Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Сказки народов мира » O dwoch takich co ukradli ksiezyc
O dwoch takich co ukradli ksiezyc - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

O dwoch takich co ukradli ksiezyc

Электронная книга - «O dwoch takich co ukradli ksiezyc». Краткое содержание книги:

Два близнеца — Яцек и Плацек - ленивые и жестокие мальчики, приносящие неудобства всем односельчанам и готовые на всё, чтобы ничего не делать. Для этого они задаются целью — найти и украсть Луну, чтобы продать её и обеспечить себе безбедную жизнь (мальчики полагают, что та сделана из золота). Украв у своей бедной матери последнюю буханку хлеба, они отправляются в дорогу (позже хлеб превращается в камень).
Пройдя долгий путь, близнецы всё-таки ловят луну в свою сеть, но в результате получают лишь проблемы. В поисках Луны они посетили города Сараделла и Мортаделла, а потом попали в руки заметивших их разбойников. Последние привели их в Золотой Город, где всё было сделано из золота. Любой, кто прикасался к золоту, сам становился золотым. Та же участь постигла и всех разбойников.
Итогом приключения Яцека и Плацека стало их возвращение домой. Осознав свои ошибки, братья решили помогать своим родителям и перестать быть ленивыми.
1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 54
Перейти на страницу:

ROZDZIAŁ SZÓSTY

w którym Jacek i Placek spotykają filozofa Patałłacha

Jacek i Placek straszną noc przebyli w trzęsawisku. Nie rozumieli dobrze dlaczego, ale wstyd ich palił, że jadowite żmije i oślizgłe węże nazywały, ich swymi braćmi. Pojąć nie mogli, dlaczego najlepszy pies na świecie czy też jego upiór wył smutno ponad nimi, zawiódłszy ich przedtem na bagna, gdzie łatwo mogli utonąć. Bolała ich straszna wzgarda mądrego, starego kruka.

Bali się poruszyć, aby nie zbudzić kłębowiska syczących wężów. Leżeli w jakimś wilgotnym wykrocie, przytuleni do siebie i mocno zastrachani. Zasypiali od czasu do czasu z wielkiego zmęczenia, ale spali krótko, snem niespokojnym i gorączkowym. Ile razy sen skleił im oczy, budziły ich po chwili jakieś dzwonienia i jękliwe westchnienia. Wciąż im się zdawało, że gdzieś z wielkiej oddali goni za nimi poprzez mgły tęskny, rozpłakany głos, który już przedtem słyszeli na pustkowiu.

Często wśród tej mokrej, mgłami otulonej nocy coraz to nowe padało na nich przerażenie. Przed samym świtaniem ujrzeli w lepkim, drżącym od zimna mroku nowe widmo, biegnące ku nim olbrzymimi krokami. Potwór ogromny zbliżał się cicho i tylko czasem słychać było bulgotanie wody pod jego nogami. Miał łeb straszliwy, nisko zwieszony ku ziemi, a na nim rogi, szerokie jak łopaty; bódł nimi gęstą mgłę i zbliżał się coraz bardziej. Nagle przystanął i począł wietrzyć chrapami, jakby ich poczuł w pobliżu; wtedy prychnął w wielkim gniewie i pocwałował przez bagna. Nie wiedzieli, że to był łoś, ale wedle tego, co ich dotąd spotkało, byli przeświadczeni, że piekielny jakiś upiór przybiegł z daleka, aby im okazać swój gniew i wzgardę.

Jeden drugiemu tego nie powiedział, ale obaj myśleli o tym równocześnie, jak by im było dobrze i bezpiecznie w tej chwili w domu, przy matce, która zawsze budziła się ze snu, niespokojnie nasłuchując, ile razy który z nich westchnął przez sen. Gdzie ona teraz, ta matka? Mieli żal do niej, że tu po nich nie przyszła i nie wydobyła ich z legowiska wężów.

Skoro słońce zegnało znad moczarów siwe mgły, jak pasterz spędza ciężkie i leniwe krowy z pastwiska, znowu w nich wstąpiła odwaga. Ujrzeli, że przebyli noc w zapadłej dziurze, na jakiejś kępie. Węże znikły, dookoła nie było żadnej żywej istoty. Wydostali się szybko z wstrętnego legowiska i skacząc z kępy na kępę, wydostali się na suchą ziemię. Wyglądali żałośnie. Obłoceni i sponiewierani, znużeni i zgłodniali, odarci przez chaszcze, pobici przez leszczyny i podrapani przez głogi wlekli się z trudem przed siebie. Pod samotnym dębem znaleźli opadłe żołędzie i poczęli je pożerać łapczywie. Schwytali kilka spokojnie wędrujących ślimaków i połknęli je na surowo. Widać, że duch tych urwipołciów mieszkał w żołądku, bo kiedy się najedli, zaraz nabrali ducha: zapomnieli o wszystkim, przespali się, poszli dalej. Tuż koło dębu szemrał strumyk, nie umyli się jednak, uważając ten zabieg za zbędny.

Szli znowu bez celu, w ciągłej nadziei, że dokądś kiedyś zajdą.

