Przejście
- Автор: Уиллис Конни
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: Zysk i S-ka
- ISBN: 83-7298-253-8
- Переводчик: Piotr Budkiewicz
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Przejście». Краткое содержание книги:
— Z przyjemnością posłuchałabym do końca, ale naprawdę muszę już zanieść identyfikator Maisie.
Pan Wojakowski przyjął to ze spokojem.
— Proszę ją ode mnie pozdrowić. Żałuję, że nie jest prawdziwy, tak jak ten, który nosiłem w marynarce. Opowiadałem pani, jak kiedyś wypadłem za burtę i go zgubiłem? Wracaliśmy właśnie do Pearl…
Zanim Joanna uwolniła się od pana Wojakowskiego, było już po ósmej i Maisie spała.
— Przyniosę go rano. — Joanna poinformowała Barbarę. — Jak się czuje?
— Musieli jej odstawić amiodipril.
— Wiem. Maisie powiedziała mi, że znowu bierze nadolal.
Barbara potwierdziła skinieniem głowy.
— Nie mają już innych leków do wypróbowania. Właśnie dlatego jej matka tak bardzo walczyła o włączenie Maisie do programu klinicznego testowania amiodiprilu. Mówi się o przestawieniu dziewczynki na nowy inhibitor konwertazy angiotensyny, ale ma naprawdę fatalne skutki uboczne, a ona i tak jest strasznie osłabiona.
— Co z sercem?
— Można się tylko modlić o wypadek autobusu z dziećmi — oświadczyła. — Przepraszam. Miałam ciężki dzień i zdaje się, że dopada mnie grypa. W tej chwili nie jest źle. Kto wie, może czeka nas cud.
— Może. — Joanna poszła na górę, żeby jeszcze staranniej przejrzeć swoje relacje w poszukiwaniu dodatkowych wskazówek. Skończyła pracę po jedenastej.
Nic nie znalazła, a rano, kiedy udała się do Maisie, okazało się, że dziewczynka ma cewnikowanie serca.
— Póki co nie stwierdzono migotania przedsionków — doniosła Barbara. — Prosiła, żeby pani to przekazać. — Wręczyła Joannie kartkę papieru z notatnika, wielokrotnie złożoną na pół.
Joanna zaczekała z rozłożeniem kartki do czasu, kiedy znalazła się sama w gabinecie. Maisie wypisała ołówkiem listę statków: Carpathia, Burma, Olympic, Frankfurt, Mount Temple, Baltic. Joanna pomyślała, że nie była zbyt pilną uczennicą, skoro nawet słysząc te nazwy, nie przypominała sobie, aby pan Briarley o nich wspominał.
Co nie oznacza, że tego nie robił, dodała w myślach. Niektórzy ludzie potrafią przypominać sobie książki i filmy z niemal doskonałą precyzją. Takie zjawisko nosi nazwę kryptomnezji. Jak ustalono, właśnie na to cierpiała Bridey Murphy, skonstatowała ironicznie Joanna.
— Mamy problem — przywitał ją Richard, gdy tylko weszła do laboratorium.
— Tish wciąż jest na chorobowym?
— Nie, wróciła, ale właśnie dzwonił pan Sage, żeby odwołać sesję.
— Też ma grypę?
— Cały on — zirytował się Richard. — Dopiero po dziesięciu minutach rozmowy wyciągnąłem z niego, że odwołuje spotkanie. Więc jak, zajmiemy się tobą?
— Jasne — zgodziła się Joanna. — O której?
— Powiedziałem Tish, że o jedenastej.
Joanna skinęła głową i wróciła do gabinetu. Dzwoniła Kit. „Sala gimnastyczna znajdowała się na pokładzie łodziowym”, głosiła wiadomość. „Na prawej burcie, tuż za kwaterami oficerskimi. Radiotelegrafista urzędował na lewej burcie, obok kwater oficerskich”.
Wszystko, co kiedyś mówił pan Briarley. Czy pokazywał im także plan pokładu łodziowego? Nie pamiętała, ale nie mogła tego wykluczyć. W książkach Maisie roiło się od mapek i diagramów: trasy pokonanej przez samolot Amelii Earhart, ruin Pompejów, schematu gondoli Hindenburga.
Joanna zadzwoniła do Kit, ale telefon był zajęty. Przekręciła więc do Maisie.
— Maisie, stwierdziłaś, że litery MGY to kod wywoławczy Titanica, a potem zaczęłaś coś mówić. Co chciałaś powiedzieć?
— Przecież zabroniła mi pani wspominać o czymkolwiek, co nie jest związane z pytaniami.
— Pamiętam, to jest wciąż aktualne, z wyjątkiem tej jednej informacji. Co chciałaś powiedzieć?
— Chodziło o to, że wiem, co oznacza MGY, bo pamiętam wiadomość przesyłaną przez Titanica. „MGY CQD PB. Przybywajcie natychmiast. Zderzyliśmy się z górą lodową”. CQD oznacza „pomocy” — wytłumaczyła Maisie.
— Wydawało mi się, że Titanic wysyłał sygnał SOS.
— Bo tak było, tylko że… Jest pani pewna, że mogę o tym mówić?
— Jestem pewna.
— No więc najpierw wysyłano CQD, a potem Harold Bride, to był drugi radiotelegrafista, powiedział, jakby żartem: „Wysyłajmy SOS. To nowy kod oznaczający wezwanie o pomoc, i może nigdy nie nadarzy się kolejna sposobność”.
Rozdział 31
„No cóż, na to nic się nie poradzi”.