Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]
Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]

Электронная книга - «Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]». Краткое содержание книги:

Powieść będąca prequelem do całego cyklu „Droga przez Układ Słoneczny”. Ambicją młodego inżyniera, Dana Randolpha, jest zapewnienie uzależnionej odbliskowschodniej ropy Ameryce alternatywnego źródła energii. Eksploatacjazbudowanego przez Dana satelity energetycznego będzie jednak opłacalnatylko pod warunkiem wykorzystywania taniego środka transportu na orbitę, aprototyp wahadłowca ulega katastrofie podczas lotu próbnego. Wiele poszlakwskazuje, że ktoś dokonał sabotażu. Kto stoi za tą zbrodnią? Międzynarodowekoncerny naftowe czy arabscy fundamentaliści? Firma Dana, AstroCorporation, stoi na skraju przepaści. Skąd może nadejść ratunek? Czy od Saito Yamagaty, którego koncern również inwestuje w energię ze Słońca? Amerykańskich koncernów naftowych, które zastawiają się nad inwestowaniem winne źródła energii?
1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 103
Перейти на страницу:

— Załoga gotowa? — spytał Dan.

Na piegowatej twarzy Adaira malował się ponury wyraz.

— Max nie leci.

— Co?

— Powiedział, że możesz go wylać, ale nie leci.

Dan z trudem opanował chęć przywalenia pięścią w najbliższą konsolę.

— Do jasnej cholery, przy tej pogodzie i tak nie pojedzie na żaden rodzinny piknik!

— Rozmawiałem z nim przez telefon przez ostatnie dwadzieścia minut, szefie. Powiedział, że nie leci i już. Inaczej żona się z nim rozwiedzie.

— A księżyc jest z zielonego sera — mruknął Dan.

— Reszta załogi jest raczej gotowa — rzekł Adair. — Raczej?

Adair uniósł jasne brwi.

— Nie wiemy, co mamy tam robić, szefie.

— Przeklęty satelita nie przesyła energii! — wrzasnął Dan. — Macie się dowiedzieć, co się stało, i naprawić go!

— Bez Maxa? To on jest specem od konstrukcji.

— Polecę zamiast niego.

— Ty? — spytali jednocześnie Adair i Van Buren.

— Co się tak gapicie? — spytał Dan, po czym wycelował palec w Adaira i rzekł: — Spędziłem więcej godzin na orbicie niż ty, mały.

— Tak, szefie, ale…

Dan spojrzał na Van Buren.

— Prowadź odliczanie jak zwykle. Idę włożyć skafander. Van Buren nerwowo bawiła się swoim sznurem pereł.

— Szefie, sądzisz, że to dobry pomysł?

— Nie poproszę tych chłopców o zrobienie niczego, czego bym sam nie zrobił — odparł Dan i ruszył do drzwi. Adair niezgrabnie poszedł za nim.

W piwnicy willi na szczycie wzgórza al-Baszyr przechadzał się nerwowo wzdłuż rzędu techników siedzących przy różnych komputerach. Nadepnął niechcący na zgniecioną puszkę po napoju; kopnął ją na bok. Pomieszczenie cuchnęło jak stajnia. Al-Baszyr zmarszczył nos z obrzydzeniem; nie, raczej jak chlew.

— Kiedy zaczniemy przemieszczać satelitę? — spytał Egipcjanina.

— Buczaczi informuje, że prawie skończyli montaż nowej anteny.

— No i?

— Kiedy zostanie zamontowana, będzie można zacząć przesyłać nierozproszoną wiązkę.

Al-Baszyr spojrzał na zegarek. Ustawił go na strefę czasową Waszyngtonu.

— Prezydent zacznie przemawiać za jakąś godzinę. Na łysej czaszce Egipcjanina pojawiły się krople potu.

— Do tego czasu powinni skończyć.

— Czy możemy przemieścić satelitę już teraz?

— Lepiej poczekać, aż skończą z anteną.

Al-Baszyr skrzywił się, pogładził brodę w niecierpliwym geście, po czym rzekł:

— Chcę, żeby został przesunięty teraz. I antena ma być wycelowana w Waszyngton. Teraz.

— Ale…

— Masz odpowiednie współrzędne.

— Tak, ale…

— Ale co? — warknął al-Baszyr.

— Możemy uruchomić silniki sterowania wysokością, korzystając z przekaźnika satelity — rzekł Egipcjanin, rozglądając się nerwowo — aby antena była wycelowana w Waszyngton.

— W takim razie zróbcie to.

— Ale nie możemy wysyłać żadnych wiadomości do naszych ludzi na satelicie. Możemy tylko od nich dostawać.

— Plan zakłada ciszę radiową z wyjątkiem wiadomości od nich i przesłania kodów sterujących do silników. Więc o co chodzi?

— Może im się coś stać, kiedy satelita zacznie się przemieszczać.

— Jak może im się coś stać? Przecież są w stanie nieważkości.

