Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
- Автор: Браун Эрик, Иган Грег
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo „Solaris”
- Переводчик: Jolanta Pers
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:
Przez długą, pełną napięcia chwilę zawahał się, podczas gdy ja czekałam na lukę pomiędzy samochodami. Wreszcie otworzył właz i zniknął pod ziemią. Sekunda, może dwie, przerwy między samochodami i ruszyłam biegiem. Kiedy znalazłam się po drugiej stronie zmusiłam się, aby zwolnić do tempa spacerowego, ale szłam energicznie, jakbym wiedziała, że ktoś za mną idzie. Dłonie u boków miałam zwinięte w pięści, a przez głowę przelatywał mi stały strumień kurwa, kurwa, kurwa. Ale moja skóra czuła tylko pieszczotę jego kciuka na dłoni, muśnięcie oddechu i mocne, wilgotne odczucie jego ciepła pod ziemią.
Potem przez kilka tygodni nie widziałam się z nim. Miałam wymówki realne i kilka wymyślonych. Rodzinne wakacje, Wielkanoc, „chora” na „grypę”. Nie zamierzałam się wycofać, ale nie chciałam wracać, dopóki nie zakotwiczę mocniej w prawdziwym świecie. Uznałam, że nadszedł czas, żeby znów stać się normalną nastolatką.
Moja mama była przejęta zabierając mnie na zakupy do centrum handlowego i kupując jasne T-shirty i kwieciste sandały. Tata był równie przejęty, kiedy dołączyłam do obsługi sceny na wiosenne przedstawienie (żeby wykorzystać moje umiejętności budowlane) — nazwał to „zdrowym hobby”. W szkole po raz pierwszy od miesięcy podczas lunchu usiadłam ze starymi przyjaciółmi i zaczęłam żartować w klasie. Nie powiedziałam nic o magii, i nikt nie pytał. Kiedy wróciłam do maga, siedzieliśmy w stosownej odległości i wróciliśmy do dziur i bluesowych nagrań. Nie dał mi nowego zadania, a ja nie prosiłam.
Wtedy zaczęły się sny.
Początkowo nie mogłam ich sobie przypomnieć. Na powierzchni przemykały jakieś obrazy, zrujnowane miasta, wezbrane rzeki, sięgające nieba drzewa, ale nie wiedziałam, dlaczego budzę się o świcie odwodniona, zdezorientowana, czasem pobudzona, czasem wystraszona. Wreszcie przy łóżku położyłam notatnik, a kiedy się budziłam, wszystko zapisywałam. Moja ręka poruszała się po papierze; czytałam to, co pisałam.
Miałam siostrę, i musiałyśmy zbudować dom. Dom był zarazem arką — miał nas uratować przed katastrofą. Zrobiłyśmy go z kamieni, był okrągły. Ale kiedy weszłam do środka to był dom moich rodziców, z białymi dywanami i ścianami w kolorze piasku. Otworzyłam drzwi, szukając mojego okrągłego domu, ale pokoje były wypalone. Zwęglone, zniszczone meble. Okropne plamy na podłodze. Znalazłam mój dom w piekarniku. To było jedno, puste pomieszczenie, z brudną podłogą i kamiennymi ścianami wznoszącymi się wokół mnie. Przez otwór wpadało światło słońca. W plamie światła czekała na mnie naga kobieta. Miała szare włosy i duże, piękne piersi. Byłam zawstydzona. Cały czas gapiłam się na trójkąt włosów między jej udami. Chciałam, żeby mnie pocałowała, ale kiedy to zrobiła, moje usta wypełniły się ziemią. Upadłam na wzorzystą kanapę mojej matki, krztusząc się, ponieważ…
Nie wiedziałam, jak skończyć to zdanie. Wsunęłam dłoń w majtki i dotknęłam się między nogami. Byłam mokra i miękka jak… jakbym kogoś chciała. Ale te sny mnie przerażały. Albo to krztuszenie mnie przeraziło.
W tym tygodniu z łomoczącym sercem wróciłam do piwnicy maga. W szkole ledwo trzymałam się na nogach ze zmęczenia, bo każdego ranka budziłam się chwytając spazmatycznie oddech. Wyraźniej musiałam poprosić go o pomoc. Jednak ten sen wydawał się zbyt osobisty, zbyt prawdziwy, żeby mu go opowiadać.
Mag czekał na mnie na swojej pomarańczowej kanapie, brzdąkając na gitarze. Usiadłam na jej drugim końcu, na oparciu i pochyliłam, opierając łokcie na kolanach.
Mag nie uniósł wzroku znad gitary.
— Co chciałabyś mi powiedzieć?
