Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Ludzie i gwiazdy - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ludzie i gwiazdy

Электронная книга - «Ludzie i gwiazdy». Краткое содержание книги:

Niniejsze słowa dotyczą zbioru opowiadań fantastycznych z lat 70. ubiegłego wieku, których lekturę, z całą stanowczością i determinacją — można polecić każdemu miłośnikowi fantastyki i cokolwiek niebanalnych rozważań na temat konstrukcji wielkiego wszechświata.
Jak już wspomniałem, książka ta została wydana w czasach dość zamierzchłych, bo w roku 1973 — co może działać deprymująco na czytelników lubujących się w dość poczytnych, aczkolwiek pisanych nieco na siłę powieściach — a tych, jak wiadomo, pełno dziś na półkach księgarni. Niemniej publikacja o dość tajemniczym, intrygującym tytule „Ludzie i gwiazdy” wydaje się pozycją godną uwagi każdego miłośnika fantastyki (bez względu na przedział wiekowy).
Cóż w takim razie jest ciekawego w tej dość opasłej i bogatej w treść merytoryczną książce? Co sprawia, że odpowiedź na pytanie dotyczące wartości książki — bez trudu nasunie się czytelnikowi już po lekturze kilku utworów w niej zawartych? Otóż zbiór opowiadań „Ludzie i gwiazdy”, mimo iż wydany w czasach wszechobecnej cenzury i inwigilacji, wziętej niemal z powieści „Nova Express” W.S. Burroughsa, niewiele tylko straciwszy na świeżości przekazu, nadal zaskakuje siłą wyobraźni autorów, wielotorowością, wieloaspektowością nurtu fantastyki i wieloma innymi cechami, których na próżno szukać u niektórych twórców.
1 ... 90 91 92 93 94 95 96 97 98 ... 101
Перейти на страницу:

Łoś ruszył w kierunku jednej ze ścian i nacisnął guzik. Otworzyły się niewielkie drzwi.

— Proszę, wchodź — powiedział.

Weszli do windy. Zjeżdżała w dół z błyskawiczną szybkością. Kiedy Dirak doliczył się osiemnastego piętra, winda stanęła. Znaleźli się w długim korytarzu, pozbawionym drzwi i okien. Miękkie, ciepłe światło dzienne, którego źródło było niewiadome, sprawiało, że wszystkie przedmioty, nawet te najbardziej odległe, stawały się widoczne. Łoś zaczął teraz z dużą szybkością pełznąć po podłodze zrobionej z czegoś, co przypominało korek. Nawet Dirakowi, który szedł za nim, wydało się to niezwykle zabawne. Zatrzymali się przed ścianą, na której widniał jakiś znak. Łoś nacisnął kryształowy guzik i po chwili znaleźli się w przestronnym, długim pokoju. I tu nie było okien, a mimo to pomieszczenie było jasne, a powietrze w nim — orzeźwiające. Wzdłuż ścian stały metalowe szafki.

— Oto część mojej biblioteki — powiedział Łoś. — Tu znajdziesz wszystko, co ci jest potrzebne — słowniki, encyklopedie, atlasy, indeksy rzeczowe. Dzięki nim szybko i poprawnie opanujesz nasz język i poznasz podstawy naszej cywilizacji. Sądzę, że nie sprawi ci to wielkiego kłopotu… Jak zdołałem stwierdzić, jesteś doskonałą myślącą maszyną, Dirak, i muszę przyznać, że my takich jeszcze nie mamy.

— Niepokoję się o Alka — powiedział robot. — Trudno mi będzie skoncentrować się w pracy, jeśli nie dowiem się, jaki jest jego stan.

Łoś nie zrozumiał, o co chodzi Dirakowi, ale w jego dobrych, mądrych oczach pojawił się błysk serdeczności.

— Nie rozumiem, Dirak… Może popracujesz tutaj trochę, a potem porozmawiamy.