Około południa ujrzeli z radością żywe stworzenie. Na środku łąki stał osioł, wcale się nie poruszając. Rozparł się wygodnie, jedno ucho podniósł w górę, drugie opuścił ku ziemi. Wyglądał jak martwy, od czasu do czasu jednakże kiwnął ogonem, co było niewątpliwym znakiem, że żyje. Chłopcy obejrzeli go ciekawie, gdyż dotąd widzieli takiego zwierza jedynie na obrazku. On wcale nie zwrócił na nich uwagi.

— Dzień dobry panu! — zawołali. Osioł machnął lekceważąco ogonem.

— Co pan tu robi? — zapytał Jacek.

Osioł nie odpowiedział, tylko ucho wzniesione do góry opuścił wdzięcznie na dół, a opuszczone podniósł w górę.

Myśląc, że albo ich lekceważy, albo też jest głuchy, zaczęli go tarmosić za uszy. Trudno było tego nie zauważyć, toteż osioł odezwał się niecierpliwie:

— Proszę mi nie przeszkadzać.

— A cóż ty takiego robisz? — zapytał Placek.

— Rozmyślam! — stęknął osioł.

— Nad czym rozmyślasz?

Osioł obejrzał ich uważnie i stał się mniej mrukliwy.

— Czy wy jesteście ludzie? — zapytał.

— Przecie widzisz, więc dlaczego pytasz?

— Widzę, ale pytam, bo chociaż chodzicie na dwóch nogach, mało jednak podobni jesteście do ludzi. Przy tym, chociaż jestem niezmiernie mądry, nie mogę zrozumieć, dlaczego przede mną stoi jeden tylko, a ja widzę dwóch? Ilu was jest właściwie?

— Dwóch!

— Jak to może być? Jeden jest zupełnie taki sam jak drugi. Stroicie jakieś psie figle, ale ja się nie dam otumanić. Albo też w tym wszystkim jest jakaś głęboka tajemnica… Czy to tajemnica?

— Tak jest! — odrzekł Placek. - Jest nas dwóch, ale jest jeden. Gdybyśmy chcieli, toby nas było czterech, ale nie chcemy.

— Bardzo słusznie, nawet dwóch to już za wiele. Ja jestem jeden!

— To także za wiele — rzekł Jacek. - Czy nad tym rozmyślasz, żeby z jednego osła zrobić dwa osły?

— Wcale się nie zajmuję tą sprawą, bo osłów i bez tego jest na świecie niezliczona ilość. Ja rozmyślam nad potężną tajemnicą, bo jestem tak bardzo mądry, że mi rozum ciąży i wciąż muszę myśleć o sprawach głębokich i zawiłych. Czy mnie rozumiecie?

— Rozumiemy, bo ryczysz bardzo głośno.

— Jest to we zwyczaju u szlachetnego narodu osłów, że lubią przemawiać dobitnie. Czy nigdy nie słyszeliście o mnie?

— Dotąd nigdy!

— Musicie zapewne pochodzić z obcego kraju, bo w tym kraju sława moja jest niezmierna. Skąd wy pochodzicie?

— Z Zapiecka.

— Nie byłem nigdy w tej sławnej stolicy. Bardzo mi przyjemnie, że was spotkałem.

— Czy długo tu tak stoisz?

— Przystanąłem na tej pięknej łące przed tygodniem, bo mi przyszło do głowy jedno zagadnienie, na które nie mogę znaleźć odpowiedzi. Dręczy mnie jedna wielka tajemnica.

— Jakaż to tajemnica?

— Nad tym rozmyślam — zaryczał osioł — dlaczego mogę wszystko widzieć z przodu, a zupełnie nie widzę z tyłu?

— To bardzo ciekawe.

— Tak, to jest bardzo ciekawe zagadnienie. Stoję tu od tygodnia i usiłuję dojrzeć, co się dzieje poza mną, ale nic nie widzę. Trudzę się więc bardzo i rozmyślam, co należy uczynić, aby ujrzeć to, co się dzieje za moim ogonem. Czy macie na to jaką radę?

— Zastanowimy się — rzekł Jacek.

Odeszli na ubocze i udawali, że się głęboko namyślają. Kiedy powrócili po dłuższej chwili, rzekł Jacek:

— Jesteśmy tak mądrzy, że wymyśliliśmy niezawodny sposób.

— Jakiż to sposób? — zapytał niedowierzająco osioł.

— Jeśli pragniesz zobaczyć, co się dzieje w okolicy twojego ogona, musisz uczynić zwrot w tył.

— Nie rozumiem tego wyrażenia, musi to być wyrażenie naukowe. Co mam uczynić?

— Musisz się odwrócić i stanąć tak, aby twoja głowa była tam, gdzie jest twój ogon.

— I wtedy będę widział?

— Spróbuj!

Osioł odwrócił się powoli i nagle ryknął z wielkiej uciechy.

— To nadzwyczajne! — zawołał. - Że też mi to nie przyszło do głowy!

— Tak — rzekł skromnie Jacek — wielka to była i niezrównana sztuka, aleśmy ją wymyślili!

— Czy jesteście mędrcami w swoim kraju?

— Mędrcami i czarownikami.

— To zaraz widać. Czy wolno wiedzieć, jak brzmią wasze czcigodne imiona?

— Nazywamy się: Jacek i Placek.

— Imiona wasze brzmią poważnie i dostojnie. Drugie jest nawet bardzo smakowite.

1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 54
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)