Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 116 117 118 119 120 121 122 123 124 ... 137
Перейти на страницу:

W obawie przed zdradzeniem swojej kryjówki postanowili nie wracać drogą, którą wędrowali na południe i drugiego dnia porzucili rzekę. Przybili do brzegu w pobliżu jakiejś jaskini, kilka cha’ań od przyczółka Tolal, skąd Tiyat i Kajpin popłynęły dalej, żeby oddać wypożyczoną łódź właścicielce. Tiyat odbyła z nią długą i burzliwą dyskusję na temat uszkodzeń poszycia, którą przerwała Kajpin, wymachując plikiem pieniędzy i mówiąc wielkopańskim tonem:

— To tylko pieniądze! Zapłać jej, odbijemy sobie na umowie o rakar.

Co doprowadziło, rzecz jasna, do ożywionej dyskusji na temat nowych upraw rakaru. W końcu pożegnały się w przyjaznej atmosferze z właścicielką łodzi i w bębniącym deszczu ruszyły w kierunku miasteczka.

— To tylko pieniądze — prychnęła Tiyat ze złością, kiedy zatrzymały się na targowisku w Tolalu i wydały ostatnie bahli na sól.

— Nie martw się — powiedziała jej Kajpin, kiedy już szły drogą prowadzącą z miasteczka na północny wschód. — W następnej porze roku napadniemy na jakąś karawanę!

Pewne, że nikt za nimi nie idzie, porzuciły drogę i zatoczyły łuk, biegnąc na południe. Dotarły do jaskini bez przeszkód i już wszyscy razem ruszyli dalej, pozostawiając za sobą drogi i rzeki, a zagłębiając się w bezkresną równinę. Zatrzymywali się od czasu do czasu, by nasłuchiwać, bacznie obserwować i węszyć, i nabierali coraz większego przekonania, że są bezpieczni. Wokoło rozciągało się dzikie, płaskie pustkowie całkowicie pozbawione śladów działalności jakiegokolwiek rozumnego gatunku. Szli w deszczu ciepłym jak krew, nie spiesząc się, ale i nie odpoczywając, i widzieli tylko kępy karłowatych zarośli o lawendowych liściach, z których wystawały długie łodygi zakończone dzwonkowatymi kwiatami, nie słysząc nic, prócz bębnienia deszczu, chlupotania podmokłego gruntu pod stopami i wesołego podśpiewywania Nica.

— Nie przeszkadza wam? — zapytał Sandoz Runki po jakimś czasie. — Ktoś może mu powiedzieć, żeby przestał śpiewać.

— Mnie nie przeszkadza — odpowiedziała Kajpin.

— Nie jest tak piękne, jak muzyka Izaaka — dodała Tiyat — ale ładne.

Cudzoziemcy nieśli radiostację i odpowiadali lakonicznymi meldunkami na rutynowe wezwania z „Giordana Bruna”.

— Tutaj leje jak w trzecim kręgu piekieł — powiedział im raz Sean. — Jakiej pogody możemy się spodziewać jutro?

— Przejaśnienie — odpowiedział mu Frans.

— Dzięki Bogu — skwitował z ulgą Sean i przerwał połączenie.

O świcie obudził ich nie grom, ale buczek radiowego sygnału wywoławczego, czysty i melodyjny w rześkim, porannym powietrzu. To był Frans Vanderhelst, który prosił o kontakt któregokolwiek z nich. Sean zgłosił się, ziewając, na co Frans zapytał:

— Tam u was wszystko w porządku?

— Tak, a bo co? — odpowiedział Sean zniecierpliwionym tonem. Kiwnął przyzwalająco głową, kiedy Joseba, mrugając zaspanymi oczami, wychylił się, by przełączyć na tryb konferencyjny, tak aby wszyscy słyszeli.

— Brakuje nam śladu trzech z waszych czterech mikronadajników. Co się dzieje?

To ich całkowicie rozbudziło. Spodziewali się, że w końcu zapytają ich o te mikronadajniki, ale nie w ten sposób.

— Trzy z czterech? — Sean rozejrzał się po swoich towarzyszach i zatrzymał wzrok na twarzy Nica, zaróżowionej, choć na niebie nie było chmur. Joseba jęknął i złapał się za głowę. VaN’Jarri też się obudzili i zaczęli zadawać pytania, ale Sandoz syknął na nich, kiedy Sean podniósł rękę, prosząc o ciszę.

— Mamy trzy sygnały z wyznaczonego miejsca, które nie ruszyły się stamtąd od trzech dni — usłyszeli głos Carla. — I jest jeden w odległości dwustu czterdziestu kilometrów na północny wschód od tego miejsca. Czy wszystko w porządku?

