Nie licząc psa [To Say Nothing of the Dog - pl]
- Автор: Уиллис Конни
- Год: 1999
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 83-7180-501-2
- Переводчик: Danuta Gorska
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Nie licząc psa [To Say Nothing of the Dog - pl]». Краткое содержание книги:
— Mój perłowy ryunkin! — jęknął pułkownik, podrywając się z krzesła. — Co z nim?
— „Zjadła rybkę. Och, drogi papo, czy potrafisz przebaczyć jej w swoim sercu tak jak mnie?”
— Musimy ją wydziedziczyć — oświadczyła pani Mering.
— Koniecznie musimy — zgodził się pułkownik. — Ten ryunkin kosztował dwieście funtów!
— Colleen! — zawołała pani Mering. — To znaczy Jane! Przestań chlipać i przynieś mi pulpit do pisania. Zamierzam napisać do niej że od dzisiejszego dnia nie mamy córki.
— Tak, psze pani — chlipnęła Jane i wytarła nos w fartuszek. Spojrzałem na nią, myśląc o podwójnym imieniu Colleen/Jane i o pani Chattisbourne, która nazywała wszystkie swoje służące Gladys. Próbowałem przypomnieć sobie, co pani Mering powiedziała o Bainie. „Używałem go, kiedy pracowałem u lorda Dunsany’ego”. A co powiedziała pani Chattisbourne tamtego dnia, kiedy zbieraliśmy dary na kiermasz staroci? „Zawsze uważałam, że nie nazwisko tworzy kamerdynera, tylko szkolenie”.
Colleen/Jane wróciła z pulpitem, pociągając nosem.
— W tym domu nikt już nigdy nie wymówi imienia Tocelyn — oznajmiła pani Mering, siadając przy biurku. — Od tej chwili jej imię nigdy nie przejdzie mi przez usta. Wszystkie listy Tocelyn odeślemy nie otwarte. — Wzięła pióro i atrament.
— Jak się dowiemy, dokąd wysłać list z wiadomością o wydziedziczeniu, jeśli nie będziemy otwierać jej listów? — zapytał pułkownik Mering.
— Już za późno, prawda? — powiedziała do mnie Verity. — Nie możemy nic zrobić.
Nie słuchałem. Złożyłem stroniczki listu i spojrzałem na ostatnią kartkę.
— Od dzisiaj będę nosić żałobę — mówiła pani Mering. — Jane, idź na górę i wyprasuj moją czarną bombazynę. Mesiel, kiedy ktoś cię zapyta, musisz powiedzieć, że nasza córka umarła.
Znalazłem zakończenie listu. Tossie podpisała się: „Wasza skruszona córka Tocelyn”, a potem przekreśliła „Tocelyn” i napisała swoje nowe nazwisko.
— Posłuchaj — zwróciłem się do Verity i zacząłem czytać:
— „Proszę, powiedzcie Terence’owi, iż wiem, że nigdy mnie nie zapomni, ale niech się stara i niech nie zazdrości nam szczęścia, ponieważ Baine i ja byliśmy sobie przeznaczeni”.
— Jeśli ona naprawdę wyjechała i poślubiła tego człowieka — odezwał się Terence, któremu zaświtała nadzieja — to moje zaręczyny są zerwane.
Zignorowałem go.
— „Mój kochany William nie wierzy w Przeznaczenie — brnąłem dalej — i mówi, że jesteśmy istotami obdarzonymi Wolną Wolą, ale według niego żona ma prawo do własnych opinii, a cóż to było innego, jeśli nie Przeznaczenie? Bo gdyby Księżniczka Ardżumand nie zginęła, nigdy nie pojechalibyśmy do Coventry…”
— Przestań — jęknęła Verity — proszę.
— Musisz wysłuchać reszty — nalegałem. — „…do Coventry. I gdybym nie zobaczyła tej żelaznej figuralnej urny, nigdy nie bylibyśmy razem. Napiszę, kiedy osiedlimy się w Ameryce. Wasza skruszona córka — zakończyłem, kładąc nacisk na każde słowo — pani Williamowa Patrickowa Callahan”.
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SZÓSTY
Popatrz tylko! Nie maiłem pojęcia, że podchodzimy do tego od niewłaściwej strony.