Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]
- Автор: Пратчетт Теренс Дэвид Джон
- Год: 2010
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 978-83-7648-377-1
- Переводчик: Piotr W. Cholewa
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]». Краткое содержание книги:
— Rozumiem. Jednak nie wątpię w jutrzejszy sukces. Jestem pewien naszej taktycznej przewagi.
— Cieszę się, że sam nie będę grał. To wszystko.
— Tak, panie Trev, to prawdziwa szkoda.
Niedaleko, przy stole, Liga Piłkarska dokonywała ostatnich poprawek. Usłyszeli czyjś głos:
— Nie, nie. Wszystko pokręciliście. Jeśli gościu z drużyny B znajdzie się bliżej tego… bramkarza… nie, skłamałem, bliżej bramki niż jej strażnik, wtedy oczywiście strzela od razu. To rozsądne.
Rozległo się westchnienie, które mogło wydobywać się jedynie z piersi Myślaka Stibbonsa.
— Nie. Chyba nie rozumiecie…
— Ale jak strażnik jest tak daleko od gola, to oferma z niego… — wtrącił ktoś.
— Zaraz, zacznijmy jeszcze raz — zaproponował ktoś jeszcze.
— Przypuśćmy, że ja jestem tym gościem, tutaj.
Trev zobaczył, że jeden z mężczyzn pstryknął przez stół zwiniętym w kulkę papierem.
— Znaczy, kopnąłem tę piłkę tak daleko i to właśnie ja, ten kawałek papieru. Co wtedy?
Jeszcze raz pstryknął papierową kulkę, która trafiła w ołówek Myślaka.
— Nie! Przecież już tłumaczyłem. I proszę nie rzucać papierkami, bardzo mnie to rozprasza.
— Ale to musi działać, jeśli sam ją dokopie.
— Czekajcie! — odezwał się ktoś jeszcze inny. — Co będzie, niby, kiedy człowiek ma piłkę na swojej połowie boiska i przebiegnie z nią całą drogę, nikomu nie oddając, a potem trafi do siatki?
— To będzie zgodne z przepisami — oświadczył Myślak.
— Niby tak, tylko coś takiego się nie zdarzy, nie? — rzucił mężczyzna, który pstryknął zaślinionym kawałkiem papieru i tak mu się to spodobało, że pstryknął następnym.
— Ale jeśli spróbuje i mu się uda, to będzie piękna gra, prawda? — rzekł Myślak.
— Gdzie nasza drużyna? — Trev rozejrzał się dookoła.
— Zaproponowałem, żeby wcześniej się dziś położyli — wyjaśnił Myślak.
— Wcześnie dla maga to znaczy o drugiej w nocy — zauważyła Glenda.
— Wydałem instrukcje, by gracze dostali wieczorem specjalnie przygotowany posiłek — wtrącił Nutt. — Z tego powodu, panno Glendo, muszę prosić, by zaryglowała panienka drzwi do nocnej kuchni.
Nieruchoma cisza zaległa wieczorem w jadalni.
— Nie jadam sałatek — oświadczył pedel Nobbs (żadnego pokrewieństwa). — Mam po nich wiatry.
— Jak człowiek może żyć bez makaronu? — zdumiewał się Bengo. — To barbarzyństwo.
— Zauważyliście, mam nadzieję, że mój talerz jest tak pusty jak wasze — odezwał się Ridcully. — Pan Nutt nas trenuje i pozwalam mu trzymać lejce. Ponadto macie dziś wieczorem powstrzymać się od palenia.
Zabrzmiał chór przerażonych głosów. Nadrektor uciszył go gestem ręki.
— Ponadto, jak napisał w instrukcjach… — Przyjrzał się dokładniej niezbyt równemu pismu Nutta i uśmiechnął lekko. — Żadnych kontaktów seksualnych.
Nie wywołało to reakcji, jakiej się spodziewał.
— To znaczy, że mamy o tym nie rozmawiać? — upewnił się kierownik studiów nieokreślonych.
— Nie, to byłby seks oralny — poprawił go Rincewind.
— Seks oralny to słuchanie o nim.
Bengo Macarona siedział zbaraniały.
— Nie chcę też, żebyście się wykradali na nocne przekąski — mówił dalej Ridcully. — Obowiązują zasady. Pani Whitlow i panna Sugarbean otrzymały polecenie, by bezwzględnie wspierać w tej kwestii pana Nutta. Z pewnością, panowie, potraficie okazać nieco siły charakteru.
— Aby okazać solidarność z resztą drużyny — odezwał się wykładowca run współczesnych — chcę powiedzieć, że w moim pokoju mam chyba kawałek sera w pułapce na myszy.
Ridcully został sam, w towarzystwie jedynie stuku przewracanych krzeseł. Wolno poszedł do swojego pokoju i rzucił kapelusz na wieszak. Muszą obowiązywać jakieś zasady, powiedział sobie. Więc musi być reguła dla nich i reguła dla mnie.
Podszedł do swego łoża z baldachimem na ośmiu słupkach i otworzył klapkę, pod którą chował słój z tytoniem. Teraz jednak znalazł w nim krótki liścik:
Drogi. Nadrektorze,
Zgodnie z Pańską ratyfikacją instrukcji pana Nutta, aby dziś wieczorem, ciało profesorskie nie miało dostępu do pożywienia ani przyrządów tytoniowych, pozwoliłam, sobie zabrać pańskie papierosy i tytoń fajkowy. Chcę także dodać, że opróżniłam chłodnię z tradycyjnych plastrów zimnego mięsa i pikli, by nie stanowiły pokusy.
— Niech to… — mruknął Ridcully pod nosem.
Podszedł do szafy i przeszukał kieszenie smokingu. Znalazł kartkę, na której napisano:
Zgodnie z poleceniami, — pana Nutta, ratyfikowanymi osobiście przez Pana, Nadrektorze [ i to naprawdę nie do wiary, z jakim wyrzutem umiała pisać pani Whitlow], pozwoliłam, sobie zabrać Pańskie rezerwowe miętówki.
— Rozkład i zgnilizna! — zawołał Ridcully, zwracając się do nocnego powietrza. — Otaczają mnie zdrajcy! Na każdym kroku psują mi szyki!
Niepocieszony, powlókł się do biblioteczki i wyjął „Poradnik okultystyczny” Boddrysa, książkę, którą znał chyba na pamięć. A że znał ją na pamięć, strona 14 ukrywała niewielki wycięty otwór, gdzie czekały paczka ekstramocnych lukrecjowych miętówek, uncja tytoniu Wesoły Żeglarz i paczka wizzli… oraz, jak się okazało, nieduża karteczka:
Drogi Nadrektorze
Po prostu nie miałam serca.