Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Tożsamość Bourne’a
Tożsamość Bourne’a - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tożsamość Bourne’a

Электронная книга - «Tożsamość Bourne’a». Краткое содержание книги:

Mężczyzna, który wypadł podczas sztormu za burtę małego trawlera, nie pamięta żadnych faktów ze swojego życia. Pewne okoliczności sugerują, że nie był on zwyczajnym człowiekiem – zbyt wiele osób interesuje się jego poczynaniami, zbyt wielu najemnych morderców usiłuje go zlikwidować. Sprawność, z jaką sobie z nimi radzi, jednoznacznie wskazuje na specjalne przygotowanie, jakie przeszdł. Jego przeznaczeniem jest walka o przeżycie i wyjaśnienie tajemnic przeszłości…
Tożsamość Bourne'a należy do najlepszych powieści Roberta Ludluma, pisarza przewyższającego popularnością wszystkich znanych polskiemu czytelnikowi pisarzy gatunku sensacyjnego. Niektórzy twierdzą, że jest to jego najlepsze dzieło, czego pośrednim dowodem kontynuacja w postaci następnych dwóch tomów oraz doskonały film i serial z Richardem Chamberlainem, cieszący się ogromnym powodzeniem na całym świecie.
1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 151
Перейти на страницу:

Marie nie odpowiedziała. Podeszła wolno do sukni i wpatrywała się w nią uważnie, jakby nie wierząc w to, co widzi. Obróciła się nagle na pięcie, w jej oczach migotały błyski i kręciły się łzy.

– Nie. To nie tak. To jakaś straszliwa pomyłka! Dzwoń do ambasady!

– Co?

– Rób, co mówię. Już!

– Zastanów się, Marie. Musisz zrozumieć.

– A idź do diabła! To ty musisz zrozumieć! Byłoby inaczej. Na pewno.

– Ale jest tak.

– Dzwoń do ambasady! Weź ten telefon, ten tam, i zaraz dzwoń! Niech cię połączą z Corbelierem. Szybko, na Boga! Jeżeli coś dla ciebie znaczę, to zrób, o co proszę!

Bourne nie potrafił jej odmówić. Jej napięcie udzieliło się i jemu.

– Co mam mu powiedzieć? – spytał idąc do telefonu.

– Najpierw się z nim połącz. Tego właśnie się boję… O Boże, jak się boję!

– Pamiętasz numer?

Podała mu numer: nakręcił i czekał bez końca na telefonistkę. Kiedy się wreszcie dodzwonił, głos telefonistki brzmiał histerycznie, raz się unosił, raz opadał, chwilami nic nie można było zrozumieć. W tle rozlegały się krzyki, ostre komendy wydawane szybko po angielsku i francusku. Po chwili zorientował się, o co chodzi.

Dennis Corbelier, kanadyjski attaché, wyszedł z ambasady po schodach na aleję Montaigne o pierwszej czterdzieści w nocy i został postrzelony w gardło. Nie żył.

– Istnieje druga część wiadomości, Jasonie – wyszeptała zmęczonym głosem Marie wpatrując się w niego. – Teraz wysłucham wszystkiego, co masz do powiedzenia. Istnieje ktoś, kto chce się z tobą skontaktować i próbuje ci pomóc. Wiadomość została przesłana, ale nie do nas, nie do mnie. Tylko do ciebie i tylko ty ją możesz zrozumieć.

22

Mężczyźni wchodzili jeden po drugim do zatłoczonego hotelu „Hilton” na Szesnastej ulicy w Waszyngtonie. Każdy udał się do oddzielnej windy, wjeżdżając o kilka pięter wyżej lub niżej od swojego celu i resztę drogi pokonywał pieszo Nie mieli czasu na spotkanie poza granicami miasta; podobna wpadka nigdy jeszcze się nie zdarzyła. Mężczyźni należeli do Treadstone-71 – i tylko oni pozostali przy życiu. Pozostałych zmasakrowano na cichej, wysadzanej drzewami nowojorskiej ulicy.

Dwie z tych twarzy znane były ludziom, jedna może bardziej niż druga. Pierwsza należała do podstarzałego senatora z Colorado, a druga do generała brygady I. A. Crawforda – inicjały I. A. częściej tłumaczono na Iron Ass [2] niż na Irwin Arthur – który był rzecznikiem prasowym wywiadu wojskowego i stróżem informacji przechowywanych w szufladach wydziału G-2. Dwaj pozostali znani byli chyba jedynie swoim współpracownikom z własnych jednostek. Jeden z nich, w randze oficera, pan w średnim wieku, należał do dowództwa Piątego Okręgu Marynarki i zajmował się kontrola informacji. Czwarty zaś i ostatni mężczyzna miał czterdzieści sześć lat i od dawna pracował w CIA – istny kłębek nerwów podpierający się w marszu laską. Stracił stopę na minie w południowo-wschodniej Azji. W swoim czasie działał tam jako tajny agent w operacji „Meduza’’. Nazywał się Aleksander Conklin.

W pokoju nie było stołu konferencyjnego; w standardowej, dwuosobowej sypialni stało małżeńskie łoże, kanapa, dwa fotele i niski stolik. Wręcz nieprawdopodobne miejsce jak na spotkanie o takiej randze – nie pracowały komputery migotające zielonymi literami na ekranach, nie działały elektroniczne połączenia z centralami w Londynie, Paryżu czy Stambule. W tym zwykłym hotelowym pokoju spotkały się cztery mózgi, które przechowywały tajemnice Treadstone-71.

