Zaginiona Ewangelia
- Автор: Уоллес Ирвин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:
– Maria – mruknął Giulio, cmokając w powietrzu jej uniesioną dłoń.
– Signóre Giulio – odparła, wyraźnie zadowolona z niespodzianki.
Rozmawiali przez chwilę po włosku, a potem Giulio wypchnął przed siebie Randalla.
– Mario, to mój przyjaciel z Ameryki, pan Randall – przedstawił go. – Bądź dla niego miła. – Wyszczerzył się do Randalla. – Będzie dla pana dobra. Niech pan usiądzie. Arrivederci.
Włoch odszedł, a Randall zajął krzesło obok dziewczyny. Wciąż nieco skrępowany, rozejrzał się, czy inni goście nie przypatrują mu się znacząco. Ale nikt nie zwracał na niego uwagi.
Maria przysunęła się, a wzgórki jej półnagich piersi zakołysały się prowokacyjnie. Założyła nogę na nogę i zapytała:
– Mi fa piacere di vederla. Da dove vierte?
– Niestety, nie mówię po włosku – wyjaśnił Randall.
– Proszę wybaczyć – odparła dziewczyna. – Powiedziałam, że cieszę się z naszego spotkania, i zapytałam, gdzie pan mieszka.
– Jestem z Nowego Jorku. Mnie też jest miło cię poznać, Mario.
– Giulio powiedział, że jest pan przyjacielem naszego Duca Minimo. – Uśmiechnęła się szeroko. – Czy to prawda?
– Tak, znamy się bardzo dobrze.
– To miły staruszek. Chciał się ożenić z moją najlepszą przyjaciółką, Gravina, ale nie było go na to stać. Trudno.
– Może niedługo będzie miał pieniądze – stwierdził Randall.
– Ojej, naprawdę? Oby tak było. Powiem Gravinie. – Spojrzała mu w oczy. – Podobam ci się? Myślisz, że jestem ładna?
– Jesteś bardzo ładna, Mario.
– Bene. Chcesz się teraz pokochać? Zrobię wszystko. Normalnie, po francusku, jak chcesz. Będziesz zadowolony. Tylko dwadzieścia tysięcy lirów. Chcesz pójść teraz z Marią?
– Posłuchaj, Mario, widzę, że Giulio ci nie powiedział, ale… mam do ciebie ważniejszą sprawę.
– Ważniejszą od miłości? – Zamrugała zdumiona, jakby widziała przed sobą szaleńca.
– W tej chwili tak. Mario, czy wiesz, gdzie mieszka Lebrun… wasz Duca Minimo?
Obrzuciła go czujnym spojrzeniem.
– Dlaczego pytasz?
– Miałem jego adres i zgubiłem go. Mieliśmy się spotkać godzinę temu, ale on nie przyszedł. Giulio powiedział, że może zechcesz mi pomóc.
– I po to tylko do mnie przyszedłeś?
– To dla mnie bardzo ważne.
– Może dla ciebie. Ale nie dla mnie. Przykro mi. Znam jego adres, ale nie mogę ci go dać. Obiecałyśmy mu z Gravina, że nikomu nie zdradzimy tego adresu. Ja dotrzymuję obietnic. To może teraz znajdziesz czas, żeby się pokochać z Marią? Randall wyciągnął z kieszeni marynarki portfel.
– Powiedziałaś, że bierzesz dwadzieścia tysięcy, tak? A może za tę sumę uszczęśliwisz mnie inaczej?
Zaczął wyciągać z portfela banknoty, ale dziewczyna rozejrzała się nerwowo.
– Nie tutaj, proszę – szepnęła.
– Przepraszam. – Randall schował portfel, lecz trzymał zwinięte banknoty w zamkniętej dłoni. – Chcę ci zapłacić – powiedział. – Nic nie musisz robić, tylko mi pokaż, gdzie on mieszka. Ja chcę mu pomóc, Mario.
Dziewczyna zerknęła na pieniądze, a potem rzuciła Randallowi przebiegłe spojrzenie.
– Przysięgłam nie mówić. Ale ty chcesz mu pomóc. Żeby był bogaty?
– Tak – potwierdził Randall, właściwie zgodnie z prawdą.
– Skoro tak, sama cię tam zaprowadzę. To niedaleko.
– Dziękuję, Mario. – Randall odetchnął z ulgą.
Zapłacił za jej drinka i przeszli na drugą stronę, pod hotel. Maria pokazała w głąb szerokiej ulicy, krzyżującej się z Via Veneto.
– Via Boncampagni – oznajmiła. – On mieszka przy tej ulicy, ze trzy przecznice stąd. Możemy pójść pieszo.
Wsunęła rękę pod ramię Randalla. Idąc, podśpiewywała sobie, ale na pierwszym skrzyżowaniu przystanęła, wyciągając ku niemu otwartą dłoń.
