Faraon
- Автор: Прус Болеслав
- Язык: польский
- Жанр: Историческая проза
Электронная книга - «Faraon». Краткое содержание книги:
Po tym objaśnieniu arcykapłan Mefres, w towarzystwie arcykapłana Sema, poszedł do więzienia do Sary i zaklinał ją na wszystkie bogi egipskie i cudzoziemskie, aby oświadczyła, że ona nie jest winną śmierci dziecka, i ażeby opisała: jak wyglądał sprawca zbrodni?
— Zawierzymy słowom twoim — mówił Mefres — i zaraz będziesz wolną.
Ale Sara zamiast wzruszyć się tym dowodem życzliwości, wpadła w gniew.
— Szakale — wołała — nie dość wam dwu ofiar, że jeszcze pożądacie nowych?… Ja to zrobiłam, nieszczęsna, ja… bo któż inny byłby tak nikczemnym, ażeby zabijać dziecko?… Małe dzieciątko, które nikomu nie szkodziło…
— A czy wiesz, uparta kobieto, co ci grozi? — zapytał święty Mefres. — Przez trzy dni będziesz na rękach trzymała zwłoki twego dziecka, a potem pójdziesz do więzienia na piętnaście lat.
— Tylko trzy dni? — powtórzyła. — Ależ ja na wieki nie chcę się z nim rozłączać, z moim małym Setim… I nie do więzienia, ale do grobu pójdę za nim, a pan mój razem każe nas pochować…
Gdy arcykapłani opuścili Sarę, odezwał się najpobożniejszy Sem:
— Zdarzyło mi się widzieć matki dzieciobójczynie i sądzić je; ale żadna nie była podobna do tej.
— Bo też ona nie zabiła swego dziecka — odparł gniewnie Mefres.
— Więc kto?..
— Ten, którego widziała służba kiedy wpadł do domu Sary i w chwilę później uciekł… Ten, który idąc na nieprzyjaciela zabrał ze sobą fenicką kapłankę Kamę, która splugawiła ołtarz…
Ten wreszcie — dokończył z uniesieniem Mefres — który wygnał z domu Sarę i uczynił ją niewolnicą za to, że jej syn został Żydem…
— Okropne są twoje słowa! — odparł zatrwożony Sem.
— Zbrodnia jest gorszą i pomimo uporu tej głupiej kobiety zostanie odkryta.
Ani przypuszczał święty mąż, że bardzo prędko spełni się jego proroctwo.
A stało się to następującym sposobem.
Jeszcze książę Ramzes wyruszając z wojskiem z Pi-Bast, nie zdążył opuścić pałacu, kiedy naczelnik policji już wiedział o zabiciu dziecka Sary, o ucieczce Kamy i o tym, że służba Sary widziała księcia wchodzącego w nocy do jej domu. Naczelnik policji był człowiek bystry; domyślił się, kto mógł popełnić zbrodnię, i zamiast prowadzić na miejscu śledztwo, popędził za miasto ścigać winnych uprzedziwszy o tym, co zaszło, Hirama.
I otóż w tym czasie, gdy Mefres usiłował wydobyć zeznanie Sary, najdzielniejsi agenci pibasteńskiej policji tudzież wszyscy Fenicjanie, pod przewództwem Hirama, już ścigali Greka Lykona i kapłankę Kamę.
Jakoż trzeciej nocy po wymaszerowaniu księcia naczelnik policji wrócił do Pi-Bast prowadząc ze sobą dużą, okrytą płótnem klatkę, w której jakaś kobieta krzyczała wniebogłosy. Nie kładąc się spać naczelnik wezwał oficera, który prowadził śledztwo, i z uwagą wysłuchał jego raportu.
O wschodzie słońca dwaj arcykapłani, Sem i Mefres, tudzież pi-basteński nomarcha otrzymali najpokorniejsze wezwanie, aby raczyli natychmiast, jeżeli taka będzie ich wola, przybyć do naczelnika policji. Jakoż wszyscy trzej zeszli się o tej samej godzinie; zaś naczelnik policji nisko kłaniając się począł błagać ich, aby mu opowiedzieli wszystko, co wiedzą o zabójstwie dziecka następcy tronu.
Nomarcha, choć wielki dostojnik, pobladł usłyszawszy to pokorne wezwanie i odpowiedział, że nic nie wie. Prawie to samo powtórzył arcykapłan Sem dodając od siebie uwagę, że Sara wydaje mu się niewinną. Gdy zaś przyszła kolej na świętego Mefresa, ten rzekł: — Nie wiem, czy wasza dostojność słyszałeś, że w nocy, kiedy spełniono zbrodnię, uciekła jedna z książęcych kobiet imieniem Kama?
