Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Rzeka bogów [River of Gods - pl]
Rzeka bogów [River of Gods - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rzeka bogów [River of Gods - pl]

Электронная книга - «Rzeka bogów [River of Gods - pl]». Краткое содержание книги:

„Rzeka bogów” bez wysiłku bije na głowę dowolną spekulatywną powieść z ostatnich paru lat; to pełen wigoru skok w przyszłość Indii, widziany oczyma dziewięciu zupełnie różnych postaci. Ich historie wikłają się i łączą, podczas gdy McDonald nie tylko snuje rozbuchaną, pełną tajemnicy intrygę, ale także ilustruje przyszłe dylematy ludzkości, przeskakując od jednego odkrycia ku następnemu, prowadząc nas nieubłaganie ku przyszłości, jakiej sami byśmy sobie nie wyobrazili. (…) Książka się kończy, a czytelnik chce więcej, mimo że McDonald, w odróżnieniu od autorów paru innych potężnych tomiszczy, wie jak się kończy opowieść. Nieustanny potok objawień prowadzi do kulminacji, smutnej i ekscytującej zarazem, całkiem jakby autor, na równi z czytelnikiem, pragnął pozostać w roku 2047. „Rzeka bogów” (…) jest (…) prawdopodobnie jak dotąd najwybitniejszą powieścią Iana McDonalda. Gęsta, momentami trudna w odbiorze, kojarzy się z puszczonym na pełen gaz kulturowym zanurzeniem Williama Gibsona; jest pełna naukowego żargonu, spostrzeżeń religijnych i socjologicznych oraz nawiązań do sztuki, tak niskiej, jak i wysokiej. Powieść potrafi jednak wynagrodzić staranną lekturę, więcej niż rekompensując skupienie wartką akcją. Najnowsze dokonanie wielokrotnie już nagradzanego pisarza należy zaliczyć do najlepszych powieści SF wydanych w Stanach Zjednoczonych w tym roku.
1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 143
Перейти на страницу:

Ponownie czuje trzask żeber bandyty, na którego wjechała skuterem; wstrząs przeniesiony przez ramę i jej biodra, gdy karsewacki zabójca osuwa się na peron. Zaczyna się trząść w dusznym, ciemnym pokoju. Nie może się pohamować: znajduje krzesło i siada, obejmując się ciasno rękoma, dygocąc z wewnętrznego zimna. To czyste szaleństwo, a ty wskoczyłaś w nie po szyję. Neutko i szwedzka dziennikarka. Możecie zniknąć z dziesięciomilionowego Varanasi i nikt nawet nie mrugnie.

Odwraca krzesło tak, aby widzieć zarówno drzwi, jak i okno w sypialni. Przestawia drewniane żaluzje, by móc coś zobaczyć, ale bandycie utrudnić zajrzenie do środka. Siada i obserwuje, jak świetlne pasy wędrują po podłodze.

Budzi się i podskakuje. Odgłosy. Ruch. Zamiera, potem nurkuje do kuchni, gdzie są francuskie noże kuchenne. Raptownie otwiera drzwi, postać przy lodówce wiruje, łapie nóż. On. Ono.

— Przepraszam przepraszam — mówi swoim dziwacznym, dziecięcym głosikiem. — Jest tu coś do jedzenia? Strasznie jestem głodne.

W lodówce Bernarda są różne niedojedzone rzeczy, trochę przekąsek i butelka szampana. A jakże. Neutko obwąchuje je i zjada prosto z półki.

— Przepraszam. Strasznie jestem głodne. Bo hormony… Za mocno je podkręciłom.

— Zrobić ci herbaty? — pyta Najia, bohaterka-wybawczyni nadal potrzebuje grać jakąś rolę.

— Ćaj, tak, ćaj, świetnie.

Siadają na materacu, z małymi szklaneczkami w dłoniach. Neutko pije ćaj po europejsku, czarny, bez cukru. Najia podskakuje przy każdym cieniu na żaluzjach.

— Nie wiem jak ci dziękować.

— Nie dziękuj. Bo to ja cię w to wpakowałam.

— Tak, powiedziałaś to na dworcu. Ale gdyby nie ty, zrobiłby to ktoś inny. I pewnie nie poczuwałby się do winy. Bo to poczucie winy, prawda?

Najia w życiu nie była tak blisko żadnego neutka. Coś tam o nich wie: kim są, skąd się biorą, co potrafią ze sobą zrobić, rozumie nawet trochę ich wzajemną atrakcyjność i akceptuje je z należytą skandynawską tolerancją, ale to całe Tal inaczej pachnie. Wie, że chodzi o ich manipulacje hormonami i neuroprzekaźnikami, boi się jednak, że Tal to wyczuje i pomyśli, że to neutrofobia.

— Przypomniałam sobie — mówi. — Zobaczyłam te zdjęcia i przypomniałam sobie, gdzie cię już kiedyś widziałam.

Tal marszczy brwi. Pośród spowitego tiulami złotego zmierzchu ten wyraz twarzy wygląda niezmiernie obco.

— W Indiapendent — dodaje Najia.

Tal podpiera głowę dłońmi, zamyka oczy. Ma długie rzęsy. Najii wydają się przepiękne.

— Boli mnie to wszystko. Nie wiem co myśleć.

— Robiłam wywiad z Lalem Darfanem. Satnam oprowadzał mnie po studiu. I dał mi zdjęcia.

— A, ten z triśulą — wykrzykuje Tal. — Ćutja! Wrobił nas oboje! Ach! — Zaczyna dygotać, leją się łzy, unosi dłonie jak szpony trędowatego. — Biedna Mama Bharat, myśleli, że to moje mieszkanie, pomylili… — Dygot przeradza się w urywane łkanie, rozdzierane wyczerpaniem i szokiem.

