Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]
Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]

Электронная книга - «Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]». Краткое содержание книги:

Powieść będąca prequelem do całego cyklu „Droga przez Układ Słoneczny”. Ambicją młodego inżyniera, Dana Randolpha, jest zapewnienie uzależnionej odbliskowschodniej ropy Ameryce alternatywnego źródła energii. Eksploatacjazbudowanego przez Dana satelity energetycznego będzie jednak opłacalnatylko pod warunkiem wykorzystywania taniego środka transportu na orbitę, aprototyp wahadłowca ulega katastrofie podczas lotu próbnego. Wiele poszlakwskazuje, że ktoś dokonał sabotażu. Kto stoi za tą zbrodnią? Międzynarodowekoncerny naftowe czy arabscy fundamentaliści? Firma Dana, AstroCorporation, stoi na skraju przepaści. Skąd może nadejść ratunek? Czy od Saito Yamagaty, którego koncern również inwestuje w energię ze Słońca? Amerykańskich koncernów naftowych, które zastawiają się nad inwestowaniem winne źródła energii?
1 ... 9 10 11 12 13 14 15 16 17 ... 103
Перейти на страницу:

Quill odsunął niedojedzoną sałatkę owocową.

— Co masz mi do powiedzenia?

— Chcę cię o coś zapytać, Bob. Przechylił głowę lekko na bok.

— Pytaj.

— Chcę, żebyś poparł Morgana Scanwella. Uśmiechnął się.

— Tak przypuszczałem.

— On może wygrać, Bob — rzekła otwarcie. — Przy właściwym wsparciu może zdobyć nominację.

Quill spojrzał na zegarek. Wiedząc, że Jane może zaufać, spyta):

— Mamy mało czasu. A co Scanwell może dla mnie zrobić?

— Chce, żeby niezależne źródła energii stały się głównym elementem jego programu wyborczego.

— Węgiel z zachodu?

— I wysoko zaawansowane technicznie systemy, które pozwolą go wykorzystać bez szkodzenia środowisku.

Quill milczał przez parę sekund.

— Muszę z nim porozmawiać. Spotkać się z nim. Pogadać, co ma do zaproponowania.

— Możesz mu zaufać, Bob.

— Muszę się jeszcze z nim dogadać.

— Jasne. Powiem jego ludziom, żeby skontaktowali się l twoimi.

— Tylko dyskretnie — dodał Quill. — Nie chcę, żeby cokolwiek wyciekło, zanim będę mógł coś ogłosić publicznie.

— Absolutna dyskrecja — odparła Jane z uśmiechem.

— Bardziej niż absolutna — rzekł Quill, całkowicie poważny.

Kilka godzin po zachodzie słońca senator Thornton nadal siedziała w swoim gabinecie, rozmawiając z doradczynią gubernatora Scanwella w Austin. Na ekranie doradczyni wyglądała prawie na nastolatkę, młoda, pełna zapału i energii. Miała szeroki uśmiech teksańskiej pomponiarki i złote włosy. Jane pomyślała, że to nawet może być naturalny blond.

Drzwi gabinetu stanęły otworem i wkroczył Denny O’Brien, który jak zwykle wyglądał, jakby całą drogę z Bethes-dy przeszedł pieszo. Jane powstrzymała grymas i przypomniała sobie, że Denny to bardzo inteligentny doradca i jego wygląd nie ma znaczenia.

— Znakomicie — rzekła do doradczyni na ekranie. — W takim razie skontaktujecie się z biurem senatora Quilla.

— Tak, pani senator. Zaraz dzwonię — zapewniła doradczyni.

— Dobrze. Dziękuję — Jane zakończyła połączenie i zwróciła się do O’Briena, który grzebał w lodówce wbudowanej w ścianę przy biblioteczce.

— Nie masz jakiegoś domu, żebyś do niego chadzał wieczorami? — zwróciła się do niego dowcipnie.

— Nie. Sypiam na ulicach. Dzięki temu mam lepszy kontakt z prawdziwymi ludźmi — O’Brien wyjął butelkę gazowanej wody i podszedł do biurka, zmagając się z kapslem.

— Wyglądasz, jakbyś rzeczywiście sypiał na ulicach — mruknęła, gdy usiadł na krześle naprzeciwko jej biurka.

— A jeśli już mówimy o spaniu — rzekł, gdy uporał się z kapslem — czy ty sypiasz z gubernatorem Teksasu?

Jane spodziewała się, że to pytanie prędzej czy później padnie. Mimo to poczuła zaskoczenie. Przez długą chwilę jedynym dźwiękiem w gabinecie było syczenie bąbelków w wodzie O’Briena.

O’Brien w końcu przerwał milczenie.

— To znaczy, czy on przejeżdża sam na ranczo? Bez ochroniarza czy strażnika? I czy zostaje na noc?

— Ty też zostawałeś na noc, Denny.

— Tak, ale nie dreptałem do twojej sypialni. A on?

— To nie twoja sprawa, Denny.

— Akurat! Jeśli media zwęszą, że sypiasz ze Scanwellem, on będzie mógł pożegnać się z prezydenturą.

