Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Urth Nowego Słońca [The Urth of the New Sun - pl]
Urth Nowego Słońca [The Urth of the New Sun - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Urth Nowego Słońca [The Urth of the New Sun - pl]

Электронная книга - «Urth Nowego Słońca [The Urth of the New Sun - pl]». Краткое содержание книги:

Naprawdę mam na imię Severian. Przyjaciele, których nigdy nie miałem zbyt wielu, nazwali mnie Severianem Kulawym. Żołnierze, których niegdyś miałem mnóstwo, choć nie aż tak wielu, jakbym chciał, nazywali mnie Severianem Wielkim. Nieprzyjaciele, którzy mnożyli się jak muchy na bitewnych polach zasłanych trupami, nazywali mnie Severianem Oprawcą. Byłem ostatnim Autarchą Wspólnoty, a tym samym jedynym prawowitym władcą planety znanej podówczas jako Urth.
1 ... 87 88 89 90 91 92 93 94 95 ... 104
Перейти на страницу:

— Czy pamiętasz, jak kiedyś zamknięto nam przed nosem bramę nekropolii?

Skinął głową.

— Drotte kazał mi wtedy przecisnąć się między prętami, ale nic z tego nie wyszło. Zjawili się ochotnicy, otworzyli bramę, a ja uciekłem, zostawiając go z tobą i Rochem. Wy nie przejmowaliście się mistrzem Gurloesem. ale ja wtedy jeszcze bardzo się go bałem.

— My też, lecz nie chcieliśmy, żebyś o tym wiedział.

— Wcale wam się nie dziwię. — Uśmiechnął się tak szeroko, że dostrzegłem błysk jego zębów w blasku księżyca, a także plamę czerni w miejscu, gdzie brakowało jednego z nich. — Tacy właśnie są chłopcy, jak powiedział pewien szyper pokazując ich swojej córce.

Przez głowę przemknęła mi szaleńcza myśl, że może gdyby Eata wtedy nie uciekł, to on ocaliłby Vodalusa i to jego udziałem stałyby się wszystkie moje późniejsze przeżycia. Nie sposób wykluczyć, że w jakimś innym wszechświecie wydarzenia potoczyły się właśnie w taki sposób.

— Co robiłeś przez ten czas? — zapytałem. — Opowiadaj!

— Nie bardzo jest o czym opowiadać. Będąc kapitanem uczniów, często wymykałem się z Cytadeli i odwiedzałem Maxellindis za każdym razem, gdy łódź jej ojca cumowała w pobliżu Algedonu. Wiele rozmawiałem z żeglarzami, sam także nauczyłem się prowadzić łódź, więc kiedy nadeszła kolejna święta Katarzyna, nie mogłem się zmusić, żeby złożyć śluby i przywdziać fuligin.

— Ja uczyniłem to tylko dlatego, że nie wyobrażałem sobie życia w żadnym innym miejscu niż Wieża Matachina.

Eata skinął głową.

A ja tak, bo już trochę zdążyłem go zaznać. Przez cały rok zastanawiałem się, jak by to było, gdybym zamieszkał na łodzi i pomagał w pracy Maxellindis oraz jej wujowi. On był stary i miał sztywne stawy, jej brakowało sił, więc na pewno przydałby im się ktoś młody i w pełni sprawny. Nie czekałem, aż mistrzowie wezwą mnie przed swoje oblicza i każą podjąć ostateczną decyzję, tylko wcześniej wziąłem nogi za pas.

— A potem?

— Najszybciej jak mogłem zapomniałem o katach i konfraterni.

Dopiero niedawno spróbowałem przypomnieć sobie, jaki byłem dawno temu, w młodości, kiedy Wieża Matachina stanowiła cały mój świat.

Nie uwierzysz, Severianie, ale przez wiele lat bałem się nawet spojrzeć na Wzgórze Cytadeli; kiedy przepływaliśmy w pobliżu, zawsze patrzyłem w przeciwną stronę.

— Wierzę ci — odparłem.

— Jakiś czas potem umarł wuj Maxellindis. Daleko na południu w delcie rzeki, w dziurze zwanej Liti, miał swoją ulubioną oberżę. Wątpię, żeby jej nazwa obiła ci się kiedykolwiek o uszy. Pewnego wieczoru przyszliśmy tam po niego, a on, jakby nigdy nic, siedział przy stole z głową opartą na ramieniu, ale kiedy potrząsnąłem nim, spadł z ławki na podłogę. Był już całkiem zimny.

— „Widzieli mężczyzn zmarłych z opilstwa, którzy leżeli przy tryskających z ziemi źródełkach wina. zbyt oszołomieni trunkiem, aby zdać sobie sprawę, że ich życie dobiegło już końca…”

— O czym ty mówisz? zapytał Eata.

— To tylko taka stara opowieść. Nieważne, mów dalej.

— Zostaliśmy na łodzi sami, ona i ja, ale we dwójkę radziliśmy sobie nie gorzej niż wcześniej we trójkę. Nigdy nie wzięliśmy ślubu: zawsze było jakoś tak, że kiedy oboje mieliśmy na to ochotę, akurat byliśmy bez pieniędzy, a kiedy mieliśmy pieniądze, właśnie się po kłóciliśmy. Nie miało to zresztą żadnego znaczenia, bo po paru latach wszyscy i tak uważali nas za małżeństwo.