Senator usiadł po jednej stronie kanapy, a oficer marynarki po drugiej. Conklin osunął się na fotel, wyciągając przed siebie sztywną nogę i ustawiając między udami laskę, natomiast generał brygady Crawford stał z rozognioną twarzą, napinając ze złości mięśnie szczęki.

– Udało mi się skontaktować z prezydentem. – Senator tarł czoło, wyraźnie wyczerpany brakiem snu. – Mamy spotkać się wieczorem. Powiedzcie mi wszystko, co wiecie, każdy z was. Proszę zaczynać, generale. Cóż takiego, na Boga, się stało?

– Major Webb miał o dwudziestej trzeciej wrócić do samochodu czekającego na rogu Lexington i Siedemdziesiątej Drugiej ulicy. Czas mijał, a on się nie pojawiał. O dwudziestej trzeciej trzydzieści kierowca zaniepokoił się, bo miał jeszcze jechać na lotnisko w New Jersey. Sierżant przypomniał sobie adres – chyba dlatego, że miał go zapomnieć – podjechał tam i podszedł do drzwi. Rygle nie były zablokowane i drzwi same się uchyliły; alarmy nie działały. Na podłodze foyer widniała krew, a na schodach nieznana martwa kobieta. Przeszedł korytarzem prosto do gabinetu i znalazł ciała.

– Temu człowiekowi należy się dyskretny awans – odezwał się oficer marynarki.

– A to dlaczego? – zdziwił się senator.

Crawford wyjaśnił.

– Zachował przytomność umysłu i zadzwonił do Pentagonu, nalegając, by go połączono z tajna sekcją łączności. Podał dokładną częstotliwość nadawania, czas i miejsce odbioru i zażądał rozmowy z nadawcą. Nikomu nie pisnął ani stówka, dopóki się ze mną nie połączył.

– Irwin, wsadź go do akademii wojskowej – rzucił ponuro oparty na lasce Conklin. – Sprytniejszy jest od tych pajaców, których tam trzymasz.

– To nie tylko zbyteczne, panie Conklin – zareplikował senator – ale i obraźliwe. Generale, proszę kontynuować.

Crawford wymienił spojrzenie z człowiekiem z CIA.

– Skontaktowałem się z pułkownikiem Paulem McClarenem z Nowego Jorku, wysłałem go tam i przykazałem niczego nie ruszać aż do mojego przyjazdu. Zadzwoniłem potem do Conklina i George’a, i polecieliśmy razem.

– Wezwałem facetów od daktyloskopii z FBI na Manhattanie – dodał Conklin. – Tych, z których usług korzystaliśmy wcześniej i którym można ufać. Nie powiedziałem im, czego szukamy, tylko prosiłem o zdjęcie wszystkich odcisków i przekazanie wyników mnie osobiście. – Agent CIA przerwał wskazując laską na oficera marynarki. – Potem George dał im trzydzieści siedem nazwisk, tylko tych ludzi, których odciski FBI ma w swoich rejestrach. Dostarczyli nam jeden komplet odcisków, którego nie oczekiwaliśmy, nie chcieliśmy… Nie mogliśmy uwierzyć.

– Delty – powiedział senator.

– Tak – potwierdził oficer marynarki. – Podałem im nazwiska wszystkich, którzy – obojętnie jak dawno – poznali adres Treadstone, włączając, oczywiście, nas wszystkich. Pokój przeczesano do czysta; każde powierzchnię, klamkę, szklankę – z wyjątkiem jednej. Pod zasłoną w rogu pokoju leżało kilka zaledwie odłamków rozbitego kieliszka do brandy, ale to wystarczyło. Znaleziono odciski: drugiego i trzeciego palca prawej dłoni

– Czy jest pan całkowicie pewien? – zapytał wolno senator.

– Odciski nie kłamią, panie senatorze – odparł oficer. – Widać je było wyraźnie, a na ściankach utrzymała się nawet wilgoć brandy. Poza osobami w tym pokoju jedynie Delta zna adres na Siedemdziesiątej Pierwszej ulicy.

– Czy mamy absolutna pewność? Ktoś mógł coś niechcący powiedzieć.

– Wykluczone – przerwał generał brygady. – Abbott nigdy by nie wyjawił tego adresu, a Elliot Stevens poznał go dopiero piętnaście minut przed spotkaniem, kiedy zadzwonił z budki telefonicznej. A poza tym, czy człowiek sam się pcha na ścięcie?

– A co z majorem Webbem? – naciskał senator.

– Major – odparł Crawford – otrzymał adres ode mnie drogą radiową, już po wylądowaniu na lotnisku Kennedy’ego. Jak pan wie, używaliśmy zaszyfrowanej częstotliwości stosowanej przez G-2. Przypominam jednak, że on też stracił życie.

– Tak, rzeczywiście. – Senator potrząsnął głową. – To nie do wiary. Dlaczego?

– Muszę, niestety, podjąć niemiły problem – powiedział generał brygady Crawford. – Już na wstępie kandydat mi się nie podobał. Zgadzałem się jednak z rozumowaniem Dawida i uznałem, że ma kwalifikacje, ale jak sobie chyba przypominacie, nie był on moim kandydatem.

вернуться

[2] Żelazny Zad

1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)