Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Tożsamość Bourne’a
Tożsamość Bourne’a - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tożsamość Bourne’a

Электронная книга - «Tożsamość Bourne’a». Краткое содержание книги:

Mężczyzna, który wypadł podczas sztormu za burtę małego trawlera, nie pamięta żadnych faktów ze swojego życia. Pewne okoliczności sugerują, że nie był on zwyczajnym człowiekiem – zbyt wiele osób interesuje się jego poczynaniami, zbyt wielu najemnych morderców usiłuje go zlikwidować. Sprawność, z jaką sobie z nimi radzi, jednoznacznie wskazuje na specjalne przygotowanie, jakie przeszdł. Jego przeznaczeniem jest walka o przeżycie i wyjaśnienie tajemnic przeszłości…
Tożsamość Bourne'a należy do najlepszych powieści Roberta Ludluma, pisarza przewyższającego popularnością wszystkich znanych polskiemu czytelnikowi pisarzy gatunku sensacyjnego. Niektórzy twierdzą, że jest to jego najlepsze dzieło, czego pośrednim dowodem kontynuacja w postaci następnych dwóch tomów oraz doskonały film i serial z Richardem Chamberlainem, cieszący się ogromnym powodzeniem na całym świecie.
1 ... 117 118 119 120 121 122 123 124 125 ... 151
Перейти на страницу:

– Nikt od was tego nie wymagał. Czy jest jeszcze coś, co mógłbyś mi powiedzieć?… Czy znają dokładnie umiejscowienie Treadstone?

– Oczywiście. Powiedział mi o tym Bergeron. Rezydencja w Nowym Jorku na Wschodniej Siedemdziesiątej Pierwszej ulicy. Pod sto czterdziestym. Czy nie tak?

– Być może… jeszcze coś?

– To, o czym, rzecz jasna, wiesz. Ta strategia, której, muszę przyznać, nie rozumiem.

– To znaczy?

– Że Amerykanie myślą, iż przeszedłeś na drugą stronę. A mówiąc dokładniej chcą, aby Carlos myślał, że ty przeszedłeś na drugą stronę.

– Dlaczego? – Był już blisko. To tu!

– Chodzi o ten długi okres ciszy, dokładnie sześć miesięcy. Co zbiegło się z ustaniem aktywności Kaina. Do tego doszła skradziona forsa, ale bardziej znacząca była ta cisza.

Jest. Wiadomość. Cisza. Miesiące spędzone w Port Noir. To szaleństwo w Zurychu, zwariowane wydarzenia w Paryżu. Nikt nie ma pojęcia, co się naprawdę stało! Każą mu się ujawnić. Wyjść na powierzchnię. Miałaś rację, Marie, najdroższa, najukochańsza moja. Miałaś rację od samego początku.

– I to już wszystko? – spytał Bourne, usiłując zapanować nad niecierpliwością w głosie, bo najbardziej ze wszystkiego pragnął teraz wrócić do Marie.

– Wszystko, o czym wiedzą, ale zechciej wzięć pod uwagę, że nigdy mi dużo nie mówili. Wzięli mnie ze względu na to, że byłem w „Meduzie” – bo dowiedzieli się, że Kain też do niej należał – lecz nigdy nie dopuszczali mnie blisko Carlosa.

– Byłeś dostatecznie blisko. Dzięki. – Jason położył na stoliku kilka banknotów i zaczął zbierać się do wyjścia.

– Jest jeszcze jedno – powiedział d’Anjou. – Nie wiem, czy ma to jeszcze jakieś znaczenie, ale oni wiedza, że nie nazywasz się Jason Bourne.

– Co takiego?

– Dwudziestego piątego marca. Czyżbyś zapomniał, Delta? To już za dwa dni, a ta data jest okropnie ważna dla Carlosa. Wydał odpowiednie rozkazy. Dwudziestego piątego chce mieć twoje zwłoki. Tego samego dnia zamierza dostarczyć je Amerykanom.

– O czym ty mówisz?

– 25 marca 1968 roku został stracony w Tam Quan Jason Bourne. Ty to zrobiłeś.

31

Kiedy otworzyła mu drzwi, stał w nich przez chwilę, wpatrzony w wędrujące po jego twarzy jej duże brązowe oczy, w których malował się strach pomieszany z ciekawością. Wiedziała. Nie to, jaka jest ta odpowiedź, ale że istnieje i że on wrócił, by ją oznajmić. Wszedł do pokoju, ona zamknęła drzwi.

– A więc stało się – powiedziała.

– Stało się. – Bourne odwrócił się i wyciągnął do niej ręce. Podeszła, objęli się w milczeniu, które mówiło więcej niż jakiekolwiek słowa. – Miałaś rację – wyszeptał w końcu dotykając wargami jej miękkich włosów. – Pozostało jeszcze wiele spraw nie wyjaśnionych, może na zawsze, ale ty miałaś rację. Nie jestem Kainem, nie ma żadnego Kaina, nigdy nie było. Mówią o kimś, kto nigdy nie istniał. Został wymyślony, żeby wywabić Carlosa. Ja go udaję. Członek „Meduzy” o imieniu Delta zgodził się udawać nie istniejącego Kaina, i ja nim jestem.

Odsunęła się, nie puszczając go z objęć.

– „Kain to Charlie…” – powiedziała cicho.

– A Delta to Kain – dokończył Jason. – Mówiłem to?

Marie przytaknęła.

