Nie licząc psa [To Say Nothing of the Dog - pl]
- Автор: Уиллис Конни
- Год: 1999
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 83-7180-501-2
- Переводчик: Danuta Gorska
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Nie licząc psa [To Say Nothing of the Dog - pl]». Краткое содержание книги:
— Uważaj na szkło. — Popchnąłem Verity przed sobą. — Weź głęboki oddech i ruszaj! Będę za tobą.
Otworzyłem drzwi na całą szerokość. Verity ruszyła pędem. Biegłem za nią, kuląc się od gorąca. Dotarła do drzwi i otwarła je szarpnięciem.
— Drzwi na wieżę masz po lewej! — krzyknąłem, chociaż nie mogła mnie słyszeć przez wściekły ryk płomieni.
Przystanęła, przytrzymując otwarte drzwi.
— Biegnij na górę! — krzyknąłem. — Nie czekaj na mnie! — Przyspieszyłem na ostatnich metrach. — Na górę!
Usłyszałem łoskot, więc obejrzałem się na sanktuarium, myśląc że wali się jeden z łuków arkadowych okien. Rozległ się ogłuszający ryk i okno w Kaplicy Kowali roztrzaskało się w deszczu lśniących odłamków.
Skuliłem się i osłoniłem twarz ramieniem. W ostatniej sekundzie, zanim podmuch zwalił mnie na kolana, pomyślałem: „Bomba burząca. Ale to niemożliwe. W katedrę nie trafiła bezpośrednio żadna bomba”.
Wyglądało to jednak na bezpośrednie trafienie. Wybuch zatrząsł katedrą i oświetlił ją oślepiającym białym blaskiem.
Chwiejnie podniosłem się z kolan, a potem spojrzałem w drugi koniec nawy. Podmuch na chwilę rozwiał dym wypełniający katedrę i w jaskrawym białym poblasku widziałem wszystko: rzeźbę nad pulpitem objętą płomieniami, z ręką wzniesioną jak u tonącego człowieka; stalle w dziecięcej kaplicy, ich unikatowe mizerykordie płonące dziwacznym żółtym ogniem; ołtarz w Kaplicy Czapników. I ażurową przegrodę przed Kaplicą Kowali.
— Ned!
Ruszyłem w tamtą stronę. Zrobiłem tylko kilka kroków. Katedra zadrżała, płonąca belka spadła z trzaskiem przed Kaplicą Kowali i wylądowała w poprzek rzędu ławek.
— Ned! — krzyknęła rozpaczliwie Verity. — Ned!
Kolejna belka, niewątpliwie wzmocniona stalowym dźwigarem przez J.O. Scotta, runęła na pierwszą i wzbiła czarną chmurę dymu, która przesłoniła całą północną część kościoła.
To nie miało znaczenia. Zobaczyłem już dosyć. Zawróciłem w stronę drzwi i wbiegłem po schodach oświetlonych pożarem, zastanawiając się w duchu, co mam powiedzieć lady Schrapnell. W tym jednym krótkim rozbłysku bomby zobaczyłem wszystko: mosiężne płyty nagrobne na ścianach, wypolerowanego orła na pulpicie, poczerniałe kolumny. A w północnym przejściu, przed ażurową przegrodą, pusty postument z kutego żelaza.
Jednak zabrano ją na przechowanie. Albo oddano na złom. Albo sprzedano na kiermaszu staroci.
— Ned! — krzyczała Verity. — Szybko! Sieć się otwiera! Lady Schrapnell nie miała racji. Strusiej nogi biskupa tam nie było.
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIĄTY
Nie — powiedział Harris — jeśli chcecie odpoczynku i odmiany, nie masz nic lepszego nad morską wycieczkę.