Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Intruz». Краткое содержание книги:

Przyszłość. Nasz świat opanował niewidzialny wróg. Najeźdźcy przejęli ludzkie ciała oraz umysły i wiodą w nich na pozór niezmienione życie. W ciele Melanie jednej z ostatnich dzikich istot ludzkich zostaje umieszczona dusza o imieniu Wagabunda. Wertuje ona myśli Melanie w poszukiwaniu śladów prowadzących do reszty rebeliantów. Tymczasem Melanie podsuwa jej coraz to nowe wspomnienia ukochanego mężczyzny, Jareda, który ukrywa się na pustyni. Wagabunda nie potrafi oddzielić swoich uczuć od pragnień ciała i zaczyna tęsknić za mężczyzną, którego miała pomóc schwytać. Wkrótce Wagabunda i Melanie stają się mimowolnymi sojuszniczkami i wyruszają na poszukiwanie człowieka, bez którego nie mogą żyć.
1 ... 112 113 114 115 116 117 118 119 120 ... 151
Перейти на страницу:

– Widzisz, Jeb? Ona w ogóle nie myśli o sobie – o własnym szczęściu ani nawet zdrowiu. Zrobi wszystko, o co ją poprosimy, nawet jeżeli miałaby zginąć. Nie możemy jej pytać o zdanie, tak jak pytamy siebie nawzajem. My zawsze najpierw myślimy o sobie.

Zapadła cisza. Nikt nic nie odpowiedział. Milczenie trwało dłuższą chwilę, aż w końcu poczułam, że sama muszę zabrać głos.

– To nieprawda – odrzekłam. – Bez przerwy myślę o sobie. I… bardzo chcę wam pomóc. Czy to się nie liczy? Byłam strasznie szczęśliwa, pomagając Jamiemu. Nie mogę szukać szczęścia po swojemu?

Ian westchnął.

– Widzicie?

– No cóż, jedno jest pewne. Jeżeli Wanda będzie chciała pojechać, nie mogę jej tego zabronić – powiedział Jeb. – Nie jest więźniem.

– Ale nie musimy jej o to prosić.

Jared cały czas milczał. Jamie też był cicho, ale wiedziałam, że śpi, Jared nie spał – kreślił mi palcami na twarzy przypadkowe kształty. Palące kształty.

– Nie musicie prosić – odparłam. – Sama będę nalegać. To naprawdę nie było… straszne. Ani trochę. Dusze są serdeczne. Nie boję się ich. To było aż zbyt łatwe.

– Łatwe? Musiałaś sobie rozciąć…

– To była wyjątkowa sytuacja – przerwałam mu. – Nie będę musiała więcej tego robić. – Zamilkłam na chwilę. – Prawda?

Ian jęknął.

– Jeżeli Wanda będzie gdzieś jechać, jadę z nią – powiedział ponuro. – Ktoś musi ją chronić przed nią samą.

– A ja pojadę, żeby chronić was przed nią – odezwał się Kyle, chichocząc. – Au! – stęknął chwilę później.

Nie miałam siły podnieść głowy i zobaczyć, kto tym razem go uderzył.

– A ja, żeby was wszystkich przywieźć z powrotem – powiedział cicho Jared.

Rozdział 47

Misja

– To się zrobiło za łatwe. Zero frajdy – burknął Kyle.

– Sam chciałeś jechać – wytknął mu Ian.

Siedzieli z tyłu furgonetki, przebierając w jedzeniu i kosmetykach, które przed chwilą wyniosłam ze sklepu. Był środek dnia, nad Wichitą świeciło słońce. Nie prażyło tak bardzo jak na pustyni w Arizonie, a powietrze było wilgotniejsze. Roiło się w nim od malutkich owadów.

Jared prowadził samochód w stronę autostrady, przestrzegając ograniczenia prędkości. Wciąż go to jednak irytowało.

– Zmęczona zakupami? – zapytał mnie Ian.

– Nie, wcale mnie to nie męczy.

– Stale to powtarzasz. Czy jest w ogóle coś, co cię męczy?

– Męczy mnie… tęsknota za Jamiem. I męczy mnie trochę przebywanie na zewnątrz. Szczególnie za dnia. To taka odwrotność klaustrofobii. Za dużo otwartych przestrzeni. Tobie to nie przeszkadza?

– Czasami. Zwykle jeździmy po zmroku.

– Przynajmniej może sobie rozprostować nogi – mruknął Kyle. – Nie wiem, czemu masz ochotę wysłuchiwać akurat jej narzekań.

– Bo to rzadkość. Miła odmiana od twojego narzekania.

Przestałam słuchać. Ich słowne utarczki ciągnęły się zwykle w nieskończoność. Spojrzałam na mapę.

– Teraz Oklahoma City? – zapytałam Jareda.

– I parę miasteczek po drodze, jeżeli nie masz nic naprzeciw – odparł, wpatrzony w drogę.

– No jasne.

W czasie wypraw Jared przez cały czas był bardzo skupiony. Nie rozprężał się jak bracia, którzy zaczynali śmiać się i rozmawiać, gdy tylko poczuli się bezpieczniej. Bawiło mnie, że określają moje wycieczki do sklepu mianem misji. Chodziłam po prostu na zakupy, tak jak swego czasu w San Diego, gdy musiałam żywić jedynie siebie.