Jane obruszyła się.

— A niby czemu? Żadne z nas nie jest z nikim związane. Jesteśmy dorośli.

O’Brien kiwał głową, nadymając pulchne policzki.

— Pani senator, opinia publiczna wariuje, gdy tylko się dowiaduje o ukrytych romansach polityków.

— Clintonowi to nie zaszkodziło.

— Tylko o mało nie został pozbawiony urzędu. A z jego programów i pomysłów nic nie zostało. Nie osiągnął już nic po tej aferze z Monicą.

Rozmyślała chwilę w milczeniu. Mój Boże, przy nim czuję się jak dzieciak, który coś przeskrobał. Pochylił się w fotelu tak mocno, że Jane wystraszyła się, że wyleje wodę na dywan.

— Pani senator. Wasze pieprzenie zaszkodziłoby twojej wiarygodności.

— Ale my się nie pieprzymy! — warknęła Jane.

— Wybacz. Wasz romans.

— Romansu też nie mamy.

— W takim razie, na litość boską, postaraj się, żeby to nie wyglądało na romans — naciskał 0’Brien. — Kiedy media coś zwęszą, będą ścigać was oboje. Wszystkie nadzieje, i Biały Dom, będzie można spuścić w kiblu.

— Nie mam z nim romansu — rzekła Jane, wiedząc, że choć to prawda, to nie do końca.

WSPOMNIENIE: DZIEŃ MOSTÓW

Byl czwarty lipca, dzień był piękny i słoneczny; Dan i Jane Thornton jechali wynajętym kabrioletem drogą 101, wracając z degustacji wina w Dolinie Napa. Jane była już panią senator; powołano ją na ten urząd podczas czternastomiesięcznego pobytu Dana w Japonii. Była równie piękna i godna pożądania jak w dniu jego wyjazdu, i wyglądało na to, że kocha go tak samo jak on ją.

Szare oczy Dana promieniały szczęściem; wtedy jeszcze nie miał złamanego nosa. Gdy tak pędzili autostradą, ciepły wiatr rozwiewał jej kasztanowe włosy, a jaskrawe słońce lśniło w wodach Zatoki. Przekrzykując wiatr, Dan opowiadał, co robił w Japonii.

— To tylko satelita demonstracyjny — wyjaśniał, mówiąc głośno, żeby dało się go słyszeć przez szum wiatru — ale działa, naprawdę przesyła energię na Ziemię.

Jane pokiwała głową i uśmiechnęła się, ale nic nie powiedziała. Gdy minęli Sausalito, Dan skręcił w Bunker Road.

— Nie wracamy do miasta? — krzyknęła Jane.

— Chcę ci pokazać najpiękniejsze miejsce w kraju — odkrzyknął. — Point Bonita.

Kiedy wjechali na parking, Jane pojęła, że miał rację Znajdowali się wysoko ponad oceanem; Pacyfik lśnił przed nimi, a po lewej stronie most wypiętrzał się pięknym łukiem przez Golden Gate, lśniąc jak stopione złoto w świetle popołudnia.

— Point Bonita — rzekła Jane, gdy szli po trawie wzniesienia.

— Pasuje do niego ta nazwa.

— I to jak. Spojrzała na niego.

— Więc wracasz do Japonii? Skinął głową.

— Kiedy skończy się mój kontrakt z Yamagatą, wrócę tu i zbuduję prawdziwego satelitę energetycznego. Pełnowymiarowego. Będzie przesyłał na Ziemię dwadzieścia gigabajtów. Może pięćdziesiąt.

— Dla Yamagaty?

— Dla siebie. Dla Stanów Zjednoczonych. Dla kogokolwiek, kto będzie na tyle inteligentny, żeby zainwestować w ten projekt.

— To wielkie przedsięwzięcie.

— Potrafię tego dokonać, Jane. Wiem, że potrafię. To ważna sprawa, a ja wiem, że potrafię to zrobić.

Jane uśmiechnęła się.

— Nie rzucaj mi takich protekcjonalnych uśmieszków — rzekł, odwzajemniając uśmiech. — Potrafimy czerpać energie z kosmosu. Całe mnóstwo energii.

— Jeśli komukolwiek się uda, to na pewno tobie — przytaknęła.

Czując, jak wzbiera w nim niepewność, Dan spróbował wyjaśnić:

— Jane, to dla mnie ważne. Dla całego świata. Nie urodziłem się w bogatej rodzinie, jak ty. Już w college’u musiałem walczyć o swoje. Yamagatą zatrudnił mnie, bo uwierzyłem w to, co robi. A teraz chcę pójść na swoje. Chcę być kimś. To moja szansa, Jane, na osiągnięcie czegoś, czego nikt dotąd nie dokonał.

— Z wyjątkiem Yamagaty — przypomniała mu.

— Pff! Ten mały satelita demonstracyjny się nie liczy. Nie wystarczy. Chcę zbudować duży prototyp wszystkich satelitów energetycznych na świecie.

1 ... 9 10 11 12 13 14 15 16 17 ... 103
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)