Wojna Honor [War of Honor - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2005
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-622-8
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Wojna Honor [War of Honor - pl]». Краткое содержание книги:
W całej liczącej dwa tysiące lat standardowych historii kolonizacji kosmosu to, co miał właśnie zrobić Harvest Joy, zdarzyło się mniej niż dwieście razy. Od zbadania terminalu Basilisk minęły prawie dwa standardowe stulecia i z tego, co wiedziała, żaden żyjący w Gwiezdnym Królestwie oficer nigdy nie dowodził jednostką która miała dokonać pierwszego tranzytu przez nowo odkryty terminal. Ba, wśród żywych nie było już nikogo, kto brałby w tym wcześniej udział. Zachary od ponad pięćdziesięciu lat standardowych była oficerem Zwiadu Kartograficznego i miała na koncie niezliczoną liczbę tranzytów, tego konkretnego nie dokonał nikt wcześniej, toteż wyobraźnia podsuwała jej jeden scenariusz katastrofy za drugim. Było to nielogiczne, ale nie panowała nad tym.
Symbol przedstawiający Harvest Joy na ekranie astronawigacyjnym pełzł powoli po linii wektora podejścia i obraz ten niczym nie różnił się od typowego towarzyszącego każdemu tranzytowi przez każdy z pozostałych terminali Manticore Junction. Wrażenie to potwierdzały i standardowe rozmowy z kontrolą ruchu, i to, że zespół doktora Kare’a dokładnie obliczył wektory podejścia i wejścia oraz sam moment przejścia. Mimo to istniała jedna drobna, acz zasadnicza różnica — tych obliczeń nikt nigdy nie sprawdził w praktyce.
A raczej nikt żywy, bo wysłano sześćdziesiąt sond, których aparatura sprawdziła też wszystkie obliczenia i potwierdziła je. Tylko że żadna z nich nie wróciła, więc nie wiedziano, czy tranzyt jest bezpieczny.
Żadna z sond nie mogła naturalnie wrócić, ponieważ były zbyt małe, by dało się na nich zamontować generatory hipernapędu, a tylko one umożliwiały przejście przez terminal. Wszystko, co ich nie miało, a próbowało tego dokonać, po prostu przestawało istnieć. Taki też los spotkał sondy, które zakończyły nadawanie w momencie przejścia.
W przeciwieństwie do nich jej jednostka była wyposażona w generator hipernapędu, mogła więc bezpiecznie dokonać tranzytu. Najprawdopodobniej.
Nie wiadomo było bowiem, czy przetrwa to, co znajdowało się po drugiej stronie. Co prawda nie znano przypadków wyjścia w czarnej dziurze czy innym równie atrakcyjnym miejscu, ale legendy o takich parszywych wormholach były ciągle żywe. A podświadomość podszeptywała: zawsze kiedyś jest ten pierwszy raz…
Jeśli Kare żywił podobne obawy, to starannie i skutecznie je ukrywał. Stał za oficerem astronawigacyjnym i zaglądał mu przez ramię. Był radosny, podniecony i całkowicie skupiony na obserwowaniu ekranu astro. Już sama jego obecność powinna teoretycznie na wszystkich wpływać uspokajająco — przecież nie pchałby się na pokład, gdyby nie był całkowicie pewien bezpieczeństwa, podobnie jak Agencja nie wysłałaby bez tej pewności jego, trzech asystentów i ponad dwustu innych pracowników naukowych.
Tylko że wszyscy na pokładzie wiedzieli, że Kare’a i Wixa przed wzięciem udziału w tej wyprawie mogliby powstrzymać jedynie uzbrojeni Marines, i to w znacznej przewadze liczebnej. Dla niej było to ekscytujące wydarzenie, dla Kare’a kulminacja całego zawodowego i naukowego życia. Dla Wixa także.
— Mamy emisję progu, ma’am — zameldowała porucznik Thatcher. — Dokładnie o czasie i w podanym miejscu.
— Dziękuję, Rachelle.
Zachary spojrzała na ekran astronawigacyjny fotela — celownik przesuwający się przed symbolem Haruest Joy rozjarzył się jaskrawą zielenią, co oznaczało, że znajduje się dokładnie na kursie prowadzącym do nadprzestrzennej anomalii, bo tym był w istocie wormhol.
— Doktorze Kare? — spytała cicho Zachary.
