Żniwo
- Автор: Герритсен Тесс
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Żniwo». Краткое содержание книги:
Dwie osoby gotowe do operacji i tylko jedno serce, które można przeszczepić. Gdy doktor Abby DiMatteo podejmowała decyzję, by dokonać przeszczepu u umierającego siedemnastolatka, nie przypuszczała, że wywoła tym lawinę wydarzeń. Kim jest czterdziestosześcioletnia, bogata kobieta, która, wedle przełożonych, winna była otrzymać narząd? Tego Abby nie wie. Wie jednak, że coś jest nie w porządku – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawia się drugie serce i operacja może się odbyć. Cud? To mało prawdopodobne. W wyniku podjętych decyzji, pracę traci przełożona kobiety, a sama Abby zaczyna stawiać sobie niewygodne pytania. Czy to możliwe, że narządy do transplantacji pochodzą z nie do końca legalnych źródeł? Gdzie leżą granice etyki lekarskiej? Dyrekcja nie życzy sobie rozgłosu, ale sumienie zmusza Abby do poprowadzenia prywatnego śledztwa.
Podeszła do automatycznej sekretarki, mając nadzieję, że zostawił tam dla niej wiadomość. Znalazła jedynie dwa nagrania. Oba od Vivian. Podawała jakiś zamiejscowy numer. Ciągle jeszcze była w Burlington. Teraz było już za późno, żeby do niej dzwonić. Abby postanowiła zrobić to z samego rana. Weszła na górę, ściągnęła mokre ubranie i wrzuciła rzeczy do pralki. Sama weszła pod prysznic. Zauważyła, że kafelki były suche. Mark nie używał wieczorem prysznica? Może w ogóle nie był w domu? Stojąc pod gorącym strumieniem wody, zastanawiała się nad tym, co ją spotkało. Bała się tego, co zamierzała powiedzieć Markowi, ale postanowiła przyjechać do domu. Chciała w końcu stawić mu czoło, zażądać wyjaśnień. Ta ciągła niepewność stała się nie do zniesienia.
Po wyjściu spod prysznica usiadła na łóżku i zadzwoniła na pager Marka. Zaskoczyło ją, że telefon zadzwonił niemal od razu.
– Abby? – To nie był Mark. Poznała głos Katzki. – Chciałem tylko sprawdzić, czy wszystko w porządku. Dzwoniłem trochę wcześniej i nikt nie odpowiadał.
– Brałam prysznic. Wszystko w porządku, Katzka. Czekam, aż Mark wróci do domu.
Chwila milczenia.
– Jesteś sama?
Nuta niepokoju w jego głosie sprawiła, że Abby uśmiechnęła się. Pod powłoką obojętności kryła się jego troska.
– Pozamykałam wszystkie drzwi i okna – uspokoiła go. – Tak jak kazałeś. – W słuchawce słyszała w tle jakieś głosy i pisk policyjnych krótkofalówek. Wyobraziła sobie go stojącego w dokach z twarzą oświetloną niebieskimi, migającymi lampami. – Co się tam teraz dzieje? – zapytała.
– Czekamy na nurków. Sprzęt już jest na miejscu.
– Sądzisz, że kierowca jest nadal uwięziony w furgonetce?
– Obawiam się, że tak. – Westchnął. Był bardzo zmęczony. Abby poznawała to po jego głosie. Niepokoiła się o niego.
– Powinieneś iść do domu. Potrzebny ci jest gorący prysznic i rosół. To recepta lekarza.
Roześmiał się. Zaskoczyło ją to. Jeszcze nigdy nie słyszała jego śmiechu.
– Żebym tylko znalazł aptekę, w której będą to sprzedawali. – Ktoś coś do niego powiedział. Jakiś inny policjant pytał go o tory pocisków. Katzka przez chwilę z nim rozmawiał, a potem znowu zwrócił się do niej. – Muszę już kończyć. Jesteś pewna, że nic ci tam nie grozi? Nie wolałabyś raczej pojechać do hotelu?
– Dam sobie radę.
– No dobra. – Katzka znowu wydał z siebie westchnienie. – Ale z samego rana masz zadzwonić do ślusarza. Każ mu zainstalować porządne zamki na wszystkich drzwiach. Szczególnie jeżeli masz zamiar spędzać noce sama w domu.