Wysmarkał nos za burtę.

— Mów dalej — zachęciłem go ponownie.

— Zajmowaliśmy się trochę przemytem i pewnej nocy zatrzymał nas kuter. Było to jakieś osiem albo dziesięć mil na południe od Wzgórza Cytadeli. Maxellindis skoczyła do wody — wyraźnie usłyszałem — plusk — a ja zrobiłbym to samo, gdyby nie to, że jeden z celników cisnął we mnie achico i padłem na pokład jak długi. Zapewne znasz tę broń?

— Owszem. Czy byłem jeszcze wtedy Autarchą? Mogłeś przecież zwrócić się bezpośrednio do mnie.

— Nie zrobiłem tego. bo byłem pewien, że odeślesz mnie z powrotem do konfraterni.

— Nie uczyniłbym tego — zapewniłem go. — A gdybym nawet tak postąpił, czy zaznałbyś wtedy gorszego losu od tego, który cię spotkał?

— Tak, bo musiałbym w niej pozostać do końca życia. Tak czy inaczej, wzięli naszą łódź na hol i zaciągnęli ją w górę rzeki. Długo czekałem w areszcie na rozprawę, a kiedy wreszcie się odbyła, zostałem skazany na chłostę i wsadzony na galeon. Trzymali mnie skutego aż do chwili, gdy ląd zniknął nam z oczu, potem zaś harowałem jak niewolnik, ale w ten sposób dotarłem do Kraju Żółtych Ludzi, a tam natychmiast uciekłem ze statku i mieszkałem przez dwa lata. To nawet nie jest najgorsze miejsce, naturalnie pod warunkiem, że ma się pieniądze.

— Potem jednak wróciłeś, jak się domyślam?

— Dziewczyna, z którą żyłem, zginęła w zamieszkach. Wybuchają tam co dwa albo trzy lata z powodu nadmiernie wysokich cen żywności.

Żołnierze nie patyczkują się, tylko rozbijają głowy jak leci. a ona miała pecha i znalazła się w niewłaściwym czasie w zupełnie niewłaściwym miejscu. Akurat wtedy stała w porcie karawela gotowa do wypłynięcia w rejs na Wyspę Błękitnych Kwiatów: poszedłem do kapitana, pogadałem z nim trochę, a on zgodził się wziąć mnie na pokład. Młodzi ludzie bywają niekiedy wielkimi głupcami; nie wiedzieć czemu ubzdurałem sobie, że Maxellindis na pewno kupiła następną łódź. Jednak kiedy wróciłem na Gyoll, jej tam nie było i już nigdy jej nie spotkałem.

Przypuszczalnie zginęła tej nocy, kiedy dopadł nas kuter, a ona wyskoczyła za burtę.

Przez chwilę milczał, pocierając brodę.

— Maxellindis pływała prawie tak dobrze jak ja. ja zaś, jeśli pamiętasz, mogłem iść w zawody zarówno z tobą, jak i z Drotte'em. Może wciągnęła ją wodnica? To się czasem zdarza, szczególnie w dole rzeki.

— Wiem — odparłem, ponownie widząc przed sobą wielką twarz Juturny, taką jak wtedy, kiedy jako chłopiec mało co nie utonąłem w Gyoil.

— Nie mam dużo więcej do powiedzenia. Przywiozłem ze sobą trochę pieniędzy, trochę dostałem od kapitana po zakończeniu rejsu, kupiłem tę łódź i mieszkam na niej do tej pory. Wciąż jeszcze potrafię trochę mówić językiem Żółtych Ludzi, a wystarczy, żebym posłuchał ich rozmowy, a natychmiast przypomina mi się jeszcze więcej. Albo kiedy sobie dobrze pojem i popiję.

— Na tym morzu jest wiele wysp. Widziałem je na mapie w Hypotermach.

Eata pokiwał głową.

— Co najmniej kilkaset, a do tego trzeba doliczyć drugie tyle nie zaznaczonych na żadnej mapie. Można by pomyśleć, że bardzo łatwo trafić na którąś z nich, ale to nieprawda. Jeśli nie masz szczęścia, przepłyniesz między nimi nie zdając sobie sprawy z ich istnienia. Wiele zależy od tego, czy jest noc czy dzień, a jeszcze więcej od wysokości punktu obserwacyjnego nad poziomem wody, to znaczy, czy wypatrujesz ich z bocianiego gniazda na maszcie karaweli czy z dziobu mojej łodzi.

Wzruszyłem ramionami.

— Pozostaje nam tylko nadzieja.

— Jak powiedziała żaba na widok bociana, ale ze strachu zaschło jej w ustach, więc zabrzmiało to jak zwykłe skrzeczenie. — Przez dłuższą chwilę Eata przyglądał mi się w milczeniu. — A czy ty wiesz, co się z tobą działo przez ten czas, nawet jeśli jesteś tylko wytworem mego umysłu ożywionym przez kakogenów?

— Wiem — odparłem. — I zapewniani cię, że nie jestem zjawą. a nawet jeśli nią jestem, to z winy hierogramaty Tzadkiela.

1 ... 87 88 89 90 91 92 93 94 95 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)