— Skąd wiedziałeś? — zdziwiłam się.
Odłożył gitarę i uśmiechnął się do mnie tak, jak nie uśmiechał się od czasu wyprawy do tunelu.
— Wyglądasz na bardzo przejętą.
Spuściłam wzrok na swoje stopy, próbując znaleźć odpowiednie słowa.
— Miewam sny — powiedziałam wreszcie. — Właściwie sen. O kamiennym domu z sekretnym pokojem — urwałam, a mag kiwnął głową, zachęcając mnie. — I… jest tam naga kobieta. Kiedy ona… kiedy mnie całuje, moje usta wypełniają się ziemią i dławię się.
Mag podskoczył na te słowa.
— Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?
— Ja… przepraszam.
Spojrzał na swoje palce, postukujące dotąd o kościste kolana. Wyglądał jak mały chłopiec głowiący się nad trudnym problemem. Wreszcie przestał przebierać palcami i wyciągnął je do mnie — mógł dosięgnąć tylko mojej stopy opartej o siedzenie. Złapał ją.
— Ile chcesz wiedzieć o magii? — spytał.
Był zdenerwowany, patrzył na mnie z taką uwagą, jakbym miała wybuchnąć.
— Wszystko — powiedziałam bez namysłu.
Poprawił się na kanapie; jego spodnie zaszeleściły o materiał obicia.
— Jest na to wiele sposobów — ujarzmienie fal mocy, co pokazuje ci ten sen — powiedział. — Jedne drogi są szybsze i trudne. Inne wolniejsze i bardziej bezpieczne. Nadszedł czas, abyś dokonała wyboru.
Chwila zastygła — wyraz jego oczu, dłoń na mojej stopie, moje drżące nogi — a ja patrzyłam na tę scenę beznamiętnie, jakby z bardzo wysoka. Znałam typowe teksty, słyszałam wszystkie plotki, czytałam romansidła. To zawsze było następne. Jednak w prawdziwym życiu wydawało się nienaturalne i nierealne.
Mag znów zaczął mówić, jakby cisza go przerażała.
— Ten sen mówi, że twoja magia — cóż, że twoja magia jest powiązana z seksem. Magowie ziemi tak mają, zwłaszcza w młodym wieku, przy tych wszystkich buzujących hormonach; kiedy byłem w twoim wieku także miałem sny, a moc i pożądanie, które się przeze mnie przewalały, kompletnie mnie wyczerpywały. Ponieważ nie potrafiłem ich skoncentrować. Ja… ja mógłbym pomóc ci przez to przejść. Pomóc ci to uziemić, w innym wypadku nadal będziesz miała te sny. Rozumiem, że to sprawia, że jesteś zdenerwowana, bo tak cię wychowano, ale ja…
Nie byłam w stanie się odezwać. Tylko kiwnęłam głową.
— Tak? — powiedział. — Tak, na co?
Miałam gwałtowną chęć zwinięcia się na kanapie i chichotania jak dwunastolatka na dźwięk słowa „seks”. Ukryłam twarz w dłoniach.
— Chcę, żebyś mi pomógł — powiedziałam przez palce.
Pochylił się w moją stronę.
— Jak?
Odciągnął mi ręce z twarzy i pogładził kciukami wewnętrzną stronę moich nadgarstków. W tym momencie był taki piękny, a jego twarz wydawała się składać z warstw, jakbym mogła go zobaczyć poprzez czas, mojego przystojnego starego nauczyciela, mojego wygłodniałego młodego mężczyznę. Czułam się chora, nie potrafiłam określić, ze strachu, czy z pożądania. Powiedział, że mogę być przestraszona.
Patrzył na mnie, czekał.
Pocałowałam go, prosto w usta. Objął mnie ramionami i pociągnął na siebie tak, że go dosiadałam. Nasze biodra pasowały do siebie, był twardy pode mną.
Znów przewalił się przeze mnie strach i ukryłam twarz w jego szyi. Nie byłam w stanie na niego spojrzeć.
— Nie możesz się do tego przywiązywać — powiedział mi do ucha. — Tu chodzi o pracę, nie o mnie. Jestem żonaty.
Mówiąc to głaskał mnie po głowie, potem przesunął mi dłonią po karku, w dół pleców i przytrzymał na biodrze. Nikt nigdy nie dotykał mnie w taki sposób, tak łagodnie, z takim zdecydowaniem. Widziałam, jak podczas przesilenia wyje do księżyca, tę wolność, tę szczelinę w lodzie. Jego szyja była sucha i pachniała jak glina.
— Chcę — powiedziałam i oderwałam się od niego. — Chcę być magiem.
Ujął dłonią moją twarz i pogładził ją.