Richard wyglądał na równie zaniepokojonego jak Vielle na oddziale nagłych wypadków. — Wszystko w porządku?

Powiedziałam coś, kiedy dochodziłam do siebie. Znowu mu kazałam obiecać, że po mnie przyjdzie.

— Nic mi nie jest — oświadczyła pogodnie. — Ile czasu byłam nieprzytomna?

— Cztery minuty i dziesięć sekund. — Tish uniosła jej rękę, żeby usunąć poduszki z gąbki.

— Czy podczas swoich doświadczeń granicznych czułaś lęk?

Pomyślała, że Richard sugeruje odpowiedź. Na pewno znowu go poprosiłam, aby przyszedł i mnie uratował. Myśli, że jestem przekonana, że trafiam do rzeczywistego świata, więc nie przeprowadzi kolejnego eksperymentu, a ja muszę się tam znaleźć z powrotem. Byłam tak blisko.

— Lęk? — Uśmiechnęła się. — Dlaczego? Mówiłam coś?

— Owszem — pośpieszyła z odpowiedzią Tish. — Winda.

— Winda? — Joanna poczuła ulgę i zaskoczenie. Dlaczego powiedziała „winda”, skoro chodziło o rakiety…

— Ma pani wyjątkowo nudne doznania. — Tish stanęła nad nią i spojrzała na zegarek, aby skontrolować upływ czasu monitorowania. — Najpierw poczta, a teraz winda? Nigdy nie widuje pani nic ciekawszego?

Ponownie zbadała Joannie tętno oraz ciśnienie krwi, odnotowała wyniki na wykresie, a potem spytała Richarda, czy może już iść.

— Muszę się z kimś spotkać przed wizytą pana Sage’a o trzeciej.

Richard potwierdził ruchem głowy, a kiedy pielęgniarka wyszła, ponownie zwrócił się do Joanny:

— Naprawdę się nie bałaś, kiedy byłaś nieprzytomna?

— Czemu pytasz? Kiedy powiedziałam „winda”, sprawiałam wrażenie przestraszonej?

— Nie, ale skany wykazały niezwykle wysoki poziom kortyzolu. Co się stało podczas sesji?

— Znowu zobaczyłam pana Briarleya. — Opowiedziała o wyprawie do magazynu pocztowego, o rakietach i windzie. — A kiedy otworzył drzwi, weszłam do środka, zanim zdałam sobie sprawę, że znowu jestem w przejściu. Dlatego bałam się, że się przedwcześnie ocknęłam. Czułam się tak samo, jak poprzednim razem.

1 ... 133 134 135 136 137 138 139 140 141 ... 225
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)