Wojna Honor [War of Honor - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2005
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-622-8
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Wojna Honor [War of Honor - pl]». Краткое содержание книги:
— Całkowicie się zgadzam, że musimy unikać paniki — oświadczył High Ridge. — Ale też nie możemy czekać bezczynnie. Choćby dlatego, że White Haven, Alexander i reszta natychmiast zaczną głośno dowodzić, że to oświadczenie jest najlepszym dowodem słuszności ich ciągłego krytykowania naszej polityki zbrojeniowej i wojskowej.
— Wiem. — Janacek prawie warknął, bo premier trafił w najdrażliwszy punkt całej wpadki.
— Więc zdajesz sobie sprawę, że musimy być gotowi odeprzeć ten zarzut i zademonstrować, że nie tylko jesteśmy w stanie radykalnie dostosować naszą politykę do nowych informacji, ale także że nasza dotychczasowa była sensowna. Bo tak oczywiście było. — High Ridge rozejrzał się po zebranych, ale nikt nie zakwestionował ostatniego zdania.
— Rozumiem — westchnął Janacek. — W takim razie należy zacząć od zmian w budżecie. Nie chcę tego, zwłaszcza po problemach, jakie mieliśmy z opozycją, by go uchwalić, i nie jestem pewien, czy taka decyzja jest usprawiedliwiona tym, co w tej chwili wiemy, ale możemy być pewni, że White Haven wykorzysta to, by zażądać takich zmian. Lepiej więc będzie zrobić to samemu i wcześniej, bo wtedy będziemy nad tym mieli lepszą kontrolę. Jeśli przedstawimy nasze propozycje rozsądnie i spokojnie, może uda się przedstawić go jako starego histeryka, którym zresztą jest.
— O jakich zmianach myślisz? — spytała New Kiev, jeżąc się odruchowo w obronie ukochanych „budujących pokój” inicjatyw.
— Musimy zwiększyć nakłady na flotę, to nie ulega żadnej wątpliwości. Będzie bardzo silna presja na rozpoczęcie budowy nowych okrętów w trybie awaryjnym i na poważne zmiany w całej naszej polityce militarnej. Tacy jak White Haven nie martwią się faktami, bo są zbyt zajęci przekręcaniem ich dla własnych potrzeb. Jeśli chcemy im przeszkodzić, musimy przedstawić racjonalniejsze propozycje, i to kilka, a nie jedną, które uspokoją opinię publiczną. Nie podoba mi się takie rozwiązanie podobnie jak tobie, ale nie mamy innego wyjścia.
— Jeśli sytuacja nie jest diametralnie gorsza, niż oceniają to ludzie admirała Jurgensena, możemy spokojnie odrzucić najbardziej panikarskie żądania. Będziemy jednakże musieli wznowić budowę przynajmniej większej części niedokończonych lotniskowców i superdreadnoughtów rakietowych. To niezbędne minimum, tym bardziej uzasadnione, że wymagające najmniejszych nakładów sił i pieniędzy. Poza tym nie zaszkodzi przypomnieć, że z myślą o podobnej sytuacji ich budowa została jedynie wstrzymana. To powinno zapobiec objawom nieuzasadnionej paniki. Nawet zakładając, że Republika ma tch sześćdziesiąt okrętów, dokończenie budowy naszych rozpoczętych skutecznie zniweluje tę przewagę. Prawdę mówiąc, wystarczyłoby dokończyć te, które czekają w Grendelsbane.
Obecni wyraźnie się odprężyli, co przyniosło mu dużą ulgę. Był jednak zbyt doświadczonym politykiem, by zapomnieć o zabezpieczeniu tyłów.
— Należy jednak pamiętać, że między wydaniem decyzji o wznowieniu budowy a ukończeniem prac w stoczni minie pewien czas. Nie znam w tej chwili szczegółów, ale z tego co pamiętam, przynajmniej sześciu standardowych miesięcy, a prawdopodobnie ośmiu, potrzeba na wznowienie budowy i zebranie załóg stoczniowych. Poza tym musimy z admirał Draskovic sprawdzić stan personelu floty i prawdopodobnie poważnie go zwiększyć, bo okręty bez załóg na nic nam się nie przydadzą.
— Jaki to konkretnie okres wchodzi w grę, Edwardzie? — spytała Descrobt.
