Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Tożsamość Bourne’a
Tożsamość Bourne’a - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tożsamość Bourne’a

Электронная книга - «Tożsamość Bourne’a». Краткое содержание книги:

Mężczyzna, który wypadł podczas sztormu za burtę małego trawlera, nie pamięta żadnych faktów ze swojego życia. Pewne okoliczności sugerują, że nie był on zwyczajnym człowiekiem – zbyt wiele osób interesuje się jego poczynaniami, zbyt wielu najemnych morderców usiłuje go zlikwidować. Sprawność, z jaką sobie z nimi radzi, jednoznacznie wskazuje na specjalne przygotowanie, jakie przeszdł. Jego przeznaczeniem jest walka o przeżycie i wyjaśnienie tajemnic przeszłości…
Tożsamość Bourne'a należy do najlepszych powieści Roberta Ludluma, pisarza przewyższającego popularnością wszystkich znanych polskiemu czytelnikowi pisarzy gatunku sensacyjnego. Niektórzy twierdzą, że jest to jego najlepsze dzieło, czego pośrednim dowodem kontynuacja w postaci następnych dwóch tomów oraz doskonały film i serial z Richardem Chamberlainem, cieszący się ogromnym powodzeniem na całym świecie.
1 ... 114 115 116 117 118 119 120 121 122 ... 151
Перейти на страницу:

– I co mogłoby być tą informacją? – spytał d’Anjou.

– Nazwisko twego pracodawcy. Razem z przekonywającym dowodem, oddane w zaklejonej kopercie adwokatowi, stanowiłyby gwarancję twego życia. Gdyby miało się ono skończyć w jakiś nienaturalny sposób, choćby nawet w nieszczęśliwym wypadku, adwokat otworzy kopertę i ujawni jej zawartość. To twoje zabezpieczenie, d’Anjou.

– Rozumiem – odparł cicho „meduzyjczyk”. – Ale mówisz, że śledzą mnie, chodzą za mną.

– Zabezpiecz się – powiedział Jason. – Powiedz im prawdę. Znasz numer, pod który trzeba zadzwonić, nie?

– Znam, stary – w głosie starca zabrzmiała nutka zdumienia.

– Dotrzyj do niego, powtórz mu, co ci powiedziałem… ale oczywiście nie o wymianie. Powiedz, że skontaktowałem się z tobą, bo chcę się spotkać. Że to nastąpi za godzinę pod Luwrem. Powiedz mu prawdę.

– Postradałeś zmysły.

– Wiem, co robię.

– Kiedyś wiedziałeś… Zastawiasz na siebie pułapkę, przygotowujesz sobie własną egzekucję.

– W którym razie zostaniesz hojnie wynagrodzony.

– Albo załatwiony, jeśli jest tak, jak twierdzisz.

– Przekonajmy się o tym. Skontaktuję się z tobą nie w ten, to w inny sposób, masz na to moje słowo. Mają moje fotografie, więc będą wiedzieli, kiedy to nastąpi. Lepsza sytuacja, nad którą się panuje, od tej, która wymknęła się spod kontroli.

– Teraz słyszę Deltę – stwierdził d’Anjou. – Nie zastawia na siebie pułapki, nie maszeruje przed plutonem egzekucyjnym, nie prosi o opaskę na oczy.

– Nie, nie prosi – przyznał Delta. – Nie masz wyboru, d’Anjou. Za godzinę. Przed Luwrem.

Niezawodność pułapki leży w jej zasadniczej prostocie. Odwrotna pułapka, z natury rzeczy bardziej skomplikowana, musi być przeprowadzona jeszcze prościej i sprawniej.

Te słowa przyszły mu do głowy, gdy czekał na taksówkę na Saint-Honoré, u wylotu ulicy wiodącej do „Les Classiques”. Udając amerykańskiego turystę, którego żona udała się na zakupy do sklepów z haute couture, poprosił kierowcę, żeby okrążył ze dwa razy cały ciąg budynków. Dostrzeże ją, gdy w końcu wynurzy się z któregoś magazynu.

Dostrzegł, owszem, ale ludzi Carlosa. Gumowa nakładka wieńcząca czubek anteny na czarnym sedanie stanowiła zarówno dowód, jak i ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem. Gdyby dało się jakoś ją skrócić, z miejsca poczułby się lepiej, jednakże nie było na to sposobu. Pozostawała mylna informacja. Jason musi się jakoś postarać, by w ciągu następnych czterdziestu pięciu minut nadano przez to radio mylną informację. Ukryty na tylnym siedzeniu taksówki przyjrzał się dokładnie dwóm mężczyznom w aucie po przeciwnej stronie ulicy. Jeśli różnili się czymś od setki podobnych mężczyzn na Saint-Honoré, to tylko tym, że nie rozmawiali ze sobą.

Na chodniku pojawił się Philippe d’Anjou w szarym kapeluszu na siwych włosach. Omiótł spojrzeniem ulicę, z czego Bourne wywnioskował, że były „meduzyjczyk” zapewnił sobie obstawę. Zadzwonił pod umówiony numer, wyjawił swe zaskakujące informacje, mógł więc sądzić, że samochód z ludźmi już czeka, by za nim pojechać.