— Tak! Czulibyśmy się jeszcze lepiej, gdybyście nas nie budzili o bladym świcie! Nie możecie trochę poczekać? Miałem naprawdę cudowny sen…

— Więc co jest z tymi mikronadajnikami? — przerwał mu John. — Dlaczego eskorta Sofii nie może was znaleźć? Mówią, że miejsce, gdzie obozowaliście, śmierdzi krwią. Przez chwilę myśleliśmy, że was zjedli! Właśnie rozmawialiśmy z Sofią. Jest przekonana, że Emilio został uprowadzony przez jana’atańskich renegatów… Gotowa jest wyruszyć za wami z całą armią! Co jest grane?

Na dźwięk słowa „armia” Kajpin stuliła uszy, a inni VaN’ Jarri zaczęli przejawiać oznaki niepokoju. Sean ziewnął teatralnie i rozejrzał się wokoło, wytrzeszczając komicznie oczy.

— Jezu! To ty, Candotti? Może nie tyle pytań naraz, dobra?

— Jeszcze raz mówię: Wszystko jest okay! Ta krew to… — Sandoz, walczący ze swoimi protezami, spojrzał na niego ostrzegawczo. — Poczekaj, Sandoz chce z tobą mówić. — Z pewną ulgą wręczył nadajnik Sandozowi.

— John, tu Emilio. Powiedz Sofii, że naoglądała się za dużo westernów — powiedział Sandoz, znakomicie udając rozbawienie. — Nie potrzebujemy tu żadnej amerykańskiej kawalerii pędzącej nam na ratunek! Czekaj… niech Frans mnie z nią połączy, dobrze? Chcę z nią bezpośrednio porozmawiać.

Wszyscy czekali w napięciu, milcząc, kiedy Sandoz odszedł kilka kroków i stanął, odwrócony do nich plecami. Ale i tak usłyszeli wyraźnie przynajmniej to, co on mówił.

— Mendes? Nie, posłuchaj mnie! Wszystko w porządku… Och, Boże. Nie płacz, Sofio! Czuję się świetnie. Naprawdę… Tak. Wszystko jest w porządku… Uspokój się, dobrze? — Spojrzał na innych i skrzywił się, kręcąc głową: nigdy nie mów kobiecie, żeby się uspokoiła. — Nie, Sofio, posłuchaj! To był po prostu froyil, którego ustrzelił Joseba! Tak… zrobiliśmy sobie barbecue! Postanowiłem przenieść gdzieś obóz, żeby woń krwi nie zmyliła eskorty. Jesteśmy niedaleko.

— Relatywnie do Ziemi — mruknął Joseba.

— Nie wiem, o co chodzi z tym sygnałem na północny wschód od wyznaczonego miejsca — powiedział Sandoz.

— Jak dotąd nie skłamał — szepnął Sean z uznaniem.

— Może nadajniki mają jakąś ukrytą wadę? — zapytał Sandoz, przechadzając się. — Albo oprogramowanie? — Pauza. — No cóż, to i tak nie ma większego znaczenia, bo wszystko jest okay. Posłuchaj, Mendes, wczoraj późno się położyliśmy i wszyscy są zmęczeni, więc chcielibyśmy jeszcze trochę pospać, zanim… Jasne! Tak, niech tam na nas czekają! Doskonale! — krzyknął, zatrzymując się i patrząc z ulgą na resztę. — Ty też. Wracaj do łóżka… Więc zjedz śniadanie! — dodał, uśmiechając się. — Dobrze się czujesz? Na pewno? Nie martw się o nas! Będziemy w kontakcie.

— Chryste — szepnął Sean, kiedy Sandoz do nich wrócił i usiadł na ziemi. — Przypomnij mi, żebym już nigdy nie grał z tobą w pokera, dobrze?

Na pokładzie „Giordana Bruna” Danny wzruszył ramionami.

— D.W. Yarbrough zawsze mówił, że Sofia Mendes mogłaby myśleć trochę wolniej. Dla własnego dobra.

Frans Vanderhelst patrzył na Carla.

— Te mikronadajniki wcale nie są uszkodzone.

— Tak? — zapytał John. — To spójrz na ekran.

Czwarty ślad właśnie zniknął.

* * *

— Przepraszam, don Emilio — powtórzył Nico, kiedy Joseba miażdżył mikronadajnik między dwoma kamieniami. — Frans powiedział…

— W porządku, Nico, rozumiem. Chciałeś dobrze — mruknął Emilio — choć nie wyszło najlepiej.

1 ... 116 117 118 119 120 121 122 123 124 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)