Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Chromosom 6
Chromosom 6 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Chromosom 6

Электронная книга - «Chromosom 6». Краткое содержание книги:

Z kostnicy znikaja zw?oki Carla Franconiego, znanej postaci ?wiata przest?pczego. Kilka dni p??niej trafiaj? one, mocno okaleczone, na st?? autopsyjny Jacka Stapletona. Poszukiwania odpowiedzi na nasuwajace si? pytania prowadz? a? do Gwinei R?wnikowej…
1 ... 89 90 91 92 93 94 95 96 97 ... 101
Перейти на страницу:

Melanie mocno ujęła twarz w dłonie.

– Muszę się wziąć w garść – powiedziała.

– Znowu czuję się jak odrętwiała – wyznała Candace. – Z jednego więzienia, wpadliśmy do następnego.

– Przynajmniej nie zamknęli nas w ratuszu – stwierdził Kevin z westchnieniem.

Usłyszeli odgłosy zapuszczanych silników i samochody odjechały. Kevin wyszedł na werandę i stwierdził, że zniknęły wszystkie samochody z wyjątkiem auta Camerona. Spojrzał w niebo i zauważył, że zapada noc. Na niebie lśniły pierwsze gwiazdy.

Wrócił do domu i sięgnął po słuchawkę telefonu. Podniósł ją, przyłożył do ucha i usłyszał to, czego się spodziewał: ciszę.

– Jest sygnał? – zapytała stojąca za nim Melanie.

Kevin odłożył słuchawkę. Potrząsnął głową.

– Obawiam się, że nie.

– Tego się spodziewałam.

– Weźmy prysznic – zaproponowała Candace.

– Dobry pomysł – odparła Melanie, starając się nadać głosowi nieco bardziej optymistyczny ton.

Umówili się za pół godziny. Kevin przeszedł przez jadalnię do kuchni. Pchnął drzwi. Nie chciał wchodzić do środka w takim stanie, ale zapach pieczonego kurczaka miło łechtał nos.

Esmeralda poderwała się na nogi w chwili, gdy otworzyły się drzwi.

– Dzień dobry, Esmeraldo – przywitał się.

– Witam pana, panie Marshall.

– Nie wyszłaś nas przywitać jak zwykle.

– Bałam się, że szef Strefy ciągle tam jest. On i szef ochrony byli tu wcześniej i powiedzieli, że pan wróci i że nie będzie pan mógł stąd wychodzić.

– Mnie też to powiedzieli.

– Przygotowałam kolację. Jest pan głodny?

– Bardzo. Ale mamy jeszcze gości. – Wiem. O tym także mnie uprzedzono.

– Możemy zjeść za pół godziny?

– Oczywiście.

Kevin skinął głową. Cieszył się, że Esmeralda została. Chciał już wyjść, lecz gosposia zawołała go. Zawahał się, trzymając uchylone drzwi.

– W mieście wydarzyło się dużo złych rzeczy. Nie chodzi tylko o pana i pańskie znajome, ale także o obcych. Moja kuzynka pracuje w szpitalu. Powiedziała mi, że czworo Amerykanów z Nowego Jorku dostało się do szpitala. Rozmawiali z pacjentem, któremu przeszczepiono wątrobę.

– Tak? – pytająco odpowiedział. Obcy z Nowego Jorku przyjeżdżają, aby porozmawiać z pacjentem po transplantacji. To zupełnie nieoczekiwany rozwój wypadków.

– Po prostu weszli – kontynuowała Esmeralda. – Nikt się ich nie spodziewał. Powiedzieli, że są lekarzami. Wezwano ochronę i żołnierzy i zabrali ich. Są teraz w więzieniu.

– Coś podobnego – odparł Kevin. W głowie wirowały mu różne myśli. Przypomniał mu się telefon, który tydzień temu nieoczekiwanie zadzwonił w środku nocy. Rozmawiał wtedy z samym Taylorem Cabotem. Sprawa dotyczyła byłego pacjenta, Carla Franconiego, który został zastrzelony właśnie w Nowym Jorku. Taylor Cabot pytał wtedy, czy z autopsji zwłok ktoś mógłby dowiedzieć się, co mu się przydarzyło.

– Moja kuzynka zna jednego żołnierza. Mówią, że oddadzą Amerykanów ministerstwu. Jeżeli tak, to ich zabiją. Uważałam, że powinien pan o tym wiedzieć.

Kevin poczuł dreszcz na plecach. Wiedział, że taki sam los Siegfried spróbuje i im zgotować. Ale kim są ci Amerykanie? Czy to oni są związani z autopsją Carla Franconiego?

– To bardzo poważna sprawa – stwierdziła Esmeralda. – Boję się o pana. Wiem, że poszedł pan na zakazaną wyspę.

– Skąd to wiesz? – zapytał zaskoczony.

– Ludzie gadają. Kiedy powiedziałam, że wyjechał pan niespodziewanie i szef Strefy pana szuka, Alphonse Kimba powiedział mojemu mężowi, że pojechał pan na wyspę. Był tego pewny.

– Doceniam twoją troskę – odparł wymijająco Kevin i zagubiony we własnych myślach dodał jeszcze: – Dziękuję, że mi powiedziałaś.

Poszedł do swojego pokoju. Spojrzał w lustro i zaskoczył go widok wyczerpanego, brudnego mężczyzny, którego zobaczył. Drapiąc się po swojej świeżo zapuszczonej brodzie, dostrzegł coś bardziej niepokojącego. Zaczynał wyglądem przypominać swój genetyczny duplikat.

