Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]
Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]

Электронная книга - «Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]». Краткое содержание книги:

Po pięciu latach walk z posleeńskim najeźdźcą z ludzkiej cywilizacji pozostała zaledwie garstka wysoko uprzemysłowionych dolin, których mieszkańcy prześcigają się w tworzeniu coraz to potężniejszych wojennych machin, mających stawić czoła znienawidzonemu wrogowi. Po pięciu latach walk z ludźmi Posleeni są zmęczeni. Ludzie nie walczą fair. Posleeni są gotowi na zmianę, dlatego nadchodzi Tulo'stenaloor. Raz pokonany, potrafi wyciągnąć wnioski ze swojej klęski. Teraz nadeszła pora konfrontacji. Dwaj dawni przeciwnicy mają zmierzyć się w bitwie, która rozstrzygnie o przyszłości galaktyki na następne tysiąclecia. A kiedy major Michael O'Neal, dowódca pierwszego batalionu 555 pułku piechoty mobilnej, staje naprzeciw Tulo'stenaloora. Czas zatańczyć z diabłem.
1 ... 98 99 100 101 102 103 104 105 106 ... 134
Перейти на страницу:

Pierwsza fala obcych kłębiła się na brzegu, a prowadzący ich Wszechwładcy wznieśli się na swoich spodkach i przelecieli przez rzekę. Szybko jednak wrócili i w miarę, jak przychodziły nowe jednostki, zaczęto rozmieszczać je wzdłuż brzegu, każdy oolt osobno.

— Jezu Chryste. — Ryan potrząsnął głową.

— Co się dzieje?

— Rozstawiają ich, żeby zmniejszyć straty w wyniku ostrzału artylerii. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby zaczęli się okopywać, ale do tego, jak widać, jeszcze nie doszli.

— Jest źle — powiedziała Kitteket. — Prawda?

— O tak — mruknął major, kiedy pierwszy Minóg przeleciał na drugi brzeg i wysadził żołnierzy, po czym szybko zawrócił po nowy kontyngent. Kiedy tylko obcy znaleźli się. na drugim brzegu, ruszyli w pościg za uciekającymi ludźmi, część jednak rozproszyła się na boki, przeczesując okolicę i sprawdzając, czy w pobliżu nie ma jakichś niedobitków.

— A teraz rozwijają wokół mostu perymetr — powiedział Ryan. — Ciekawe, po co?

— Chcą urządzić piknik? — spytała specjalistka. — Panie majorze, robi się ciemno, a ci Posleeni, którzy nie umacniają przyczółka, idą drogą prosto na nas.

— Ale lądowniki nie ruszają się — mruknął Ryan, jakby jej nie słyszał. Jeden z Minogów dołączył do pierwszego i zaczął przerzucać wojsko na drugi brzeg rzeki, pozostałe dwa i C-Dek osiadły na ziemi, jakby na coś czekały. — Co oni robią?

— Sir, może moglibyśmy zastanawiać się gdzie indziej?

— Coś tam się rusza — zauważył major.

Posleeni wkraczali do doliny w zdyscyplinowanym szyku, który Ryan wciąż uważał za niepokojący. Potem centaury zaczęły rozstępować się na boki, aby przepuścić kolejną grupę. Major ustawił ostrość lornetki i skierował ją na maszerującą formację.

— Niech mi pani powie, że to nie jest to, o czym myślę — mruknął.

— Ja nie widzę. To pan ma lornetkę. Podał jej szkła i pokręcił głową.

— Skąd oni ich wzięli, do cholery?

— Sir — zachłysnęła się Kitteket. — Czy to są… — Ta Indowy.

* * *

Orostan skrzyżował ramiona i opuścił grzebień, aby nie przerazić jeszcze bardziej małego zielonego stworzenia. Tulo’stenaloor ukarał już śmiercią kessentaia, który pozwolił zabić jednego z „saperów”; małe istotki kupiono i przewieziono wielkim kosztem, a ich liczba była ograniczona.

Orostan wskazał na resztki mostu.

— Tam był most — powiedział mieszanką posleeńskiego i galaksjańskiego. — Musi być nowy. Jak będzie nowy, wszystko będzie dobrze. Jak nie, wasz klan się zmniejszy.

Indowy wyminął go i ostrożnie podszedł do zniszczonego mostu. Podpory obu przęseł zostały wysadzone, podobnie jak metalowe dźwigary. Została tylko poskręcana masa cementu i stali. Inżynier przyglądał się jej przez kilka chwil, a potem spojrzał na znajdujące się w pobliżu materiały. W końcu podszedł do posleeńskiego dowódcy.

— Będę potrzebował więcej niż mam rąk do pracy — powiedział nieśmiało. — Na szczęście na miejscu jest dużo materiałów. Nie będziemy próbowali odbudować mostu, postawimy tylko nowy, niżej nad poziomem wody. Tak będzie szybciej, chociaż i tak zajmie nam to czas do rana. Nie umiemy robić cudów.