Kyle miał rację: wszystko szło zbyt gładko, by mogło dostarczać emocji. Spacerowałam z wózkiem między regałami. Uśmiechałam się serdecznie i sięgałam po produkty z odległym terminem ważności. Zwykle brałam też coś świeżego dla siebie i chłopaków – na przykład gotowe kanapki. I może jeszcze coś na deser. Ian miał słabość do lodów miętowych z kawałkami czekolady. Kyle najbardziej lubił karmelki. Jared jadł dosłownie wszystko; można było odnieść wrażenie, że dawno wyrzekł się takich przyjemności i przystał na życie, w którym w ogóle nie ma miejsca na zachcianki. Skupiał się wyłącznie na rzeczach najpotrzebniejszych. Między innymi dlatego był tak skuteczny.

Od czasu do czasu, szczególnie w małych miastach, byłam zagadywana przez miejscowych. Znałam swoje kwestie tak dobrze, że pewnie mogłabym już oszukać nawet człowieka.

– Dzień dobry. Pani jest chyba nowa?

– O tak, pierwszy raz.

– Co panią sprowadza do Byers?

Przed wyjściem z auta zawsze sprawdzałam mapę, by wiedzieć, gdzie jestem.

– Mój partner dużo podróżuje. Jest fotografem.

– Ach tak! Artysta. No tak, mamy tu w okolicy mnóstwo pięknej przyrody.

Na początku sama podawałam się za Artystkę. Szybko jednak nauczyłam się, że warto dawać do zrozumienia, iż jestem zajęta, szczególnie w rozmowie z młodymi mężczyznami. Oszczędzałam w ten sposób trochę czasu.

– Bardzo dziękuję za pomoc.

– Ależ nie ma sprawy. Zapraszamy ponownie.

Raz tylko musiałam porozmawiać z farmaceutą, w Salt Lake City. Później wiedziałam już, czego szukać.

– Chyba nie najlepiej się odżywiam. Nie potrafię sobie odmówić łakoci. To ciało ma słabość do słodyczy.

– Musi pani mądrzej wybierać jedzenie. Tysiące Płatków. Wiem, że łatwo ulec pokusie, ale proszę zwracać uwagę na to, co pani je. Tymczasem proszę brać te witaminy i minerały.

„Zdrowie“. Nazwa tabletek okazała się tak oczywista, że zrobiło mi się głupio.

– Woli pani o smaku truskawek czy czekolady?

– A czy mogę spróbować jednych i drugich?

A wtedy przyjazna dusza imieniem Dziecko Ziemi wręczyła mi oba pojemniki.

Nic prostszego. Strach ogarniał mnie tylko wtedy, gdy przypominałam sobie o maleńkiej kapsułce cyjanku schowanej w kieszeni. Na wszelki wypadek.

– Musisz sobie znaleźć nowe ubranie – powiedział Jared.

– Znowu?

– To jest już trochę sfatygowane.

– Dobrze – odparłam. Nie lubiłam brać więcej, niż potrzebowałam, ale wiedziałam, że rosnąca sterta brudnych rzeczy na pewno się nie zmarnuje. Lily, Heidi i Paige nosiły podobny rozmiar co ja i byłam pewna, że ucieszą się z nowych ubrań. Wcześniej na męskich wyprawach nikt się zbytnio nimi nie przejmował. Każdy wypad groził śmiercią, więc ubrania nie były priorytetem, podobnie jak łagodne mydła czy szampony, które zabierałam z każdego sklepu.

– Poza tym przydałaby ci się chyba kąpiel – westchnął Jared. – Co oznacza, że musimy się zatrzymać w motelu.

Na poprzednich wyprawach w ogóle nie przejmowali się wyglądem. Oczywiście tylko ja musiałam sprawiać z bliska wrażenie, jakbym mieszkała w cywilizowanych warunkach. Chłopacy nosili dżinsy i ciemne koszulki – nie brudziły się zbyt szybko i nie przyciągały wzroku na postojach.

Bardzo nie lubili nocować w zajazdach – zasypiać pod nosem nieprzyjaciół. Bali się tego bardziej niż czegokolwiek. Ian powtarzał, że wolałby stawić czoła uzbrojonemu Łowcy.

Kyle po prostu odmawiał. Wysypiał się w furgonetce w ciągu dnia, a potem w nocy siedział na czatach.

Dla mnie spanie w motelu było równie łatwe jak zakupy. Meldując nas w recepcji, ucinałam sobie pogawędkę z obsługą. Wspominałam o moim partnerze – fotografie – oraz podróżującym z nami przyjacielu (w razie gdyby ktoś nas widział we trójkę). Używałam oklepanych imion z planet, które nie budziły większych emocji. Czasem byliśmy więc Nietoperzami – Strażnikiem Słów, Pieśnią Młodych, Podniebnym Konarem – a czasami Wodorostami – Ruchem Oczu, Widokiem Fali, Drugim Wschodem. Za każdym razem je zmieniałam, choć byłam pewna, że nikt za nami nie jedzie. Po prostu Melanie czuła się dzięki temu bezpieczniej. Jak bohaterowie w ludzkich filmach szpiegowskich.

1 ... 112 113 114 115 116 117 118 119 120 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)