– Tak, kiedyś w Szwajcarii wykrzykiwałeś to przez sen. Ale nigdy nie wymieniałeś Carlosa, tylko Kaina i…Deltę. Powiedziałam ci o tym rano, ale ty milczałeś. Popatrzyłeś tylko przez okno.

– Bo nic nie rozumiałem. Dalej nie rozumiem, przyjmuję jedynie do wiadomości. Wyjaśnia to bardzo wiele.

– Prowokator. – Znowu pokiwała głową. – Ten jakiś szyfr, którym się posługujesz, dziwne wyrażenia, skojarzenia. Ale czemu? Dlaczego ty?

– „Żeby zacząć od nowa”. Tak powiedział.

– Kto?

– D’Anjou.

– Ten, którego widziałeś na schodach w Parc Monceau? Ten, który obsługiwał centralkę telefoniczną?

– Należał do „Meduzy”. Znałem go.

– Co ci powiedział?

Bourne powtórzył wszystko. Na twarzy Marie pojawiła się ulga, którą sam też odczuwał. Jej oczy zalśniły blaskiem, szyja zaczęła pulsować, a z gardła wyrywał się radosny okrzyk. Widać było, że nie może się doczekać, kiedy skończy, by móc go znów przytulić.

– Jasonie! – zawołała, obejmując dłońmi jego twarz. – Najdroższy, mój najdroższy! Mój przyjaciel wrócił do mnie. My to wszystko wiedzieliśmy, przeczuwaliśmy!

– Niezupełnie wszystko – odparł dotykając jej policzka. – Dla ciebie jestem Jasonem, dla siebie Bourne’em, bo tak mnie nazwano. Używam go, ale to nie jest moje nazwisko.

– Zmyślone?

– Nie, on istniał. Mówią, że zabiłem go w miejscu o nazwie Tam Quan.

Zsunęła dłonie z twarzy na jego ramiona, nie puszczając go jednak od siebie.

– Musiała być jakaś przyczyna.

– Wierzę, że była. Ale nie wiem. Może dlatego chciałem zacząć od nowa.

– To nie ma znaczenia – stwierdziła, zabierając ręce. – To stało się dawno, dziesięć lat temu. Teraz chodzi tylko o to, żebyś odnalazł ludzi z Treadstone, bo oni cię szukają.

– Podobno Amerykanie sądzą, że przeszedłem na druga stronę. Tak mówi d’Anjou. Przez sześć miesięcy nie otrzymali ode mnie żadnej wiadomości, aż z konta w Zurychu zniknęły miliony. Pewnie uważają mnie za swoją najkosztowniejszą pomyłkę.

– Możesz wyjaśnić, co się stało. Nie zerwałeś umowy świadomie; zresztą i tak nie mógłbyś robić tego dalej. To już niemożliwe. Nie pamiętasz szkolenia, jakie przeszedłeś. Zostały ci tylko jakieś jego fragmenty – obrazy i zdania, których nie potrafisz do niczego odnieść. Ludzie, których przypuszczalnie powinieneś znać, są ci obcy. Pamiętasz tylko jakieś twarze bez nazwisk, nie wiedząc, gdzie się ich spodziewać i do kogo należą.

Bourne zdjął płaszcz i wyciągnął zza paska pistolet. Przyjrzał się uważnie tłumikowi – brzydkiemu, perforowanemu przedłużeniu lufy, dzięki któremu huk wystrzału stawał się podobny do odgłosu splunięcia. Poczuł do niego obrzydzenie. Podszedł do biurka, schował broń i wsunął z hałasem szufladę. Nie zdejmując dłoni z gałki, przeniósł wzrok na lustro, skąd patrzyła na niego twarz bez imienia.

– I cóż bym im powiedział? – spytał. – Tu Jason Bourne. Wiem oczywiście, że się tak nie nazywam, bo Jasona Bourne’a sam zabiłem, jednakże wy mnie tak nazwaliście… Przepraszam panów bardzo, ale w drodze do Marsylii zdarzyła mi się przygoda. Straciłem coś – o, na to nie ma ceny – to tylko moja pamięć. Zdaje się, że mamy ze sobą jakąś umowę, ale nie pamiętam jaką, z wyjątkiem paru głupich zdań w rodzaju „Znajdź Carlosa!” i „Złap Carlosa!” oraz coś o tym, że Delta to Kain, Kain zaś zastępuje Charliego, a z kolei Charlie to sam Carlos. I dlatego mogłoby się wam wydawać, że ja pamiętam. Niewykluczone, że myślicie sobie: „Mamy tego drania. Wsadźmy go na parędziesiąt lat do jakiejś klatki. Już nie chodzi o to, że nas tak nabrał, ale o to koszmarne zamieszanie, jakie spowodował”. – Bourne odwrócił się do Marie. – Nie żartuję. Co im powiem?

– Prawdę – odrzekła. – Uwierzą ci. Wysłali do ciebie wiadomość; próbują dotrzeć do ciebie. A co do tych sześciu miesięcy, to wyślij telegram do Washburna w Port Noir. Prowadził dziennik twojej choroby – obszerny, szczegółowy dziennik.

– Pewnie by nie odpowiedział. Umówiliśmy się, że za złożenie mnie do kupy otrzyma trzecią część pieniędzy z konta w Zurychu, do którego sam nie miał dostępu. Wysłałem mu ponad milion amerykańskich dolarów.

1 ... 117 118 119 120 121 122 123 124 125 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)