Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Tam będą smoki [There Will Be Dragons - pl]
Tam będą smoki [There Will Be Dragons - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tam będą smoki [There Will Be Dragons - pl]

Электронная книга - «Tam będą smoki [There Will Be Dragons - pl]». Краткое содержание книги:

Akcja powieści osadzona jest kilka tysiącleci w przyszłość, kiedy to ludzie żyją w stworzonej przez siebie utopii. Pojęcia takie jak praca czy ubóstwo dawno zostały zapomniane, a dzięki niezwykle zaawansowanej technologii medycznej, ludzie żyją po kilkaset lat i dowolnie formują swoje ciała przyjmując postać zwierząt czy wyimaginowanych stworzeń. Ich jedynym zmartwieniem jest wyszukiwanie coraz to nowszych rozrywek, m.in. poprzez toczenie potyczek z orkami w wirtualnej rzeczywistości czy też uprawianie rekreacjonizmu, czyli odtwarzanie sposobu życia w wybranym okresie historycznym.
1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 159
Перейти на страницу:

— Świń? — zapytała Shilan, marszcząc czoło. — I w czym problem ze świniami?

— Och, jasne. Chrum, chrum, zobacz, jaka śliczna mała świnka, kizi mizi. Różowa i milutka. Poczekaj, aż je zobaczysz.

— Och, nie widziałem ich, ale słyszałem dość — roześmiał się Herzer. — Czterysta kilo kłów i szczeciny. To będzie świetna zabawa. Na kiedy to planujemy? Wydaje mi się, że złamię sobie nogę.

— Jeśli będziesz miał złamaną nogę, wyślą cię do obdzierania ich ze skóry — poinformowała go Rachel.

— Złamana ręka?

— Dźwiganie wiader z pomyjami.

— Ugh, widziałem filmy z obdzierania ze skóry. Nie, dziękuję. Fuj!

— Powinieneś był uciec ze swoją przyjaciółką — stwierdziła Rachel.

— Z którą? — ze złośliwym uśmieszkiem zapytała Shilan.

— Przepadnij, chłopcze! — zakrzyknął Augustus. — Ile ich masz?

Herzer tylko jęknął i zsunął się niżej, aż jego głowa znalazła się pod wodą.

* * *

Daneh podniosła wzrok znad zlanego potem młodzieńca na leżance i kiwnęła głową Edmundowi i towarzyszącej mu kobiecie. Nie widziała jeszcze tej rekreacjonistki, ale od dawna znała typ. Kobieta miała około dwadzieścia kilo nadwagi, co — biorąc pod uwagę zarówno warunki aktualne, jak te sprzed Upadku — wymagało świadomej pracy, i obwieszona była srebrną biżuterią. Większość przedstawiała znaki zodiaku i inne obiekty okultystyczne, a pozostałe wykonane były z kryształów.

— Daneh, to Sharron, jest zielarką — przedstawił ją Edmund.

— Nie wydaje mi się, żeby to była dobra chwila, Edmundzie — ostro odpowiedziała Daneh, ściągając bandaż z ramienia młodzieńca i krzywiąc się na to, co zastała pod spodem. Chłopak nieszczęśliwie uderzył się toporem, a rana prawie natychmiast się zaogniła. Współcześni ludzie mieli bardzo sprawny system odpornościowy, ale jedną z jego najsłabszych stron była skóra, do której trudno się było dostać krążeniu. Teraz zainfekowany obszar przybrał już zielonobrązową barwę gangreny i jeśli nie wymyśli szybko jakiegoś sposobu na jej powstrzymanie, choroba go zabije. I to błyskawicznie.

— Gangrena — orzekła kobieta, nachylając się, wąchając i zdegustowanym ruchem potrząsając głową. — Nie ma na ziemi rośliny, która mogłaby to wyleczyć, potrzebujesz sulfamidów albo którejś cyliny.

Daneh odwróciła się i ostro spojrzała na kobietę, na co zielarką zareagowała uśmiechem.

— Nie spodziewałaś się, że będę znała takie terminy, co, pani doktor? Ale penicylina to nic więcej jak pleśń, a sulfamidy, to tylko przetworzona smoła, prawda?

— Masz coś z tego? — zapytała Daneh.

— Nie. Ale dopiero tu dotarłam — odpowiedziała zielarka. — I nie sądzę, żeby któreś się tu sprawdziło. Próbowałaś opracowywać ranę?

— Tak, ale to nas wyprzedza — burknęła, machnięciem odganiając muchę. Cholerne owady wciskały się do środka niezależnie od tego, co się zrobiło i przejawiały wyraźną tendencję do lądowania na otwartych ranach.

— Zostaw ją — powiedział nagle Edmund, gdy zamachnęła się na kolejną, która próbowała wylądować na zepsutym ciele.

— Co? — zapytały równocześnie obie kobiety, a potem spojrzały na siebie bezradnie.

— Wyjdźmy na zewnątrz — zaproponował Edmund, wskazując na dalszy koniec szpitala.