Wkrótce Dirak został sam w pokoju i natychmiast zabrał się do roboty. Nie musiał czytać niezliczonych tekstów. Mechaniczna świadomość pochłaniała je razem z kropkami i przecinkami i utrwalała je raz na zawsze w jego pamięci. Niezmordowanie i pedantycznie rejestrował biblioteczne zbiory gąsienic i tylko od czasu do czasu robił kilkuminutowe przerwy. A wówczas włączały się wszystkie zespoły, by asymilować ten pokarm i przekształcić go w ścisłą wiedzę, w informacje, które były mu potrzebne. Pod koniec ósmej godziny pracy Diraka znowu pojawił się Łoś.

— Alek odzyskał pełną świadomość — powiedział. — Przede wszystkim zapytał o ciebie.

W metalowym korpusie robota coś zadźwięczało.

— Dziękuję — powiedział w języku istot z planety War. — Mogę go już zobaczyć?

— Oczywiście — zgodził się Łoś. — Ale żeby nie tracić czasu, pokażemy ci go teraz na ekranie telewizyjnym.

Łoś nacisnął kontakt, i na szerokim srebrzystym ekranie pojawiła się twarz Alka. Był blady, osowiały, wyglądał jak człowiek, który przebył ciężką chorobę. Ale kiedy zobaczył Diraka, oczy mu się rozjaśniły i lekki rumieniec wystąpił na policzki.

— Witaj, Dirak! — zawołał.

— Witaj, Alek! Jak się czujesz?

— Możliwie! Ale najdziwniejsze jest to, że po raz pierwszy od długiego czasu czuję się naprawdę głodny.

— Nie dają ci jeść?

— Dostaję jakiś wstrętny syrop. Zdaje się, że nasi gospodarze nie przywiązują wagi do wrażeń smakowych.

Dirak przerwał na chwilę, by przetłumaczyć Łosiowi rozmowę z Alkiem. Kiedy otrzymał od niego odpowiedź, znów zwrócił się w stronę ekranu:

— Łoś powiedział, że jedzenie było odpowiednio bogate w kalorie i witaminy. Właśnie takie, jakie powinien otrzymywać rekonwalescent.

— Ty umiesz się z nimi dogadać? — spytał oszołomiony Alek.

— Owszem, umiem, choć w dosyć osobliwy sposób.

— Może to i było kaloryczne — westchnął Alek. — Ale mówiąc szczerze, marzy mi się kura w rosole…

— Niestety, Alek — powiedział z powagą Dirak. — Na tej planecie nie istnieje nic innego poza gąsienicami i motylami…

— Tak, rozumiem… Ale może mi wyjaśnisz, co się właściwie ze mną stało.

— Nic szczególnego… To był tylko niewielki szok elektryczny…

— Nie był znów taki niewielki — uśmiechnął się Alek. — Jeszcze do tej pory głowę mam jak ze szkła.

— Łoś powiedział, że dadzą ci coś z naszych zapasów żywności. Czy masz jeszcze jakieś inne życzenia?

— Życzenia?… Dirak, te dziwne istoty nie mają w ogóle czegoś takiego jak łóżka i krzesła. Nie mówiąc już o poduszkach czy materacach. Plecy mi drętwieją od tych wszystkich twardych, gładkich płaszczyzn…

Niełatwo było Dirakowi przełożyć słowa Alka, ale gospodarz zorientował się, o co chodzi.

— Oczywiście, mamy również miękkie materiały — powiedział. — Postaramy się zmienić…

Dirak powtórzył to Alkowi, a potem zdecydował się szybko zakończyć rozmowę.

— Teraz odpoczywaj, przychodź do zdrowia. Muszę cię uprzedzić, że czeka nas sporo roboty.