— Ale nie są pozbawieni masy. Wszystko nadal ma masę. Al-Baszyr potrząsnął ze złością głową.

— Pff! Akademickie detale.

— Nie tylko — upierał się Egipcjanin. — Jeśli ich nie ostrzeżemy, że satelita zacznie zmieniać pozycję, zanim skończą montować nową antenę…

— Boisz się, że odpadną od satelity?

— Nie, są przypięci linami.

— W taki razie zaczynamy manewr.

— To nie…

Al-Baszyr uderzył go. Mocno. Nie była to świadoma decyzja, po prostu ręka sama podskoczyła mu i wylądowała na okrągłym policzku Egipcjanina. Trzask sprawił, że technicy unieśli głowy.

— Ja tu rządzę — oświadczył al-Baszyr, głosem chłodnym z wściekłości. — A wy macie robić, co wam każę. Wszyscy! — dodał, patrząc na gapiących się na niego techników.

Egipcjanin stał oniemiały, a na jego policzku barwy orzecha odcisnął się biały ślad ręki al-Baszyra.

— Przesunąć satelitę na właściwą pozycję — rozkazał al-Baszyr.

Egipcjanin odwrócił się i skinął na jednego z techników, który zaczął szybko stukać w klawiaturę komputera.

ORBITA GEOSYNCHRONICZNA

— Nie uważasz, że będzie przeszkadzać? — spytał Williamson. wskazując odzianą w rękawicę dłonią oryginalną antenę satelity, odczepioną i unoszącą się swobodnie obok satelity jak olbrzymia metalowa kra.

Buczazi potrząsnął głową w hełmie.

— Nie, jest wystarczająco daleko, żeby nie stanowiło to problemu.

— Dobrze.

Dwaj mężczyźni mocowali nową, mniejszą antenę do gniazda w pobliżu magnetronów. Praca w niewygodnych skafandrach szła wolno. Choć w próżni nie słychać było dźwięku, Williamson czuł wibracje wiertarki przez grubą tkaninę rękawic. Te pieprzone rękawice to jakiś koszmar, pomyślał. Były sztywne jak tektura. Trudno było zginać w nich palce na tyle, by pewnie uchwycić narzędzie. Już dwukrotnie o mało nie stracił wiertarki, wypuściwszy ją.

Buczaczi pracował cały czas i nie pytał o Nikołajewa. Wiedział, że Williamson zabił Rosjanina. Czy niewierny może zostać świętym męczennikiem, dumał Buczaczi? Jakie to ma znaczenie? Niech Allach decyduje. Allach litościwy, Allach miłosierny. Miał nadzieję, że Nikołajew znajdzie miejsce w raju. Choć nie był w pełni świadom celu misji, bez niego nic by nie osiągnęli.

W słuchawkach hełmu Buczaczi słyszał, jak Williamson ciężko oddycha. Praca była o wiele cięższa, niż przypuszczali, i wszystko szło znacznie wolniej. Buczaczi sam dyszał z wyczerpania; uniósł lewe ramię, by spojrzeć na instrumenty umocowane na nadgarstku.

— Prawie gotowe — rzekł Williamson.

Buczaczi zamrugał, czując, jak pot spływa mu do oczu. Szkoda, że nie mogę wytrzeć twarzy, pomyślał. Jestem mokry od potu. I nagle poczuł ukłucie strachu. Może to przez mikrofale? Może właśnie jestem smażony żywcem?

Nie, odpowiedział sobie. Wyłączyliśmy wysyłanie energii. Z piekielnej maszyny nie wydostają się żadne mikrofale i tak będzie, dopóki nie skończymy montować anteny i nie włączymy ponownie zasilania.

Trudno jednak było mu opanować drżenie rąk.

— Hej, co się dzieje? — spytał Williamson. — Co?

— Wydaje mi się, że zobaczyłem dym albo coś takiego.

— Dym? Niemożliwe.

— Coś tam było.

— To nie mógł być dym. Nie tutaj.

— Znowu!

Tym razem Buczaczi też zobaczył coś kątem oka. Strużka błyszczącego gazu, która znikła tak szybko, że oko ledwo ją zarejestrowało.

— Silniki kontroli wysokości — rzekł. — Przesuwają satelitę.

— Przecież jeszcze nie skończyliśmy!

— Pewnie na dole się niecierpliwią.

— Nie czuję, żebyśmy się przesuwali.

Buczaczi o mało się nie uśmiechnął. Już miał zacząć wyjaśniać, ale dał spokój. Jaki jest sens wyjaśniania komuś w tej chwili praw inercji?

— Dobrze, że nowa antena jest prawie zamontowana — rzekł Williamson. — Byłoby zabawnie, gdyby nadal wisiała luzem.

Ach, pomyślał Buczaczi. Więc jednak rozumie zasady Newtona, choć trochę. Na głos rzekł jednak:

1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 103
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)