– Zapłać mi teraz – zażądała.
Randall wręczył jej zwitek banknotów, Maria przeliczyła je i zadowolona schowała do torebki.
– Teraz możemy iść dalej – oświadczyła. Kiedy mijali trzecią przecznicę, Randall zapytał:
– Skąd właściwie wiesz, gdzie mieszka Duca Minimo?
– Powiem ci – odparła – ale nie powtarzaj mu tego. To bardzo dumny człowiek, ale czasami, kiedy Gravina albo ja nie możemy znaleźć wolnego pokoju w hotelu, Duca pozwala nam przychodzić z klientami do swojego mieszkania. Płacimy mu za to połowę naszego zysku, ale nie szkodzi. To dobry człowiek i dorabia sobie w ten sposób do czynszu.
– A ile to wynosi?
– Za pokój z małą kuchnią i łazienką, pięćdziesiąt tysięcy lirów miesięcznie.
– To jakieś osiemdziesiąt dolarów. I stać go na to?
– On mówi, że mieszka tam od bardzo dawna. Od czasów gdy był jeszcze bogaty.
– Kiedy to było?
– Jakieś cztery czy pięć lat temu.
To się zgadza, pomyślał Randall. Pięć lat temu profesor Monti przekazał mu pieniądze.
– To tutaj – wskazała Maria.
Stanęli przed sześciopiętrową kamienicą o nieokreślonym wieku. Jej kamienną fasadę pokrywał ciemny nalot.
– Tutaj cię zostawię. – Dziewczyna wyciągnęła do niego rękę. – Muszę wracać do pracy.
– Dziękuję, Mario. – Randall uścisnął jej dłoń. – Ale gdzie ja mam właściwie iść?
– Wejdź do środka, po lewej jest winda i schody. Ale najpierw musisz się zobaczyć z dozorcą domu, powiedz mu, że przyszedłeś do znajomego. Musisz wyjść na podwórze, zobaczysz okna z kwiatami, tam właśnie mieszka dozorca z żoną. Zapukaj i oni cię zaprowadzą. Buona fortuna. – Miała już odejść, ale dodała jeszcze: – Panie Randall, niech mu pan nie mówi, że to Maria pana przyprowadziła, dobrze?
– Nie powiem, Mario, obiecuję.
Patrzył, jak odchodzi w stronę Via Veneto, kołysząc krągłymi biodrami i wywijając białą torebką. W końcu odwrócił się ku wejściu do budynku.
Gdy wyszedł na podwórze, zobaczył po lewej otwarte okno, a w nim młodego mężczyznę o ciemnej karnacji Sycylijczyka, który podlewał kwiaty na parapecie.
– Dzień dobry – powiedział Randall. – Mówi pan po angielsku?
– Si. Troszeczkę – odparł mężczyzna.
– Czy to pan jest dozorcą?
– Tak. Czego pan sobie życzy?
– Przyszedłem odwiedzić przyjaciela. Mam prośbę…
– Chwileczkę. – Dozorca zniknął z okna i po chwili wyszedł na podwórze. Był niewysoki, krępy, w niebieskiej roboczej koszuli i dżinsach. Stanął przed Randallem podparty pod boki.
– Do kogo pan przyszedł? – zapytał.
– Mieszka tu mój przyjaciel. – Randall żałował, że nie zapytał Marii, pod jakim nazwiskiem występuje tutaj Lebrun. Pewnie pod włoskim, uznał.?- Signor Enrico Toti.
– Toti? Nie, nie ma tu takiego.
– Nazywają go także Duca Minimo…
– Duca…? – Dozorca pokręcił głową. – Nikogo takiego nie znam.
W takim razie Lebrun, zdecydował Randall.
– Właściwie on jest Francuzem – powiedział. – Najczęściej przedstawia się jako Robert Lebrun.
– Mieszka tu Francuz, ma na imię Robert – odrzekł dozorca, mierząc go spojrzeniem – ale nie nazywa się Lebrun, tylko Laforgue. Czy chodzi panu o Roberta Laforgue'a?
– Tak! – wykrzyknął Randall. – Zawsze przekręcam jego nazwisko. Chcę się zobaczyć z Robertem Laforgiem.
Dozorca przyglądał mu się jakoś dziwnie.
– Czy jest pan jego krewnym? – zapytał w końcu.
– Nie, ale jestem bliskim przyjacielem – odparł Randall. – Signor mnie oczekuje. Mamy omówić ważne interesy.
– To niemożliwe – stwierdził Włoch. – Pan Laforgue miał wczoraj wypadek przed Stazione Ostiense. Potrącił go samochód, a kierowca uciekł. Pan Laforgue zginął na miejscu. Wyrazy współczucia, signor, ale pański przyjaciel nie żyje.