Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Czas Miłości». Краткое содержание книги:

Czas miłości to, jak przeczytałam na okładce książki, już szesnasta powieść Colleen Mccullough, moja jednak pierwsza tej autorki. Muszę przyznać, że książka bardzo mi się podobała, co jest o tyle dziwne, że ostatnio żadna książka nie przypada mi do gustu.
Losy bohaterów osadzone są w XIX-wiecznych realiach, głównie w Australii, bądź – jak kto woli – Nowej Południowej Walii.
Oprócz bardzo interesującej fabuły w powieści znajdujemy mnóstwo typowo historycznych i geograficznych faktów. Wobec czego lektura dostarcza nam wiedzę, którą moglibyśmy zdobyć jedynie studiując książki historyczne czy też oglądając programy geograficzne, na co nie każdy ma ochotę. Informacje te wplecione są w treść książki bardzo ładnie, nie są nudne, jak i nie wybijają czytelnika z głównego wątku. Jednak dają sporą wiedzę o zamierzchłym XIX wieku, o tym, jak dawniej ludzie żyli, podróżowali, zdobywali majątki, zawierali małżeństwa, po prostu jak to było dawniej, gdy nie było odrzutowców, telefonów, kanalizacji etc.
To stanowi jednak tło historii kilkorga bohaterów powieści. Główny bohater, Alexander Kinross, żeni się ze swoją, o prawie połowę młodszą od siebie, kuzynką. Odkrywa złotonośne złoże, które zapewnia mu ogromny majątek i sławę. Niestety, jego powodzenie w interesach nie idzie w parze z życiem rodzinnym.
Dalszych losów Alexandra i jego rodziny nie chcę zdradzać, gdyż tym lepiej się czyta, im mniej się wie, czego można się spodziewać. Niemniej jest to piękna opowieść o miłości, przyjaźni, stosunkach międzyludzkich i chyba przede wszystkim o godzeniu się z losem.
Serdecznie polecam.
1 ... 93 94 95 96 97 98 99 100 101 ... 145
Перейти на страницу:

Wstała i stanęła nad nim.

– Musisz zapłacić, Samie O'Donnellu.

– Co takiego? O co chodzi?

– Wszystko w swoim czasie – odparła i wróciła na krzesło.

Ruszyła się dopiero wtedy, gdy otworzył usta, żeby krzyknąć. Włożyła mu między zęby małą kulę z korka, potem zawiązała kawałek materiału na ustach, żeby utrzymać kulę w środku. Nie mógł krzyczeć; całą energię pochłaniało oddychanie przez napięte, poruszające się niespokojnie nozdrza.

Jade podeszła ponownie do łóżka, tym razem z cienkim nożem do filetowania.

– Zrujnowałeś życie mojej dziecinki – oświadczyła, zaciskając palce na uchwycie noża. – Zgwałciłeś niewinne dziecko, Samie O'Donnellu. – Uśmiechnęła się szyderczo. – Och, wiem, co byś mi powiedział! Że sama o to prosiła, sama tego chciała. Tylko że jest to kobieta o umyśle kilkuletniego dziecka. Zgwałciłeś niewinne, bezbronne dziecko, i teraz za to zapłacisz.

Z zakneblowanych ust dobiegło gorączkowe mamrotanie, głowa Sama jak piłka skakała z boku na bok, a ciało podrygiwało, ale Jade nie zwracała na to uwagi. Uniosła nóż, przesunęła nim przed oczami Sama i uśmiechnęła się jak tygrysica.

Wybałuszonymi ze strachu oczami śledził ruchy Chinki… Co ona zrobiła, że nie może ich zamknąć? Że nie jest w stanie oderwać wzroku, że musi patrzeć, jak Jade przesuwa się o pół metra w dół łóżka i lewą ręką ujmuje jego genitalia? Nie spieszyła się, połaskotała go nożem, nacięła skórę aż do pojawienia się kropelek krwi, potem odsunęła ostrze i znów wróciła do łaskotania. Najpierw obcięła mosznę, potem członek. Sam walił głową i bezgłośnie wył, cierpiąc potworne katusze. Położyła swoje trofeum na klatce piersiowej Sama, żeby się tam wykrwawiło, a potem cofnęła się z penisem i moszną w lewej ręce oraz ociekającym krwią nożem w prawej. Krew tryskała, ale nie tak gwałtownym strumieniem jak z obciętej ręki czy nogi. Sam O'Donnell mógł tylko bezradnie patrzeć na czerwoną dziurę w swoim kroczu, w miejscu, gdzie kiedyś miał genitalia, i obserwować, jak powoli wycieka z niego życie, póki mgła nie zasnuła jego wciąż otwartych oczu.

Jade siedziała przez całą noc, trzymając w ręce swój cenny skarb, tymczasem uwodziciel Anny powoli wykrwawiał się na śmierć. Gdy przez szczeliny w okiennicach wdarły się pierwsze promienie światła, Jade drgnęła, wstała z krzesła i podeszła do łóżka, by spojrzeć na twarz Sama O'Donnella. Widać było tylko białka, knebel przesiąknięty był śliną i łzami.

Chinka wyszła, zamknęła za sobą drzwi i spojrzała na psa. Leżał sztywny obok zatrutego mięsa, które dla niego zostawiła. Żegnaj, Samie, żegnaj, Roverze!

Jade zeszła wąską ścieżyną do Kinross i poszła prosto na posterunek policji. Rzuciła nóż i genitalia na stół.

– Zabiłam Sama O'Donnella – oznajmiła sparaliżowanemu z grozy posterunkowemu – ponieważ zgwałcił moją Anne.