– Zrobię to.
Na chwilę zapadło milczenie. Katzka miał sprawy, którymi powinien się natychmiast zająć, ale nie bardzo miał ochotę kończyć rozmowę. W końcu powiedział.
– Rano zadzwonię, żeby sprawdzić, jak się czujesz.
– Dzięki Katzka. – Abby odłożyła słuchawkę.
Znowu zadzwoniła na pager Marka. Potem położyła się i czekała, aż oddzwoni. Telefon jednak milczał. Czas mijał, a Abby próbowała zagłuszyć narastający w niej niepokój, wymyślając przyczyny, dlaczego nie dzwonił. Może spał w jednej ze szpitalnych dyżurek. Może jego pager był zepsuty. Może był właśnie na sali operacyjnej i nie mógł odebrać wiadomości od niej.
Mógł też nie żyć. Tak jak Aaron Levi. Tak jak Kunstler i Hennessy.
Spróbowała zadzwonić do niego jeszcze raz. O trzeciej nad ranem w końcu rozległ się dzwonek telefonu. Abby w pół sekundy oprzytomniała i sięgnęła po słuchawkę.
– Abby, to ja. – Głos Marka brzmiał tak, jakby Hodell dzwonił z drugiego końca świata.
– Już nie wiem, ile razy dzwoniłam na twój pager. Gdzie jesteś?
– W samochodzie, jadę do szpitala. – Przerwał na chwilę. – Abby musimy porozmawiać. Wszystko się… zmieniło.
– Masz na myśli nas – powiedziała cicho.
– Nie. Nie, to nie ma nic wspólnego z tobą. Nigdy nie miało. To dotyczy tylko mnie. Ty zostałaś w to wciągnięta. Próbowałem ich jakoś przekonać, ale przez nich sprawy zaszły już za daleko.
– Przez kogo?
– Przez zespół.
Bała się zadać następne pytanie, ale teraz nie miała już wyboru.
– Czy wy wszyscy jesteście w to wmieszani?
– Już nie. – Na chwilę jego głos ucichł. Abby słyszała coś, co przypominało szum ruchu ulicznego. Po chwili jakość połączenia znowu się poprawiła. – Mohandas i ja mieliśmy dzisiaj małą naradę. Właśnie u niego byłem przez cały czas. Rozmawialiśmy i porównywaliśmy notatki. Abby tu chodzi o nasze głowy. Postanowiliśmy z tym wszystkim skończyć. Nie możemy już dłużej tego ciągnąć. Musimy zgłosić to. Mohandas i ja. Wrobimy wszystkich pozostałych. Pieprzyć Bayside. Pieprzyć wszystko. – Jego głos nagle załamał się. – Byłem tchórzem, Abby. Przykro mi.
Zamknęła oczy.
– Wiedziałeś. Przez cały czas wiedziałeś o wszystkim.
– Wiedziałem o niektórych rzeczach, nie o wszystkim. Nie miałem pojęcia, jak daleko Archer to zaciągnął. Nie chciałem wiedzieć. Potem ty zaczęłaś zadawać wszystkie te pytania. Już dłużej nie potrafiłem uciekać przed prawdą… – Głośno wypuścił powietrze z płuc, a potem wyszeptał. – To mnie zrujnuje, Abby.
Ciągle jeszcze siedziała z zamkniętymi oczami. W wyobraźni widziała Marka w ciemnym wnętrzu samochodu z jedną ręką na kierownicy, a drugą zaciśniętą na telefonie komórkowym. Widziała rozpacz na jego twarzy. I odwagę. Przede wszystkim odwagę.
– Kocham cię – wyszeptał.
– Przyjedź do domu, Mark. Proszę cię.
– Jeszcze nie mogę. Umówiłem się z Mohandasem w szpitalu. Chcemy wziąć rejestry dawców.
– Wiesz, gdzie one są?
– Domyślam się. Jest nas tylko dwóch, więc trochę czasu nam zajmie przeszukanie wszystkich akt. Gdybyś mogła nam pomóc, może zdołalibyśmy się z tym uporać do rana.
Podniosła się.