Do krawężnika podjechała, zapewne zamówiona telefonicznie, taksówka. D’Anjou powiedział coś do kierowcy i wsiadł. Po przeciwnej stronie ulicy wysunęła się złowrogo ze swego gniazda antena; polowanie się rozpoczęło.

Sedan ruszył za taksówką d’Anjou. Jason tylko na to czekał. Pochylił się do kierowcy i powiedział z udanym zirytowaniem:

– Na śmierć zapomniałem, że rano miał być Luwr, a zakupy dopiero po południu. Boże, toż jestem spóźniony już pół godziny. Proszę zawieźć mnie pod Luwr.

– Mais oui, monsieur, le Louvre.

Podczas krótkiego przejazdu do zwróconej ku Sekwanie monumentalnej fasadzie Luwru taksówka Jasona dwa razy wyprzedzała czarnego sedana i natychmiast zostawała w tyle. Dzięki tym zbliżeniom Bourne zobaczył to, co go interesowało. Mężczyzna obok kierowcy mówił coś raz po raz do trzymanego w dłoni mikrofonu. Carlos widać chciał mieć pewność, że potrzask nie stracił kolców: pozostali jego ludzie obstawiali już teren egzekucji.

Znaleźli się przed ogromnym wejściem do muzeum.

– Proszę stanąć za tamtymi taksówkami – polecił Jason.

– One czekają na klientów, monsieur. Ja mam klienta, pan jest moim klientem. Zawiozę pana do…

– Proszę robić to, co każę – przerwał mu Bourne i rzucił pięćdziesiąt franków na przednie siedzenie.

Taksówkarz skierował samochód do kolejki. Czarny sedan znajdował się w odległości dwudziestu metrów na prawo od nich; mężczyzna z mikrofonem odwrócił się i patrzył przez tylną lewą szybę. Jason poszedł za jego spojrzeniem. Jak mógł się spodziewać, kilkadziesiąt metrów w kierunku zachodnim, na otwartej dużej przestrzeni stał szary samochód, ten sam, który towarzyszył Jacqueline Lavier i żonie Villiersa w ich drodze do kościoła pod wezwaniem Najświętszego Sakramentu, a potem tę drugą, gdy doprowadziła już pierwszą do jej ostatniej spowiedzi, wywiózł pośpiesznie z Neuilly-sur-Seine. Bourne zobaczył, że antena na tamtym samochodzie opuszcza się. A po prawej stronie żołnierz Carlosa nie trzymał już mikrofonu i antena na czarnym sedanie też się chowała; łączność została nawiązana, kontakt wzrokowy – potwierdzony. Czterech mężczyzn. To właśnie byli siepacze Carlosa.

Bourne powiódł wzrokiem po mrowiu ludzkim przed wejściem do Luwru i wyłowił z niego natychmiast eleganckiego d’Anjou, który rozglądając się nerwowo spacerował w tę i z powrotem wzdłuż wielkiego bloku z białego granitu okalającego z lewa marmurowe schody.

Teraz! Nadszedł czas nadania mylnej informacji.

– Niech pan rusza – polecił kierowcy.

– Słucham?

– Dostanie pan dwieście franków, jeśli zrobi pan to, co każę. Niech pan ruszy i dojedzie do początku kolejki, po czym niech pan skręci dwa razy w lewo i wróci do tamtego wjazdu.

– Nie rozumiem, monsieur!

– Nie musi pan. Trzysta franków.

Samochód skręcił w prawo, zrównał się z początkiem kolejki, gdzie taksówkarz zakręcił ostro, kierując samochód w stronę rzędu zaparkowanych pojazdów. Bourne tymczasem wyszarpnął zza paska pistolet, wsadził go między kolana i sprawdził tłumik dokręcając go mocno.

– Dokąd życzy pan sobie jechać? – spytał zaskoczony taksówkarz, gdy znaleźli się na podjeździe prowadzącym z powrotem do Luwru.

– Niech pan zwolni! – zażądał Jason. – Widzi pan ten duży szary samochód przed nami, skierowany ku wejściu od strony Sekwany?

– Ależ oczywiście.

– Niech pan objedzie go wolno z prawej strony. – Bourne przesunął się na lewe siedzenie, opuścił szybę, cofnął głowę i pistolet. Ujawni się, ale dopiero za kilka sekund.

Gdy taksówka zrównała się z maską sedana, kierowca znowu zakręcił. Auta znalazły się równolegle do siebie. Jason wystawił głowę i pistolet. Wycelowawszy w tylną szybę szarego samochodu oddał pięć strzałów, rozbijając szkło i wprawiając w zaskoczenie tamtych, którzy zaczęli wołać coś do siebie, zsuwając się jednocześnie na podłogę przed przednim siedzeniem. Ale zdążyli go jeszcze zobaczyć. To było tą mylną informacją.

– Uciekamy! – wrzasnął Bourne do przerażonego taksówkarza, rzucając trzysta franków na przednie siedzenie i wciskając swój miękki pilśniowy kapelusz w tylne okienko. Taksówka pomknęła ku kamiennej bramie Luwru.

Teraz.

Jason przeturlał się na siedzeniu, otworzył drzwi samochodu i wypadł, na chodnik wykrzykując ostatnią instrukcję dla szofera:

1 ... 114 115 116 117 118 119 120 121 122 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)