— Będziesz miał tylu oolt’os, ilu będziesz potrzebował — powiedział Orostan i powstrzymał gestem pytanie. — Wybiorę tych, którzy będą z wami pracować. Możesz im rozkazywać przy pracy, jak chcesz; nic ci sienie stanie.

— To potrwa — zauważył Indowy.

— Musi trwać najkrócej, jak się da — ostrzegł Orostan. — Żadnych opóźnień.

— Natychmiast zaczynamy.

* * *

— Sukinsyny — powiedział Ryan, wyciągając notebook.

— O co chodzi, sir? — spytała Kitteket. — Oni coś tam robią.

— Odbudowują most.

— To co robimy? — spytała. — Posleeni kręcą się po Brendleston.

— Brendletown — poprawił ją pedantyczny major. — Wynosimy się stąd, do cholery. Widziałem już wszystko, co chciałem zobaczyć.

— Dokąd?

— Zamierzałem wysadzić urwisko przy Rocky Top — powiedział, spoglądając na mapę — ale z tym zbyt łatwo sobie poradzą. Dlatego musimy znaleźć coś trudniejszego. Niestety, jesteśmy troszkę odcięci.

— Co?! — wrzasnęła Kitteket.

— Och, to nic takiego, z czym nie dalibyśmy sobie rady — odparł Ryan. — Ale wyjechanie stąd będzie… interesujące. Z drugiej strony dzięki temu będziemy mieli czas, aby obmyślić nowe sposoby zabawienia naszych gości.

* * *

— Jest źle? — spytała Shari, kiedy Wendy stanęła w drzwiach.

— Aha. Zbieraj dzieciaki. Masz plecaki?

Shari cofnęła się w głąb pomieszczenia, zawołała dzieci i ustawiła je w szeregu. Rozdała im plecaki, do których zapakowała dla każdego ciepłą kurtkę i małą paczkę zjedzeniem. Poinstruowała dzieci, żeby nie zjadły wszystkiego od razu, bo być może jedzenie będzie musiało starczyć im na długo. Potem sprawdziła ich buty — w jednym przypadku zamieniła je na lepsze — i kazała wszystkim pójść do łazienki.

Tymczasem Wendy spakowała do większych plecaków jedzenie i wodę. Miała nadzieję, że Elgars da radę przynieść kilka bojowych Uprzęży; miały one w komplecie torby z nabojami. Rozważała zmianę ubrania, ale doszła do wniosku, że skórzane spodnie, które dostała, trochę już się rozciągnęły, zresztą i tak nie znalazłaby niczego lepszego.

Kiedy skończyła, Shari ustawiła dzieci i wsadziła Amber do nosidła na plecach. Bez słowa ruszyły do drzwi. Wendy spojrzała w obie strony korytarza, a potem wyprowadziła dzieci. Shari zamykała pochód.

* * *

Elgars otworzyła drzwi i podeszła do szafki w ścianie, jednocześnie się rozbierając. Drzwiczki otworzyły się, jakby na nią czekały. Zaczęła zakładać najpierw mundur i buty, potem kamizelkę kuloodporną, hełm i uprząż. Przyjrzała się zebranej w szafce broni i zmarszczyła brew. Ciągnęło ją do barretta jak ćpuna do działki, ale uznała jednak, że w zaistniałej sytuacji to nieodpowiednia broń. Wyjęła dwa pistolety, steyra zabranego przez Wendy, MP-5 i AIW. Wypchała magazynkami trzy uprzęże bojowe, a potem ściągnęła z łóżka prześcieradło i wypełniła je amunicją do wszystkich pięciu sztuk broni. Na szczęście steyr i AIW potrzebowały tego samego rodzaju nabojów, tak samo MP-5 i jeden z pistoletów.

W końcu uznała, że jest gotowa. Była obładowana jak wielbłąd, ale po dołączeniu do reszty wszystko zostanie rozdzielone.

Nie oglądając się za siebie ani nie zamykając drzwi, Elgars wyszła z pokoju i ruszyła do sektora G.

* * *

Cally odsunęła następną, bryłę gruzu i znieruchomiała. W słabym świetle księżyca zobaczyła nieruchomą bladą dłoń. Dotknęła jej, pogładziła gęste włosy na grzbiecie dłoni. Jeden z palców był złamany, a skóra była szara i zimna.

Cally siedziała w mroku, kołysząc się na piętach, przez niemal pół nocy. Potem z powrotem przysypała dłoń kamieniami, założyła plecak i nie oglądając się za siebie, ruszyła na wzgórza.

Kiedy zniknęła, spod rumowiska wygrzebał się Himmit. Schował strzykawkę z hiberzyną i ruszył za dziewczynką.

31

Gdy niedźwiedzia napotyka himalajski wieśniak w drodze Krzyczy groźnie na potwora, a ten często w dal uchodzi Lecz gdy niedźwiedzicę spotka, ta go w strzępy wnet rozrywa Bo samica bardzo często gorsza niźli samiec bywa.
1 ... 98 99 100 101 102 103 104 105 106 ... 134
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)