Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Córka Nastawiacza Kości». Краткое содержание книги:

Аннотация

Córka Nastawiacza Kości
1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 ... 69
Перейти на страницу:

Ruth pomyślała teraz, że być może nie był to ruch ptasich skrzydeł, ale jakaś raptowna zmiana w jej mózgu, wylew, a uderzenie w głowę było poważniejsze, niż się mogło wydawać, i matka doznała wstrząsu mózgu, pęknięcia czaszki. W każdym razie – według policji i towarzystwa ubezpieczeniowego – wina leżała po stronie LuLing, nie gołębia. LuLing tak to oburzyło, że zerwała umowę na ubezpieczenie samochodu, a potem skarżyła się, że nie chcą jej odnowić polisy.

Ruth zrelacjonowała wydarzenie Agapi Agnos, która uznała, że nieuwaga i złość mogą mieć związek z depresją wieku podeszłego.

– Moja matka całe życie jest w depresji i od zawsze zła – odparła Ruth. Nie wspominała o groźbach samobójstwa, których wysłuchiwała tak często, że starała się na nie nie reagować.

– Znam cudownych terapeutów, którzy pracowali z pacjentami z Chin – poinformowała ją Agapi. – Świetnie się znają na różnicach kulturowych – myśleniu magicznym, dawnych presjach społecznych, przepływie ch'i.

– Wierz mi, Agapi, moja matka nie jest taka jak inni Chińczycy. – Ruth wolałaby, żeby matka była bardziej podobna do cioci Gal, która nie mówiła o duchach czy pechu, ani nie roztrząsała sposobów własnej śmierci.

– W każdym razie, moja droga, powinnaś zaprowadzić ją do lekarza na bardzo, bardzo dokładne badania. I mocno ją ode mnie uściskaj i serdecznie pozdrów.

Miła myśl, ale Ruth rzadko ściskała LuLing. Kiedy próbowała wziąć ją w objęcia, ramiona matki sztywniały, jak gdyby ktoś ją atakował.

Jadąc w stronę domu LuLing, Ruth znalazła się w typowej dla lata mgle. Potem zaczęły się z niej wyłaniać bungalowy budowane w latach dwudziestych, domki z lat trzydziestych, a po nich nijakie budynki mieszkalne z lat sześćdziesiątych. Widok oceanu w oddali szpeciły przecinające linię horyzontu przewody elektryczne, biegnące od słupa do domu i od domu do słupa. Na szybach wielu okien widniały smugi morskiej wilgoci. Rury ściekowe i rynny pokrywała rdza, podobnie jak zderzaki starych samochodów. Ruth skręciła w ulicę trochę lepszych domów, wzorowanych na eleganckich projektach Bauhausu, ozdobione ogródkami o krzewach przyciętych w wymyślne kształty niczym puszyste nogi pudli na wystawach psów.

Zatrzymała samochód przed domem LuLing, piętrowym budynkiem w stylu śródziemnomorskim z łukowatym frontem morelowego koloru oraz fałszywym balkonem w wykuszowym oknie, zaopatrzonym w kratę z kutego żelaza. LuLing niegdyś z dumą doglądała swojego ogródka. Sama podlewała i przycinała żywopłot, poprawiała białe kamienie, okalające krótki chodnik. Kiedy Ruth tu mieszkała, musiała kosić trawniczki o wymiarach siedem na siedem stóp. LuLing zawsze krytykowała krawędzie wzdłuż chodnika. Narzekała także na żółte plamy moczu od strony ulicy, pozostawiane przez psy.

– Lootie, powiedz temu człowiekowi, nie pozwalał psu tak robić – powiedziała kiedyś.