— Jak już powiedziałem, pół roku na wznowienie budowy, a potem sześć, dwanaście miesięcy na ukończenie wszystkich, w zależności od stopnia zaawansowania prac w chwili ich przerwania. Należy więc przyjąć, że okres ten to dwanaście do osiemnastu miesięcy standardowych. Zapadła prawie absolutna cisza. Z liczbami trudno się było spierać i Janacek spodziewał się podobnej reakcji, choć to, co powiedział, nie powinno było nikogo zdziwić. O takich właśnie opóźnieniach mówił, gdy padła propozycja wstrzymania budowy nieukończonych jednostek, a nie było to wcale tak dawno temu. Tyle że wtedy nikt z polityków nie zwrócił na to uwagi, bo wszyscy uważali, że te okręty nigdy nie będą potrzebne. A to, że nie czytali dokładnie wstępnych analiz skutków, jakie to będzie miało dla floty, to już nie była jego wina — dopilnował by zostały tam umieszczone.
— To dłuższy okres niżbym chciał — odezwał się w końcu High Ridge.
Nie spytał, ile okrętów mogą w tym czasie zbudować stocznie w Republice, a Janacek, choć sam się nad tym poprzedniego dnia zastanawiał, także nie miał zamiaru tego tematu poruszać.
— Mnie też się to nie podoba — przyznał. — Niestety nie bardzo możemy go skrócić. Przynajmniej nie poprzez samo tylko zwiększenie naszych sił.
— Co przez to sugerujesz? — spytała Descroix.
— Nic… na razie. Ale należy być świadomym wszystkich istniejących alternatyw.
— A o jakiej alternatywie teraz mówisz? — spytała rzeczowo.
— O prewencyjnym ataku, który zniszczyłby ich nowe okręty.
— Przecież to byłaby wojna! — pisnęła New Kiev.
Janacek z trudem zachował spokój.
— Chciałbym ci przypomnieć, że cały czas trwa wojna, tylko walki się nie toczą. Gdybyś zadała sobie trud przeczytania tego, co powiedział Theisman, wiedziałabyś, że także użył tego argumentu, odpowiadając na pytania dziennikarzy, dlaczego utrzymywano budowę i finanse z tym związane w takiej tajemnicy. I miał rację. Nie ma żadnego prawnego powodu, dla którego w dowolnej chwili nie moglibyśmy podjąć działań zbrojnych. Byłoby to w najgorszym razie zerwanie rozejmu i nic więcej.
— Przecież jesteśmy w połowie negocjacji pokojowych! — wtrąciła ostro New Kiev, patrząc na niego groźnie i nieżyczliwie: najwyraźniej nadal chciała być matką pokoju.
— Wiem o tym. I to niczego nie zmienia. Bądź łaskawa zwrócić uwagę, że nie proponuję żadnego ataku… na razie. Po prostu przypominam, jakie mamy możliwości. Prywatnie uważam, że wznowienie walk nie byłoby rozsądne, ale to nie powód, byśmy mieli zapomnieć o takiej możliwości.
— Tym bardziej, że to Republika, a nie my, uznała za stosowne zdestabilizować istniejącą sytuację — dodała uprzejmie Descroix. — Chyba nie spodziewają się, że będziemy negocjowali w dobrej wierze, znajdując się w sytuacji przymusowej.
— Powinniśmy zachowywać uzgodnione warunki rozejmu! — upierała się New Kiev.
— Zgadza się, ale jako rząd Jej Królewskiej Mości mamy przede wszystkim obowiązek rozważyć wszystkie opcje i alternatywy, nieprawdaż? — wtrącił łagodząco High Ridge.
New Kiev otworzyła usta, zastanowiła się i zamknęła je bez słowa, po czym nadal z groźną miną, ale kiwnęła głową.
— Prawdę mówiąc, nie ma najprawdopodobniej żadnego konfliktu między warunkami rozejmu a przeprowadzeniem takiego ataku uprzedzającego — dodał Janacek.
Wszyscy obecni spojrzeli na niego z rozmaitymi stopniami zaskoczenia, więc wyjaśnił:
— Z oczywistych przyczyn zwracaliśmy w Admiralicji szczególną uwagę na te warunki w kontekście operacji wojskowych. Warunki wymagają, aby obie strony powstrzymały się od wrogich działań, jak długo trwają negocjacje pokojowe. Potem ten wymóg przestaje obowiązywać.
— Chcesz powiedzieć…? — Descroix nie kryła uznania.