Po goleniu, prysznicu i zmianie odzieży odżył. Cały czas myślał o Amerykanach siedzących w miejskim więzieniu. Był niezwykle zainteresowany i najchętniej poszedłby z nimi porozmawiać.

Obie panie również się odświeżyły. Prysznic sprawił, że Melanie znowu przypominała dawną siebie. Narzekała na ubrania, które jej dostarczono.

– Nic do siebie nie pasuje – zrzędziła.

Usiedli w jadalni i Esmeralda podała posiłek. Melanie rozejrzała się dookoła i powiedziała ze śmiechem:

– Czy to nie zabawne, że jeszcze kilka godzin temu żyliśmy jak neandertalczycy. Wtem, pstryk, i nurzamy się w luksusie. Jak za sprawą machiny czasu.

– Gdybyśmy się tylko nie musieli martwić o to, co przyniesie jutro – odezwała się Candace.

– Cieszmy się przynajmniej naszą ostatnią kolacją – odparła Melanie z typowym dla siebie wisielczym humorem. – Poza tym im więcej myślę o całej sprawie, tym mniej wierzę, że będą mogli wydać nas Gwinejczykom. Moim zdaniem nie udałoby im się tego ukryć. To prawie trzecie tysiąclecie. Świat jest zbyt mały.

– Jednak boję się… – zaczęła Candace.

– Przepraszam – przerwał Kevin. – Esmeralda powiedziała mi coś, czym chciałbym się z wami podzielić. – Zaczął od tamtego nocnego telefonu od Taylora Cabota, następnie opowiedział o pojawieniu się i uwięzieniu nowojorczyków w miejskim więzieniu.

– No właśnie to jest to, o czym mówię – skomentowała Melanie. – Para inteligentnych ludzi przeprowadziła w Nowym Jorku autopsję i w końcu wylądowali w Cogo. A nam się wydawało, że jesteśmy odcięci od świata. Mówię wam, świat staje się mniejszy każdego dnia.

– Więc uważasz, że ci Amerykanie znaleźli się tutaj, idąc za tropem, na którego początku był Franconi? – spytał Kevin. Jemu intuicja podpowiadała to samo, ale chciał potwierdzenia.

– A co innego mogłoby to być? Według mnie nie ma wątpliwości – przytaknęła Melanie.

– Candace, co ty o tym myślisz? – spytał Kevin.

– Zgadzam się z Melanie. Jakby nie patrzeć, byłby to zbyt nieprawdopodobny zbieg okoliczności.

– Dziękuję, Candace! – Melanie obracała w palcach pusty kieliszek do wina i spoglądała groźnie na Kevina. – Nie lubię tego robić, ale muszę przerwać tę interesującą rozmowę i zapytać, gdzie jest to twoje wspaniałe wino, zuchu?

– Kurczę, zupełnie zapomniałem. Przepraszam! – Wstał od stołu i poszedł do schowka z naczyniami stołowymi, który zapełnił butelkami z winem. Kiedy ogląda etykiety, które zresztą niewiele mu mówiły, uderzyło go nagłe odkrycie, jak dużo wina zgromadził. Policzył butelki na jednej półce i pomnożył to przez liczbę półek w pomieszczeniu. Doliczył się około trzystu sztuk.

– No, no – powiedział do siebie, gdy plan zaczął świtać mu w głowie. Z całym naręczem butelek poszedł do kuchni.

Esmeralda spożywała posiłek, ale na widok Kevina natychmiast wstała.

– Chciałbym prosić o przysługę – powiedział Kevin. – Mogłabyś wziąć te butelki i korkociąg i zanieść je na dół żołnierzom?

– Tyle? – spytała krótko.

– Tak. Chciałbym także, żebyś jeszcze więcej zaniosła żołnierzom do ratusza. Jeśli zapytają o okazję, powiedz, że wyjeżdżam i chcę w ten sposób pożegnać się z nimi, żeby nie zostawiać tego szefowi Strefy.

Przez twarz Esmeraldy przebiegł uśmiech. Popatrzyła na Kevina.

– Chyba rozumiem. – Wzięła z kredensu płócienną torbę, z którą chodziła po zakupy, i wypełniła ją butelkami. Chwilę później schodziła do głównego holu.

Kevin kilka razy obrócił do magazynku i z powrotem, przynosząc kolejne porcje butelek. Na stole ustawił ich kilka tuzinów, w tym parę z porto.

– Co tu się dzieje? – zapytała Melanie, wsuwając głowę przez uchylone drzwi. – Czekamy na wino.

Kevin wręczył jej jedną z butelek. Oświadczył, że przyjdzie za parę minut, i poprosił żeby zaczęły kolację bez mego. Melanie spojrzała na etykietę.

– A niech mnie, Château Latour! – Posłała Kevinowi pełen uznania uśmiech i zniknęła w jadalni.

Esmeralda wróciła, mówiąc, że żołnierze są bardzo wdzięczni.

– Ale chyba zaniosę im też trochę chleba – dodała. – Powinien pobudzić pragnienie.

– Znakomity pomysł – stwierdził Kevin. Wypełnił torbę butelkami i zważył w dłoni. Była ciężka, lecz uznał, że Esmeralda powinna sobie poradzić.

– Ilu żołnierzy jest w ratuszu? – zapytał, wręczając jej torbę. – Musimy mieć pewność, że wina będzie dostatecznie dużo.

– Zazwyczaj na noc zostaje czterech.

1 ... 89 90 91 92 93 94 95 96 97 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)