4. URODZINY I ŚMIERĆ

Jak zwyczajny małomiasteczkowy policjant z Nowej Południowej Walii powinien zareagować w takiej sytuacji? – zastanawiał się sierżant Stanley Thwaites, patrząc na galaretowate ochłapy. Leżały na stole i bardziej fascynowały go niż nóż i młoda Chinka, która usiadła w kącie na ławce. Jądra w swoich woreczkach właściwie niczego nie przypominały, tylko penis wyglądał dokładnie tak, jak powinien. W końcu policjant uniósł powieki i spojrzał na Jade, która siedziała spokojnie z opuszczoną głową i rękami złożonymi na kolanach. Oczywiście, wiedział, że jest to opiekunka Anny Kinross. W każdą niedzielę cierpliwie czekała przed kościołem Świętego Andrzeja, aż lady Kinross wyjdzie po mszy ze swoją upośledzoną córką. Przypomniał sobie nawet, że Chinka nazywa się Jade Wong.

– Nie będziesz sprawiać nam kłopotów, Jade? – spytał. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się.

– Nie, sierżancie.

– Czy jeśli nie założę ci kajdanek, będziesz próbowała uciekać?

– Nie, sierżancie.

Z westchnieniem podszedł do telefonu, który wisiał na ścianie, zdjął słuchawkę i kilkakrotnie nacisnął widełki.

– Połącz mnie z lady Kinross, Aggie! – krzyknął.

Zbyt wiele uszu – pomyślał; Aggie podsłuchuje wszystkie rozmowy.

– Mówi sierżant Tliwaites. Chciałbym rozmawiać z lady Kinross.

Gdy Elizabeth podeszła do telefonu, spytał po prostu, czy może jak najszybciej się z nią spotkać. Lepiej, żeby Aggie jeszcze przez jakiś czas o niczym nie wiedziała.

Sierżant szybko zebrał odpowiednią grupkę. Jeśli na górze rzeczywiście jest jakieś ciało, będzie potrzebował przynajmniej dwóch ludzi… no i doktora Burtona, na wypadek gdyby Sam O'Donnell jeszcze żył. W Kinross nie było koronera, funkcję tę pełnił doktor Parsons z Bathurst, ponieważ to tam znajdował się sąd okręgowy.

– W Kinross House był wypadek, doktorze – huknął, starając się zagłuszyć głośny oddech Aggie. – Spotkajmy się przy kolejce… Nie, nie ma czasu na śniadanie.

Grupka policjantów wyruszyła w drogę z noszami i Jade. Przy kolejce spotkali niezadowolonego doktora Burtona. Gdy jechali w górę, Tliwaites powtórzył lekarzowi, co wyznała Jade, powiedział również o dowodzie, który rzuciła na stół na posterunku policji. Burton z osłupieniem przyjrzał się Chince, jakby nigdy wcześniej nie widział jej na oczy. Wyglądała tak jak zawsze – jak lojalna i kochająca chińska pokojówka.

W Kinross House powitała ich Elizabeth.

– Jade! – krzyknęła skonsternowana. – Co się stało?

– Zabiłam Sama O'Donnella – wyjaśniła Jade spokojnie. – Zgwałcił moją maleńką Anne, więc musiałam go zabić. Potem poszłam na posterunek i oddałam się w ręce policji.

W pobliżu stało krzesło; Elizabeth ciężko na nie opadła.

– Musimy to sprawdzić, lady Kinross. Gdzie on jest, Jade?

– W szopie za domem, sierżancie. Pokażę wam. W pobliżu drzwi leżał martwy pies.

– Nazywa się Rover – oświadczyła Jade, szturchając zwierzę nogą. – Otrułam go.

Bez cienia strachu czy wyrzutów sumienia wprowadziła mężczyzn do chaty.

Tylko jeden z dwóch posterunkowych jadł śniadanie; wyrzucił je z siebie, gdy zobaczył to, co znajdowało się na łóżku. Pościel i materac tak dokładnie wchłonęły krew Sama O'Donnella, że na podłodze widać było tylko krople, które kapnęły z noża Jade. Wcześniejszy fetor znacznie przybrał na sile: woń kadzidełka i starych odchodów wymieszała się z zapachem zakrzepłej krwi. Zasłoniwszy dłonią usta, doktor Burton na chwilę pochylił się nad ciałem.

– Nie żyje – powiedział, a przypomniawszy sobie słowo z czasów studiów dodał: – Ekspirował.

– Eks… co?

– Wyzionął ducha. Na skutek upływu krwi. Wykrwawił się na śmierć, Stan.

Sierżant ponownie ciężko westchnął.

– No cóż, nie ma tu żadnych tajemnic, ponieważ morderczyni sama przyznała się do winy. Jeśli zgodzi się pan, doktorze, napisać raport dla koronera z Bathurst, chciałbym, żebyśmy przełożyli go na nosze i odtransportowali do zakładu pogrzebowego Marcusa Cobhama. Trzeba będzie szybko go pochować, bo inaczej zasmrodzi całe Kinross. Brakuje tu powietrza. – Odwrócił się do Jade, która ani na chwilę nie odrywała wzroku od Sama O'Donnella i nie przestawała się uśmiechać. – Jade, jesteś pewna, że to ty go zabiłaś? Nim odpowiesz, dobrze się zastanów, ponieważ tym razem masz świadków.

– Tak, sierżancie, zabiłam go.

– A co z jego… hm… brakującymi częściami? – spytał doktor Burton, który czuł, że kurczą mu się genitalia i traci w nich czucie.

Sierżant podrapał się po nosie.

– Uważam, że ponieważ należą do niego, powinny powędrować razem z nim do Marcusa. Nie można ich przyczepić z powrotem, ale wciąż są jego.

1 ... 93 94 95 96 97 98 99 100 101 ... 145
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)