Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Płomień serca [Heartfire - pl]
Płomień serca [Heartfire - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Płomień serca [Heartfire - pl]

Электронная книга - «Płomień serca [Heartfire - pl]». Краткое содержание книги:

Peggy jest Żagwią, potrafi spojrzeć w płomień jaśniejący w sercu każdego człowieka. Chroni Alvina Stwórcę od chwili narodzin, od dnia, kiedy Niszczyciel pierwszy raz spróbował go zabić. Jednak przeznaczenie pchnęło ich oboje na różne szlaki. Alvin ruszył na północ, gdzie jego zdolności uważane są za czarnoksięstwo, a korzystanie z nich karane jest śmiercią. Peggy pociągnęła na południe, gdyż zobaczyła w przyszłości straszliwą wojnę i zniszczenie. Tylko jedna ścieżka prowadzi przez chaos wojny, a misją Peggy jest przeprowadzeni…
1 ... 9 10 11 12 13 14 15 16 17 ... 80
Перейти на страницу:

Arthur zastanowił się.

— Aha, wtedy — mruknął w końcu. — To było dlatego, że ten drozd wcale nie mówił językiem drozdów. Mówił po angielsku. Tylko miał bardzo silny droździ akcent.

— Po angielsku? — zdumiał się Alvin.

— Z bardzo silnym droździm akcentem — dodał Arthur. Tym razem cała trójka wybuchnęła głośnym śmiechem.

* * *

Kiedy zbliżali się już do pensjonatu pani Louder, zobaczyli potężnego mężczyznę, który wyskoczył na ulicę, a potem natychmiast zawrócił do bramy.

— Czy to człowiek, czy wielka gumowa kula? — zapytał Jean-Jacques.

— To pan Fink — wyjaśnił Arthur Stuart. — Myślę, że na nas czekał.

— A może to Gargantua?

— Raczej Pantagruel.

Jean-Jacques stanął jak wryty. Alvin i Arthur spojrzeli na niego zdziwieni.

— Co się stało? — zapytał Alvin.

— Chłopiec zna Rabelais'go?

— A kto to taki?

— Tego dnia Alvin też spał — mruknął Arthur Stuart. Jean-Jacques przyjrzał się im po kolei.

— I on, i ty chodziliście do szkoły razem?

Alvin zgadywał, co sobie pomyślał Audubon — że Alvin musi być osłem, skoro chodził do szkoły równocześnie z dzieckiem.

— Mieliśmy tę samą nauczycielkę — wyjaśnił.

— I uczyła nas w tym samym pokoju, o tej samej porze — dodał Arthur.

— Tylko nie zawsze słuchaliśmy tych samych lekcji.

— Pewno. Ja się dowiedziałem o Rabelais'm i Platonie, a Alvin ożenił się z nauczycielką.

Jean-Jacques roześmiał się.

— To takie miłe. Ty jesteś mężem nauczycielki, ale jej najlepszym uczniem był ten mały niewolnik.

— Pewno tak, z jednym wyjątkiem — zaznaczył Alvin. — Chłopak jest wolny.

— A tak, przepraszam. Chciałem powiedzieć: czarny chłopiec.

— Półczarny — poprawił go Arthur Stuart.

— To znaczy, że jesteś też półbiały — zauważył Jean-Jacques. — Ale kiedy na ciebie patrzę, widzę tylko czarną połowę. Czy to nie ciekawe?

— Kiedy Czarni na mnie patrzą — odparł Arthur Stuart — widzą tylko białą połowę.

— Ale twoja tajemnica polega na tym — dokończył Jean-Jacques — że gdzieś głęboko w sercu znasz Rabelais'go.

— Co to ma wspólnego z byciem czarnym albo białym? — nie zrozumiał Alvin.

— Całe to czarne i białe tylko budzi u tego chłopca śmiech w środku. A kiedy się śmiejesz w głębi, gdzie nikt inny nie może zobaczyć, jest tam Rabelais. Tak, Arthurze Stuart?

— Rabelais… — zastanowił się Alvin. — Czy to książka o takim wielkim, grubym chłopie?

— Czyli ją czytałeś?

— Nie. Wstyd mi się zrobiło i oddałem ją pannie Larner. Znaczy się, Margaret. Nie można o takich rzeczach rozmawiać z damą.

— Aha… Twoja nauczycielka zaczęła jako panna Larner, a teraz jest Margaret — zauważył Jean-Jacques. — Następnym razem powiesz o niej „mama”, n'estce pas'?

Alvin trochę się oburzył.

— Może wy tam we Francji czytacie paskudne książki i w ogóle. Ale w Ameryce nie rozmawia się o tym, że czyjaś żona będzie miała dziecko.

— Aha, planujecie zdobyć je w inny sposób? — Jean-Jacques znów się roześmiał. — Patrzcie, Pantagruel nas zauważył. Idzie, żeby nas zgnieść.

Mike Fink podszedł do nich zagniewany.