Ruth z ociąganiem przeszła ulicę, zapukała do drzwi i zapytała sąsiada, czy nie widział czarno – białego kota, a potem wróciła i powiedziała matce, że człowiek będzie się starał powstrzymać psa przed brudzeniem trawy. Później, gdy zaczęła się już uczyć w college'u i przyjechała do domu z wizytą, ledwie przestąpiła próg, matka znów zaczęła ją prosić, żeby poszła do sąsiada w sprawie psa. Numer z zaginionym kotem wydawał się już ograny, a trudno było wymyślić inny powód niepokojenia człowieka z naprzeciwka. Ruth zazwyczaj zwlekała, tymczasem LuLing coraz bardziej zrzędziła na żółte plamy, lenistwo Ruth, jej zapominalstwo, brak troski o rodzinę i tak dalej. Ruth próbowała nie zwracać na to uwagi, czytając lub oglądając telewizję.

Pewnego dnia zebrała się na odwagę i poradziła LuLing, żeby wynajęła adwokata i pozwała sąsiada albo zatrudniła ogrodnika, by poprawił trawnik. Takie wyjście doradziła jej koleżanka z pokoju, twierdząc, że Ruth musi być stuknięta, skoro pozwala matce pomiatać sobą, jakby miała sześć lat.

– Płaci ci za to, żebyś była jej workiem treningowym? – pytała koleżanka, przekonując ją do swojego planu.

– No, daje mi pieniądze na college – przyznała Ruth.

– Tak, wszyscy rodzice to robią. Taka ich rola. Ale nie daje im to prawa, żeby robić z ciebie niewolnicę.

Podbudowana w ten sposób Ruth stawiła czoło matce:

– Jeżeli tak ci to przeszkadza, sama się tym zajmij. LuLing patrzyła na nią, milcząc przez dobrych pięć minut. A potem wybuchnęła jak gejzer:

– Chcesz, żeby umarłam? Zęby nie było matki, która powie, co masz robić? Dobrze, może umrę niedługo!

I w jednej chwili pokonała Ruth, zbijając wszystkie argumenty i wytrącając ją z równowagi. Groźby LuLing, że umrze, były jak trzęsienie ziemi. Ruth wiedziała, że wciąż istnieje potencjalne zagrożenie, iż w każdej chwili mogą nastąpić nowe wstrząsy. A mimo tej świadomości, gdy w końcu dochodziło do katastrofy, wpadała w panikę i najchętniej uciekłaby, gdzie pieprz rośnie, zanim cały świat się zapadnie.

Jednak, dziwnym trafem, po tym zdarzeniu LuLing nie wspominała już więcej o psie sikającym na trawnik. Teraz ilekroć Ruth przyjeżdżała do domu, matka demonstracyjnie brała łopatę, zgięta wpół wykopywała z wysiłkiem żółte plamy i siała nową trawę, po dwa cale kwadratowe naraz. Ruth wiedziała, że ma to być dla niej tortura psychiczna, a mimo to – udając, że w ogóle jej to nie wzrusza – czuła bolesne skurcze żołądka. LuLing w końcu wynajęła do usunięcia żółtych plam fachowca, betoniarza, który zbudował ramę i formę, po czym wylał posadzkę w czerwone i białe betonowe romby. Chodnik też był czerwony. Z biegiem lat czerwień rombów wyblakła. Białe pokryły się szarym brudem. Niektóre miejsca wyglądały, jak gdyby nastąpiła tam erupcja lilipucich wulkanów. Z pęknięć wyrastały chwasty i kępki traw. Powinnam zatrudnić kogoś, żeby doprowadził dziedziniec do porządku, pomyślała Ruth, zbliżając się do drzwi. Smutne, że matka nie dba już o wygląd otoczenia tak jak kiedyś. Czuła także wyrzuty sumienia, że nie pomagała jej w zajmowaniu się domem. Może zadzwoni po swojego majstra od wszystkiego i poprosi go o posprzątanie i naprawę paru rzeczy.

Kiedy Ruth zbliżyła się do schodów prowadzących na piętro, z domu wyszła lokatorka mieszkająca na dole i dała jej znak, że chce z nią rozmawiać. Francine była trzydziestokilkuletnią kobietą o sylwetce anorektyczki; wyglądała, jakby na ciele numer dwa nosiła skórę numer osiem. Rozmawiając z Ruth, często marudziła o koniecznych w budynku naprawach. Ciągle dochodziło do zwarć w instalacji elektrycznej. Czujniki dymu były stare i należało je wymienić. Schody z tyłu – nierówne, i mogło dojść na nich do wypadku, a w konsekwencji procesu sądowego.