Co prawda to ona była kapitanem i miała prawo zaniechać tranzytu, jeśli cokolwiek wzbudziłoby jej podejrzenia, ale szefem ekspedycji był Kare. Oficjalne pismo od admirała Reynauda nie pozostawiało w tej sprawie cienia wątpliwości niezależnie od tego, co myślała Makris. Oznaczało to, że do niego należała ostateczna decyzja, czy dokonać tranzytu, jeśli Zachary nie wyrażała sprzeciwu.
A nie wyrażała.
— Proszę kontynuować, kapitan Zachary — odparł Kare, nie odrywając wzroku od ekranu.
— Doskonale. — Zachary spojrzała na ekran łącznościowy fotela. — Proszę przygotować się do skonfigurowania dziobowego pierścienia napędu do tranzytu, panie Hooja.
Polecenie stanowiło dokładny cytat z procedur. I było zupełnie zbędne, bo Hooja był do tego gotów od dobrych dwudziestu minut.
— Aye, aye, ma’am. Jest pełna gotowość — zameldował Hooja równie formalnie.
— Próg za trzydzieści sekund, ma’am — odezwał się Thatcher.
— Uwaga przy sterze, bosmanie Tobias.
— Aye, aye, ma’am.
Zachary wstrzymała oddech, obserwując symbol jednostki na ekranie.
— Próg! — oznajmił Thatcher.
— Postawić dziobowy żagiel, panie Hooja! — poleciła Zachary.
— Dziobowy żagiel postawiony, ma’am.
Laik obserwujący Hawest Joy mógłby stwierdzić, że nic się nie zmieniło. W rzeczywistości dziobowy pierścień napędu uległ rekonfiguracji, przez co moc ekranu spadła do połowy, a węzły alfa wytworzyły żagiel, czyli dysk energii grawitacyjnej o średnicy trzystu kilometrów ustawiony prostopadle do osi wzdłużnej Harvest Joy.
— Proszę przygotować się do postawienia rufowego żagla, panie Hooja — poleciła Zachary, obserwując odczyty.
— Pełna gotowość do stawiania rufowego żagla, ma’am.
Obok odczytu mocy napędu systemu impeller pojawił się drugi, pulsujący. Pokazywał, jak wiele energii czerpie żagiel z fal grawitacyjnych. Wielkość wzrastała powoli, lecz stale. Powoli, gdyż jednostka poruszała się z niewielką prędkością, co zwiększało margines bezpieczeństwa. Odczyt przestał pulsować, choć nadal rósł — oznaczało to, że żagiel czerpie dość energii, by zapewnić dalszy ruch okrętowi.
— Postawić rufowy żagiel! — rozkazała.
— Rufowy żagiel postawiony, ma’am — zameldował Hooja.
Ekran zniknął, a okręt drgnął, gdy wokół rufy pojawił się drugi żagiel Warshavskiej.
Zachary przeniosła spojrzenie na Tobiasa. Manewr wcale nie należał do łatwych i wymagał od sternika sporego doświadczenia, ale nikt by się tego nie domyślił, patrząc na spokój i zgoła flegmatyczne ruchy podoficera. Utrzymywał kurs bez najmniejszej choćby poprawki i Zachary prawie uśmiechnęła się z zadowoleniem, gdy zalała ją fala nudności.
Nikt nie był w stanie przystosować się do niemożliwego do opisania uczucia związanego z przejściem granicy między normalną przestrzenią a nadprzestrzenią, podobnie jak nikt nie potrafił jednoznacznie określić, jaki zmysł powoduje te nudności i dlaczego. Każdy miał w tej kwestii własne zdanie, ale wszyscy zgadzali się w jednym: przejściu towarzyszyły odruchy wymiotne. Były lekkie przy normalnym przejściu, natomiast znacznie gwałtowniejsze przy tranzycie. Zachary z trudem zmusiła się do przełknięcia śliny.
Ekrany zgasły nagle i przez moment, jakiego nie byłby w stanie zmierzyć żaden chronometr, Harvest Joy nie istniał. Tuż przedtem znajdował się siedem godzin świetlnych od Manticore A, tuż potem znalazł się gdzie indziej i ekrany znów ożyły.
Zachary ponownie przełknęła ślinę i nudności zniknęły.
Na ekranie wizualnym z obu żagli spływał nadmiar błękitnej energii towarzyszącej tranzytowi.
Odetchnęła głęboko i z prawdziwą ulgą.
— Tranzyt zakończony, ma’am — zameldował bosman Tobias.
— Dziękuję, bosmanie.
Zachary spojrzała na odczyt — malał błyskawicznie, w miarę jak żagle oddawały energię, co było procesem znacznie szybszym niż jej pobieranie. Wszystko przebiegało normalnie, toteż z zadowoleniem kiwnęła głową i poleciła: