Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Sekta zabójców [La setta degli assassini - pl]
Sekta zabójców [La setta degli assassini - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sekta zabójców [La setta degli assassini - pl]

Электронная книга - «Sekta zabójców [La setta degli assassini - pl]». Краткое содержание книги:

Pierwszy tom trylogii o losach młodej wojowniczki Dubhe, która ma ocalić „Wynurzony” Świat od Gildii — sekty zabójców, oddających hołd tyranowi o imieniu Aster. Jej zadanie nie jest łatwe, gdyż ciąży nad nią klątwa i dręczą wspomnienia z przeszłości. Jako ośmiolatka, w trakcie zabawy, przypadkowo zabiła swojego kolegę, przez co została usunięta z rodzinnej wsi. Przetrwać pomógł jej wtedy tajemniczy Sarnek, dawny najemnik sekty, od którego nauczyła się fachu. Po jego śmierci Dubhe, jako dojrzała wojowniczka i zwinna złodziejka przyciągnęła uwagę Gildii. Ponieważ zabiła już jako ośmiolatka, sekta uważa ją za Dziecko Śmierci, istotę ludzką z wrodzonym talentem do zabijania. Ona sama przysięga, że po strasznym wypadku z dzieciństwa, który sprawił, że została bezdomną sierotą, nikogo nie zabiła. Sekta wie jednak jak skorzystać z klątwy, która zmieni ją w niewolnicę, gotową zabijać na zawołanie. Dubhe usiłuje uciec, wpada jednak w zasadzkę urządzoną przez jej prześladowców. Czy młodej wojowniczce uda się umknąć członkom morderczej Gildii? Czy uratuje Wynurzony Świat?
1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 103
Перейти на страницу:

Jedli w milczeniu. Chłopak czuł się przytłoczony losem swojej towarzyszki podróży. Zawsze był osobą zdolną do odczuwania na własnej skórze bólu innych; to właśnie między innymi z powodu tej swojej wyostrzonej wrażliwości zaczął kształcić się na czarodzieja. Chciał być przydatny, potrzebował działać. Bezradność zżerała go do głębi, a teraz był całkowicie bezsilny.

Położyli się na ziemi, a Lonerin oddał Dubhe swój płaszcz.

— Nie bądź takim rycerzem, z kobiety mam tylko wygląd.

— Dubhe była rozdrażniona.

— Źle się czujesz i będzie lepiej, jeżeli przynajmniej nie będziesz cierpiała z zimna.

— Już ci mówiłam, że nie potrzebuję twojej litości.

— To nie litość, to wdzięczność.

Dubhe zarumieniła się lekko i wyciągnęła rękę.

— To wszystko robię tylko dla siebie…

— Nikt cię nie zmuszał, żebyś zabierała mnie ze sobą. Dziękuję. Znajdę sposób, aby ci się odwdzięczyć.

Noc była spokojna i cicha, a niebo nad ich głowami niepokojąco piękne. Tylko na pustyni można zobaczyć tyle gwiazd.

Lonerin zaczął myśleć o Asterze, który ze swojej wieży oglądał ten krajobraz każdego wieczoru. Znajdowali się w centrum tego, co niegdyś było jego imperium; po ziemi walały się jeszcze drzazgi jego pałacu, a wiatr rozwiał je po całej Wielkiej Krainie. A teraz on miałby powrócić, niwecząc to wszystko, co Sennar i Nihal uczynili, aby go pokonać. Te czterdzieści lat, jakie minęły od jego śmierci, zostaną zatarte, jak gdyby nigdy nie istniały. Lonerin zastanawiał się, dlaczego musieli żyć w takich mrocznych czasach. Dlaczego Światu Wynurzonemu zawsze groził ból? Pomyślał o śmierci swojej matki, o nienawiści, z jaką codziennie walczył, pomyślał także o Bestii, jaką nosiła w sobie Dubhe, tak podobnej do jego osobistego demona, a przecież o wiele bardziej straszliwej. A z chaosu tych mglistych idei nie wiadomo jak wyłonił się obraz Theany. Na wargach czuł jeszcze smak jej pocałunku. Była to jedyna nadzieja na szczęście i spokój, jaką kiedykolwiek miał w swoim życiu. Przesunął dłońmi po schowanej pod tuniką sakiewce, zawierającej włosy dziewczyny W jego sercu zapłonęło nikłe światełko wewnętrznego spokoju.

Dni mijały powoli i złowrogo, podobnie jak ich podróż. Świt podnosił się na nierównym bezmiarze kamieni, zachód zapadał nad tym samym pejzażem, a ich droga rozwijała się wśród opustoszałej ziemi i każdy dzień wydawał się taki sam, jak poprzedni. Konie były wycieńczone i bliskie padnięcia, oni też byli zmęczeni. Jedyną oznaką mijającego czasu była powoli zachodząca w Dubhe przemiana. Lonerin widział, jak wyraz jej twarzy zmienia się godzina po godzinie, jej skóra pokrywa się lekkim potem, a brwi marszczą się z wysiłku nad utrzymaniem panowania nad sobą.

Tymczasem jednak rozmyślał także o tym, co czeka na niego w Radzie i co powie o tym, co odkryła Dubhe. Dohor zawsze był grożącym niebezpieczeństwem, wszyscy o tym wiedzieli. Był jednak człowiekiem, z którym w jakiś sposób można było sobie poradzić. Ale nie Aster. Aster był koszmarem zrodzonym przez przeszłość. Aster był niepowstrzymany. Co mogli zrobić przeciw niemu? A jeżeli Yeshol już go przywołał? Jeżeli ich podróż pozbawiona jest nadziei już od samego początku?

— Martwisz się?

Dubhe niewiele mówiła. Wydawało się, że kosztuje ją to wiele wysiłku, i Lonerin szanował jej ból, starając się zwracać do niej jak najrzadziej. Co jakiś czas jednak zamieniali parę słów. Ta milcząca i samotna podróż w jakiś sposób sprawiała, że zbliżali się do siebie.

— Tak.

— Ja też — powiedziała Dubhe z nikłym uśmiechem.

— Przepraszam, rozumiem, że masz całkiem inne problemy…

— Aster mnie też przeraża — przerwała mu. — Tyran wywołuje strach nawet u kogoś takiego jak ja.

To było coś, nad czym Lonerin w ciągu ostatnich dni się nie zastanawiał. Dubhe była zabójczynią, morderczynią. Trudno było w to uwierzyć, widząc przed sobą jej dziecinną twarz i ciało młodej, rozkwitającej kobiety.

— Od dawna się tym zajmujesz?

— Zaczęłam szkolenie, mając osiem lat. Ale tak naprawdę przed wstąpieniem do Gildii nigdy nie stosowałam w pełni tego, czego mnie nauczono. Byłam raczej złodziejką.

W wieku ośmiu lat on zaczął swoją przygodę z magią. Zaraz po śmierci matki. Nie znalazł innej drogi, aby móc przeżyć. Na początku była to zwyczajna i czysta nienawiść, i obietnica straszliwej zemsty w przyszłości. Potem pojawił się Folwar.

— Dlaczego otrzymałaś wykształcenie Zabójców?

Bał się, czy nie jest zbyt natarczywy.

— Zabiłam w dzieciństwie. W wypadku zabiłam mojego towarzysza zabaw. Takich jak ja Gildia nazywa Dziećmi Śmierci.

W innej sytuacji Lonerina prawdopodobnie zmroziłoby tego typu wyznanie. Nie teraz. Teraz nawet coś takiego nie budziło w nim zdumienia. Niesłychana wydawała mu się łatwość, z którą Dubhe, mimo widocznego bólu, jaki wywoływała w niej klątwa z grubsza opowiedziała mu historię swojej inicjacji. Na końcu zwróciła się do niego ze ściągniętym, pełnym cierpienia uśmiechem:

— To naprawdę dziwne, że ci o tym mówię. Nie są to sprawy, o których opowiadam z przyjemnością.

Uśmiechnął się do niej.

— W końcu dzielimy ze sobą życie i śmierć, nie?

Odwzajemniła jego uśmiech, ale znikł z jej twarzy nagle, razem z gwałtownym ukłuciem bólu, które zgięło ją wpół.

Lonerin natychmiast zatrzymał konia.

— Wszystko dobrze?

Dubhe oddychała ciężej niż zwykle, a jej twarz była zdeformowana w dziwny sposób.

— Ktoś…

Poczuła to nagle, kiedy zwierzała się czarodziejowi ze spraw, o których nie opowiadała nikomu. Przez kilka chwil wydawała się prawie spokojna, po czym nastąpiło gwałtowne uderzenie łapą Bestii i jej ogłuszające, zwierzęce wezwanie w uszach.

Lonerin rzucił się do niej. Jego głos docierał jak z otchłani, dziwny, pozbawiony barwy.

— Wszystko dobrze?

— Ktoś…

Nie była w stanie powiedzieć nic więcej. Gdzieś znajdował się nieprzyjaciel — czuła to z absolutną jasnością, jednocześnie słysząc śpiew śmierci, który dobrze znała i który tak bardzo ją przerażał. Bestia się obudziła.

Odepchnęła dłonią Lonerina, prawie zrzucając go z konia. Jej glos był słaby jak echo na wietrze.

— Odejdź, bo nie ręczę za siebie!

Nie popatrzyła na niego, aby sprawdzić, czy zrozumiał. Czuła, jak jej samokontrola gdzieś wyparowuje: teraz pragnęła tylko krwi.

Jak przez mgłę usłyszała jednak, jak stopy chłopca dotykają ziemi, po czym uderzają o kamienie. Zrozumiał.

Dubhe zebrała się w sobie i zamknęła oczy. Może jeszcze uda jej się opanować i odzyskać siebie samą. Uchyliła powieki i w kłębach kurzu pojawiła się przed nią czarna postać ze sztyletem w dłoniach. Cały świat zniknął: został tylko stojący przed nią uzbrojony mężczyzna. Jej ciało opanowała Bestia. Zaczęła się rzeź.

Lonerin oddalił się, ale niezbyt daleko. Tyle, ile wystarczyło, aby nie znaleźć się w zasięgu furii Dubhe. Na początku zastanawiał się, co ją wywołało, po czym dostrzegł przed nimi czarną, nie bardzo odległą postać. Krótko był w Gildii, ale wystarczająco, aby rozpoznać Zabójcę.

Był to chłopak, uśmiechający się buńczucznie. Dubhe trzęsła się na swoim koniu, dyszała, a jej mięśnie, które zazwyczaj wydawały się tak cienkie i elastyczne, napinały się pod skórą.

— Znalazłem was. Dokąd chcieliście pójść? Oczy Thenaara są wszędzie.

Dubhe siedziała nieruchomo na koniu. To Zabójca wykonał Pierwszy ruch.

1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 103
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)