Naczelnik policji zdawał się być mocno zdziwionym.
— Nie wiem również — ciągnął Mefres — czy powiedziano waszej dostojności, że następca tronu nie nocował w pałacu i że był w domu Sary. Odźwierny i dwie służące poznały go, gdyż noc była dość widna.
Podziw naczelnika policji zdawał się dosięgać szczytu.
— Wielka szkoda — zakończył arcykapłan — że waszej dostojności nie było parę dni w Pi-Bast…
Naczelnik bardzo nisko ukłonił się Mefresowi i zwrócił się do nomarchy:
— Czy wasza cześć nie raczyłbyś łaskawie powiedzieć mi: jak był ubrany książę owego wieczora?…
— Miał biały kaftan i purpurowy fartuszek obszyty złotymi frędzlami — odparł nomarcha. — Dobrze pamiętam, gdyż byłem jednym z ostatnich, którzy rozmawiali z księciem owego wieczora.
Naczelnik policji klasnął w ręce i do biura wszedł odźwierny Sary.
— Widziałeś księcia — zapytał go — kiedy wchodził w nocy do domu twej pani?
— Otwierałem furtkę jego dostojności, oby żył wiecznie!..
— A pamiętasz, jak był ubrany?…
— Miał kaftan w pasy żółte i czarne, taki sam czepek i fartuszek niebieski z czerwonym — odpowiedział odźwierny.
Teraz obaj kapłani i nomarcha zaczęli się dziwić. Gdy zaś wprowadzono po kolei obie sługi Sary, które dokładnie powtórzyły opis ubioru księcia, oczy nomarchy zapłonęły radością, a na twarzy świętego Mefresa widać było zmięszanie.
— Przysięgnę — wtrącił dostojny nomarcha — że książę miał biały kaftan i purpurowy ze złotym fartuszek…
— A teraz — odezwał się naczelnik policji — raczcie, najczcigodniejsi, udać się ze mną do więzienia. Zobaczymy tam jeszcze jednego świadka…
Zeszli na dół, do podziemnej sali, gdzie pod oknem stała wielka klatka przykryta płótnem.
Naczelnik policji odrzucił kijem płótno, a obecni zobaczyli w kącie leżącą kobietę.
— Ależ to jest pani Kama!.. — zawołał nomarcha.
Była to istotnie Kama, chora i bardzo zmieniona. Gdy na widok dostojników podniosła się i stanęła w świetle, obecni zobaczyli jej twarz pokrytą miedzianymi plamami. Oczy miała jak obłąkane.
— Kamo — rzekł naczelnik policji — bogini Astoreth dotknęła cię trądem…
— To nie bogini!.. — odezwała się zmienionym głosem. — To nikczemni Azjaci podrzucili mi zatruty welon… O, ja nieszczęśliwa!..
— Kamo — ciągnął naczelnik policji — nad nędzą twoją ulitowali się najznakomitsi nasi arcykapłani, święci Sem i Mefres. Jeżeli odpowiesz prawdę, pomodlą się za ciebie i — może wszechmocny Oziris odwróci od ciebie klęskę. Jeszcze czas, choroba dopiero się zaczyna, a nasi bogowie dużo mogą…
Chora kobieta upadła na kolana i przyciskając twarz do kraty mówiła złamanym głosem:
— Ulitujcie się nade mną… Wyrzekłam się bogów fenickich i służbę moją do końca życia poświęcę wielkim bogom Egiptu… Tylko oddalcie ode mnie…
— Odpowiedz, ale prawdę — pytał naczelnik policji — a bogowie nie odmówią ci swej łaski: kto zabił dziecko Żydówki Sary?…
— Zdrajca Lykon, Grek… Był śpiewakiem przy naszej świątyni i mówił, że mnie kocha… A teraz rzucił mnie, nikczemnik, zabrawszy moje klejnoty!..
— Dlaczego Lykon zabił dziecko?
— Chciał zabić księcia, lecz nie znalazłszy go w pałacu pobiegł do domu Sary i…
— Jakim sposobem zbrodniarz dostał się do pilnowanego domu?
— Albo to nie wiesz, panie, że Lykon jest podobny do księcia?… Podobni są jak dwa liście jednej palmy…
— Jak był ubrany Lykon tej nocy?… — pytał dalej naczelnik policji.
— Miał… miał kaftan w żółte i czarne pasy… takiż czepek i fartuszek czerwony z niebieskim… Już nie męczcie mnie… wróćcie mi zdrowie… Zlitujcie się… będę wierna waszym bogom… Czy już wychodzicie?… O, niemiłosierni!..