Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Dom dzienny, dom nocny». Краткое содержание книги:

»Dom dzienny, dom nocny« jest najambitniejszym projektem prozatorskim Olgi Tokarczuk. Ta pe?na melancholijnego smutku (a miejscami i okrucie?stwa) ksi??ka oferuje nam w finale wspania?y, optymistyczny koncept. Otwiera nas na poznawanie ?ycia, do?wiadczanie naszego istnienia w jego wielowymiarowej postaci. Nie udzielaj?c nam porad ani nie serwuj?c nam odpowiedzi na tzw. najistotniejsze pytania, zach?ca do otwarcia si? na t? nie?atw? pr?b?, jak? jest nasza w?asna, niepowtarzalna egzystencja.
1 ... 107 108 109 110 111 112 113 114 115 ... 127
Перейти на страницу:

Zdała sobie sprawę, że się zaczerwieniła. Dolała mu zupy i usiadła przy stole.

„No więc?”

„Wojna pomieszała mi biografię”, powiedział. „Nie mam rodziców. Uciekłem z domu dziecka i chcę się dostać do wolnego świata. Słyszałem, że otworzyli granicę. To wszystko”.

„Jak masz na imię?”

Miała wrażenie, że chwilę się zastanawiał, więc była pewna, że skłamie.

„Agni”.

„Dziwne imię”.

„Ja też jestem dziwny”.

„Ile ci jestem winna?”

„Może mnie pani przenocować”.

Popatrzyła na swoje pomalowane paznokcie i zgodziła się. Otworzyła mu pokój na dole, ten sam, w którym przez miesiąc mieszkały bliźniaczki.

„Dobranoc”, powiedziała.

Musiała się zawsze ciepło ubierać, gdy spała sama. Na flanelową koszulę wkładała cienki sweterek, a na nogi wełniane skarpety, ale i tak musiała leżeć w zimnym łóżku z godzinę, żeby się rozgrzać. Do brzucha, w którym zamieszkał guz, tuliła gorący termofor. Zastanawiała się, czy chłopiec już usnął. Miała ochotę zejść tam po cichu i wsadzić rękę do kieszeni tej jego kurtki. Co znalazłaby? Może pistolet, może zwitek dolarów, może pluszowego misia, może nasiona kwiatów, może modlitewnik, może nagą gładką skórę… Myśli zaczęły się rozchodzić w różne strony, mętniały, zanikały. Wtedy usłyszała jakiś szelest i usiadła na łóżku.

W rozmytej plamie otwartych drzwi zobaczyła postać.

„To ja, Agni”, usłyszała.

„Czego chcesz? Wyjdź stąd”.

Postać wypłynęła z plamy drzwi i stanęła przy łóżku. Kobieta w panice zapaliła nocną lampkę. Chłopiec miał na sobie skórzaną kurtkę i plecak na ramieniu.

„Przyszedłem się pożegnać. Najlepiej przejść granicę w nocy”.

„Zastrzelą cię”.

Usiadł przy niej i grzbietem ręki przesunął po jej szyi.

„Gdzie jest twój mąż?”

„W Warszawie”.

„Kiedy wróci?”

„W poniedziałek”.

W butach, w ubraniu i z plecakiem wsunął się jej pod kołdrę. Mówiła: „Nie, nie, nie mogę, nie mogę”.

Kiedy się do niej dostał, powtarzała sobie: „To sen, to mi się wszystko śni”.

Rano zobaczyła go przez okno sypialni. Kopał ogródek. Zrobiło jej się słabo. Zapaliła papierosa i nalała sobie wody do wanny. Leżała w wodzie i zbierała myśli. Zastała go potem w kuchni, gdy parzył kawę.

„Idę do pracy, a ty masz stąd zniknąć”.

Pocałował ją w szyję.

„Wcale tego nie chcesz. Chcesz, żebym tu został do poniedziałku”.

„Tak”, powiedziała i przytuliła się do niego.

I został. Kiedy wróciła z pracy, zjedli resztkę zupy i poszli do pokoju bliźniaczek. Kochali się cały wieczór.

Potem wypili butelkę wina i zasnęli. Rano zapytała go:

„Kim ty, do cholery, jesteś? Skąd się wziąłeś? Czego chcesz?”

Ale nie odpowiedział. Poszedł sobie dopiero w niedzielę wieczorem, a ona nie spała do rana, tak tęskniła.

Miała wrażenie, że zna go całe lata, od dzieciństwa albo, jeżeliby to było możliwe, jeszcze przed urodzeniem. Gdyby nie obiecał, że wróci – umarłaby. Położyłaby się w pokoju bliźniaczek i umarła.

W poniedziałek było już po staremu. Jej mąż, jak w filmie, wrócił porannym pociągiem i siedział teraz na kanapie z nogami wyciągniętymi na wyleniały dywan. Spod spodni wystawał mu kawałek nagiej skóry ściśniętej podwiązką. Szare skarpetki w wężowe wzorki ukrywały kształt stopy. Pił herbatę w szklance z metalowym uchwytem i odpoczywał po podróży. Ona usiadła przy nim i nagle usta się jej wykrzywiły, i zaczęła płakać. Spojrzał na nią zaskoczony, a potem przytulił do rozpiętych klap marynarki, która pachniała pociągiem i bezsennością. Powiedziała mu chlipiąc, że znowu musi jechać do Wrocławia, jakby się tłumaczyła z tego płaczu. Głaskał ją po włosach i miał wrażenie, że zrobiły się rzadsze. Pod palcami wyczuwał kształt czaszki. Pomyślał sobie nawet: „czaszka”, i przeraził się.

Nagle zapragnął ją pocieszyć. Wstał ostrożnie i z walizki wyciągnął szarą papierową torbę, w której był prezent urodzinowy. Po co trzymać jeszcze miesiąc?

1 ... 107 108 109 110 111 112 113 114 115 ... 127
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)