— Wiecie, która już godzina, u diabła?! — zawołał. Ludzie w pobliżu obejrzeli się na niego z wyrzutem.

— Nie wyrażaj się — upomniał go Alvin. — Chcesz, żebyśmy zapłacili karę?

— Chciałem dotrzeć do Trenton przed zmrokiem.

— A co, masz bilet na pociąg?

— Dzień dobry, Pantagruelu. Jestem Jean-Jacques Audubon.

— Czy on mówi po angielsku? — zdziwił się Mike.

— Mike, to jest John-James Audubon, Francuz, który maluje ptaki. Jean-Jacques, to jest Mike.

— Zgadza się, jestem Mike Fink! Półniedźwiedź, półaligator, a babka ze strony matki była tornadem. Kiedy klasnę w ręce, pioruny wieją z nieba ze strachu. Kiedy chcę malować ptaka, sikam prosto w górę i całe stado robi się żółte.

— Trzęsę się w butach, wiedząc, że taki z pana niebezpieczny człowiek — oświadczył Jean-Jacques. — Jestem pewien, że kiedy opowiada pan o tym damom, same padają na wznak z zadartymi spódnicami.

Mike przyglądał mu się przez chwilę w milczeniu.

— Jeśli on się ze mnie natrząsa, Alvinie, będę musiał go zabić.

— Nie. Powiedział, że jego zdaniem wygłosiłeś piękną mowę — odparł Alvin. — Daj spokój, Mike. Jesteś wściekły na mnie, nie na niego. Przepraszam, że nie wróciłem. Znalazłem Arthura Stuarta dość szybko, ale potem musieliśmy zostać i pomóc panu Audubonowi malować gęś.

— Po co? — zdziwił się Mike. — Stara farba się łuszczyła?

— Nie, nie — wtrącił Jean-Jacques. — Maluję na papierze. Robię obraz gęsi.

Zanim Alvin zdążył wyjaśnić, że pytanie było żartem, odezwał się Mike.

— Dzięki, że mi to wytłumaczyłeś, ty przymulasty, szurnięty, oślogęby pawianie.

— Za każdym razem, kiedy pan mówisz, słyszę, jak dużo angielskiego muszę się jeszcze nauczyć — odpowiedział Jean-Jacques.

— To nie była wina pana Audubona, Mike. To Arthur Stuart kazał nam czekać, kiedy namówił gęś, żeby stała nieruchomo i można ją było namalować bez zabijania.

— No, ze mną nie ma sprawy — stwierdził Mike. — Nie jestem na was aż tak wściekły.

— Możesz być bardziej wściekły? — zdziwił się Jean-Jacques.

— Żaden z was jeszcze nie widział mnie wściekłego.

— Ja widziałem — przypomniał Alvin.

— No, może trochę. Kiedy złamałeś mi nogę. Jean-Jacques spojrzał na Alvina, jakby zobaczył go w nowym świetle — skoro potrafił złamać nogę człowiekowi, który naprawdę przypominał niedźwiedzia.

— To Verily wygląda, jakby miał zaraz wybuchnąć — wyjaśnił Mike.

— Verily? — zdziwił się Alvin. Verily Cooper rzadko kiedy okazywał zdenerwowanie.

— Tak. Bębnił palcami po stole przy obiedzie, a na werandzie złapał muchę w powietrzu i cisnął ją o dom tak mocno, że wybił okno.

— Naprawdę? — zapytał Arthur Stuart z podziwem.

— Tak przecież powiedziałem, nie?

— A tak, zapomniałem, kto to mówi.

— Arthur i pan Audubon są głodni i spragnieni — rzekł Alvin. — Mógłbyś zabrać ich do środka i sprawdzić, czy pani Louder nie da im przynajmniej kawałka chleba i trochę wody?

— Wody? — powtórzył Jean-Jacques z bolesnym wyrazem twarzy. — Czy wy, Amerykanie, nie rozumiecie, że od wody można się pochorować? Wino jest zdrowe; piwo może być, o ile komuś nie przeszkadza, że intensywnie wytwarza urynę. Ale woda. … dostaniecie, jak to się u was nazywa, hemoroidów.

— Piłem wodę przez całe życie — oświadczył Alvin. — I nie miałem żadnych hemoroidów.

— Ale to znaczy, że… — Po czym Jean-Jacques wyrzucił z siebie strumień francuskich słów.

— Przyzwyczajony — przetłumaczył Arthur.

— Tak. Przyzwyszajony.

— Przyzwyczajony — powtórzył wolno Alvin.

— Angielski to najgłupszy język na ziemi. Z wyjątkiem niemieckiego, a to nie język, tylko oziębiacz głowy.

— Mówisz po francusku? — zapytał Alvin Arthura Stuarta.

— Nie — odparł Arthur, jakby to był najgłupszy pomysł na świecie.

1 ... 9 10 11 12 13 14 15 16 17 ... 80
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)