Dirak spędził w bibliotece jeszcze trzy dni. Przez cały czas tylko Łoś zaglądał do niego kilka razy. Gospodarz był zadowolony z postępów swego ucznia. W końcu trzeciego dnia przeprowadził długą, wnikliwą dyskusję z robotem. Dirak zrozumiał, że Łoś przygotowuje się do swojej pierwszej rozmowy z człowiekiem.

6

Stali na tarasie instytutu lecznictwa, położonego wśród lasów. Tutejszy krajobraz bardziej niż w innych zakątkach przypominał krajobraz Ziemi. Szczególnie swojsko wyglądały drzewa podobne do gigantycznych krzaków, obsypanych mnóstwem wielkich, jaskrawych kwiatów. Powietrze było tu chłodniejsze i bardziej wilgotne. Czuło się w nim słony zapach oceanu. Gąsienice starały się nie zakłócać im spokoju. I teraz też nikt im w rozmowie nie przeszkadzał. Alek uważnie słuchał rzeczowej relacji Diraka.

— War jest jedną z trzech planet, które krążą wokół gwiazdy nazywanej tutaj Zita — mówił robot. — Na planecie, znajdującej się najbliżej gwiazdy nie ma życia. Przypomina ona pod wieloma względami naszą planetę Merkury. Na drugiej planecie natomiast rozwinęły się bogate formy życia, podobne do tych, jakie istniały u nas w erze mezozoicznej…

— Naprawdę? — Alek był zaskoczony. — Wypada wobec tego osobiście się o tym przekonać.

— To nie będzie łatwe. War w porównaniu z innymi jest młodą planetą. Jej pierwotna, najstarsza fauna niewiele różniła się od ziemskiej. Ale w paleolicie po raz pierwszy pojawił się błękitny motyl. Właśnie jego larwy, gąsienice spowodowały zasadniczy przełom w rozwoju gatunków zwierzęcych. Mówiąc krótko, po prostu zaczęły ingerować w dalszy rozwój tych gatunków. W odróżnieniu od innych żywych istot, rozporządzały niezwykłą bronią — ładunkiem elektrycznym. Nie byłoby to jakimś nowym zjawiskiem w przyrodzie, gdyby nie fakt, że siła tego ładunku była ogromna. Zresztą sam się mogłeś o tym przekonać. Ciebie na przykład wcale nie mieli zamiaru zabić. Chcieli jedynie oszołomić.

— I udało im się to, nie ma co — mruknął Alek. — Czuję, że będę już oszołomiony do końca życia.

— Początkowo gąsienice zabijały inne żywe istoty tylko w celach samoobrony — ciągnął Dirak. — Pożywienie gąsienic jest wyłącznie roślinne. Wobec tego nie zależało im na zachowaniu przy życiu jakiegokolwiek gatunku zwierzęcego. Później zaczęły świadomie trzebić wszelkie żywe stworzenia, ażeby zapewnić sobie całkowite bezpieczeństwo, a szczególnie zapewnić je motylom, które są całkowicie bezbronne…

— W której fazie rozwoju wcześniej występuje świadomość, u gąsienic czy u motyli? — spytał Alek.

— Moim zdaniem u gąsienic — powiedział Dirak. — Ale oczywiście gąsienice nigdy mojej hipotezy nie potwierdzą. Dla nich motyle bez względu na wszystko są istotami doskonalszymi. Faktem jest jednak, że właśnie po raz pierwszy u gąsienic wystąpiły elementy pracy i organizacji życia społecznego. Oczywiście życie społeczne powstało tu na innej bazie, było uwarunkowane koniecznością zorganizowania ochrony gatunku w warunkach niesprzyjającej atmosfery. Szczególnie chodziło o ochronę motyli. Wkrótce potem, jak zostały wyniszczone wszystkie wyższe organizmy zwierzęce na planecie, przyszła kolej na owady, pasożyty i tym podobne. Pozbywano się ich przede wszystkim za pomocą środków chemicznych…

1 ... 90 91 92 93 94 95 96 97 98 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)