Najia wykrada się do kuchni i robi nowy ćaj, dopóki nie usłyszy, że lamenty cichną. Jak na Afgankę, ma całkiem północnoeuropejski lęk przed silnymi emocjami.

— Jeszcze ćaju?

Tal owija się prześcieradłem. Kiwa głową. Trzymająca szklankę dłoń drży.

— Skąd wiedziałaś, że będę na dworcu?

— Dziennikarska intuicja — odpowiada Najia. Chciałaby dotknąć jego twarzy i nagiej delikatnej głowy. — Sama bym tam właśnie poszła.

— Twoje dziennikarskie przeczucia to niezła rzecz. Jaki ze mnie głupek! Uśmiechałom się, śmiałom, tańczyłom i myślałom, że wszyscy mnie uwielbiają! Nowe neutko w mieście, każdy chce je poznać, przyjdź na wielką imprezę, chodź do klubu…

Najia wyciąga dłoń, by dotknąć Tala, by pocieszyć i ogrzać. I nagle uświadamia sobie, że przyciska je do piersi, jej policzek ociera się o gładką, natłuszczoną skórę głowy. Jakby tulić kota, nic tylko kości i napięcie. Palcami muska wypustki na ramieniu, jak szereg symetrycznych ukąszeń komarów. Wzdryga się.

— Nie, proszę, tutaj — mówi Tal.

Najia delikatnie naciska punkt. Czuje, jak pod skórą przelewają się płyny.

— I tutaj, proszę… — Jego palce prowadzą jej palce ku innej wypustce koło przegubu. — I tu. — O szerokość dłoni od łokcia. Neutko drży w jej objęciach. Jego oddech się uspokaja. Mięśnie tężeją. Chwiejnie wstaje na nogi, niepewnie przechadza się po pokoju.

Najia niemal czuje zapach tej nerwowości. Mówi:

— Nie wyobrażam sobie, jak to jest móc tak sobie wybierać emocje.

— My nie wybieramy emocji, tylko reakcje. To jest… intensywne. Mało które z nas dożywa sześćdziesiątki. — Teraz chodzi w kółko, jak mangusta w klatce, zerkając przez szczeliny między żaluzjami i zasuwając je z powrotem.

— I jak mogłoś…

— Podjąć taką decyzję? Dla urody to wystarczająco długo.

Najia kręci głową. Jedna niesamowitość na drugiej. Tal łomocze pięścią o ścianę.

— Idiota! Powininnom zginąć, powininnom zginąć, jestem za głupie, żeby żyć.

— Nie tylko ty, ja też byłam głupia, myślałam sobie, że mam specjalny kontakt z N.K. Jivanjeem.

— Spotkałaś Jivanjeego?

— Rozmawiałam z nim, na wideo, kiedy zorganizował spotkanie, na którym Satnam dał mi te zdjęcia.

Na żaluzje pada cień. Neutko i kobieta zamierają. Tal powoli kuca, chowając się poniżej parapetu. Kiwa na Najię, żeby dołączyła do niego pod ścianą. Najia, zamieniwszy się w słuch, czołga się po macie zasłanej warstwami tiulu. Wtem damski głos odzywa się po niemiecku. Żołądek Najii odpuszcza. Przez chwilę wydawało jej się, że zaraz zwymiotuje ze strachu.

— Musimy uciekać z Bharatu. Widzieli cię ze mną — szepcze Tal. — Teraz jesteśmy jak jedno. Musimy kupić sobie bezpieczną drogę.

— Nie powinniśmy pójść na policję?

— Czy ty nie masz pojęcia, jak działa ten kraj? Sajida Rana rządzi policją i chce mnie dopaść, jako zdrajcę, a ci policjanci, nad którymi nie ma władzy, siedzą w kieszeni Jivanjeego. Trzeba znaleźć coś, co będzie na tyle cenne, że zapewni nam ochronę. Mówisz, że rozmawiałaś z Jivanjeem na wideo. Myślę, że jesteś na tyle bystra, że je sobie zostawiłaś. Pokaż. Może tam coś będzie.

Siadają obok siebie pod ścianą. Najia wyciąga palmera; ręka jej się trzęsie. Tal chwyta ją za przegub, uspokaja.

— Taki sobie model — mówi.

Dźwięk odtwarzanego nagrania jest boleśnie głośny. Na zewnątrz w klubie słychać pykanie piłek tenisowych i uderzenia rakiet. Rozfalowany, obwieszony kalamkari pawilon N.K. Jivanjeego na ekranie wydaje się boskim przeciwieństwem mrocznej, przegrzanej sypialni dusznej od strachu.

— Stop stop stop!

Najia nie trafia kciukiem w przycisk.

— Co to jest?

— N.K. Jivanjee.

— Wiem, głupia. Gdzie to jest?

— To jego gabinet, albo prywatne mieszkanie, a może i ta jego ratha jatra, nie wiem.

— Kłamstwa kłamstwa kłamstwa — syczy Tal. — Za to ja wiem. To nie jest ani mieszkanie, ani ratha jatra, ani biuro pana N.K. Jivanjeego. To apartament weselny Aparny Chawli i Ajay Najiadwali na najhuczniejszy ślub roku w Mieście i wsi. Samo projektowałom te kalamkari.

— Dekoracje?

— Moje dekoracje. Do sceny, której jeszcze nie kręcili.

Najia Askarzadah czuje, jak rozszerzają jej się oczy. Żałuje, że nie ma takiego podskórnego menu, z którego mogłaby sobie zarządzić strumień neuroprzekaźników do rozpuszczenia paraliżującego niedowierzania.

1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 143
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)