Szpital był nieduży, zaledwie jednoizbowy budynek z kilkoma pryczami i „salą operacyjną” na jednym końcu, w znacznej części składającą się ze starannie wyszlifowanego stołu i zestawu narzędzi, które przywodziły na myśl bardziej inkwizycję niż medycynę. Ale sytuacja poprawiała się. A jeśli ta zielarka faktycznie znała się na tym, co robi, mogło być jeszcze lepiej. Daneh dobrze zdawała sobie sprawę, że jej znajomość leków, ich produkcji i dozowania była czysto teoretyczna. Jeśli jednak kobieta faktycznie miała jakąś wiedzę, mogły razem stworzyć przyzwoitego lekarza ery przedindustrialnej. Pomimo protestów mężczyzny odgoniła muchę i osłoniła ranę świeżym bandażem, po czym wyszła w ślad za Edmundem.

— Co jest dobrego w muchach, Edmundzie? — zapytała ostro, gdy tylko wyszli. — Przenoszą każdą możliwą chorobę!

— Tak, to prawda — zgodził się. — A w gnijącym mięsie składają jajeczka, z których wykluwąją się larwy. A co jedzą larwy much?

Daneh namyśliła się przez chwilę, a potem potrząsnęła głową.

— Chcesz, żebym dopuściła larwy do ciała?

— Tak, martwego ciała — trochę niepewnie odpowiedział Edmund. — Słuchaj, wiem, że brzmi to okropnie. I tak naprawdę powinny to być hodowlane larwy, hoduje sieje na czystym, martwym mięsie. Ale nie mamy na to czasu, prawda?

— Nie — przyznała Daneh. — Stracimy go, jeśli tego nie powstrzymamy. Tradycyjnym podejściem byłaby wysoka amputacja, żeby wyprzedzić rozwój infekcji.

— Czy możesz szybko zrobić coś z rzeczy, o których mówiłaś? — Edmund zapytał Sharron.

— Nie — odpowiedziała. — Najpierw muszę znaleźć pleśń penicylinową, jedną z milionów odmian. Potrzebuję szalek na hodowle. Często można znaleźć pleśń tetracylinowąna starych grobach, ale tych też tutaj nie mamy.

— Pył z cmentarza? — Edmund pokręcił głową. — No cóż, larwy działają — Musimy się tylko martwić o wtórne infekcje.

— A co z… — Sharron zmarszczyła czoło. — Co ze znalezieniem garści… w czymś… i wymyciu ich?

— Fuj! — zareagowała Daneh. — Chyba wolałabym już pozwolić lądować muchom.

— Gangrena i tak jest wywoływana przez bakterie anaerobowe — stwierdził Edmund. — Trzymanie rany odsłoniętej może raczej pomóc, niż zaszkodzić.

— Czy jest jakiś sposób na doprowadzenie do niej… więcej tlenu? — zapytała Sharron.

— Nie, poza komorą hiperbaryczną — zaprzeczyła Daneh. — Albo jakimś sposobem na izolację tlenu, co wymaga wysokich ciśnień i niskich temperatur. Nawet nie jestem pewna, czy nie naruszyłoby to protokołów ciśnieniowych.

— Sheida? — zasugerował Edmund.

— Jak dotąd odmówiła przy dzielenia jakiejkolwiek energii — z irytacją przy pomniała Daneh. — Ma jej dość, żeby hulać po świecie, ale nic dla medycyny!

— To, oraz jakieś słabsze środki przeciwbakteryjne, jakie będę w stanie przygotować — podsumowała Sharron. — Są pewne zioła. Dość szybko mogę spreparować płuczkę. Nie będzie tak dobra, jak antybiotyki, ale trochę pomoże.

— Zrób to — powiedziała Daneh. — Proszę. I będziemy musieli urządzić ci laboratorium. Edmund?

— Porozmawiam ze szklarzem o przygotowaniu odpowiedniego sprzętu — skrzywił się. — Bardzo się ucieszy, że wsadzimy mu na głowę jeszcze i to, w dodatku do całej pracy, jaką już ma.

— Powiedz mu, że on też może tego potrzebować, i to wkrótce — ostro ucięła Daneh. — To powinno odpowiednio skupić jego myśli.

— Sharron zna też inne zioła i leki — ostrożnie dodał Talbot. — Łącznie z wrotyczem.

— Nie jest to coś, co bym rekomendowała poza absolutną koniecznością — wtrąciła się kobieta. — Z tego, co słyszałam, jest bardzo niebezpieczny. Ale są i inne. Mam trochę nasion maku, więc jak tylko uda się nam wyhodować jakieś rośliny, będziemy mieć opiaty. Silne i uzależniające, ale niewiele jest równie dobrych środków przeciwbólowych. No i jest kora wierzby.

— Tę znam — z uśmiechem rzekła Daneh. — Ale raczej dalej wolałabym się nie posunąć. To oraz kora wiśni.

1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 159
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)