– Nigdy zadowolona! – mówiła LuLing do Ruth.

Ruth wiedziała, że nie powinna brać strony lokatorki. Niepokoiła się jednak, że kiedyś rzeczywiście może zdarzyć się jakiś wypadek, na przykład pożar. Bała się nagłówków w gazetach: “Właścicielka slumsu w więzieniu. Kara za lekceważenie śmiertelnych niebezpieczeństw". Dlatego Ruth zaczęła ukradkiem załatwiać sprawy, z którymi można się było uporać najszybciej. Kiedy kupiła Francine nowy czujnik dymu, dowiedziała się o tym LuLing i zareagowała histerycznie.

– Myślisz, że ona ma rację, ja nie? – I tak samo jak przez całe dzieciństwo Ruth, matka wściekała się coraz bardziej, aż nie była w stanie wykrztusić nic poza dawną groźbą: – Może umrę niedługo!

– Musisz porozmawiać ze swoją mamą – jęczała teraz Francine. – Oskarża mnie o to, że nie płacę za mieszkanie. A ja zawsze płacę w terminie, pierwszego każdego miesiąca. Nie wiem, o co jej chodzi, ale ona powtarza w kółko to samo, jak zacięta płyta.

W Ruth zamarło serce. Właśnie tego nie chciała usłyszeć.

– Pokazałam jej nawet anulowany czek, a ona na to: “Widzisz, masz jeszcze czek!". Dziwne, jakby nic nie rozumiała.

– Zajmę się tym – powiedziała cicho Ruth.

– Nęka mnie ze sto razy dziennie. Zaczynam przez to wariować.

– Wyjaśnię to.

– Mam nadzieję, bo chciałam już dzwonić na policję, żeby wydano w tej sprawie jakiś zakaz sądowy! Zakaz sądowy? Kto tu jest stuknięty?

– Przykro mi, że tak się stało – rzekła Ruth, przypominając sobie jedną z książek, którą pomagała pisać i która mówiła o tym, że należy odbijać jak lustro odczucia dziecka. – Pewnie czujesz się sfrustrowana, ponieważ się okazało, że nie zrobiłaś nic złego.

Podziałało.

– No dobrze – rzuciła Francine i zniknęła w swoich drzwiach jak kukułka ze szwajcarskiego zegara.

Ruth otworzyła mieszkanie matki własnym kluczem. Usłyszała głos LuLing, która wołała do niej:

– Czemu tak późno?

Siedząc w swoim brązowym winylowym fotelu, LuLing wyglądała jak nadąsane dziecko na tronie. Ruth obrzuciła ją krótkim badawczym spojrzeniem, szukając zmian w jej wyglądzie, drgającej powieki albo lekkiego paraliżu połowy twarzy. Niczego nie znalazła, wciąż ta sama mama. LuLing miała na sobie fioletowy sweter ze złotawymi guzikami, jej ulubiony, oraz czarne spodnie i czarne czółenka numer cztery na niskim obcasie. Włosy miała zaczesane do tyłu i spięte jak u Fii i Dory, tylko że zamiast końskiego ogona zwinęła je w okryty siatką kok, pogrubiony treską. Włosy były kruczoczarne, z wyjątkiem nasady kosmyków z tyłu, których nie widziała za dobrze, gdy je farbowała. Z daleka wyglądała o wiele młodziej, najwyżej na sześćdziesiąt lat. Jej cera była gładka i jednolitej barwy, nie potrzebowała podkładu ani pudru. Dopiero z odległości jednej stopy można było zauważyć delikatne linie i zmarszczki na policzkach. Najgłębsze bruzdy widniały w kącikach ust, które często były opuszczone, tak jak teraz.

– Mówiłaś lekarz o pierwszej – odezwała się gderliwie LuLing.

– Powiedziałam, że wizyta jest o czwartej.

– Nie! O pierwszej! Mówiłaś bądź gotowa. Ja gotowa, ty nie przychodzisz.

1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 ... 69
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)